Christmas is comming

Wielkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Jak co roku trzeba posprzątać, ubrać choinkę, przystroić dom i z niecierpliwością wyczekiwać na gwiazdkowe prezenty. Generalnie masa obowiązków i dużo sprzątania. Nie czarujmy się... Ten aspekt świąt zaburza ekosystem niejednemu z nas. Wybija z rytmu i każe porzucić dotychczasowe zajęcia na rzecz, jakby się mogło wydawać - bardziej wyniosłych celów. Natomiast po trzech dniach okazuje się, że jest już po wszystkim. Wigilia zjedzona, opłatek połamany, cukierków na choince już nie ma, a ona sama stoi od parady i jedynie zawadza. Taka oto magia corocznych świąt. 

Ale nie dla mnie. Już któryś rok z rzędu mam przyjemność być mile zaskoczoną magią i klimatem Bożego Narodzenia. Nie chodzi mi tutaj o świąteczne hity puszczane w galeriach handlowych już od połowy listopada, ani też śliczne dekoracje. Komercja robi swoje. Cieszy ludzkie zmysły, ale jednocześnie przysłania nam to, co tak naprawdę powinno być dla nas istotne w tych dniach - Boże Narodzenie!

Czy Święta Bożego Narodzenia są bardziej świętami dla samych świat, czy w istocie Bożym narodzeniem? Czy dostrzegamy w tym wszystkim Boga, czy raczej cieszymy się, bo mamy wolne od szkoły i pracy i możemy po prostu odpocząć? Jak to jest, że przy stole wesoło, a w sercu pustka? Do tej pory też tak miałam, ale odkryłam prawdziwą magię świat, która nie kryje się pod choinką, ale w ludzkich sercach.


Całą istotą świąt Bożego Narodzenia jest Bóg. Nie trzeba być wielce wierzącym, aby odkryć tą odwieczna tajemnicę, ale co zrobić, by te święta były dla nas pełne radości, beztroski, sympatii i uśmiechu? Z tym często mamy już większy problem.

Podobno Boga najłatwiej doświadczyć w kościele. Dlatego też ja z całą rodziną w tradycji mamy rodzinną pasterkę. Do niedawna wyśmiałabym kogoś, kto powiedziałby mi, że msza w środku nocy sprawia mu radość, ale w istocie tak jest! Dla mnie co roku jest to niesamowite przeżycie. To spotkanie w murach kościoła, jest inne niż wszystkie. Bardziej wyniosłe, bardziej uroczyste. Przepełnione świętością, bo oto narodził się Bóg i Zbawiciel. Największy z największych stał się maleńki i przyszedł na Ziemię, by dać mi nadzieję, sprawić bym miała siłę i bym z uśmiechem szła przez życie, bo od teraz wszystkie problemy, porażki i troski mogę powierzać Jemu. Co roku w tym momencie uświadamiam sobie, że coby się nie działo, nie jestem sama. Dociera do mnie, że zawsze jest Ktoś, komu zależy na moim szczęściu. On ze mną cierpi i ze mną jest radosny. On chce dla mnie jak najlepiej. Wszystko, co dobre w moim życiu pochodzi od Niego, ale i do Niego należy. On ma wobec mnie jakiś plan i może nie zawsze jest on zgodny z moimi zamiarami, ale skoro Bóg drzwi zamyka, to otwiera okna.
Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga,
a pracuj tak, jakby wszystko zależało od Ciebie.
Nieco inaczej malują się tutaj nasze relacje w rodzinie, na którą przecież jesteśmy skazani, jeśli nie przy wigilijnym stole, to kolejnych dwóch dniach. Czasami w domu gromadzi się cała rodzinna, tłum ludzi, że aż głowa pęka. Innym razem przypada nam świętować w skromnym i skrępowanym gronie. W obu przypadkach warto w tym czasie przyjąć pokojowe nastawienie. Uśmiechnąć się do kogoś 'mimo wszystko', tak zwyczajnie i pomyśleć sobie "może on wcale nie jest taki zły?" Warto też zapomnieć krzywdy, zaniechać zemsty. Przecież Bóg skrywa się także w naszych bliskich. W każdej osobie można odnaleźć cząstkę boskości. W babciach, które ciągle nakładają coś na talerz. W upierdliwym młodszym bracie. W rodzicach, którzy przytaczają krępujące historie z życia. W ciotkach i wujkach, którzy planują Twoją przyszłość, bo oni przecież wiedzą najlepiej, jakie studia, czy praca będą dla Ciebie najlepsze. Punktem kulminacyjnym tego spotkania niech będzie podzielenie się opłatkiem. I tu nie chodzi o to, żeby składać nie wiadomo jak kreatywne życzenia... Znając życie każdy z nas mówi co roku tą samą wiązankę i tak samo każdy z nas po chwili wszystko zapomina, nieważne jak ciepłe słowa by to były. Ważne jest to, żeby podejść, spojrzeć w oczy i uściskać bliskiego tak serdecznie, jakby chciało się powiedzieć "Przepraszam za wszystko. Nie doceniałem Cię. Zbyt mało czasu ci poświęcałem, a przecież Ty tyle dla mnie znaczysz.". Niech w tym jednym uścisku będzie zawarte całe uczucie. 
   Gwarantuję Wam, że wtedy tą uroczystą kolację zjecie z radością wymalowaną na twarzy. I tak też spędzicie całe święta! 


Czytaj więcej >

Ostatnia prosta do matury

   Byle do świąt. Byle do ferii, byle do wakacji. Ale czy na pewno? Czas płynie jak piasek przez palce. Wręcz topi się w moich dłoniach. Nie potrafię go zatrzymać, ani też wykorzystać w stu procentach, co przyznaję z bólem serca. Chyba każdy z nas to zna... Masa obowiązków, nie wiadomo, w co ręce włożyć, a koniec końców odkładamy wszystko "na później", "na jutro", "na nie wiadomo kiedy".
   Dopiero zaczynałam IV klasę technikum. Dopiero był wrzesień. Jeszcze całkiem niedawno przygrzewało słońce, chodziło się w krótkim rękawku i sandałach, a już Boże Narodzenie za pasem. Co zrobiłam przez te kilka miesięcy? Poza kilkoma ciekawymi wydarzeniami moja codzienność pokryła się kurzem. Każdy dzień wygląda tak samo, aż do znudzenia. Szkoła - nauka, dom - nauka, spać. A gdzie czas dla siebie? A gdzie jakakolwiek rozrywka? Ogólnie rzecz biorąc, nie narzekam na brak wrażeń. Utarł się w mojej codzienności pewien kompromis pomiędzy tymi czynnikami, nadając jej intensywności. Chyba znalazłam złoty środek na to, jak pogodzić szkołę i życie osobiste. Brak mi jeszcze tylko czasu na samorealizację. 

    
     Postanowiłam zacząć pisać na dobre. Nie ma wymówek o braku weny! Nie istnieje coś takiego jak niedomiar natchnienia. Flow musi być i musi podsycać chęć tworzenia! I ja to coś stworzę, już postanowiłam. Na dobry początek niech to będzie ten blog. Znowu go zaniedbałam... Nie po raz pierwszy zresztą, ale po raz ostatni.
   Każdy podobno ma jakiś ukryty talent. Nie wiem, czy moim jest pisanie, ale chciałabym się o tym przekonać. Chcę pisać dla siebie, ale też dla Was. Nawet nie wiecie jaką cholerną radość sprawia mi, kiedy ludzie pytają o nowe posty. Wielu z Was przywołuje moje słowa albo wspomina dawne, zapomniane już wpisy. Ludzie w szkole podchodzą do mnie, z zapytaniem czemu ostatnio nic nie dodaję, dlaczego nie pojawiło się nic nowego. Koledzy wspominają, jak to swego czasu przed lekcjami czytali moje spostrzeżenia i upominają się o dawno obiecany temat. To naprawdę niesamowicie motywuje! Czuję się zobowiązana wobec Was i trochę mi wstyd, że tak nagle zniknęłam na kilka miesięcy. Ale to się zmieni. Nie obiecuję, że będę tutaj często, ale postaram się robić co w mojej mocy. Swoimi talentami trzeba się dzielić. Trzeba się chwalić, żeby coś z tego wyszło, a ja z całego serca pragnę, aby to było coś dobrego. Coś, co Wam się spodoba, a mnie uszczęśliwi.
    Postanowiłam sobie kiedyś, że napiszę książkę i już teraz wiem, że to zrobię. Aktualnie pracuję nad kilkoma opowiadaniami, ale nie mam wystarczająco dużo czasu, aby się temu całkowicie poświęcić. Piszę, ale nigdzie tego nie udostępniam. Wgląd w moje prace ma zaledwie kilka osób, a ja chyba jednak wolę pisać do szerszego grona odbiorców. Co prawda te uprzywilejowane duszyczki są niezastąpionymi doradcami i jestem im ogromnie wdzięczna za wszelkie wparcie i wiarę we mnie, nawet kiedy ja sama już w siebie nie wierzę. W każdym razie, pisząc tylko dla siebie, nie czuję się dobrze. Mam wrażenie, że robię to anonimowo i że te prace są nic nie warte, dlatego często nie wkładam w nie tyle pracy, ile bym chciała. Dlatego to też się zmieni. Założyłam kiedyś konto na Wattpadzie, więc jak tylko dopracuję pierwsze rozdziały nowego opowiadania, podzielę się z Wami co nieco.

  A skąd u mnie tyle zmian i postanowień? Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze uświadomiłam sobie w końcu jasno i dobitnie, co chcę w życiu robić. Już wiem, co mnie uszczęśliwia i co sprawia mi radość - pisanie! Po drugie jakiś czas temu spotkałam na swojej drodze osobę, której wyznałam moje skryte aspiracje. Jej entuzjazm i ogrom ciepłych słów na nowo wznieciły we mnie pragnienie twórczości. Później tych osób było coraz więcej. Dawne polonistyki z gimnazjum i ze szkoły podstawowej dowiedziały się o moich zamiarach i obie ochoczo mi kibicują. Rodzina zareagowała równie pozytywnie! Przyjaciele zachęcają nawet do rozszerzonej matury z języka polskiego, a ukochany czyta każdą moją pracę, jakkolwiek beznadziejna by ona nie była. Ostatnim i najświeższymi motywatorem jest 85% z próbnej matury i słowa polonistyki "świetna rozprawka". Więcej mi nie trzeba.


A co z nauką? Temu niestety też muszę poświęcać swój cenny czas. Niestety, ponieważ na studia się nie wybieram, a maturę jako tako chciałabym zdać. W szkole cisną, a presja niestety z upływem czasu będzie rosła. Już teraz powinnam zacząć osobiste powtórki z podstawowych przedmiotów, więc zbieram się powoli. Trzeba przebudzić się z jesiennego letargu i uświadomić sobie, że studniówka w istocie nie odbywa się 100 dni przed maturą... Na moim biurku sterty książek, w których siedzę całymi wieczorami. Matematyka, język polski, angielski i geografia. Ale póki co przede mną egzamin zawodowy. Życzcie mi powodzenia! 
Czytaj więcej >

Chciałabym być...

      Kiedy popatrzę na swoje życie oczami osoby trzeciej, wygląda ono nijako. Nijaka osoba o nijakim charakterze, z nijakim zainteresowaniami i umiejętnościami. Moje szare bure i ponure jestestwo sprowadza się do długiego spania, chodzenia do szkoły, pisania listów i nauki. Czasem sięgnę po dobrą książkę albo wyjdę na kawę z przyjaciółmi. Czasem pomaluję paznokcie na czerwony kolor, czy wezmę długą kąpiel z ogromną białą pianą. Moje życie jest spokojne, statyczne, bez ekscesów, ale jest moje i jest najlepsze na świecie.

    Czasami przechodząc obok wysokiej brunetki, o dużych czekoladowych oczach, ubranej w markowe ciuchy, myślę sobie, że chciałabym być jak ona. Pewnie ma powodzenie i nie narzeka na brak koleżanek. Być może dobrze się uczy, ma fajnych wyluzowanych rodziców i wypchany banknotami portfel. Prawdopodobnie każde wakacje spędza w innym zakątku świata i doskonale mówi po angielsku. Czasami zazdroszczę takim ludziom, choć w ogóle ich nie znam. Czasami przyłapuję się na tym, że dorabiam im historie, chociaż prawdę powiedziawszy, nic o nich nie wiem. Czasami chciałabym być jak ta wysoka brunetka. Nie musieć korygować pryszczy, czy związać włosy w niechlujny kucyk, ale i tak wyglądać uroczo. Chciałabym trzepotać długimi rzęsami, jednocześnie zakręcając bujny kosmyk włosów na palec. Chciałabym mieć wiele znajomych, którzy zazdrościliby mi urody i inteligencji, lecz zaraz po tym dociera do mnie idiotyczność moich fantazji i myślę sobie "Monia, przecież twoje życie jest cudowne".


       Może nie mam długich wymarzonych włosów, a moją buzię szpecą czerwone wypryski, ale mam za to coś o wiele cenniejszego niż nieskazitelna uroda. Mam przy sobie kogoś, kto widział wiele pięknych kobiet, a za najwspanialszą uważa właśnie mnie. Mam przy sobie ludzi, którzy niczego mi nie zazdroszczą i dzięki temu mogę być pewna ich lojalności. Mam przy sobie bratnie dusze, z którymi mogę dzielić pasje i zainteresowania, poglądy i subiektywne opinie. Mogę im powierzać tajemnice i wiem, że moje słowa nie wyjdą poza krąg. Mogę przy nich być sobą, a im nie przeszkadza moje naturalne zachowanie. Mam przy sobie przyjaciół, którzy idą ze mną ramię w ramię, bez żadnej rywalizacji, ale ze wsparciem i pomocą. Codziennie uśmiechem rozświetlają mój dzień, codziennie inspirują i motywują do działania. Dają siłę i uskrzydlają. Służą dobrym słowem i radą. Pamiętają o urodzinach i doskonale wiedzą, co podarować w prezencie. Dzwonią tylko po to, żeby powiedzieć "cześć". Zapraszają do siebie, czy wyciągają na spacery. Na dzień dobry cmokają w policzek, a na pożegnanie przytulają mocno i serdecznie. Zbierają ekipę i oznajmiają, że idziemy na kręgle. Pożyczają książki, w trudnych chwilach trzymają za ręce lub zaciskają kciuki. Cieszą się razem ze mną i piszczą z radości, a kiedy trzeba, przynoszą dobre wino na pocieszenie. Są ze mną, nawet kiedy ich nie potrzebuję. Piszą, dzwonią, interesują się moim życiem, bo są moimi przyjaciółmi. Wprowadzają w moje życie mnóstwo radości i wigoru. Sprawiają, że czuję się potrzebna. Dodają uroku szarej codzienności. I wystarczy jeden telefon, jedna wiadomość z zapytaniem co słychać, bym mogła odpowiedzieć, że u mnie błoga cisza, za oknem cudownie pada deszcz, a ja siedzę pod kocem w grubych skarpetkach i tęsknię za Wami wszystkimi, wdychając zimne powietrze.

     Takich ludzi warto przy sobie mieć. Warto być przy nich i być dla nich. I właśnie taka chciałabym być. Chciałabym wnosić do Waszego życia pierwiastek dobroci, szczerości, otwartości i miłości. Chciałabym Was przekonać, że potraficie spełniać swoje marzenia, realizować plany i góry przenosić. Chciałabym wspierać Was w dążeniu do upragnionych celów, być przy Was, kiedy podbijacie świat i cieszyć się z Waszych sukcesów. Chciałabym służyć ramieniem, kiedy będziecie tego potrzebować. Być słuchaczem, kiedy potrzebujecie się wygadać lub doradzać, kiedy będziecie o to prosić. Chciałabym być kochającą dziewczyną, którą będziesz uważał za największy skarb. Chciałabym zawsze z takim samym zachwytem, trzymać Twoją twarz w dłoniach i dziękować Bogu, że postawił przy mnie tak wspaniałego człowieka. Chciałabym, abyś miał pewność co do moich uczuć. Wiedział, że jesteś w istocie wszystkim, co mam i że chcę dla Ciebie jak najlepiej. Chcę, żebyś wiedział, że się martwię, chociaż nie mam powodu. Że się złoszczę, tylko dlatego, że mi na Tobie zależy. Że myślę o Tobie przed snem i w trakcie dnia, prawie bez przerwy. Chciałabym być dla Ciebie najlepsza. Znać wszystkie Twoje tajemnice, być po prostu blisko, nawet kiedy jestem daleko.

A dla Was? Dla Was chciałabym być po prostu sobą. Nic więcej nie mogę Wam ofiarować, bo tak naprawdę niewiele mam. Chciałabym się z wami dzielić doświadczeniami, życiowymi radami i aspiracjami. Chciałabym Was motywować tak, jak Wy motywujecie mnie. Chcę z Wami iść przez życie, dopóki jest nam to dane i wierzyć, że prędko się nie rozstaniemy. I nie chcę być dla Was kimś ważnym, wbijającym Wam się w prywatne życie. Chciałabym być dobrym duchem, do którego teraz możecie się zwrócić i którego po latach będziecie mile wspominać.


Nie widziałam Cię już od miesiąca
I nic. Jestem może bledsza, trochę śpiąca,
trochę bardziej milcząca.
Lecz widać można żyć bez powietrza.
Czytaj więcej >

Jaka to oszczędność czasu zakochać się od pierwszego wejrzenia

Lubię długie deszczowe wieczory, takie jak dzisiejszy. Mogę wtedy bezkarnie cały dzień spędzić w łóżku z ulubioną książką. Wpuszczać chłodne powietrze do dusznego pokoju, wsłuchiwać się w bębnienie deszczu za oknem i wpatrywać się, jak pojedyncze krople spływają po szybie. Lubię myśleć, wspominać, zastanawiać się. Późnym wieczorem zejść do kuchni na kolację i zamienić kilka zdań z mamą, przekomarzać się z bratem i na koniec dnia życzyć im wszystkim dobranoc. A później znów wrócić do pokoju, zasiąść na fotelu z laptopem, założyć grube skarpety, otulić się ciepłym kocem i pozwolić słowom płynąć. Ogarnia mnie wtedy przyjemny spokój. Pewność, a może bardziej przekonanie, że wszystko jest, jak należy. Że tak miało po prostu być. Że los nas na chwilę rozdzielił, byśmy później już zawsze mogli być razem. I tęsknię. I czekam. I wiem, że już wkrótce Cię zobaczę.


Nie do wiary, jak szybko płynie czas. Wczoraj mali, dziś dorosły świat.  


   Pamiętasz, jak się poznaliśmy? Ja niestety jak przez mgłę. Byliśmy wtedy dziećmi i umknął mi ten moment pośród wielu innych, cudownych. Pamiętam tylko, że intrygowała mnie Twoja osoba. Kiedy koledzy opowiadali mi o Tobie, nie wiedziałam jeszcze, kim jesteś. Znałam Cię tylko z opowiadań. Dopiero później się zjawiłeś. Taki niepozorny, miły, wychowany, kulturalny, inny niż wszyscy. Znałeś tam już chyba każdego, tylko nie mnie. Przywitałeś się po raz pierwszy, obdarzając mnie ciepłym, szczerym uśmiechem i tak miało pozostać aż do teraz. 
    Ile lat minęło od tego czasu? Pięć? Sześć? Sporo. Pamiętam, jak za każdym razem, kiedy spotykaliśmy się w gronie znajomych, ściskałeś moją dłoń i trzymałeś ją, jakby była najcenniejszym skarbem. Pamiętam, jak biegłeś w moją stronę z otwartymi ramionami, podczas kiedy ja prawie przejechałabym Cię rowerem. Skąd mogłeś wiedzieć, że nie mam hamulców… Pamiętam, jak patrzyłeś na mnie uroczo znad telefonu, rysując moją karykaturę, a kiedy zapytałam, jaki lubisz kolor, odpowiedziałeś romantycznie, że sraczkowaty. Pamiętam, jak wmawiałeś mi, że skądś mnie już znasz i że byłeś u mnie w nocy – ha chciałbyś! Patrzyłeś wtedy  na mnie znacząco, ale prawda była taka, że znaliśmy się zaledwie kilka dni. Pamiętam, jak jeździliśmy na wycieczki rowerowe i jak bez celu przesiadywaliśmy na placu zabaw. Pamiętam nasze nocne rozmowy na gg. Pamiętam, jak mnie komplementowałeś. Słowa były wtedy takie ważne.
   Różnie to było. Przez dwa wakacyjne miesiące widywaliśmy się codziennie. Spędzaliśmy razem większość  wieczorów, ale wraz z końcem wakacji znikałeś, by pojawić się znowu za 10 miesięcy. Tak zostało ustalone z góry i nie staraliśmy się tego zmienić. Mimo wszystko zawsze siedziałeś w mojej głowie. Gdzieś w podświadomości zawsze o Tobie myślałam, zwierzałam się przyjaciółkom z naszych wakacyjnych przygód i tego, że do Ciebie wzdycham. Czekałam z utęsknieniem na wakacje, bo wiedziałam, że wtedy się zobaczymy, ale poza tym nie robiłam nic. Niewiele mogłam. Nie wiedziałam jak nawiązać kontakt. Nie znałam Cię za dobrze. Prawdę powiedziawszy, nie wiedziałam o Tobie nic konkretnego.



    Nadchodziły kolejne wakacje. Kolejna szansa. Zaprzepaściłam ją już na starcie. Odwróciłam się do świata plecami, udając, że jestem szczęśliwa. Nie byłam. Zgodziłam się spędzać czas z kimś innym, kiedy tak naprawdę ciągnęło mnie do Ciebie. Co mnie podkusiło? Nadal nie wiem. Chyba uwierzyłam, że nie mam u Ciebie szans, że Twoje serce należy już do kogoś innego, więc postanowiłam dać sobie spokój. Te dwa miesiące spędziliśmy osobno. Może raz się spotkaliśmy. Przypadkowo. Ja byłam na spacerze z koleżanką, ty też. Nie przypominam sobie, żebyśmy rozmawiali. Twoja towarzyszka zapytała mnie tylko  „I jak Ci się układa z chłopakiem?”. „Dobrze” odpowiedziałam, ale to nie była prawda. Kłamałam, bo od samego początku układało się źle. W ogóle się nie układało. Jak mogło się układać, skoro nadal siedziałeś mi w głowie? Nigdy nie byłam w nim zakochana. Nie wiem nawet, czy go lubiłam. Po trzech miesiącach z pewnością znienawidziłam. Napisałam do niego list. Mam go do dzisiaj, bo nawet nie znałam adresu. W sumie to niewiele o nim wiedziałam… Cichy był i skromny. Jeśli już coś mówił, to o ekonomii albo plątał wizję naszej wspólnej przyszłości z wypominaniem mi najmniejszych wad. List zawierał słowa przeprosin i wytłumaczenie, dlaczego nie chcę z nim dłużej być. Niemniej jednak sprawa szybko rozwiązała się sama. Nie musiałam nawet patrzyć mu w oczy. Sam ze mną zerwał - jak uważa. Przez gg. I tak oto stałam się najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem! Jak ja się wtedy cieszyłam wolnością! Uśmiech nie schodził mi z twarzy! Mogłam robić, co chciałam; mówić, co chciałam; zachowywać się, jak chciałam i przyjaźnić się, z kim chciałam! Mogłam być sobą, mogłam zachowywać się dziecinnie i nikt mi tego nie wypominał. Tak zachłysnęłam się poczuciem niezależności, że przez pewien czas byłam świecie przekonana, że chłopak nie jest mi do niczego potrzebny. Miałam wypaczony obraz typowego faceta. Każdy był dupkiem i frajerem! 


Co serce pokochało, rozum nigdy nie wymaże


   Zaraz potem znowu pojawiłeś się Ty. Wróciły wszystkie wspomnienia. Uczucia uderzyły we mnie z podwójną siłą. Bałam się pakować w 'kolejne bagno', jak to niegdyś nazywałam. Pewnego jesiennego, deszczowego dnia razem z przyjaciółką wychodziłam z biblioteki z naręczem książek. Poznałam Cię od razu. Przyjechałeś sprzedawać orzechy? Głowy nie dam… Rozmawiałeś z naszym kumplem, od razu zauważył Twój uśmiech na mój widok. Kolejne przypadkowe spotkanie, ale że nie wierzę w przypadki, nazwę to przebłyskiem nadziei. I staliśmy tak w czwórkę na zimnym powietrzu. Rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się, jak zawsze. Spotykałam Cię tak rzadko, ale tyle radości mi przynosiłeś!
    Takich spotkań ‘w drodze’ mieliśmy jeszcze kilka. Był wieczór, kiedy poszłam odprowadzić koleżankę do domu. Mieszkała daleko, ale miałam dużo czasu. Zbliżały się wakacje, w szkole już żadnej nauki. Wolne wieczory, istny raj dla ucznia. Więc poszłyśmy. Po drodze dołączył do nas kolega. Chciał mi towarzyszyć, cobym nie musiała wracać sama do domu. Pożegnaliśmy koleżankę i razem z kolegą ruszyliśmy w drogę powrotną. I nagle się pojawiłeś! Z początku myśleliśmy, że to 'Anitka na swoim niebieskim rumaku', ale kiedy zdjąłeś kask, nie było wątpliwości, że rumak należy do Ciebie. Moja radość na Twój widok nie miała końca! Co prawda nie rozmawialiśmy zbyt długo, ale obydwoje pamiętamy szczegóły. Ty, że miałam na sobie niebieski polar, a w ręce niosłam zeszyt do niemieckiego. A ja, że podziwiałam Twój uśmiech, kiedy kolega opowiadał o swoich miłosnych podbojach.



    Zaczęły się kolejne wakacje, a wraz z ich nadejściem dałam sobie słowo, że tym razem musi się udać. Jeśli nie, dam sobie z Tobą spokój. Już nie myślałam o związku, jak o czymś, co może mnie przytłaczać. Bałam się jedynie, że możesz okazać się kolejnym chłopakiem, któremu nie spodoba się moje prawdziwe ja. Ale Ty byłeś inny. Słuchałeś mnie uważnie jak mało kto. Nie krytykowałeś, nie chciałeś nic we mnie zmieniać. Ba! Patrzyłeś na mnie, jakby wokoło nic się nie liczyło. Traktowałeś dobrze, nie oczekując niczego w zamian. Krępowało mnie z początku zainteresowanie moją osobą. Nie do tego byłam przyzwyczajona, ale z czasem nauczyłeś mnie, że nie liczy się wiek, ani płeć. Że jesteśmy równi. Ogromną radość dawało mi przebywanie w Twoim towarzystwie. Zachłysnęłam się Tobą i z każdym dniem chciałam więcej. Nie liczyły się już plotki, o twoim domniemanym zauroczeniu inną osobą. Wiedziałam swoje i dążyłam do spełnienia swoich celów. Nie udałoby mi się, gdyby nie Ty... 

   Czytałam ostatnio nasze stare wiadomości. Człowiek by się uśmiał z głupot, jakie wtedy przychodziły nam do głowy. Dwuznaczne rozmowy, śmiałe podteksty. To wszystko było wtedy takie ważne. Podpuszczaliśmy się nawzajem. Sprawdzaliśmy teren, ale byliśmy zbyt nieśmiali, aby wyjść ze skorupy żartu i zacząć rozmawiać poważnie. Żadne z nas nie chciało zrobić tego pierwszego kroku. Baliśmy się odrzucenia, więc wygodniej było rozmawiać bez zobowiązań. Tak się jednak złożyło, że pierwszy krok zrobiliśmy razem. Jakby na trzy, cztery. 
    Był cudowny wieczór, kiedy siedzieliśmy razem w moim ogrodzie, na betonowym tarasie. Lekko skrępowani, ale wtuleni w siebie, małymi kroczkami coraz bardziej się do ku sobie zbliżając. Na początku niepewnie łapałeś mnie pod rękę. Delikatnie gładziłeś moją dłoń opuszkami palców. Później stopniowo i powolutku otwierałeś moje zaciśnięte palce, aby wplątać je między swoje. Dopiero na końcu obejmowałeś mnie ramieniem. Siedzieliśmy tak blisko siebie, że stykaliśmy się kolanami. Ogrzewałeś moje dłonie, bo były zimne, ale nie wiedziałeś jeszcze, że one zawsze takie są. Ja opierałam głowę na Twoim ramieniu i tak siedzieliśmy w blasku gwiazd, słuchając zabawnych opowieści naszych kolegów. Oni byli gdzieś obok, a w centrum wszechświata liczyłeś się tylko Ty. Nie do opisania jak się wtedy czułam, chociaż wiele wtedy było niedomówień. Kim dla Ciebie byłam? Co znaczyłam? I kim Ty byłeś dla mnie? Jeszcze sami tego nie wiedzieliśmy.



  Pamiętam jak trzy lata temu, w sierpniową noc siedziałam na parapecie, wypatrując spadających gwiazd. Wypatrzyłam ich kilka, ale mi wystarczyłaby jedna. Zażyczyłam sobie wtedy miłości od tej jedynej osoby. Pewnego dnia ta moja spadająca gwiazdka postanowiła pomóc mi spełnić moje marzenie i popchnęła w odpowiednim kierunku. Spotkaliśmy się tam gdzie zawsze. Sami jak chyba jeszcze nigdy przedtem. Zaproponowałeś spacer. Miałam Ci coś do powiedzenia. Szliśmy wiec i rozmawialiśmy tylko, a ja miałam cholerną ochotę Cię przytulić, złapać za rękę, dotknąć, chociażby małym palcem u stopy. Bóg tak chciał, że nagle na naszej drodze stanął nieznajomy, nieco podchmielony starszy mężczyzna.
   - To twoja dziewczyna? – zapytał.
   - Tak. – odpowiedziałeś, a mi nic nie było więcej do szczęścia potrzeba!


     I pomyśleć, że wydarzyło się to zaledwie trzy lata temu. Byliśmy trochę dziećmi, jedną nogą w dorosłym życiu. Oszalałam na Twoim punkcie, co sam zresztą stwierdziłeś, czytając mój pamiętnik. Nie myślałam o przyszłości ani o tym, co będzie… Chciałam być z Tobą tu i teraz! Wtedy nawet nie przypuszczałam, że mogę być jeszcze bardziej szczęśliwa. Ale to, co się wtedy wydarzyło, to zaledwie początek naszej pięknej historii…
Czytaj więcej >

Liebster Blog Award

Zapewne każdy bloger wie na czym polega LIEBSTER BLOG AWARD. Czytelnikom spoza blogsfery wyjaśniam, jest to blogowa zabawa, która opiera się na zadawaniu pytań i nominowaniu do odpowiedzi. Jej zadaniem jest nie tylko promowanie blogów, ale przede wszystkim przybliżenie osoby piszącej, którą dzięki temu można poznać trochę bliżej lub od zupełnie nowej strony. Nominujący zadaje od 5 do 11 pytań, na które muszą odpowiedzieć wybrane przez niego osoby. Później te osoby wybierają kolejnych blogerów i zadają im kolejne pytania. Ja w tym poście udzielę odpowiedzi na pytania Mikrożycie, która nominowała mnie do tego tagu :) Zaczynajmy więc!



1. Jaka jest Twoja ulubiona postać z Harry’ego Pottera i dlaczego?
O cholibka... Zdecydowanie Severus Snape! Z tą cholibką to było dla zmyłki. Wszyscy mówią, że od samego początku wiedzieli, że Snape jest zły... Otóż nie prawda! Severus był jednym z niewielu, którzy nie zdradzili Harrego. W pewnym momencie faktycznie wydawać by się mogło, że Potter i Snape stali się wrogami, lecz to był pic na wodę, fotomontaż! Nauczyciel obrony przed czarną magią cały czas bronił Harrego i może nie wkładał w to tak dużo troski jak inni, ale w ostatecznym rozrachunku to on oddał za niego życie. 
A dlaczego go lubię? W książkach i filmach zawsze intrygują mnie czarne charaktery. Ten czarny do końca nie jest i to podoba mi się jeszcze bardziej. Bardzo tajemniczy, ponurak, trochę nawet groźny. Chcąc nie chcąc rzuca się w oczy, ale działa bardzo dyskretnie, tak że dopiero po czasie jego intrygi wychodzą na jaw. Najbardziej spodobało mi się to, że dopiero w ostatniej części poznajemy postać Snapea w całej okazałości. Jego tajemnicza przeszłość wychodzi na jaw po brutalnej śmierci z rąk Voldemorta, a wraz z ukazaniem minionych lat jego młodości, cała historia staje się klarowna dla Harrego i dla widzów. 



2. Kim chciałaś zostać w przyszłości jako dziecko?
Fryzjerką! Jak każda dziewczynka, lubiłam bawić się lalkami, ale najlepszą dla mnie zabawą, było robienie im wymyślnych fryzur, farbowanie włosów i splatanie warkoczyków. W pewnym momencie spodobało mi się to tak bardzo, że swoje amatorskie zamiłowanie przerzuciłam na ludzką głowę. I w tym momencie czar prysł.

3. Gdybyś mogła posiadać jakąś supermoc, co byś wybrała? Dlaczego? 
Chciałabym móc uzdrawiać ludzi. Jak cudownie byłoby mieć ręce które w istocie leczą! Pomagałabym wszystkim osobom w moim otoczeniu, które cierpią i są trapione przez choroby. Uzdrawiałabym ludzi przewlekle chorych, niedołężnych, osoby z nałogami, przeziębionych i z urojonymi problemami. Czy nie byłoby to piękne, gdybym mogła zmieniać w ten sposób skrawek swojego świata na lepsze? I ponadto nie martwiłabym się tak bardzo o moich bliskich.

4. Jaki film zawsze poprawia Ci humor?
Jak do tej pory oglądałam ten film tylko raz, ale już wiem, że będę częściej wracać do tej produkcji. "Love Rosie", to ogromna dawka humoru w filmie romantycznym, a ponadto główną rolę gra w nim mój ulubiony aktor Sam Claflin.  Jak dla mnie połączenie idealne! 



5. Czy masz jakiś własny sposób na to, jak się zrelaksować po trudnym dniu? Co to takiego?
Drzemka. Sen jest dobry na wszystko, więc po ciężkim dniu nie ma nic lepszego, jak położyć zmęczone ciało w swojej ukochanej pościeli i odpłynąć myślami od wszystkich problemów. 

6. Gdybyś mogła urodzić się w innej epoce, jaką byś wybrała?
Raczej nie chciałabym urodzić się w innej epoce. Myślę, że czasy współczesne są mi pisane. Nie wyobrażam sobie żyć tak, jak kiedyś ludzie za dawnych lat i nie chodzi tu o niewygody. Denerwowałoby mnie to, że kobiety są pomiatane i nieszanowane. Przerażałoby mnie, że nie mogłabym sama wybrać sobie małżonka. Że byłabym zmuszana do ślubu, z osobą której nie kocham. 

7. Czy wierzysz w przesądy? Jeśli tak, to w jakie?
Nie należę raczej do osób przesądnych. Piątek trzynastego to dzień jak co dzień. Czarny kot przebiegający przez ulicę jeszcze nigdy nie przyniósł mi pecha, a to że swędzi mnie prawa ręka, nie oznacza, że będę się z kimś witać. Oczywiście często wspominam i stosuję przesądy, ale mam do nich dystans i raczej nie biorę ich na poważnie.

8. Jakiego koloru nigdy, przenigdy na siebie nie założysz?
Chyba nie ma takiego koloru, który by mnie w jakiś sposób odrażał. Jedynie co, to nie przepadam za jaskrawymi odcieniami szczególnie różu i zieleni. Preferuję stonowane kolory. Bardzo lubię czerń, biel i nude. 

9. Koty czy psy?
Miałam już kilka kotów i wszystkie zginęły pod kołami samochodów. Mieszkam na wsi, a rodzice nie pozwalali mi trzymać zwierzaków w domu, więc nie byłam w stanie ich upilnować. Wiadomo, koty jak to koty, chodzą własnymi drogami. Ot tej pory wolę psiaki. W przyszłości, kiedy będę mieć własne mieszkanie, kupię lub zaadoptuję pupila, ale z pewnością będzie to pies. 

10. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku? Dlaczego?
Uwielbiam jesień. Na dworze liście przybierają złoty kolor, słońce pięknie zachodzi, pozostawiając wieczory coraz dłuższymi. Można odpocząć i odetchnąć po intensywnym lecie. Uwielbiam te chwile spokoju i melancholii. Wieczory z dobrą książką i gorącą herbatą. Uwielbiam grabać szeleszczące liście, ostatni raz kosić trawę, zanim spadnie śnieg, zakładać ciepłą czapkę na głowę. Podczas kiedy wszyscy narzekają, że robi się coraz chłodniej, ja wyciągam z szafy moje ulubione sweterki. Jesienna szarówka wcale nie musi być bezbarwna. Najbardziej jednak w tej porze roku kocham spokój i ciszę. 


11. Twój ulubiony film na Boże Narodzenie to…?
Co roku zasiadam na kanapie i oglądam "Listy do M". Ten film ma swój świąteczny urok i klimat. Nie ważne ile razy go oglądałam, zawsze śmieszy i wzrusza mnie w ten sam niezawodny sposób. W tym roku będę miała już dwie części do obejrzenia! 

Czas teraz na moje pytania i nominacje. Pozwólcie, że najpierw wybiorę osoby, a później zadam wam 11 pytań, na które będziecie musieli odpowiedzieć. 
A więc do Liebster Blog Award nominuję: 
A teraz pytania:
  1. Zbliża się jesień. Jak zamierzasz ją spędzić?
  2. Jaki masz znak zodiaku i co on o Tobie mówi?
  3. Z czym kojarzy Ci się Twoje dzieciństwo?
  4. Human, czy ścisłowiec? 
  5. Wierzysz w przeznaczenie, czy uważasz, że życiem rządzą przypadki?
  6. Jak wyglądałby Twój wymarzony dzień?
  7. Widzisz połowę szklanki pełną, czy pustą?
  8. Kiedy miewasz "napad weny" to...
  9. Częstotliwość kłamstw na tydzień?
  10. Od czego zaczynasz każdy dzień?
  11. Jaka codzienna czynność sprawia, że jesteś szczęśliwa?
To byłoby na tyle. Liczę na waszą kreatywność w kwestii odpowiedzi :) Od udziału zachęcam także osoby, których nie nominowałam, a które chciałyby się przyłączyć do zabawy :) 
Miłego dnia! 
Czytaj więcej >

Mądre zakupy

Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają, ale dają je zakupy. Coraz częściej można też spotkać zwolenników ogromnych sprawunków. Nie wiem, czy to efekt 500+, czy podniesienia płacy minimalnej do 12 zł na godzinę. Zakupy to nieodłączna część naszego życia. Są koniecznością wyższą, ale w większości z nas kojarzą się przede wszystkim z miłym spędzaniem czasu w galeriach handlowych. Nie czarujmy się, ludzie lubią kupować wszystko co nie tyle potrzebne, ale ładne, bajeranckie, czy modne. W sklepie czasem ciężko oprzeć się pokusie, dlatego do naszego koszyka trafiają zupełnie niezaplanowane gadżety. Zazwyczaj dopiero po fakcie, w domu i na spokojne okazuje się, że wydaliśmy za dużo pieniędzy na zbyt nieprzydatne rzeczy. Co więc zrobić, aby na dłużej zatrzymać przy sobie oszczędności? Jak powstrzymać się przed masowym kupowaniem, żeby później nie żałować? I jak wydawać mniej?


Lista zakupów

Łatwy i poręczny sposób na zapamiętanie rzeczy do kupienia, ale nie tylko. Listę zakupów można także potraktować, jako spis tych i tylko tych produktów, których potrzebujesz. Jest jedno ale. Aby ten sposób był skuteczny, potrzeba dużo silnej woli i determinacji. 

Miesięczny zakres wydatków

Czasami warto zastrzec sobie z góry ile w danym miesiącu chcesz zaoszczędzić, albo inaczej - ile możesz wydać. Ten sposób jednak często się nie sprawdza, bo zapominamy o wydatkach, które kompletnie mogą nas zaskoczyć. Aby więc być przygotowanym na wszystko, lepiej zostawić sobie pewien margines na niezaplanowane płatności. 

Zbieraj paragony 

A dowiesz się na co wydajesz najwięcej. Jedzenie na mieście? Rozrywka? Ubrania? Kosmetyki? Prawdopodobnie po części wszystko na raz. Nie chodzi jednak o to, aby drastycznie wprowadzać zmiany i rezygnować całkowicie ze wszystkich czynników. Każdy ma swoje potrzeby, a pieniądze są środkiem do ich zaspokojenia. Niemniej jednak paragony dadzą Ci pewną świadomość, gdzie podziały się Twoje pieniądze.  

Czy jest Ci to potrzebne?

Zanim wejdziesz do sklepu i wpadniesz w szał zakupów, zastanów się czy na pewno potrzebujesz rzeczy, które chcesz kupić. Kolejny dezodorant, ale stary masz jeszcze w domu. Kończy ci się szampon, ale kiedy kupisz nowy, starego już nie użyjesz. W takim wypadku zakupy są zbędne. Wystrzegaj się marnotrawstwa przede wszystkim. 

Nie kupuj, kiedy jesteś głodny

Podobno człowiek pod wpływem tego fizycznego stanu jest skory załadować cały koszyk smakołykami, których później nawet nie tknie. Nie wiem ile w tym prawdy, niemniej jednak fakt faktem - kupujemy wtedy cokolwiek, bez względu na cenę i ilość, byle szybko zapełnić deficyt w żołądku. 

Czytaj etykiety

Mądre zakupy nie opierają się tylko na planowaniu z góry i odrzucaniu wszelkich zachcianek. Jeżeli chodzi o żywienie, czy odzież, warto czytać etykiety i Zwrócić uwagę, z czego zrobiony jest dany produkt. Zastanów się, czy skład nie będzie przeszkadzał Ci w konsumowaniu. Czasem lepiej wydać więcej pieniędzy na produkt lepszej jakości, niż kupować badziewie. 

Jeżeli chodzi o zakupy żywnościowe:

(posłużę się spisem zasad, które kiedyś przygotowała dla Was Blueberry i które za jej sprawą ja osobiście stosuję. Pełną listę możecie znaleźć - tutaj)

  1. Czytaj etykiety, czym dłuższa lista lista środków chemicznych, tym gorzej dla produktu. 
  2. Cukier, jako dodatek, nie powinien zajmować pierwszego miejsca na etykiecie, bo to znaczy, że użyto go bardzo dużo. Dodatki do żywności są uszeregowane w sposób malejący, czym go więcej, tym wyższa jego pozycja na liście.
  3. Wybieraj produkty, których pochodzenie jest Ci znane. Lepiej kupić jakiś towar na ryneczku lub od lokalnego rolnika niż w supermarkecie
  4. Postaraj się, żeby głównym elementem Twoich zakupów były owoce i warzywa. One zawsze pomogą Tobie w przezwyciężeniu kłopotów zdrowotnych.
  5. Kupuj tylko tyle, ile jest Ci potrzebne. Marnowanie żywności już dawno przestało być modne!
  6. Zastanów się w co zapakować swoje zakupy. Siatki z marketów są nieekologiczne, może torby lniane?
  7. Staraj się nie pakować owoców i warzyw w torby foliowe. Lepiej pozostawić je luzem. Jeśli jest to niemożliwe, to najlepiej zaraz po przyjściu do domu wypakować wszystkie produkty z siatek. 
  8. Unikaj produktów typu "light" lub tych "bez tłuszczu", ponieważ czasami zmieniki wysokokalorycznych substancji są gorsze pod względem składu chemicznego i smaku. 

Powyższe porady są moimi własnymi doświadczeniami. Przykłady są z życia wzięte i przetestowane osobiście, co nie znaczy, że sprawdzą się w każdym przypadku. Niemniej jednak spróbować nie zaszkodzi :)
Czytaj więcej >
Create your space © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka