1:1 - nie jest źle



Pierwszy mecz naszej reprezentacji na EURO 2012. Pod koniec spotkania dokładnie było widać, że Grecja odwlekała na czas. Dla nich 1:1 to wynik wymarzony dla nas niekoniecznie. Mówią, że mogłoby być lepiej, ale moim zdaniem nie jest źle. Wziąwszy pod uwagę gola karnego i bramkę, której Grecji nie zaliczono, moglibyśmy przegrać 3:1. A jeszcze jakby nie było mamy szanse wyjść z grupy. 

Teraz czas na Rosję.

Jak myślicie? Damy radę? 

Od dziś uwielbiam TYTOŃ!
Czytaj więcej >

Dzień dziecka w Wilczej Woli

Dzień dziecka to chyba najlepszy w roku dzień. Dla dzieci oczywiście, bo dla rodziców niekoniecznie. Razem z klasą i połową gimnazjum spędziliśmy ten dzień w Wilczej Woli, znajdującej się niedaleko Kolbuszowej w Podkarpackim. Na początku już było fajnie. Dużo pozytywnego humoru, zabawne i zwariowane pomysły na to, jak spędzić ten dzień i co będziemy robić. 
Pierwszym punktem wycieczki był spacer wokół zalewu. Pogoda nam nie dopisywała, ale humor tak. Przeszliśmy z nauczycielami na "ty" i rozmawialiśmy na temat jak poprawić oceny na koniec roku. Propozycje były takie, żeby przekupić ich szarlotką. Po spacerze zorganizowaliśmy ognisko. Mimo deszczu, wszyscy wiernie czuwaliśmy przy ogniu. Następnie siedzieliśmy w altance i zajadaliśmy się kiełbasą z ogniska, nadal śmiejąc się w najlepsze. Przy tej ekipie ludzi nawet zjeść nie dało się spokojnie. Nasz wuefista ze śmiechu wypluł to, co miał w buzi, co nie było miłym widokiem. Potem by spalić kalorie, zebraliśmy małą grupkę osób i poszliśmy się przejść "w krzaki" jak to nazwał nasz facet od fizyki. Było nas tam z 10 osób - tych najfajniejszych. Postanowiliśmy się z wszystkiego śmiać. Głupi pomysł, ale zawsze jakaś rozrywka. Krzywa gałąź - hahah. Miejscowi mieszkańcy - hahah. Woda w rzece - hahah... Śmialiśmy się z wszystkiego. W pewnym momencie chłopcy zaczęli wydawać odgłosy małp i sobie tak gadali po małpiemu. Gdy wróciliśmy do punktu zbiórki, nadal wszystkim było wesoło. Sytuacja zaciekawiła naszą wychowawczynię "Co wy macie w tych krzakach?" 
Ogółem dzień był super, pomimo iż na początku myśleliśmy, że wywieźli nas na jakieś przysłowiowe ZADUPIE :D

Z tego wniosek taki, że nie ważne gdzie, ale ważne z kim :)


Ten punkt na wodzie to nasza piłka ;D wuefista jeszcze nie wie o jej zaginięciu ;pp 



Czytaj więcej >

Lekcja z ratownikiem

Witam, witam!
Na wstępie  chciałabym wam zadać takie jedno pytańko. Kto jest za tym, żeby już były wakacje? Bo ja jestem zdecydowanie na tak! Niestety do szkoły trzeba chodzić jeszcze przez ponad miesiąc. 
Tymczasem u mnie w szkole pod koniec roku jest zawsze najlepiej. Nie wiedzieć czemu wszyscy jednak narzekają.


Dziś przyjechali do nas ratownicy, którzy wyjaśniali i pokazywali, jak udzielać pierwszej pomocy. Ratownicy byli dość nietypowi, bo po pierwsze z poczuciem humoru, a po drugie umieli przyciągnąć uwagę widza. Chcieli, abyśmy my, uczniowie wymyślali dość tragiczne historie, gdzie trzeba kogoś ratować. A że to wszystko odbywało się na dworze, nasz kolega zwany Misiek podał pomysł "Niech go pan autem przejedzie". To wywołało oczywiście niestłumiony śmiech uczniów i nauczycieli, więc ratownicy musieli odczekać jakieś 10 minut, zanim wszyscy przestali się śmiać. Podobnych akcji było jeszcze kilka, np. gostek się pytał, którego swojego kolegę ma "ratować". Wskazaliśmy na tego najgrubszego, żeby było mu jak najtrudniej. Ogółem mówiąc, nigdy nie jesteśmy pobłażliwi dla naszych szkolnych gości. Muszą, więc przemyśleć zanim przyjadą jeszcze kiedykolwiek nas odwiedzić.

No a chemia? 
Chemia samo zło - pamiętajcie. Jednak ten nowy chemik nie jest taki zły. Dostałam u niego -2 z kartkówki, co graniczyło z cudem, ale jest, udało się! Nie mam większych aspiracji niż 3 na koniec roku z chemii, więc jest stabilnie. Sytuacja pod kontrolą.
Gość sam w sobie nie jest taki zły. Błyszczy inteligencją i czasami też humorem, ale lepiej go nie denerwować na poważnie. 
Kiedyś mój kolega wywrócił się u niego przed biurkiem, a ten wstaje i mówi: "Człowieku nie strasz mnie... I następnym razem pamiętaj, że na skrzyżowaniu się nie wyprzedza". 
Albo przed wywiadówką wchodzi do klasy i mówi: "Z okazji, że dzisiaj jest święto pasa mam dla was złą wiadomość". Klasa na to: "A jest jakaś dobra?" -" Dobra?? Niee... W końcu to szkoła."
Czytaj więcej >

Kilka zwykłych dni

Niedziela - jaka głupia jest niedziela, kiedy w poniedziałek trzeba iść do szkoły. No ale cóż... Goście byli, kawa i ciasteczka też. A z sobą trzeba coś zrobić. Nie można siedzieć bezczynnie i patrzeć jak jedzą, piją, rozmawiają i nadal jedzą. No więc ja i moje kuzynostwo ruszyliśmy tyłeczki i postanowiliśmy pograć sobie w piłkę nożną. Wszystko byłoby pięknie cacy, gdyby nie panująca na dworze pogoda. Burza, deszcz i wszystko temu sprzyjające, a my biegamy za piłką na naszym ogrodzie jak nienormalni. Troszkę przemokliśmy, ale było fajnie do momentu, gdy grzmoty nie przybrały na sile. Potem do domu, ciepła herbatka i nadal uważne obserwowanie naszych przynudzających rodziców, gdy nagle moja wspaniałomyślna mamuśka weszła na temat swoich nienormalnych dzieci. Opisywała oczywiście nasze wszystkie nieudane próby zdobycia większego kieszonkowego, nasze wspaniałomyślne pomysły na nudę i moje nocne rozmowy z bratem. Brat jakby nie było ma dopiero 7 lat, a o czym można rozmawiać z siedmiolatkiem? O samych głupotach rzecz jasna, chociaż dla niego to pewnie poważne tematy. No więc wyobraźcie sobie mnie i brata usiłujących dać mamie dyskretnie do zrozumienia, żeby skończyła te wywody! Nie pomagały głupie miny typu "jeszcze pożałujesz" ani kopanie jej pod stołem. Wszyscy śmiali się z nas w najlepsze, podczas gdy ona nadawała, jak to jej dzieci próbowały zrobić rakietę i wystrzelić naszego psa na księżyc, jak woziłam brata po trawie na sankach lub o naszych bezsensownych kłótniach o jednego cukierka.


Poniedziałek - Help! Trzeba wstać rano do szkoły. Tak mi się nie chciało po długim weekendzie majowym. No ale dobra. Wstałam. Sukces! Potem przystanek, gimbus a w nim mój koleżka przydzwonił głową w drzwi, chcąc je otworzyć. Niestety coś mu nie wyszło i tak troszkę sobie guza nabił. Taki zabawny akcent na początek dnia.

W szkole:
  • Geografia - Śmianie na lekcji z naszym szczerym nauczycielem, lubiącym ośmieszać uczniów przed całą klasą, wytykając im ich kompleksy. Całe szczęście nikt nie bierze go już na serio. 
  • Fizyka - Lekcja o ruchu drgającym i falach. Ciekawe, co nie? 
  • WF - Siłownia. Troszkę podpakowałam.
  • J.polski - wymyślanie rymowanek, wyliczanek i wszystkiego tego typu, a potem czytanie naszych wypocin. Oczywiście nie obeszło się bez prac z podtekstem erotycznym.  
  • Chemia - Nienawidzę chemii. Dysocjacja wodorotlenków, kwasów i soli. Jakże super ciekawy temat, ale kto się nudził, ten się nudził. Ja z kolegą tworzyliśmy mega długi długopis, czyli kilka długopisów, ołówków + strzykawka poklejona taśmą, a jeszcze inni czyścili akwarium. Nowy nauczyciel stał się całkiem znośny. Co chwila przytacza jakieś śmieszne sytuacje i żarty. Do mnie i kolegi wyjechał z tekstem na temat długopisu: 
    - Własnej roboty? - zapytał ze śmiechem.
    A do koleżanek czyszczących akwarium: 
    - Ja tam przeliczę wszystkie te rybki!
  • J.angielski - Luz
  • I niemiecki też luz. 
Ale męczą nas w tej szkole.
Czytaj więcej >

Dominika - pierwsza miłość

"Więc to tak! Mój Michał ma dziewczynę... Blondynkę... Długowłosą... Co tam włosy, można zgolić! Ale nogi... Za długie... Zbyt zgrabne... Porozpinane guziki... Włosy pieszczące ramiona, szyję... a pewnie i piersi

Ze wstrętem pomyślałam o moim mizernym biuście. I ten kolor włosów... Jak on to mówił? Kolor Jasnego piwa? Mój Misio. Mój poeta. Z jakimś babsztylem o zbyt długich nogach i zbyt pełnych piersiach..."



Tak rozpoczyna się historia burzliwej, pierwszej miłości Dominiki - koleżanki słynnej Ali Makoty. Błyskotliwy humor, zabawne perypetie i atmosfera warszawskich blokowisk - tak została opisana książka, ale moim zdaniem opis jest zbyt skromny. Po przeczytaniu tego niedługiego opowiadania twarz mi się uśmiechała. Co drugie zdanie w książce było komiczne. Fabułą rządził przypadek i  zbieg okoliczności, a do tego tekst był przyozdobiony zabawnymi cytatami, które tak naprawdę są dość zwarte z naszym życiem codziennym.

Zwariowane przygody takie jak: ogórkowy wypadek w supermarkecie, wspinaczka na drzewo, atak terrorystyczny, przyjęcie zaręczynowe, powrót dziadka z Ameryki i wiadomość o ciąży mamy - wydarzyły się dosłownie w ciągu kilku dni a co ważniejsze były tylko tłem do wątku miłosnego.

Czy Dominika wreszcie zostanie zauważona i pokochana przez Michała?  Tego wam nie zdradzę. Musice dowiedzieć się sami :)
Czytaj więcej >

Słoneczko

Pierwszy raz od dłuższego czasu nie zostałam obudzona przez coś lub przez kogoś. Śpiąc smacznie w moim kochanym łóżku, sama z siebie otworzyłam oczy. Tak nakazywała moja podświadomość szykując jakąś niespodziankę. Nienawidzę poranków, ale ten był wyjątkowy. Poczułam na twarzy ciepłe blask i w tym momencie wiedziałam, że jestem szczęśliwa! Naprawdę szczęśliwa! Słońce wdzierało mi się w źrenice z takim impetem, że mimo iż nie chciałam, musiałam przymknąć oczy, do których pomału napływały łzy.


Łzy radości. Przez tą cudowną chwilę czułam się beztrosko, czułam, że ktoś mnie kocha i zaraz po tym jak wyjdę z pokoju obleje mnie wodą, ale w ogóle o to nie dbałam. W końcu dzisiaj lany poniedziałek.
Czytaj więcej >
Create your space © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka