Pokazywanie postów oznaczonych etykietą memories. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą memories. Pokaż wszystkie posty

Jaka to oszczędność czasu zakochać się od pierwszego wejrzenia

Lubię długie deszczowe wieczory, takie jak dzisiejszy. Mogę wtedy bezkarnie cały dzień spędzić w łóżku z ulubioną książką. Wpuszczać chłodne powietrze do dusznego pokoju, wsłuchiwać się w bębnienie deszczu za oknem i wpatrywać się, jak pojedyncze krople spływają po szybie. Lubię myśleć, wspominać, zastanawiać się. Późnym wieczorem zejść do kuchni na kolację i zamienić kilka zdań z mamą, przekomarzać się z bratem i na koniec dnia życzyć im wszystkim dobranoc. A później znów wrócić do pokoju, zasiąść na fotelu z laptopem, założyć grube skarpety, otulić się ciepłym kocem i pozwolić słowom płynąć. Ogarnia mnie wtedy przyjemny spokój. Pewność, a może bardziej przekonanie, że wszystko jest, jak należy. Że tak miało po prostu być. Że los nas na chwilę rozdzielił, byśmy później już zawsze mogli być razem. I tęsknię. I czekam. I wiem, że już wkrótce Cię zobaczę.


Nie do wiary, jak szybko płynie czas. Wczoraj mali, dziś dorosły świat.  


   Pamiętasz, jak się poznaliśmy? Ja niestety jak przez mgłę. Byliśmy wtedy dziećmi i umknął mi ten moment pośród wielu innych, cudownych. Pamiętam tylko, że intrygowała mnie Twoja osoba. Kiedy koledzy opowiadali mi o Tobie, nie wiedziałam jeszcze, kim jesteś. Znałam Cię tylko z opowiadań. Dopiero później się zjawiłeś. Taki niepozorny, miły, wychowany, kulturalny, inny niż wszyscy. Znałeś tam już chyba każdego, tylko nie mnie. Przywitałeś się po raz pierwszy, obdarzając mnie ciepłym, szczerym uśmiechem i tak miało pozostać aż do teraz. 
    Ile lat minęło od tego czasu? Pięć? Sześć? Sporo. Pamiętam, jak za każdym razem, kiedy spotykaliśmy się w gronie znajomych, ściskałeś moją dłoń i trzymałeś ją, jakby była najcenniejszym skarbem. Pamiętam, jak biegłeś w moją stronę z otwartymi ramionami, podczas kiedy ja prawie przejechałabym Cię rowerem. Skąd mogłeś wiedzieć, że nie mam hamulców… Pamiętam, jak patrzyłeś na mnie uroczo znad telefonu, rysując moją karykaturę, a kiedy zapytałam, jaki lubisz kolor, odpowiedziałeś romantycznie, że sraczkowaty. Pamiętam, jak wmawiałeś mi, że skądś mnie już znasz i że byłeś u mnie w nocy – ha chciałbyś! Patrzyłeś wtedy  na mnie znacząco, ale prawda była taka, że znaliśmy się zaledwie kilka dni. Pamiętam, jak jeździliśmy na wycieczki rowerowe i jak bez celu przesiadywaliśmy na placu zabaw. Pamiętam nasze nocne rozmowy na gg. Pamiętam, jak mnie komplementowałeś. Słowa były wtedy takie ważne.
   Różnie to było. Przez dwa wakacyjne miesiące widywaliśmy się codziennie. Spędzaliśmy razem większość  wieczorów, ale wraz z końcem wakacji znikałeś, by pojawić się znowu za 10 miesięcy. Tak zostało ustalone z góry i nie staraliśmy się tego zmienić. Mimo wszystko zawsze siedziałeś w mojej głowie. Gdzieś w podświadomości zawsze o Tobie myślałam, zwierzałam się przyjaciółkom z naszych wakacyjnych przygód i tego, że do Ciebie wzdycham. Czekałam z utęsknieniem na wakacje, bo wiedziałam, że wtedy się zobaczymy, ale poza tym nie robiłam nic. Niewiele mogłam. Nie wiedziałam jak nawiązać kontakt. Nie znałam Cię za dobrze. Prawdę powiedziawszy, nie wiedziałam o Tobie nic konkretnego.



    Nadchodziły kolejne wakacje. Kolejna szansa. Zaprzepaściłam ją już na starcie. Odwróciłam się do świata plecami, udając, że jestem szczęśliwa. Nie byłam. Zgodziłam się spędzać czas z kimś innym, kiedy tak naprawdę ciągnęło mnie do Ciebie. Co mnie podkusiło? Nadal nie wiem. Chyba uwierzyłam, że nie mam u Ciebie szans, że Twoje serce należy już do kogoś innego, więc postanowiłam dać sobie spokój. Te dwa miesiące spędziliśmy osobno. Może raz się spotkaliśmy. Przypadkowo. Ja byłam na spacerze z koleżanką, ty też. Nie przypominam sobie, żebyśmy rozmawiali. Twoja towarzyszka zapytała mnie tylko  „I jak Ci się układa z chłopakiem?”. „Dobrze” odpowiedziałam, ale to nie była prawda. Kłamałam, bo od samego początku układało się źle. W ogóle się nie układało. Jak mogło się układać, skoro nadal siedziałeś mi w głowie? Nigdy nie byłam w nim zakochana. Nie wiem nawet, czy go lubiłam. Po trzech miesiącach z pewnością znienawidziłam. Napisałam do niego list. Mam go do dzisiaj, bo nawet nie znałam adresu. W sumie to niewiele o nim wiedziałam… Cichy był i skromny. Jeśli już coś mówił, to o ekonomii albo plątał wizję naszej wspólnej przyszłości z wypominaniem mi najmniejszych wad. List zawierał słowa przeprosin i wytłumaczenie, dlaczego nie chcę z nim dłużej być. Niemniej jednak sprawa szybko rozwiązała się sama. Nie musiałam nawet patrzyć mu w oczy. Sam ze mną zerwał - jak uważa. Przez gg. I tak oto stałam się najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem! Jak ja się wtedy cieszyłam wolnością! Uśmiech nie schodził mi z twarzy! Mogłam robić, co chciałam; mówić, co chciałam; zachowywać się, jak chciałam i przyjaźnić się, z kim chciałam! Mogłam być sobą, mogłam zachowywać się dziecinnie i nikt mi tego nie wypominał. Tak zachłysnęłam się poczuciem niezależności, że przez pewien czas byłam świecie przekonana, że chłopak nie jest mi do niczego potrzebny. Miałam wypaczony obraz typowego faceta. Każdy był dupkiem i frajerem! 


Co serce pokochało, rozum nigdy nie wymaże


   Zaraz potem znowu pojawiłeś się Ty. Wróciły wszystkie wspomnienia. Uczucia uderzyły we mnie z podwójną siłą. Bałam się pakować w 'kolejne bagno', jak to niegdyś nazywałam. Pewnego jesiennego, deszczowego dnia razem z przyjaciółką wychodziłam z biblioteki z naręczem książek. Poznałam Cię od razu. Przyjechałeś sprzedawać orzechy? Głowy nie dam… Rozmawiałeś z naszym kumplem, od razu zauważył Twój uśmiech na mój widok. Kolejne przypadkowe spotkanie, ale że nie wierzę w przypadki, nazwę to przebłyskiem nadziei. I staliśmy tak w czwórkę na zimnym powietrzu. Rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się, jak zawsze. Spotykałam Cię tak rzadko, ale tyle radości mi przynosiłeś!
    Takich spotkań ‘w drodze’ mieliśmy jeszcze kilka. Był wieczór, kiedy poszłam odprowadzić koleżankę do domu. Mieszkała daleko, ale miałam dużo czasu. Zbliżały się wakacje, w szkole już żadnej nauki. Wolne wieczory, istny raj dla ucznia. Więc poszłyśmy. Po drodze dołączył do nas kolega. Chciał mi towarzyszyć, cobym nie musiała wracać sama do domu. Pożegnaliśmy koleżankę i razem z kolegą ruszyliśmy w drogę powrotną. I nagle się pojawiłeś! Z początku myśleliśmy, że to 'Anitka na swoim niebieskim rumaku', ale kiedy zdjąłeś kask, nie było wątpliwości, że rumak należy do Ciebie. Moja radość na Twój widok nie miała końca! Co prawda nie rozmawialiśmy zbyt długo, ale obydwoje pamiętamy szczegóły. Ty, że miałam na sobie niebieski polar, a w ręce niosłam zeszyt do niemieckiego. A ja, że podziwiałam Twój uśmiech, kiedy kolega opowiadał o swoich miłosnych podbojach.



    Zaczęły się kolejne wakacje, a wraz z ich nadejściem dałam sobie słowo, że tym razem musi się udać. Jeśli nie, dam sobie z Tobą spokój. Już nie myślałam o związku, jak o czymś, co może mnie przytłaczać. Bałam się jedynie, że możesz okazać się kolejnym chłopakiem, któremu nie spodoba się moje prawdziwe ja. Ale Ty byłeś inny. Słuchałeś mnie uważnie jak mało kto. Nie krytykowałeś, nie chciałeś nic we mnie zmieniać. Ba! Patrzyłeś na mnie, jakby wokoło nic się nie liczyło. Traktowałeś dobrze, nie oczekując niczego w zamian. Krępowało mnie z początku zainteresowanie moją osobą. Nie do tego byłam przyzwyczajona, ale z czasem nauczyłeś mnie, że nie liczy się wiek, ani płeć. Że jesteśmy równi. Ogromną radość dawało mi przebywanie w Twoim towarzystwie. Zachłysnęłam się Tobą i z każdym dniem chciałam więcej. Nie liczyły się już plotki, o twoim domniemanym zauroczeniu inną osobą. Wiedziałam swoje i dążyłam do spełnienia swoich celów. Nie udałoby mi się, gdyby nie Ty... 

   Czytałam ostatnio nasze stare wiadomości. Człowiek by się uśmiał z głupot, jakie wtedy przychodziły nam do głowy. Dwuznaczne rozmowy, śmiałe podteksty. To wszystko było wtedy takie ważne. Podpuszczaliśmy się nawzajem. Sprawdzaliśmy teren, ale byliśmy zbyt nieśmiali, aby wyjść ze skorupy żartu i zacząć rozmawiać poważnie. Żadne z nas nie chciało zrobić tego pierwszego kroku. Baliśmy się odrzucenia, więc wygodniej było rozmawiać bez zobowiązań. Tak się jednak złożyło, że pierwszy krok zrobiliśmy razem. Jakby na trzy, cztery. 
    Był cudowny wieczór, kiedy siedzieliśmy razem w moim ogrodzie, na betonowym tarasie. Lekko skrępowani, ale wtuleni w siebie, małymi kroczkami coraz bardziej się do ku sobie zbliżając. Na początku niepewnie łapałeś mnie pod rękę. Delikatnie gładziłeś moją dłoń opuszkami palców. Później stopniowo i powolutku otwierałeś moje zaciśnięte palce, aby wplątać je między swoje. Dopiero na końcu obejmowałeś mnie ramieniem. Siedzieliśmy tak blisko siebie, że stykaliśmy się kolanami. Ogrzewałeś moje dłonie, bo były zimne, ale nie wiedziałeś jeszcze, że one zawsze takie są. Ja opierałam głowę na Twoim ramieniu i tak siedzieliśmy w blasku gwiazd, słuchając zabawnych opowieści naszych kolegów. Oni byli gdzieś obok, a w centrum wszechświata liczyłeś się tylko Ty. Nie do opisania jak się wtedy czułam, chociaż wiele wtedy było niedomówień. Kim dla Ciebie byłam? Co znaczyłam? I kim Ty byłeś dla mnie? Jeszcze sami tego nie wiedzieliśmy.



  Pamiętam jak trzy lata temu, w sierpniową noc siedziałam na parapecie, wypatrując spadających gwiazd. Wypatrzyłam ich kilka, ale mi wystarczyłaby jedna. Zażyczyłam sobie wtedy miłości od tej jedynej osoby. Pewnego dnia ta moja spadająca gwiazdka postanowiła pomóc mi spełnić moje marzenie i popchnęła w odpowiednim kierunku. Spotkaliśmy się tam gdzie zawsze. Sami jak chyba jeszcze nigdy przedtem. Zaproponowałeś spacer. Miałam Ci coś do powiedzenia. Szliśmy wiec i rozmawialiśmy tylko, a ja miałam cholerną ochotę Cię przytulić, złapać za rękę, dotknąć, chociażby małym palcem u stopy. Bóg tak chciał, że nagle na naszej drodze stanął nieznajomy, nieco podchmielony starszy mężczyzna.
   - To twoja dziewczyna? – zapytał.
   - Tak. – odpowiedziałeś, a mi nic nie było więcej do szczęścia potrzeba!


     I pomyśleć, że wydarzyło się to zaledwie trzy lata temu. Byliśmy trochę dziećmi, jedną nogą w dorosłym życiu. Oszalałam na Twoim punkcie, co sam zresztą stwierdziłeś, czytając mój pamiętnik. Nie myślałam o przyszłości ani o tym, co będzie… Chciałam być z Tobą tu i teraz! Wtedy nawet nie przypuszczałam, że mogę być jeszcze bardziej szczęśliwa. Ale to, co się wtedy wydarzyło, to zaledwie początek naszej pięknej historii…
Czytaj więcej >

Ostatnie dni bycia drugoklasistką.

10 miesięcy temu zaczynałam naukę w gimnazjum jako drugoklasistka. Ten czas jednak nieubłaganie płynie i brnie wciąż do przodu. Jesteśmy jego więźniami, dlatego też czasem zdawało mi się, że tracę dzień za dniem, nic sensownego nie robiąc... Po prostu przeżywałam dobę z dobą i nic z tego nie miałam. Zero satysfakcji. Jednak od niedawna takie dni trafiają mi się coraz rzadziej. Nareszcie zaczynam czuć, że żyję! Nareszcie coś wnoszę do swojego życia. Lubię to uczucie, bo daje takie jedyne w swoim rodzaju uczucie niezależności i lekkości.

Teraz kiedy wakacje zbliżają się coraz większymi krokami, korzystam z tych ostatnich dni bycia drugoklasistką. Kończąc II gimnazjum ze średnią 4.13 mam banana na buzi. Może to nie najlepsza średnia, jaką kiedykolwiek miałam, ale tym razem jestem w pełni zadowolona. W szkole mamy już same luzy - oczywiście, jeżeli ktoś jeszcze chodzi do szkoły, bo np. dzisiaj z 26 uczniów w mojej klasie zostało 9 - ale ja wytrwam i pójdę jeszcze jutro i w środę. W czwartek mamy wolne, bo III klasa ma zakończenie roku. Wszystkie oceny wystawione, a do szkoły chodzę, żeby nie mieć nieobecności. Oczywiście to czysta strata czasu, ale wreszcie można rozmawiać na lekcjach i dowiedzieć się tego i owego o nauczycielach.


W szkole czas strasznie szybko płynie i nie chodzi mi tutaj o pojedyncze lekcje, bo one się jednak czasem ciągną. Cały rok szkolny leci, jak z bicza strzelił, no powiedzcie mi, kiedy minęło te 10 miesięcy? No, kiedy ja się pytam? Pewnie, zanim się oglądnę, będę już w trzeciej klasie. A tam testy, bierzmowanie i inne takie duperele, że aż strach pomyśleć. 

Ale zanim trzecia klasa to dwa miesiące wolnego i na tym poprzestańmy :) 
Czytaj więcej >

Dzień dziecka w Wilczej Woli

Dzień dziecka to chyba najlepszy w roku dzień. Dla dzieci oczywiście, bo dla rodziców niekoniecznie. Razem z klasą i połową gimnazjum spędziliśmy ten dzień w Wilczej Woli, znajdującej się niedaleko Kolbuszowej w Podkarpackim. Na początku już było fajnie. Dużo pozytywnego humoru, zabawne i zwariowane pomysły na to, jak spędzić ten dzień i co będziemy robić. 
Pierwszym punktem wycieczki był spacer wokół zalewu. Pogoda nam nie dopisywała, ale humor tak. Przeszliśmy z nauczycielami na "ty" i rozmawialiśmy na temat jak poprawić oceny na koniec roku. Propozycje były takie, żeby przekupić ich szarlotką. Po spacerze zorganizowaliśmy ognisko. Mimo deszczu, wszyscy wiernie czuwaliśmy przy ogniu. Następnie siedzieliśmy w altance i zajadaliśmy się kiełbasą z ogniska, nadal śmiejąc się w najlepsze. Przy tej ekipie ludzi nawet zjeść nie dało się spokojnie. Nasz wuefista ze śmiechu wypluł to, co miał w buzi, co nie było miłym widokiem. Potem by spalić kalorie, zebraliśmy małą grupkę osób i poszliśmy się przejść "w krzaki" jak to nazwał nasz facet od fizyki. Było nas tam z 10 osób - tych najfajniejszych. Postanowiliśmy się z wszystkiego śmiać. Głupi pomysł, ale zawsze jakaś rozrywka. Krzywa gałąź - hahah. Miejscowi mieszkańcy - hahah. Woda w rzece - hahah... Śmialiśmy się z wszystkiego. W pewnym momencie chłopcy zaczęli wydawać odgłosy małp i sobie tak gadali po małpiemu. Gdy wróciliśmy do punktu zbiórki, nadal wszystkim było wesoło. Sytuacja zaciekawiła naszą wychowawczynię "Co wy macie w tych krzakach?" 
Ogółem dzień był super, pomimo iż na początku myśleliśmy, że wywieźli nas na jakieś przysłowiowe ZADUPIE :D

Z tego wniosek taki, że nie ważne gdzie, ale ważne z kim :)


Ten punkt na wodzie to nasza piłka ;D wuefista jeszcze nie wie o jej zaginięciu ;pp 



Czytaj więcej >

Lekcja z ratownikiem

Witam, witam!
Na wstępie  chciałabym wam zadać takie jedno pytańko. Kto jest za tym, żeby już były wakacje? Bo ja jestem zdecydowanie na tak! Niestety do szkoły trzeba chodzić jeszcze przez ponad miesiąc. 
Tymczasem u mnie w szkole pod koniec roku jest zawsze najlepiej. Nie wiedzieć czemu wszyscy jednak narzekają.


Dziś przyjechali do nas ratownicy, którzy wyjaśniali i pokazywali, jak udzielać pierwszej pomocy. Ratownicy byli dość nietypowi, bo po pierwsze z poczuciem humoru, a po drugie umieli przyciągnąć uwagę widza. Chcieli, abyśmy my, uczniowie wymyślali dość tragiczne historie, gdzie trzeba kogoś ratować. A że to wszystko odbywało się na dworze, nasz kolega zwany Misiek podał pomysł "Niech go pan autem przejedzie". To wywołało oczywiście niestłumiony śmiech uczniów i nauczycieli, więc ratownicy musieli odczekać jakieś 10 minut, zanim wszyscy przestali się śmiać. Podobnych akcji było jeszcze kilka, np. gostek się pytał, którego swojego kolegę ma "ratować". Wskazaliśmy na tego najgrubszego, żeby było mu jak najtrudniej. Ogółem mówiąc, nigdy nie jesteśmy pobłażliwi dla naszych szkolnych gości. Muszą, więc przemyśleć zanim przyjadą jeszcze kiedykolwiek nas odwiedzić.

No a chemia? 
Chemia samo zło - pamiętajcie. Jednak ten nowy chemik nie jest taki zły. Dostałam u niego -2 z kartkówki, co graniczyło z cudem, ale jest, udało się! Nie mam większych aspiracji niż 3 na koniec roku z chemii, więc jest stabilnie. Sytuacja pod kontrolą.
Gość sam w sobie nie jest taki zły. Błyszczy inteligencją i czasami też humorem, ale lepiej go nie denerwować na poważnie. 
Kiedyś mój kolega wywrócił się u niego przed biurkiem, a ten wstaje i mówi: "Człowieku nie strasz mnie... I następnym razem pamiętaj, że na skrzyżowaniu się nie wyprzedza". 
Albo przed wywiadówką wchodzi do klasy i mówi: "Z okazji, że dzisiaj jest święto pasa mam dla was złą wiadomość". Klasa na to: "A jest jakaś dobra?" -" Dobra?? Niee... W końcu to szkoła."
Czytaj więcej >

Kilka zwykłych dni

Niedziela - jaka głupia jest niedziela, kiedy w poniedziałek trzeba iść do szkoły. No ale cóż... Goście byli, kawa i ciasteczka też. A z sobą trzeba coś zrobić. Nie można siedzieć bezczynnie i patrzeć jak jedzą, piją, rozmawiają i nadal jedzą. No więc ja i moje kuzynostwo ruszyliśmy tyłeczki i postanowiliśmy pograć sobie w piłkę nożną. Wszystko byłoby pięknie cacy, gdyby nie panująca na dworze pogoda. Burza, deszcz i wszystko temu sprzyjające, a my biegamy za piłką na naszym ogrodzie jak nienormalni. Troszkę przemokliśmy, ale było fajnie do momentu, gdy grzmoty nie przybrały na sile. Potem do domu, ciepła herbatka i nadal uważne obserwowanie naszych przynudzających rodziców, gdy nagle moja wspaniałomyślna mamuśka weszła na temat swoich nienormalnych dzieci. Opisywała oczywiście nasze wszystkie nieudane próby zdobycia większego kieszonkowego, nasze wspaniałomyślne pomysły na nudę i moje nocne rozmowy z bratem. Brat jakby nie było ma dopiero 7 lat, a o czym można rozmawiać z siedmiolatkiem? O samych głupotach rzecz jasna, chociaż dla niego to pewnie poważne tematy. No więc wyobraźcie sobie mnie i brata usiłujących dać mamie dyskretnie do zrozumienia, żeby skończyła te wywody! Nie pomagały głupie miny typu "jeszcze pożałujesz" ani kopanie jej pod stołem. Wszyscy śmiali się z nas w najlepsze, podczas gdy ona nadawała, jak to jej dzieci próbowały zrobić rakietę i wystrzelić naszego psa na księżyc, jak woziłam brata po trawie na sankach lub o naszych bezsensownych kłótniach o jednego cukierka.


Poniedziałek - Help! Trzeba wstać rano do szkoły. Tak mi się nie chciało po długim weekendzie majowym. No ale dobra. Wstałam. Sukces! Potem przystanek, gimbus a w nim mój koleżka przydzwonił głową w drzwi, chcąc je otworzyć. Niestety coś mu nie wyszło i tak troszkę sobie guza nabił. Taki zabawny akcent na początek dnia.

W szkole:
  • Geografia - Śmianie na lekcji z naszym szczerym nauczycielem, lubiącym ośmieszać uczniów przed całą klasą, wytykając im ich kompleksy. Całe szczęście nikt nie bierze go już na serio. 
  • Fizyka - Lekcja o ruchu drgającym i falach. Ciekawe, co nie? 
  • WF - Siłownia. Troszkę podpakowałam.
  • J.polski - wymyślanie rymowanek, wyliczanek i wszystkiego tego typu, a potem czytanie naszych wypocin. Oczywiście nie obeszło się bez prac z podtekstem erotycznym.  
  • Chemia - Nienawidzę chemii. Dysocjacja wodorotlenków, kwasów i soli. Jakże super ciekawy temat, ale kto się nudził, ten się nudził. Ja z kolegą tworzyliśmy mega długi długopis, czyli kilka długopisów, ołówków + strzykawka poklejona taśmą, a jeszcze inni czyścili akwarium. Nowy nauczyciel stał się całkiem znośny. Co chwila przytacza jakieś śmieszne sytuacje i żarty. Do mnie i kolegi wyjechał z tekstem na temat długopisu: 
    - Własnej roboty? - zapytał ze śmiechem.
    A do koleżanek czyszczących akwarium: 
    - Ja tam przeliczę wszystkie te rybki!
  • J.angielski - Luz
  • I niemiecki też luz. 
Ale męczą nas w tej szkole.
Czytaj więcej >

Słoneczko

Pierwszy raz od dłuższego czasu nie zostałam obudzona przez coś lub przez kogoś. Śpiąc smacznie w moim kochanym łóżku, sama z siebie otworzyłam oczy. Tak nakazywała moja podświadomość szykując jakąś niespodziankę. Nienawidzę poranków, ale ten był wyjątkowy. Poczułam na twarzy ciepłe blask i w tym momencie wiedziałam, że jestem szczęśliwa! Naprawdę szczęśliwa! Słońce wdzierało mi się w źrenice z takim impetem, że mimo iż nie chciałam, musiałam przymknąć oczy, do których pomału napływały łzy.


Łzy radości. Przez tą cudowną chwilę czułam się beztrosko, czułam, że ktoś mnie kocha i zaraz po tym jak wyjdę z pokoju obleje mnie wodą, ale w ogóle o to nie dbałam. W końcu dzisiaj lany poniedziałek.
Czytaj więcej >

Dzień kobiet

Jak tam przeżywacie dzień kobiet? Dostałyście coś od ukochanego chłopaka, kolegi z klasy, czy po prostu znajomego? Pamiętajmy, żeby nie być materialistkami, i żeby ucieszyć się nawet z miłego słowa! Nie każdy chłopak, w tym dniu składa nam życzenia i daje upominki, ale to nic. Może po prostu się wstydzi? W każdym razie jest jeszcze dzień chłopaka i my możemy się zrewanżować. Z tego co zauważyłam, prawie każda mijana przeze mnie dziewczyna na korytarzu trzymała w ręce tulipana lub różę, ale ja i dziewczyny z mojej klasy dostałyśmy pyszne czekoladki i głośne "wszystkiego najlepszego"! Czekoladki były pyszne, ale już niewiele ich zostało.


Mój kolega ma dzisiaj urodziny, więc jest taki rodzynek, co świętuje razem z nami. Gdy tylko wszedł do autobusu, wszyscy zawołali: Wszystkiego najlepszego. On na to: Dziękuję. Ktoś odkrzyknął: Z okazji dnia kobiet!

W szkole się nam upiekło i nie było pytaniny na niemieckim i religii. Na wf-ie mieliśmy łączenie z klasą "b" ale żadna z dziewczyn nie ćwiczyła. Za to podziwiałyśmy wygłupy chłopców na boisku. Były jaja jak zawsze. Co chwilę się wywracali i lądowali w trochę nieprzyzwoitych pozycjach. Ach ci faceci.
Czytaj więcej >

Dziś

A więc... Dzisiejszy dzień był spoko  i co ważniejsze jeszcze się nie skończył! Na angolu mieliśmy lekcje z praktykantem i było super. Nie dość, że ciacho to jeszcze dobrze tłumaczy. Mogłabym mieć z nim lekcje już do końca. Na fizyce doświadczenie zostało przeniesione, a z geografii facet nie poprawił sprawdzianów, więc mi się upiekło. Coś czuję, że nie najlepiej mi poszło. Tylko na polskim dostałam dwie tróje. A myślałam, że będzie lepiej. Cóż, życie.


Za to niezawodna przyjaciółka przyszła do mnie po lekcjach i poprawiła mi humorek. Śmiałyśmy się, wspominając wygłupy z wakacji. Jutro natomiast kończę godzinę wcześniej, bo nie ma biologii. Jupi! Jest za to powtórka z angielskiego. Niestety pana praktykanta nie będzie...
Lecę się uczyć.
See you later, dudes ;)
Czytaj więcej >

Dłuższy weekend

Mój weekend trwa już od wczoraj. Dlaczego? Rodzice w końcu z czystej przyzwoitości pozwolili mi i mojemu bratu powagarować! Oczywiście pod ich nadzorem, ale dobre i to. Na początku wszyscy towarzyszyliśmy mamie u lekarza i wspieraliśmy ją przy dość przykrym badaniu, a potem udaliśmy się na meeegaa zakupy! Kupowaliśmy rzeczy potrzebne do domu oraz kompletnie nieprzydatne głupotki. Lubimy zaszaleć na zakupach, chociaż mówią, że w Polsce kryzys i że wszyscy oszczędzają. Ja również skorzystałam na tym zakupowym szale! Uprosiłam wymarzone trampki i kilka rzeczy do mojej kosmetyczki.


No a jutro oficjalny weekend! Czas więc zrealizować noworoczne postanowienia i zacząć biegać. Do tego wydarzenia zaangażowałam również kumpelę. Mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie i wreszcie poprawię swoją kondycję.
Czytaj więcej >

Piątkowy pośpiech

Dzisiejszy dzień zaczął się komicznie. Gdy moja przyjaciółka po mnie przyszła, oznajmiła, że takiego błota jak u mnie na podwórku jeszcze nie widziała. Jej nowe buty wyglądały koszmarnie, a więc i ona była w złym humorze. Sama byłam zdziwiona grząskością gleby ma moim podwórku, więc razem postanowiłyśmy przejść po pozostałościach śniegu. Niestety wiele go nie było i resztę drogi musiałyśmy pokonać, stąpając po lepkim, brązowym błotku. Ewentualnością dla odważnych był skok przez fosę. Ja wybrałam pierwszą opcję natomiast ona drugą. 



W tym momencie po drugiej stronie drogi szedł nasz wspólny kolega, więc postanowił na nas zaczekać. Ja przeszłam spokojnie po błocie, a ona w tym samym czasie wpadła w zaspę. Do pasa! Gdy już się z niej wygramoliła, odważnym ruchem postanowiła skoczyć. Pech chciał, że noga znów utkwiła jej w rowie, a ona wyłożyła się na asfalcie. Ja i kolega mięliśmy niezły ubaw. Pomogliśmy jej wstać i znów śmialiśmy się w najlepsze a ona razem z nami przez całą drogę do szkoły.
Cały incydent podsumowała tak: Chociaż buty mam czyste!
Czytaj więcej >

...


Ach, co to był za dzień. Lekcje - same nudy, ale przerwy - uch tu się działo!
Rano 6.30 wciąż budzi mnie ta sama piosenka Good Feeling - Flo Rida. Przez to, że budzik nie potrafi zaakceptować mojego związku z łóżkiem, mam tej nuty już serdecznie dość. Długie, bezsensowne stanie nad szafą i prowizoryczne Nie wiem, w co się ubrać, a tak naprawdę troszkę jeszcze przysypiałam. Potem szybka toaletka, śniadanie i dzwonek do drzwi, a za nimi, jak co dzień moja przyjaciółka. Czekanie na autobus ponad pół godziny mnie i znajomych wprawiło w złość. Nie dość, że się spóźnił, to na dodatek, gdy już mieliśmy wracać do domu, wtedy przyjechał. Spryciarz jeden. Ale za to sobie pogadaliśmy.




Były jaja, kiedy jeden kolega wyjechał z tekstem do drugiego kolegi: Nie przeklinaj kurwa! A wszyscy w śmiech. Gdy autobus łaskawie przyjechał, było już po dzwonku, ale wyrozumiali nauczyciele zrozumieli, że to nie nasza wina.
Pierwsza lekcja - nudy!
Druga lekcja - nudy!
Trzecia - nudy i tak aż do szóstej, kiedy to, mogliśmy robić, co chcemy byle tylko być cicho. A więc ja i moja kumpela wyciągnęłyśmy psychotesty dla dziewczyn. Pech chciał, że na tej lekcji zawsze siedzą za nami chłopcy, czyli psychotesty rozwiązywaliśmy w czwórkę. Chłopcy zachowywali się, jak profesjonaliści i odpowiadali nawet na pytania takie jak: Co byś zrobiła, gdyby rzucił cię chłopak? W co ubrałabyś się na pierwszą randkę? lub Jak wyobrażasz sobie swoją suknię ślubną? Jaja były niezłe. Musiałam im czytać pytania i odpowiedzi więc mieli ze mnie ubaw...



Czytaj więcej >

Uff, weekend

Cały ten tydzień był pod wielkim znakiem zapytania. Nieprzygotowanie na każdej lekcji i w ogóle ogólny spontan. Po feriach coś za bardzo wrzuciłam na luz. Całe szczęście, że to już za mną. Od teraz ostro biorę się za naukę, bo obiecałam sobie, że osiągnę daną średnią ocen na koniec i mam zamiar to zrealizować. Na start mam już 5 z niemieckiego i 2 oraz +3 z fizyki. Słabo, ale chociaż nie 1. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam po feriach, to uściskałam przyjaciół, odwiedziłam sklepik i toaletę, żeby nie było, że jestem kompletnym leniem i nawet zadania nie chce mi się odpisać...


Tłusty czwartek to najlepszy czwartek w całym roku! Najadłam się pączków własnej roboty, a teraz trzeba je strawić bez odkładania się zbędnych kalorii.

W piątek miałam z kumpelą przedstawić referat na WDŻ, który zalegał nam od listopada. Referat był krótki, ale na temat: Idealny chłopak i idealna dziewczyna. Najadłam się trochę strachu i nerwów. Jakoś nie lubię występować przed całą klasą. No ale... Za pracę dostałyśmy wzorowe zachowanie, a potem koleżanka wpadła do mnie na cappuccino i wczorajsze pączki. Przy okazji rozwiązywałyśmy psychotesty. Z nich dowiedziałam się, że mam doskonały kontakt ze swoją duchowością, ale poddaję się ziemskim namiętnościom takim jak: czekolada, chłopcy i... czekolada! 
No cóż...
Czytaj więcej >

Wspomnienia z wakacji

Z moich relacji już doskonale znacie moją przyjaciółkę. 
Mnie i ją podsumować można tak: wiedzą o sobie wszystko, a i tak mają do obgadania milion spraw. To właśnie my. Wracając dziś ze szkoły, gadałyśmy o feriach, że za szybko minęły i że mogłyby trwać dłużej. Typowe pitu pitu. Mroźny dzień i zawieja sprawiły, że pragnęłyśmy znów siedzieć w domu z kubkiem kakao, albo żeby było lato i wakacje. Mimo że jak na razie to niemożliwe to postanowiłyśmy powspominać, jak to kiedyś było.


Do południa dłuuugie spanie. Książki, basen, bieganie, opalanie się,  wspólne obiady i minimum dwa filmy. Po południu i wieczorem: rowery, jabłka  przy stacji kolejowej, petardy, zabawa w chowanego na szkolnym placu, plac zabaw, a tam wieczorne rozmowy i śmianie się ze wszystkimi znajomymi oraz miłosne zawirowania. Tak od dwóch już lat wyglądają moje wakacje. Najlepsze wakacje w życiu! Co więcej, przyszłe i jeszcze następne mam zamiar spędzić tak samo.  Z nią i z dziesięcioma innymi osobami. Wspominając ten czas i w ogóle wspominając cokolwiek, zawsze śmiejemy się z samych siebie. Głupie akcje, wpadki i incydenty.
Co więcej potrzeba dwóm wariakom do szczęścia?
Czytaj więcej >

Z życia

Już półmetek ferii, na dworze zimniutko a ja przeziębiona, zamiast siedzieć w domu pod kocem, z kubkiem gorącego kakao i pilotem od tv, chodzę po ludziach i zbieram podpisy. Oj coś czuję, że drugi tydzień wolnego też spędzę w łóżku. A wszystko przez to, że komuś tam zachciało się w środku zimy, telewizję TRWAM likwidować! Gdyby było lato to okkej, mogłabym chodzić, ale w zimie? Ja i reszta mojej klasy dostaliśmy teczki z kartkami, które ludzie mają za zadanie podpisać, aby sprzeciwić się właśnie likwidowaniu jedynego katolickiego programu. No i teraz wszyscy dyrdamy od domu do domu z wymuszonym bananem na buzi, ładnymi oczkami i co chwila powtarzamy wierszyk:


Dzień dobry. Zbieramy podpisy przeciwko likwidacji telewizji Trwam. Podpisze się pan/pani? 


Czytaj więcej >

Ferie!

Witam, witam! Dopiero co wróciłam ze szkoły i rozpoczęłam ferie zimowe. Co prawda, za zimą nie przepadam, ale co mi tam. Na samą myśl o dwóch tygodniach wolnego aż mam banana na buzi. A plany? Plany mam ambitne:

  • Zemścić się na koledze i natrzeć go śniegiem 
  • Wreszcie się wyspać. 
  • Odpocząć od nauki. 
  • Przeczytać wypożyczone książki. 


Dzisiejszy dzień w szkole to było coś.
Na pierwszej lekcji pani od historii kazała mi i kilku kumpelom powyciągać wszystko z gablot, które mamy w klasie. Oczywiście nie obeszło się bez wygłupów, ale starałyśmy się uważać, bo rzeczy, które miałyśmy wyjmować, były zabytkowe. Inni rozbierali choinkę, a jeszcze inni ściągali plansze ze ścian. Wszystko po to, aby zrobić porządek przed zmienianiem podłóg. Ach te remonty.

Druga i trzecia lekcja to język polski. Opisywaliśmy jakiś brzydki obraz Upadek Ikara. Pani też nie było przez jakieś pół pierwszej lekcji, ale zanim gdzieś poszła dała ćwiczenia do zrobienia. Oczywiście nikt nie zrobił, bo po co?

Potem matma. Babka oddawała wczorajsze kartkówki. Dostałam 3 i kamień z serca! Lekcja minęła luźno, bo mieliśmy zadania z kalkulatorem. Wszyscy oczywiście komórki w dłoń i do roboty. Tyle że większość (ja również) robiła to, co nie należy...

Fizyka i sprawdzian to było coś. Facet cały czas gadał do nas coś o wentylacjach (tak dla jaj, żeby tylko nam przeszkodzić) i kłócił się z nami (też dla żartu), jak długo uczniowie powinni pisać sprawdzian. Gdy wygraliśmy tą rozprawę wnioskiem, że całe 45 min. mój kolego podszedł do biurka i oddał sprawdzian, a ten (również dla żartu) wydarł się na niego, że przed chwilą brał taki czynny udział w dyskusji, a teraz oddaje pracę 20 min przed dzwonkiem. Kazał mu siadać i wszystko sprawdzić. A gdy kolega powiedział, że już to zrobił, ten wzruszył ramionami i odparł, że nic go to nie interesuje i żeby siadał i sprawdzał do dzwonka dla zabicia czasu. 

Gdy zadzwonił dzwonek, gostek zebrał sprawdziany (oczywiście od kolegi wziął jako ostatni) a my ruszyliśmy pędem na autobus.

A jutrzejszy dzień? Hahahahahahahaha..... To będzie mój debiut na lodowisku. Boję się, ale koleżanki przekupiły mnie pizzą. Trzymajcie kciuki!
Czytaj więcej >

Zawody i... chłopcy

   Witajcie. Sorki za długą przerwę ale miałam straszecznie zawalony grafik. Na szczęście już trochę przystopowałam.


   Dziś w mojej szkole odbywały się zawody gminne w siatkówkę chłopaków, a więc emocje były niesamowite! Cała szkoła schodziła się na przerwach na salę gimnastyczną, aby podziwiać i dopingować swoją drużynę. To dało efekty. Nasza szkoła po raz kolejny zajęła pierwsze miejsce! Mamy Super Chłopców! Mocne serwy, ściny i przede wszystkim współpraca. Zero nerwów i gra na luzie to jest to. Inne drużyny były strasznie zdenerwowane i spięte, więc traciły punkty. Gdy ktoś zepsuł piłkę, koledzy go wyzywali i ogólnie byli dla siebie bardzo niemili. Pewnie presja publiczności. Nasza drużyna jednak się wspierała. Z zepsutej piłki się śmiali i mówili, że następna na pewno będzie lepsza. Pocieszali, że przecież każdemu się zdarza. To było ich determinacją.
Trzeba też przyznać, co jak co, ale gości mieliśmy przystojnych. Nasi chłopcy też są spoko, ale z pobliskich miejscowości zawitały u nas mega ciasteczka!
   Oby więcej takich imprez.
Czytaj więcej >

Tragiczne - szczęśliwe dni

W ciągu tych ostatnich kilku dni wydarzyło się mnóstwo dziwnych, fajnych i mniej fajnych (wręcz tragicznych) rzeczy. Zacznijmy od początku. 
Poniedziałek - budzę się o 7.00... Matko! Nie zdążę na autobus! Szybko się ubieram, jem śniadanie, jeszcze szybka toaletka i biegnę, ile sił w nogach na przystanek. Uff, zdążyłam.
Szkoła. Same niepowodzenia. Wszyscy się o coś czepiają, a kochanej kumpeli nie ma w szkole. Do tego najgorsze lekcje w historii naszej budy. Czym IIa sobie na to zasłużyła? No czym?
Wtorek - Nie idę do szkoły! JUPI! ! W końcu można się wyspać. Najchętniej nigdzie bym się nie ruszała, ale trzeba się zbierać na umówioną wizytę kontrolną do lekarza. Tak mi się nie chce. Pomocy! - Mama przekonuje mnie zakupami. Okkej zgadzam się! No bo i tak nie mam innego wyjścia...
W poczekalni siedziało mega ciacho o_O chłopak jakiś 15/16 lat, może 17. Blondyn z grzywką mmm... Czytał książkę i od czasu do czasu na mnie zerkał. Ja oczywiście palpitacja serca i 1000 myśli na minutę!


Potem mega zakupy, powrót do domu i po 15 min biegnę do koleżanki po zadania. Odpisuję lekcję, pożyczam zeszyty i wio na trening! Zmęczona wracam do domu o 19.30 i zasiadam do nauki.
Środa - w szkole recytacja wiersza. Masakra. Połowę ze stresu zapomniałam, dykcja - normalnie dno, ale i tak dostałam 4! No i później kartkówka z angola. Ach te nieszczęsne słówka. W domu szybkie odrabianie lekcji i szykowanie się na dyskotekę. Zabawa była ekstra. Puszczali same hity! Chłopcy szaleli jak zwykle. Nawet ten dławiący dym im nie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie. Wszyscy pchali się tam, gdzie było go najwięcej. Dym + specjalne reflektory = super efekt. 
Liczyłam na taniec z takim jednym kolegą z klasy, ale niestety nic z tego nie wyszło. No cóż, szkoda. Może innym razem.
Czytaj więcej >

Ja + ona = przyjaźń

Witam was w nowym 2012 roku! 
Hmm... Tak dziwnie to brzmi. 2012 uuu... Kto by pomyślał, że dożyję. Żart oczywiście, ale ze mną to wszystko możliwe. Potrafię wywrócić się na prostej drodze. Kiedyś na ulicy weszłam wprost pod samochód. Facet zatrzymał się na piskach a moja przyjaciółka z okrzykiem: Ocipiał pan?! Jak pan jeździsz?! Facet się po prostu speszył, mimo że to ja wlazłam pod jego koła. Ona jest THE BEST. Zawsze stanie w mojej obronie.
Na wycieczce szkolnej, gdy jechaliśmy autokarem, zwymiotowała na moje nowe buty.
Nie był to przyjemny widok, ale teraz się z tego śmiejemy.


Pamiętam, jak wybrałyśmy się na długą wycieczkę rowerową na jednym rowerze. Obydwie miałyśmy wtedy zakwasy (po treningu), a do tego cały czas spadał nam łańcuch i przebiłyśmy oponę. Pamiętam też jak się na nią wkurzałam, bo była pełna optymizmu i dopisywał jej dobry humorek, jak zawsze zresztą. Ale od chwili, gdy wyłożyła mi na ten temat kazanie biorę z niej przykład. Dzięki niej życie nabiera barw i nie jest takie monotonne <3
Czytaj więcej >

Podsumowanie 2011 roku!

Jejku, ile przez ten rok się zmieniło...
Jeszcze 365 dni temu byłam rozwydrzoną 13-latką, a teraz już ustabilizowaną (niezbyt, ale jednak) 14-latką. Poznałam tylu wspaniałych ludzi! Pokłóciłam się z nimi, stałam się ich wrogiem, a później znów się z nimi pogodziłam. Odwiedziłam tyle pięknych miejsc, robiłam tyle fajnych, dziwnych i bezsensownych rzeczy (ach te wycieczki rowerowe i petardy, i jabłka... No i te kolejki w szkolnym sklepiku. - wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi) No i w tym roku założyłam bloga. To była najlepsza w moim życiu świadoma decyzja!


Tak sobie w ogóle myślę, że ten rok wcale nie był taki najgorszy. Nie wszystko poszło po mojej myśli, ale może to lepiej? Może to będzie determinacją, aby w 2012 bardziej się starać? Może przeżyję kolejny koniec świata, spełnię swoje marzenia i będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie? Zobaczymy...
Na razie nie\mam żadnych planów na najbliższe 366 dni, ale mimo wszystko zrobiłam sobie spis postanowień noworocznych takich jak: regularnie biegać, dużo jeździć na rowerze - z tym to nie mam akurat żadnego problemu. Podczas wakacji jeździłam ponad 20 km dziennie - i być bardziej skoncentrowana (może to wydaje się proste, ale nie dla mnie). No i oczywiście dzielnie śledzić mecze Euro 2012!

Mam jeszcze do was takie pytanie. Bycie szczerym to wada czy zaleta? 
Bo już się pogubiłam... 
Czytaj więcej >

Spacer i refleksje o miłości

Gdy odprowadzałam koleżankę, było jeszcze w miarę jasno. Gadałyśmy i gadałyśmy. W końcu przyszedł czas rozstania. Pomachałyśmy sobie na pożegnanie i każda poszła w swoją stronę. Wtedy sobie pomyślałam: Przebiegnę się. Dobrze mi zrobi. Biegłam i biegłam. Do domu miałam jeszcze pół kilometra. Zmęczona przystanęłam chwilkę i popatrzyłam w niebo. Był już półmrok. Słońce zniknęło za horyzontem, a przydrożne latarnie pomału się zapalały. Na niebie ani jednej gwiazdy, tylko chmury. Pomimo że wiał silny wiatr, one przesuwały się pomału. Zrobiło mi się bardzo zimno. Usta, przedtem gorące nagle stały się mroźne, ale mimo wszystko było mi przyjemnie.
Tak bardzo pragnęłam żeby on był przy mnie. Żeby stał obok i razem ze mną patrzył na zachmurzone niebo. Żeby pomału, niepewnie dotknął mojej ręki, a potem wprost na zimne usta posłał pocałunek. Ale to niemożliwe. On jest kilometry stąd.  Lecz zawsze, gdy jestem sama ciałem, duchem jestem z nim. Już niedługo się zobaczymy!


Jakie to dziwne, kiedy na czyjś widok serce obija ci klatkę piersiową do środka. Kiedy chcesz, aby ten ktoś cię zauważył, spojrzał na ciebie i uśmiechnął się. Potem, nawet kiedy go/jej już niema w zasięgu twojego wzroku to i tak masz tę osobę przed oczami i myślisz o niej, rozmyślasz jakby to było, gdyby... A chwilę potem zastanawiasz się, czy ta osoba odwzajemnia twoje uczucie.
Moi drodzy ja mam tak od 21 lipca 2010 roku, kiedy to poznałam pewnego chłopaka. Naukowcy twierdzą, że miłość od pierwszego wejrzenia dokonuje się w ciągu około 7 sekund. Ja się zakochałam od razu. Ten pewien ktoś to teraz już jeden z mich przyjaciół. Niestety nie widzimy się zbyt często. Mimo wszystko ja nadal żywię do niego głębokie uczucie. Tęsknię.
Czytaj więcej >
Create your space © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka