Wyrwane z kontekstu #2

Kolejny post z cyklu "Wyrwane z kontekstu". Tym razem ruszamy w świat! Zwiedzimy Wrocław i Kraków, czyli maista, w których ostatnimi czasy dużo się dzieje. Przeczytamy o nie książkach wartych uwagi, posłuchamy dobrej muzyki i porozmawiamy o zdradach. Zapraszam do lektury! 


Wrocław, czyli Europejska Stolica Kultury

 Tytuł ten Unia Europejska nadała miastu, a ono w ciągu jednego roku ma za zadanie lub przywilej zaprezentować życie kulturalne regionu. Dlaczego Wrocław? Osobiście się nie dziwię. Byłam tam zaledwie dwa razy, ale tyle wystarczyło, by zauważyć jak miasto tętni życiem! Mnóstwo wydarzeń, od groma turystów, pełno zabytków! Nawet symboliczne krasnale nigdy się nie nudzą. Wrocław to bardzo przyjazne miasto, z pięknym rynkiem i milionem możliwości. Zaczynając od kin i teatrów, poprzez wydarzenia muzyczne, koncerty musicale, spotkania autorskie, w tym literatura i film, opera, sztuki uliczne i wizualne. To wszystko w jednym mieście! 


Twój dziennik

Kalendarz bez dat, który specjalnie dla swoich fanów wydała Regina Brett. Autorka trzech poradników "Jesteś Cudem", "Bóg Nigdy nie Mruga" i "Bóg Zawsze Znajdzie Ci pracę", poruszających egzystencjalne tematy, pełnych wiary w ludzkość i nasyconych optymizmem. Tym razem Regina dzieli się swoimi doświadczeniami w postaci sentencji na każdy dzień. Dziennik jest podzielony na dni i miesiące, lecz nie są wskazane konkretne daty, dlatego można używać go uniwersalnie, przez wiele lat. Ponadto na każdy miesiąc rozpoczyna się nową lekcją od autorki. Dziennik to świetna sprawa, dla fanów prowadzenia osobistych zapisków, lub szczegółowego planowania każdego dnia! Polecam szczególnie kobietom.

Tajemny Ogród

Kolorowanki dla dorosłych ostatnimi czasy zyskują ogromną popularność. Podobno odstresowują i uspokajają, ale przede wszystkim dają mnóstwo radości. Co chwilę w sklepach można natknąć się na coraz to nowe tytuły. Myślę jednak, że szczególną uwagę powinniśmy poświęcić kolorowankom ilustrowanym przez Johannę Basford. Autorka przyłożyła się do rysunku z dokładnością i nienaganną precyzją, co jest wielkim plusem i zdecydowanie ułatwia sztukę kolorowania. Dodatkowo papier książki został dobrany idealnie pod różnego rodzaje kredki, co nie ogranicza w ich użytkowaniu, a nawet umożliwia wykorzystywanie kolorowych pisaków!


Chasing Cars

To tytuł piosenki wykonywanej przez szkocki zespół Snow Patrol. Pierwszy raz piosenkę usłyszałam na wrocławskim rynku podczas szkolnej wycieczki. Wykonywał ją wtedy uliczny artysta Wojtek Kiełbasa, którego covery również polecam. Jego kanał możecie znaleźć na yt, lub polubić funpage na Facebooku. Piosenka jest sympatyczna i szybko wpada w ucho. Myślę, że byłaby idealnym hitem na lato.



Wyznajemy

Strona, blog i funpage w jednym, czyli miejsce, w którym ludzie dzielą się swoimi historiami miłosnymi. Najczęściej przeczytamy tam o zdradach i związkowych wpadkach. Miejsce to tworzą użytkownicy, którzy mają do opowiedzenia ciekawą anegdotę. Nie obędzie się bez zabawnych opowiadań, ale częściej natkniemy się na smutne i zawistne przesądy o zdradach oraz planowanych spisków w ramach zemsty. Na tej stronie użytkownicy wymieniają się trudnymi doświadczeniami, pytają i udzielają porad. Czasami warto poczytać. 
Link do strony -> wyznajemy.pl, funpage na Facebooku -> wyznajemy.

Światowe Dni Młodzieży

Ostatnie dni lipca, były dla Polski bardzo ważne, bowiem w tym czasie w Krakowie miały miejsce trzydzieste pierwsze Światowe Dni Młodzieży. Na cały Świat, akurat Polsce przypadło gościć w tym roku papieża Franciszka i milion wiernych z całego świata. Taki zaszczyt był dla nas zarówno powodem do dumy, bo po raz kolejny mogliśmy się przedstawić, jako naród w dobrym świetle. Przybyłych z różnych stron świata trzeba było zakwaterować i ugościć. Atmosfera w Krakowie była w tych dniach wyjątkowa. Mi przypadło uczestniczyć w wydarzeniu przed telewizorem, ale nawet na domowej kanapie dało się poczuć klimat wyniosłości. Wszystko było świetnie zaplanowane i zorganizowane. Zamysł ŚDM zapoczątkował Jan Paweł II w 1985 roku, organizując wydarzenie w formie festiwalu dla młodych katolików z całego świata. Ostatnie przed naszymi ŚDM odbyło się w Rio de Janeiro, z uczestnictwem papieża Benedykta XVI, a kolejne będą miały miejsce w 2019r. w Panamie. 

źródło

Słowem w sedno 

To facebookowa strona, której zamysłem jest przekazywanie życiowych i naprawdę wartościowych sentencji. Nierzadko można spotkać także ciekawą grafikę obrazującą cytaty. Słowa zazwyczaj pochodzą od znanych publicystów, osób publicznych lub autorów książek, którzy mają zawsze coś ciekawego do powiedzenia i mało kiedy się mylą. Ja sama często korzystam ze strony, jako z kopalni cytatów i urozmaicam nimi moje posty! Zapraszam tutaj -> Słowem w sedno
Apropo dzisiejszej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego 

Dziś idę walczyć - Mamo,
Może nie wrócę więcej,
Może mi przyjdzie polec tak samo,
Jak tyle, tyle tysięcy
Poległo polskich żołnierzy
Za wolność naszą i sprawę.
Ja w Polskę, Mamo, tak strasznie wierzę.
I w świętość naszej sprawy.

Czytaj więcej >

Jak radzić sobie z plotkowaniem?

    Ploty, plotki, ploteczki. Kto ich nie lubi? Założę się, że pośród nas nie ma osoby, która nigdy nie powiedziała złego słowa na temat znajomego za jego plecami. Plotkowanie to coś, co dobrze znamy nie od dziś. Plotkujemy tak samo, jak nasze matki, babki, a nawet prababki za swojej kadencji. I nie myślcie, że jest to przywara jedynie kobiet. Faceci też plotkują! Może w znacznie mniejszym stopniu, ale jednak. Każdy lubi słuchać, porównywać, obgadywać, przedstawiać kogoś w złym świetle, byle samemu zaprezentować się lepiej. Znane? Nie wierzę, że nie. Plotka była, jest i będzie. Zazwyczaj zaczyna się od wypuszczenia w obieg nieprzemyślanych historii. Legend bardziej, bo ni to prawda, ni to fałsz. W każdej pogłosce jest ziarno prawdy. Lecz tylko ziarno! Płateczek śniegu wręcz, do którego doklejają się kolejne to nowe warstwy. Bo każdy, kto usłyszał, musi przetrawić i dorzucić swoje dwa grosze. 

Plotka, a informacja

Ludzie zazwyczaj mylą ze sobą te dwie definicje. Mówić o kimś sprawdzone i pewne informacje to nic złego. Często jednak do informacji doklejamy własną wersję wydarzeń, czy swój punkt widzenia, a to już nie do końca dobrze. Informacja przekazuje czyste, suche fakty, natomiast plotka jest nieprawdą wycelowaną w osobę za jej plecami. 

Kto plotkuje? 

Ty, czy twoje towarzystwo? To bez znaczenia. Plotka jest zła i bardzo negatywnie oddziałuje na otoczenie. Zazwyczaj jest to niesprawdzona i kłamliwa wiadomość. Rozpowiadanie o kimś nieprawdziwych informacji jest całkiem fajne/zabawne, do czasu, kiedy staniemy z tą osobą twarzą w twarz. Celowe niszczenie czyjegoś wizerunku jeszcze nikomu nie przyniosło nic dobrego. Owszem przez chwilę można się dowartościować i chełpić się w blasku chwały, lecz na dłuższą metę nie tak zdobywa się szacunek i zaufanie innych. W ten sposób możemy jedynie je stracić. Jak myślisz, co uważa towarzystwo, w obecności którego twoim jedynym tematem są inne osoby. Założę się, że chociaż raz przeszło im przez myśl, że skoro z nimi rozmawiasz na tematy innych, to przy obcych obgadujesz znajomych. Niestety plotka to błędne koło. Raz puszczona w obieg pędzi bez zastanowienia.  

Dlaczego plotkuje?

Zazdrość. Brak szacunku. Pobudki są różne, ale efekt taki sam. Rozpowiadając nieprawdę, podświadomie chcemy komuś zaszkodzić i zwykle nam się udaje. Uszczerbek na czyimś wizerunku sprawia nam radość, bo przez chwilę możemy poczuć się lepsi, lub zyskać w czyichś oczach, podczas kiedy osoba pokrzywdzona na tym traci.  

Co jeśli to ty jesteś celem? 

Najgorzej, jeśli od zaufanych bliskich człowiek dowie się, że inne zaufane osoby powiedziały o nas nieprawdę. Komu ufać? Kto chce dla nas dobrze? Czy uwierzyć w informacje podane z pierwszej ręki? A może lepiej się dopytać? Ludzie gadali i gadać będą więc, zamiast wpadać w szał są dwa wyjścia:
a) Porozmawiać szczerze i otwarcie z osobą, która owej informacji nadała rozgłos i wszystko sobie wyjaśnić. Z pewnością nie będzie to łatwa rozmowa. Najprawdopodobniej osoba plotkująca będzie czuła się atakowana, chociaż to ona w istocie nie potrafiła utrzymać języka na wodzy. Nie daj się zbyć i zrobić z siebie tego złego, gdyż to Ty jesteś tutaj stratny. Nie krzycz, bądź miły i elokwentny. To zbije z pantałyku osoby mówiące nieprawdę. Nie obędzie się bez złości z ich strony lub wymigiwania, ale najważniejsze jest, żeby dotarła do nich prawdziwa istota rzeczy.
b) Można zarówno zignorować sprawę. Jeśli ktoś gada za naszymi plecami, najlepiej machnąć na to ręką. Ważne, że my i nasi bliscy znamy prawdę. To powinno nam wystarczyć. Ignorancja jest jedną z lepszych metod walki z plotką, ponieważ po czasie historia się znudzi i pójdzie w zapomnienie, kiedy nie będziemy napędzać jej tłumaczeniem się. 

Jak zapobiec plotce?

Nie da się. Ludzie gadali i gadać będą. My możemy jedynie pokornie pokiwać głową, a słowa wypuścić uszami. Jeżeli natomiast to my jesteśmy źródłem fałszywych informacji, warto trochę się nad sprawą zastanowić. Po pierwsze, musimy sobie uświadomić, że rozsiewając plotki, nic tym nie wskóramy, a jedynie zaszkodzimy innym. To nie powinno być niczyim celem, szczególnie jeżeli marzy nam się spokojne i bezkonfliktowe życie. Jeżeli już zrozumiemy, że plotkowanie jest złe, powinniśmy zadać sobie trzy pytania:
1. Czy to co mówię, jest dobre?
2. Czy to co mówię, jest prawdziwe?
3. Czy koniecznie muszę to powiedzieć? 
Przesiewając nasze myśli przez sito tych pytań, większość z nich musielibyśmy zostawić dla siebie. Z początku nie będzie to łatwe. Plotkowanie to nałóg, z którego bardzo ciężko jest się wyleczyć, ale da się! Wszystko zależy od nastawienia. Nie dajmy zwieść się słowom nieprawdy. Nie przekazujmy ich dalej i nie bądźmy źródłem nieprawdziwych informacji!
Czytaj więcej >

Ten Jeden Dzień - Ten Jeden Rok

Po przeczytaniu książki "Zostań, jeśli kochasz", byłam sceptycznie nastawiona do kolejnych powieści Gayle Forman. Do tej pory nie dowiedziałam się, jak potoczyły się dalsze losy nieprzytomnej Mii, która przez całą książkę trwała w stanie dziwnego zawieszenia, chociaż jestem przekonana, że kiedyś nadrobię tą historię. Zamiast tego, zaryzykowałam i sięgnęłam po całkowicie inną dylogię tej autorki. Cóż mogę powiedzieć. Nie zawiodłam się, a wręcz byłam pozytywnie zaskoczona! Jak w pierwszej książce Gale brakowało mi uczuć i emocji, tak w tych dwóch, miałam ich pod dostatkiem. 


Ten Jeden Dzień

    Allyson to grzeczna i miła dziewczyna, której nie w głowie wybryki. Razem z przyjaciółką i grupą turystów zwiedza Europę, ale nie czuje się dobrze w towarzystwie zabawowych koleżanek. Chce więc jak najprędzej wrócić do domu, lecz w ostatnią noc poznaje Willema - ulicznego aktora, który nieświadomie odmienia jej światopogląd i sprawia, że dziewczyna w ostatniej chwili zgadza się na jeden dzień pojechać z nim do Paryża. Już w pociągu Allyson żałuje swojej decyzji. Ma wrażenie, że wplątała się w poważne kłopoty. Z czasem okazuje się, że Willem to nie gwałciciel, lecz zwyczajny podrywacz, któremu żadna kobieta nie jest w stanie się oprzeć. Allyson i Willem spędzają razem niezapomniany dzień pełen przygód i wypadków. W jeden dzień robią to, czego innym nie udaje się zrobić miesiącami. Czar Paryża jednak pryska, kiedy rano Allyson budzi się sama w obcym łóżku. Jej towarzysza podróży ani śladu. Spanikowana dzwoni po pomoc i wraca do domu. Po tym jednym dniu postanawia dalej żyć spokojnym życiem, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło. To jednak nie jest takie proste. Willem ciągle prześladuje dziewczynę w myślach. Ma ona przeczucie, że chłopak wcale nie wykorzystał jej i nie uciekł. Postanawia to wyjaśnić i wrócić w to miejsce. Udaje się więc w podróż, by odnaleźć chłopaka, spojrzeć mu w oczy i zapytać, dlaczego ją zostawił.


Ten Jeden Rok

    Willem nie może się otrząsnąć po śmierci ojca. Od kiedy zmarł chłopak nie ma już nikogo. Matka, która dla niego nigdy matką nie była, nie interesuje się losem syna. Przyjaciele rozjechali się po całym świecie, a przelotne znajomości z dziewczynami zwykle kończyły się awanturą. Willem nie ma swojego miejsca na ziemi. Czuje się źle, kiedy jest pozbawiony możliwości poznawania świata. Ponadto spokoju nie dają mu myśli, wciąż krążące wokół jednej dziewczyny - Lulu. Mija sporo czasu nim chłopak postanawia ją odnaleźć. Angażuje w to kumpli, lecz sprawa nie jest prosta. Willem nic nie wie o dziewczynie, z którą pojechał do Paryża. Zapomniał nawet zapytać o prawdziwe imię. Los targa nim po całym świecie. Chłopak odwiedza wszystkie miejsca, o których Allyson zdążyła mu napomknąć, lecz to nie przynosi skutków. W efekcie ląduje w ramionach matki. Podróżując, chłopak poznaje nowych przyjaciół i odzyskuje starych. Rodzina, o której zawsze marzył, zaczyna być prawdziwą rodziną, a on sam odnajduje swoje miejsce. Przyłącza się do trupy teatralnej i zaczyna żyć pełnią życia, popisując się swoimi aktorskimi zdolnościami. Wszystko zaczyna się układać, aż pewnego dnia,u jego progu zjawia się Lulu.



polskie okładki

Moim zdaniem: Początek "Ten Jeden Dzień" był trochę nielogiczny i mało prawdopodobny. Owszem, wierzę w piękne historie miłosne, ale szczytem głupoty byłoby wsiąść do pociągu z nieznajomym mężczyzną, który proponuje nam wycieczkę do Paryża. Poza tym drobnym szczegółem nie mam żadnych zastrzeżeń. 
    Autorka podbiła moje serce wplątując w całą historię postać i dzieła Williama Shakespeare'a. Zrobiła to tak sprytnie, że czytając jej książki, możemy również poznać wybrane sztuki wirtuoza dramatu. Przypuszczam także, że był on inspiracją do imienia głównego bohatera. 
    Tak, jak wspominałam, tym razem nie zabrakło mi intensywności uczuć. Co prawda romans bohaterów był krótki, bo jednodniowy, lecz jego piętno dało się odczuć w całej historii. Wątek miłosny był na pierwszym miejscu, a inne wydarzenia stanowiły tło i to jakże kolorowe tło! Mimo iż jest to typowy romans, książki można podciągnąć pod gatunek przygodowy. Bohaterowie cierpią udręki, próbują się odnaleźć, ale ich życie codzienne nie kipi nudą. Jestem wdzięczna Gayle za tak pięknie rozbudowaną historię. Każdy rozdział przeżywałam razem z bohaterami. Często nie zgadzałam się z nimi w ich postępowaniu. Szczególnie denerwował mnie Willem i jego szczeniackie podejście do miłości oraz przekonanie, że może mieć każdą. 
    Co szczególnie podobało mi się w powieściach? W pewien sposób mnie intrygowały, jak żadne inne książki do tej pory. Niesamowicie było poznawać tą samą historię, ale innymi oczami. Po pierwszej części, kiedy to Allyson wraca do Paryża, by utwierdzić się w swoich przekonaniach, że chłopak jej nie zostawił, aż w końcu dociera do Amsterdamu i staje twarzą w twarz z Willemem, czułam niedosyt! Miałam nadzieję, ze historia rozwinie się w drugiej części. Niestety, a może i stety nie rozwinęła się. Znowu docieramy do punktu kulminacyjnego. Tym razem Gale zaszczyciła nas jednym zdaniem więcej i opisała tak długo wyczekiwany pocałunek. Niestety po tym wydarzeniu historia znowu się urywa, więc nadal czuję niedosyt... Byłam rozczarowana, że to już koniec przygód, koniecznie chciałam wiedzieć co dalej. Czy będą razem? Czy wszystko sobie wyjaśnią? Jak potoczą się ich losy? Obydwoje siebie szukali, jak widać nie na marne! I oto moim oczom ukazuje się informacja, o kontynuacji! Tytuł będzie nosić "Ta Jedna Noc". Mojej radości nie będzie końca, jak tylko dorwę ową książkę! Mam nadzieję, że będzie to cudowne dopełnienie całej historii! 
Czytaj więcej >

Insta tag

Jedna z naszych kochanych i bardzo kreatywnych blogerek zorganizowała tag i zaprosiła do niego wszystkich chętnych! A że tag był ciekawy i że Monia lubi takie blogowe zabawy, czemu wiec nie wziąć w nim udziału? Tym razem został poruszony temat Instagrama, by móc podzielić się z czytelnikami swoimi ulubionymi zdjęciami, a także nieco powspominać swoje pierwsze fotograficzne przygody! Każdy uczestnik jak zwykle odpowiada na pytania, ale co by nudno nie było, odpowiedzi trzeba zobrazować własnymi fotkami. No to zaczynamy!

1. Jaki jest Twój nick i co jest na Twoim Instagramie? 
Stawiam na prostotę, więc mój nick na Instagramie nie powala kreatywnością. Na tym portalu jestem podpisana imieniem i nazwiskiem jako monika_przybylo, po prostu. A co znajduje się na moim Instagramie? Wszystko! Moja wcale nieszara rzeczywistość. Chwile piękne i godne zapamiętania, oraz momenty, które przywołują uśmiech i miłe wspomnienia.  

Twoje 3 ulubione zdjęcia to... ? 
Nie potrafiłam się zdecydować jedynie na trzy, zresztą po co mam się ograniczać? Zrobiłam więc zestawienie moich ulubionych, ukochanych, najlepszych z najlepszych, chociaż to i tak jeszcze nie wszystkie... Fotografie może nie powalają jakością, może nie wyglądam na nich jak gwiazda i dużo brakuje mi do modelki, ale mimo wszystko uważam je za najcudowniejsze. Przedstawiają zwykłe życiowe momenty jak i ważne dla mnie chwile. Idąc od góry od lewej: 

 ♥ Takie tam selfie w lustrze z ukochanym, który pomagał w poszukiwaniach wymarzonej sukienki na półmetek.
 ♥ Ten sam ukochany, ale zdjęcie już nie selfie! Rzeszowski, coroczny koncert Jednego Serca Jednego Ducha.
 ♥ Mecz na narodowym stadionie wiejskim. Stadionu nie widać, ale są gwiazdy, które gorąco kibicowały sędziemu liniowemu.
 ♥ Czerwone to szybkie! Zdjęcie musiało być!
 ♥ Praktyki, Bielefeld i jedno z moich ulubieńszych zdjęć stamtąd 
 ♥ Mój półmetek, czyli niezapomniany bal, który spędziłam w ramionach tego jedynego! - jestem wdzięczna fotografowi za takie cudowne ujęcie!
 ♥ Znów ten jedyny, tym razem w wersji white! Zdjęcie zrobione w przerwie spektaklu "Alicja w Krainie Czarów" z moim aktorzyną 
 ♥ Pasek jest, więc trzeba się chwalić! 
 ♥ Kręgle z przyjaciółmi, chociaż zdjęcie tylko z przyjaciółką.

Kiedy wstawiłaś swój pierwszy post i co to było?
Pierwsze zdjęcie, jakie dodałam przedstawia królika mojej przyjaciółki. Pamiętam, jakby to było wczoraj, kiedy w nocy przyjaciółka zapukała do moich drzwi, w rękach trzymając olbrzymią klatkę. W klatce było to białe cudne stworzonko, które tylko sprawia pozory cudowności, bo w istocie cholernie gryzie! Byłam bardzo zaspana, więc zgodziłam się zaopiekować króliczkiem na czas jej nieobecności. I przez tą całą moją senność zapomniałam, że ta kulka gryzie nie tylko ludzi, ale i kwiatki i kable! A było to około dwa lata temu w okolicach czerwca/lipca. 


Które z Twoich zdjęć zdobyło najwięcej polubień?
Najwięcej polubień, bo aż 85 zdobyło zdjęcie z moim ukochanym. Wyglądamy na nim bardzo zacnie. Garniturek, sukieneczka... Byliśmy wtedy na jego studniówce, którą mile wspominam! Impreza była przednia. Wytańczyliśmy się za wszystkie czasy, prawie do białego rana! Niestety autora zdjęcia nie pamiętam, chociaż zostało ono zrobione moim telefonem. Przypuszczam, że poprosiłam jednego z kolegów o pstryknięcie paru fotek na specjalnie rozstawionym do tego celu tle. No i tak oto zostało zrobione jedno z lepszych ujęć z tego wydarzenia.

Które z Twoich zdjęć miało najmniej polubień? 
Zdjęcie, które nie zostało obdarzone wieloma lajkami (prawdopodobnie dlatego, że było pierwsze), to zarazem zdjęcie powyższego białego gryzonia. Ale żeby się nie powtarzać, wstawię drugie zdjęcie, które za dużo polubień też nie zdobyło, a które bardzo lubię. Moja pierwsza wizyta we Wrocławiu - rok 2014. Płyniemy sobie czymś na kształt łajby po głównej wrocławskiej rzecze - Odrze. Jak widać zabawa była na całego, i chociaż zdjęcie typowo pozowane, to właśnie ono przywołuje najlepsze wspomnienia z tamtej wycieczki!


Zdjęcie z największą liczbą komentarzy?
Wszystkie foto przeszukałam i znalazłam to! Komentarzy niewiele (bo zaledwie 5), a zarazem najwięcej. Ktoś tam postanowił pospamować nieco na moim skromnym profilku. Zdjęcie najlepszej jakości nie jest. Prawdopodobnie zrobione przednią kamerką smartfona kolegi, co sam ledwo zmieścił się w kadrze. 

To niestety już wszystkie pytania. 
Jeśli również macie ochotę na nie odpowiedzieć, zapraszam do zabawy! :)
Przy okazji w komentarzach możecie zostawić Wasze instagramowe nicki. Chętnie zaobserwuję i poklikam w serduszka! Jeżeli ktoś jest ciekawy moich zdjęć, znajdzie mnie TUTAJ.
Czytaj więcej >

Z mojej kosmetyczki #1

Cześć i czołem! Na blogu zmiany, zmiany, zmiany. Aktualnie pracuję nad oprawą graficzną tej stronki. Edytuję stare posty, coby miały więcej składu i ładu. Niektóre bzdety za czasów niedoświadczenia blogowego usuwam, ale większość zostawiam na pamiątkę. Miło poczytać sobie niektóre posty sprzed czterech lat i pomyśleć jakim się było wtedy gówniarzem... Życie było łatwiejsze, bardziej intensywniejsze. Czasem tęsknię za dzieciństwem, ale gdybym miała możliwość powrotu do przeszłości, raczej bym nie skorzystała. Ponadto, wracając do starych postów, człowiek widzi, jakie robi postępy! Blog się rozwija, poruszane są trudniejsze i poważniejsze tematy. Wszystko ewoluuje i to w blogowaniu jest najfajniejsze. Możliwość porównania siebie z kiedyś, do siebie z dziś. Ale kochani, ja nie o tym chciałam pisać. To była tylko mała dygresja apropo wstępu informującego Was o kolejnej zmianie. Uwaga, uwaga... (chwile oczekiwania) Mianowicie wprowadzam kolejny post tematyczny!


"Wyrwane z kontekstu" przyjęliście z wielkim zainteresowaniem, więc liczę, że i "Z mojej kosmetyczki" przypadnie Wam do gustu, a przynajmniej kobiecej części tej społeczności :) Od razu uprzedzam, że seria postów, w przeciwieństwie do "Wzk" nie będzie regularna. Nie jestem maniaczką kosmetyków i kupuję je bardzo rzadko. Wyłącznie wtedy, kiedy czegoś potrzebuję. Nie testuję i mało kiedy kupuję coś niesprawdzonego, więc nie mam też wielkiego porównania. Mam kilka sprawdzonych produktów, ale znajdą się też kompletne rzeczy, których nie kupię nigdy więcej. Kosmetyki, o których będę pisać są moje i używane wielokrotnie, przez co na niektóre z nich mam wyrobione zdanie. Przejdźmy więc do sedna sprawy.

Oto kila produktów, które goszczą w mojej kosmetyczce już od dłuższego czasu. Myślę, że marki wszystkim bardzo dobrze znane i w większości lubiane. Niektóre z tych kosmetyków używam codziennie inne mnie do siebie nie przekonywały. Poniżej poznacie moją subiektywną ocenę, zapraszam :)


1. Odżywka do włosów Schauma Cream&Oil - Szczerze powiedziawszy, pogubiłam się w ilościach produktów, jakie oferuje nam Schwarzkopf. Swego czasu byłam zwolenniczką szamponów wzmacniających tej firmy, lecz po drugiej butelce zauważyłam, że efekt był całkowicie odwrotny. Moje włosy wypadały garściami i byłam święcie przekonana, że winowajcą był ów szampon. Postanowiłam pójść po całości i zwalczyć przyczynę, poprzez pokrewną szamponowi odżywkę. Dokupiłam ją więc i z kretesem używałam jej jako uzupełnienie szamponu. Rozwiązanie trochę nielogiczne, ale zadziałało. Nie mogę powiedzieć, że moje włosy są gęste i pełne blasku, jak na reklamie, ale z pewnością wypadają już w mniejszej ilości, a moje końcówki bronią się przed rozdwajaniem. Plusem odżywki jest fakt, iż nie trzeba jej spłukiwać. Wystarczy jedynie spryskać włosy i po kłopocie. Niestety odżywka okropnie obciąża strukturę włosa, co sprawia, że moja czupryna jest przyklapnięta i szybko się przetłuszcza. Zalecam więc nie rozprowadzać jej po całej długości włosów, lecz jedynie na końcówkach.
Moja ocena: 4/10

2 Jajeczko do wszystkiego, czyli balsamik nawilżający. Zakupiłam go 3 lata temu poprzez katalog Oriflame i stosuję do dziś. Całe szczęście, że jajeczko nie ma terminu przydatności, gdyż mijał by się on wydajnością balsamu. Strukturalnie jest niewielki, lecz wystarcza go na długi czas. Krem można stosować na całej powierzchni ciała. Zalecany był szczególnie do skóry suchej, lecz ja preferuję nakładać go na usta. Niesamowicie nawilża, a przy tym bosko pachnie. Często również stosuję go na miejsca podrażnione. Wyśmienicie łagodzi naderwane skórki w okolicach paznokci. Poza tym, że zostawia po sobie tłustą warstwę jest idealny i sprawdza się w każdych warunkach.
Moja ocena: 9/10

3. Ujędrniający balsam do ciała Care firmy Avon - Był to kolejny i ostatni już balsam, na którym się zawiodłam. Po pierwsze, "ujędrniający" jedynie z nazwy, po drugie niemiłosiernie podrażniał moją skórę, szczególnie na nogach i w okolicach bikini. Stosowanie go po depilacji nie było najlepszym pomysłem, gdyż uwydatniał wszystkie podrażnienia, zostawiając na skórze czerwone, piekące ślady. Aktualnie używam go jedynie na górne partie ciała. Balsam dobrze nawilża i długo utrzymuje zapach, lecz to jedyne jego zalety.
Moja ocena 3/10

4. Krem do rąk Cien - Zakupiłam do podczas listopadowego wypadu do Niemiec i mam go do dziś. Krem jest niesamowicie wydajny! Stosuję go prawie codziennie, a zużyłam zaledwie połowę. Często zastępuje mi balsam, kiedy w nagłych wypadkach potrzebuję posmarować coś więcej niż dłonie. Ładnie pachnie, dobrze nawilża i szybko się wchłania, nie pozostawiając na dłoniach lepkiej warstwy. Zapach utrzymuje się w miarę długo, chociaż wiadomo, że z dłońmi bywa różnie. Nie jest wielki, więc idealnie mieści się do torebki. Sprawdza się w każdych warunkach, a przy dłuższym stosowaniu skóra dłoni staje się delikatniejsza i milsza w dotyku.
Moja ocena: 7/10

5. Woda perfumowana Simply Her Avon -  Różowy flakonik dostałam na urodziny od dobrej koleżanki, która doskonale wyczuła moje gusta w kwestii zapachowej. Muszę przyznać, że perfum był niesamowity! Pachniał wybitnie i idealnie wpasowywał się w moje upodobania. Uwielbiam zapach pomarańczy, a to on stanowił większość, nadając cytrusowo-pikantną woń. Podkolorowany nieco słodką lilią i gorzkością cedru, był po prostu świetnie trafionym prezentem! Zapach, mimo iż delikatny, dało się go wyczuć już z daleka. Długo utrzymywał się na ubraniu, na skórze było gorzej, lecz nie tracił na intensywności przez cały dzień.
Moja ocena 10/10

6. Fuss Deo, czyli z niemieckiego, dezodorant do stóp. Nie pamiętam już nawet co robi i skąd się wziął w moim posiadaniu. Prawdopodobnie kupiłam go na promocji w Rossmannie. Dezodorant ma niwelować nieprzyjemny zapach i zapobiegać potliwości. Czy działa? I tak i nie. Nigdy nie miałam problemu z poceniem się stóp. Narzekać mogę jedynie w ekstrymalnych warunkach. lecz nie noszę dezodorantu przy sobie.,, Ogólnie jest mi on całkowicie zbędny. Jeżeli chodzi o zapach, dezodorant sam w sobie nie powala, dlatego osobiście nie widzę sensu go używania.
Moja ocena: 4/10

Na dziś to tyle. Mam nadzieję, że takie mini recenzje przypadną Wam do gustu.
Jeżeli używaliście, bądź używacie, któregoś z tych produktów, lub polecacie coś innego w zamian, chętnie poczytam Wasze opinie. Do napisania! 
Czytaj więcej >

List do ukochanego

           Drogi mój,

    chciałam Ci napisać kilka słów odnośnie naszej rozłąki. Pamiętasz, kiedy powiedziałam Ci, że boję się samotności? Odpowiedziałeś, że również się jej boisz. Skąd więc wziąłeś tyle odwagi i sam siebie na nią skazałeś, skazując i mnie? Samotność nie jest taka przerażająca, jaką ją sobie kiedyś wyobrażałam. To tylko kwestia przyzwyczajenia. Oswojenia się z myślą, że jesteś daleko. Że prędko Cię nie zobaczę. Co prawda myśli się wtedy intensywniej. Gdzie jesteś? Co robisz? Jak Ci się beze mnie żyje? Teraźniejszość miesza się ze wspomnieniami i fajnie jest sobie wyobrazić, podczas codziennych czynności, że jesteś tuż obok, że podczas mycia naczyń zaraz przytulisz mnie, tak jak zawsze. Obejmiesz w pasie i zatopisz twarz w moich włosach, ale odwracam się i nikogo nie ma. Igła goryczy kuje mnie w serce za każdym takim razem. To rozczarowanie nie opuszcza mnie na krok. Kiedy wstaję rano, wiem że będzie to kolejny pusty dzień. Bez namysłu jem śniadanie, myję się ubieram, czeszę włosy jak robot. Kiedy włączam telefon, wiem że nie będzie tam żadnej wiadomości, ale i tak czuję zawód. Kiedy otwieram laptopa, nie spodziewam się niczego i zastaję nic. Włączam telewizję i zasiadam na kanapie, ale wiem że nie usiądziesz obok i nie weźmiesz mnie w ramiona. Kiedy wychodzę z domu, wiem że Cię nie spotkam. Ani dziś, ani jutro, ani przez najbliższy czas.



     Samotność nie jest przerażająca, ale jest zła. Czai się po przykrywką tęsknoty. Tęsknić można długo, ale nie da się żyć w samotności. Przynajmniej ja nie umiem. Wspomnienia nie wystarczą, stają się bezosobowe. Z każdym dniem tracą wyrazistość. Bledną. Nie słyszę już Twojego głosu, nie pamiętam dotyku, obraz zamazuje mi się przed oczami. Niby ktoś jest, ale jakby nie było. W codzienności pozostaje dziura, której nijak nie da się wypełnić. Niczym, ani nikim. Tęsknota doskwiera z każdym dniem coraz bardziej. Zgniata mi serce i wyciska łzy, kiedy o Tobie myślę, kiedy z Tobą rozmawiam, kiedy o Tobie mówię. Nikt mnie już nie pociesza. Każą mi się jedynie nie poddawać, myśleć pozytywnie, albo w ogóle o Tobie nie myśleć. Przytulają mocno, ale to pomaga tylko na chwilę. Nic nie zastąpi Twojego uścisku. Twoich ramion, w których czuję się bezpiecznie. Tekst na ekranie, to nie to samo, co słowa, a rozmowa przez telefon nie nasyci moich oczu Twoim widokiem. Mówią, że tęsknota to najgorsza kara, jaką można dostać od życia. Widocznie zasłużyłam. Tęsknię jak cholera, ale te słowa nie opiszą tego, co czuję. Nie ważne, ile czasu się nie widzieliśmy. Nie ważne, jak daleko od siebie jesteśmy. Tęsknota to uczucie, które uderza niespodziewanie z największą siłą własnie wtedy, kiedy wykonując codzienne czynności zdaję sobie sprawę, że chcę byś był obok. 
     Samotność nie jest przerażająca, ale niszczy od środka. Zabiera radość życia, a ja nie staram się tej radości nawet zatrzymać. Chociaż każesz mi się cieszyć i korzystać z wakacyjnej sielanki, nie umiem cieszyć się na siłę. Korzystam, ile mogę. Tylko, że wszystko jest takie szare, smutne i przypomina mi, że Ciebie tu nie ma. Z tego mam się cieszyć? Z tego mam korzystać? To nie jest wolność. To jest udręka. Brak powietrza. Dusi mnie codzienność. To nie jest życie. To jest wegetacja. Nie wiem, jak Ty to robisz, ale ja sobie bez Ciebie nie radzę. Zdradź mi tajemnicę, jak nie tęsknić? Jak o Tobie nie myśleć? Jak cieszyć się życiem, kiedy moje życie jest daleko stąd? Ludzi nie dzielą kilometry, ani czas, ale obojętność. Czy my nie stajemy się coraz bardziej obojętni. Pytasz, co u mnie słychać, ale chyba wiesz. Nie chcę się już mazać, nie chcę się żalić, jak bardzo jest mi źle, bo wiem, że Ci tym nie pomogę. Ty też już zrobiłeś dla mnie, co mogłeś. Nie pocieszysz mnie, możesz jedynie rozumieć. Więc, co mam powiedzieć? Cieszę się, że u Ciebie coraz lepiej, ale u mnie coraz gorzej. Dobrze, że sobie radzisz, bo ja nie. Proszę Cię tylko o jedno, nie zostawiaj mnie już nigdy, bo kolejny raz tego nie zniosę. Życz mi, aby szybko minęły te wakacje. Jakoś przeboleję. Samotność nie jest przerażająca, ale mnie przeraża i niszczy. Boję się jej, jak niczego innego.

Twoja Monia. 
Czytaj więcej >
Create your space © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka