Jeden Dzień - tym razem w wersji papierowej

Może to nietypowe, ale mam w zwyczaju najpierw oglądać film, a następnie sięgać po książkę. Broń Boże nie uważam, żeby odbierało to powieści jakiekolwiek walory! Wręcz przeciwnie, owe zalety nadaje ekranizacjom. Nie znam słowa "spojler". Nie oglądałam jeszcze najnowszej części Star Warsów, ale wiem, że na końcu Han Solo zginie. Wiem to, ale i tak podczas oglądania będę zaskoczona, zaszokowana i zrozpaczona. Z książkami jest podobnie. Jeśli najpierw obejrzę film, wiem, że jego fabuła nie będzie ograniczona przez powieść. W drugą stronę to działa inaczej, ponieważ często miewałam tak, iż po przeczytaniu książki, byłam rozczarowana ekranizacją. Zwyczajnie nie spełniała wymogów literackiej odsłony. Dlatego właśnie wolę obejrzeć film i ewentualnie później przeczytać książkę. Film przypadnie mi do gustu, a książka i tak zyska uznanie w moich oczach. Podobnie było w przypadku tego tytułu. Gdzieś kiedyś w Internetach natknęłam się na pozytywną opinię filmu, jakim jest Jeden Dzień. Obejrzałam, zachwyciłam się i stwierdziłam, że muszę przeczytać książkę! Niezłym zaskoczeniem było dla mnie, że została ona napisana, przez faceta. O romans w takim wykonaniu podejrzewałabym kobietę, ale jak widać mężczyźni też mają duszę. 



Jeden dzień, to romantyczna historia, którą równie dobrze można nazwać życiową przygodą. Dexter i Emma kończą studia. Są piękni, młodzi i szaleni, a świat stoi przed nimi otworem! Mają wygórowane ambicje, a ich aspiracje sięgają nieba. On chce zostać gwiazdą telewizji, kimś sławnym i rozpoznawalnym. Ona marzy o zawodzie dziennikarki, by propagować swoje polityczne poglądy i zamiłowanie do sztuki dramatu. Z pozoru nic ich nie łączy, jednak przelotne spojrzenia i nieśmiałe uśmiechy sprowadzają ich do łóżka. Zanim wkroczą w dorosłe życie i wyjadą w najdalsze zakątki świata, ten ostatni raz chcą poczuć się studentami. Dexter - odwieczny podrywacz kocha Emmę, lecz bardziej woli ją w roli przyjaciółki. Obydwojgu pasuje taki układ, lecz to trzyma ich na dystans i skłania do złożenia sobie obietnicy, iż dzień 15 lipca będzie należał do nich. Akcja toczy się przez dziewiętnaście lat, lecz opisuje tylko i wyłącznie konkretny dzień. Czasem jest to dzień nic nie znaczący, innym razem smutny, lub wyjątkowy. Przez cały ten czas Dex i Em utrzymują kontakt. Krótki telefon, niedługi list, kilka romantycznych kolacji, a nawet wspólne wakacje. Wszystkie te wydarzenia ich zbliżają, lecz oni nie dopuszczają do siebie uczucia. On wspina się po kolejnych szczeblach kariery, by w końcu z impetem stoczyć się na samo dno. Kluby, alkohol, tani seks. Dopiero śmierć matki przywraca go na ziemię. Chłopak postanawia się zmienić i żyć dobrze, dlatego zakłada rodzinę. Ona, będąc skromną kelnerką, ledwo wiąże koniec z końcem, lecz w końcu zostaje nauczycielką i wydaje książkę. Międzyczasie w życiu Emmy pojawiają się przelotni mężczyźni, którymi zagłusza niespełnioną miłość do przyjaciela. Dziewczyna cieszy się jego szczęściem, lecz jej życie prywatne nie wygląda najlepiej. Dalsze wydarzenia sprowadzają dwojga przyjaciół do stanięcia twarzą w twarz i przyznania się do głęboko ukrywanego w sercu uczucia, które zakiełkowało 15 lipca 19 lat temu.

Moim zdaniem: Książka lekkim piórem pisana, przez co szybko się czyta. Wydarzenia są życiowe, opowiedziane z humorem, niektóre oprawione w nutkę sarkazmu. Dialogi zaskakują dynamiką, temperamentem i kreatywnością bohaterów, co dodaje smaku całej powieści. Polecam jak najbardziej fanom romansów i książek obyczajowych. 

Czytaj więcej >

Podaruj komuś życzenie

Przyznaję się bez bicia, tym razem kompletny brak weny skłonił mnie do opublikowania dawno zapomnianego tagu. Nie będę was zachęcać do czytania moich odpowiedzi, gdyż nie zaskakują one niczym, ani nie powalają kreatywnością. Są nudne jak flaki z olejem, lecz wszystko ma swój czas, a że pytania czekały właśnie na taki bezwenny moment, pora wynurzyć je z czeluści kopii roboczych. Chyba rozleniwiłam się przez te święta...

1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej? 
O każdej! Rano, południe, czy wieczór? Nie ma znaczenia ani reguły, muszę mieć po prostu czas i chęć do czytania.

2. Gdzie czytasz?
Kuchnia lub salon, mimo że pomieszczenia te są skupiskiem całej mojej rodziny, lubię tam czytać. Nie przeszkadza mi, że ktoś wyrwie mnie z kontekstu w pół zdania. Lubię robić sobie przerwy i oderwać oko od tekstu,  aby zamienić słowo, czy dwa z mamą. Mój pokój, bo jak wiadomo łóżko niezastąpione! Taras, ogród - tylko w lecie kiedy słońce doskwiera, a ja mogę beztrosko wylegiwać się na kocyku :)

3. W jakiej pozycji najchętniej czytasz?
Leżąc na brzuchu, na boku, siedząc pod kocykiem, z nogami na górze... Różnie, żeby mi było wygodnie :)


4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej
Romanse? Też, ale nie tylko. Książka ma być po prostu ciekawa! Ma mnie wzruszyć albo rozbawić, zaintrygować fabułą albo przyprawić o dreszcze, a najlepiej wszystko na raz!

5. Jaką książkę ostatnio kupiłaś/dostałaś?
Książek nakupiłam co niemiara i ebookow trochę ściągnęłam... A co gorsze, chcę je przeczytać wszystkie na raz! Jeżeli chodzi o tytuły to "Love, Rosie", "Charlie st.Cloud", "Dzika Droga" i "Marsjanin".
6. Co czytałaś ostatnio?
Ostatnią przeczytaną przeze mnie książką była powieść "Papierowe Miasta". Szykujcie się na recenzję!

7. Co czytasz obecnie?
Trochę tego jest... Wykorzystuję swój dar podzielności wątków i czytam kilka książek na raz: "Marsjanin", "W Pierścieniu Ognia", "Raz Wiedźmie Śmierć" "Jesteś Cudem" oraz kilka lektur "Wesele" i "Ludzie Bezdomni".
8. Jaką postać z tej książki lubisz najbardziej?
Omg! I w tym momencie się załamałam... Takiego pytania się nie spodziewałam :o Najczęściej jednak sięgam po "Raz Wiedźmie Śmierć", tak więc opiszę głównego bohatera tej powieści. Atticus O'Sullivan jest ostatnim druidem na świecie. Podczas kiedy cały jego gatunek wymierał na przestrzeni wieków, czego przyczyną były niezliczone wojny i zatargi ze stworzeniami innej klasy, on spokojnie żył sobie, unikając wszelkich konfliktów zbrojnych. Był i jest to jego jedyny sposób na przetrwanie. Dostosowuje się do otoczenia, potrafi z każdym się dogadać i mimo, że jest przezabawny ma wielu wrogów, którzy zazdroszczą mu magicznych mocy. Druid jak to druid nie kryje się z niczym, jest szczery aż do bólu i otwarcie mówi o swoich zamiarach. Przy tym nie brakuje mu cynizmu, jest mistrzem sarkazmu i ciętej riposty, a jego osobowość porywa czytelnika w wir jego zakręconego życia!  

9. Używasz zakładek czy zaginasz rogi?
Używam zakładek. Zaginanie rogów, to dla mnie brak poszanowania książki i jestem zdecydowanie przeciwna tej metodzie zaznaczania stron. Książki też mają uczucia!

10. E-book czy audiobook?
Raczej e-book. Jeszcze nie miałam okazji słuchać książki, ale kiedy w podstawówce lektury czytała mi mama, ciężko mi było utrzymać myśli na wodzy, a wszystko poprzez brak tekstu przed oczami :3

11. Jaka jest twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Dzieci z Bullerbyn <3 Tą lekturę akurat przeczytałam sama i jak sobie ją przypominam, to aż mi się ciepło na sercu robi :) Jest ostoją wspomnień i beztroskiego czasu dzieciństwa!  

12. Książka, która tak bardzo Ci się nie podobała, że ją odłożyłaś?
Mam w zwyczaju czytać do końca wszystkie książki, chociaż przyznam, że raz sięgnęłam po tak beznadziejną iż odłożyłam ją po dwóch rozdziałach. Niestety tytułu nie pamiętam. Mogę natomiast przytoczyć inny przykład powieści, którą, co prawda przeczytałam, ale nie podobała mi się ona od początku, aż do samego końca. Przebrnęłam jednak przez nią z nadzieją, że coś może zmieni. Nie zmieniło się, dlatego resztę serii "Martwy aż do zmroku" sobie odpuszczę. 

13.  Książka, o której nie mogłaś przestać myśleć przez długi czas?
"Szeptem" i jej kontynuacja. Czytałam tą serię wieki temu, ale jest to póki co najlepszy cykl powieści, jaki wpadł w moje łapki! Byłam tymi książkami tak zafascynowana, że niektóre rozdziały czytałam po dwa razy! Intrygująca i lekko przerażająca historia zakazanej miłości, która nie powinna mieć miejsca... O takich rzeczach powinno mówić się tylko szeptem ;)

14. Najładniejszą okładkę w Twoim zbiorze ma..?
Otóż zbiór "Szeptem" właśnie :) No spójrzcie tylko na te pozbawione koloru, ale jakże emocjonalne okładki! Niby skromne i tajemnicze, ale tyle treści w sobie przekazują. 


15. Na podstawie jakiej książki według Ciebie powinno się nakręcić film?
I znowu "Szeptem"! Chętnie zobaczyłabym ekranizację tych książek. Kiedyś nawet zrobiłam zestawienie aktorów, którzy mogliby wcielić się w role bohaterów. Jakże trudno mi było dobrać odpowiednie twarze do mojego wyobrażenia! Graniczyło to z cudem i przyznam, że nawet po dokładnej analizie i przeglądzie aktorów, nie byłam zadowolona z efektów mojej pracy. No bo Nora Grey i Patch Cipriano są zbyt idealni, by mógł ich zagrać przeciętny śmiertelnik...

16. Czy pilnie czytałaś wszystkie lektury?
Skąd! Ostatnią lekturę w całości przeczytałam w gimnazjum, a od trzech lat technikum jadę na streszczeniach. Chyba nie zasługiwałam na tą szóstkę na koniec, ale już po fakcie ;)  

17. Twoje ulubione lektury nie tylko z podstawówki, ale też ze szkoły średniej i studiów?
"Mały książę" - mimo, że książka pełna niedorzeczności, to jest zbiorem wielu wartościowych sentencji. Dzięki niej nauczyłam się dostrzegać przenośnię. 

18. Wypożyczasz książki z biblioteki? Jak często?
Nawet bardzo często. Biblioteka jest łatwym sposobem dostępu do ogromnych zbiorów! Gdybym mogła, wypożyczyłabym wszystkie książki na raz i czytała, czytała, czytała... Po części tak robię. 

19.  Jaką jedną książkę zabrałabyś na bezludną wyspę?
"Twój dziennik". Co prawda jest to bardziej kalendarz niż książka, ale są sentencje i lekcje mojej ulubionej autorki Reginy Brett oraz miejsce na własne przemyślenia, a na bezludnej wyspie miałabym mnóstwo czasu na przemyślenia! :)

20. Książka, której nie masz, a z całych sił chcesz mieć?
I kolejna super seria do przeczytania "Oddechy"... Nie wyrabiam, ale każdy poleca i namawia do przeczytania, więc przeczytam :) Ponadto "Bądź swoją siłą" Demi Lovato. Nie jestem jej zagorzałą fanką, jednak dziewczyna w swoim życiu dużo przeszła i mądrze mówi, a ja lubię takie motywujące, dające kopa w tyłek książeczki! No i "Twój dziennik", ale tą już dostałam od chłopaka! Coś czuję, że z tą ostatnią blisko się zaprzyjaźnię przez ten rok :)  
"Do dziś pamiętam wywiad radiowy, który zakończył się w nieoczekiwany sposób. Dziennikarka odwróciła się w moją stronę i łagodnym tonem zadał mi pytanie: C z e g o  m o g ę  p a n i  ż y c z y ć? Zupełnie zbiła mnie z tropu. Czego może życzyć właśnie mnie? To było ujmujące. Miałam wrażenie jakby podarowała mi prezent. W Ameryce o życzeniu zwykle myśli się w urodziny, zdmuchując świeczki na torcie. Trzeba zachować je w tajemnicy, żeby się spełniło. Podoba mi się pomysł, żeby dzielić się swoimi życzeniami z innymi. Styczeń to miesiąc, w którym świętujemy nadejście całkiem nowego roku, więc czego mogę wam życzyć? Radości. Miłości. Odwagi. Śmiechu. Wiary. Pokoju. Nadziei. Obfitości. Życzę wam, żebyście wybrali dla siebie na ten rok jedno słowo. Nie róbcie mnóstwa postanowień, których nie zdołacie dotrzymać. Kiedyś sama tworzyłam długie noworoczne listy, a w grudniu czułam się jak nieudacznik. Pod koniec roku nikt nie powinien czuć się jak nieudacznik. (...) Jak mawiał Oscar Wilde, "dobre postanowienia są czekami wypisanymi na bank, w którym nie ma się konta". Postanów nie robić tym razem żadnych postanowień noworocznych. Po prostu wybierz jedno słowo, które będziesz nosić w sercu jak wskazówkę kompasu. (...) Nowy rok to moment, kiedy można zacząć od nowa, z czystym kontem. Masz przed sobą pustą kartkę. Jak chcesz ją zapisać? Nie musisz znać od razu całego tekstu. Zacznij od jednego słowa. Niech to będzie twoje życzenie dla siebie. A potem tchnij w ten rok jeszcze więcej magii. Podaruj życzenie komuś innemu."
~ Regina Brett, "Twój Dziennik", myśl na styczeń.
Czytaj więcej >

Rok 2015 w wielkim skrócie...

Kolejny rok zmierza już ku końcowi. Kiedy minęło te ponad 360 dni? Doskonale pamiętam ubiegłego sylwestra, a wydarzenia sprzed roku mieszają mi się z obecnymi. Czas tak nie ubłagalnie pędzi... I znowu jesteśmy o rok starsi i awansowaliśmy na kolejny życiowy etap. Mam wrażenie, że przespałam ten rok, że nie wykorzystałam go w stu procentach, ale hej! Przecież jak sięgnąć pamięcią to tyle się działo! Cofnijmy się więc wstecz, od teraz aż do stycznia 2015.

20. Święta. Takie średnio klimatyczne, ale jednak. Sprzątanie, gotowanie, 12 dań - te sprawy. Najwięcej radości miałam chyba z fotografowania świątecznych ozdób! Widzicie tą jakość? 13 megapikseli robi swoje :)






19. Praktyki w Niemczech, czyli świeża sprawa. Przezroczyste prysznice, nocne seanse i filozoficzne rozmowy, cotygodniowe melanże w ciasnym ale własnym towarzystwie, ale przede wszystkim świetne doświadczenie pracy in professional company i obycie with a foreign country!


18. Półmetek! Zdecydowanie najdłużej wyczekiwana impreza. Tym razem w bardziej szkolnym, ale równie dobranym i wesolutkim towarzystwie. Te toasty wznoszone na cześć nauczycieli, te rozmowy o życiu i piciu, te tańce i dzikie densy!


17. Mój pierwszy raz na kręglach był fatalny, drugi jeszcze fatalniejszy, ale przecież liczy się dobra zabawa! Widzicie te moje pijane oczy?!


16. Kolejna osiemnastkowa impera, tym razem moja własna! Wiejskie klimaty zawsze spoko... Miejscówka w stodole tylko siana brakowało, tańce w w deszczu i błocie oczywiście w rytmie disco! Rodzina + znajomi, trochę alko, mnóstwo prezentów, obowiązkowa belgijka, podrzucanie ja latałam! Naprawdę latałam!!!  Nie chcę być nieskromna, ale najlepsza impreza na jakiej byłam! :D


15. Druga rocznica  i wiadomo o co chodzi :) Jestem sentymentalnym człowiekiem i daty mają dla mnie szczególne znaczenie, a przede wszystkim takie wyjątkowe daty! Tym razem uczciliśmy to skromnie i spontanicznie, czyli tak jak lubię najbardziej.


14. Noc spadających gwiazd! Czy Wy też to widzieliście? Gapiąc się uporczywie w niebo, widziałam niejeden przebłysk i biało-złotą smugę! W tym roku niezliczona ilość mignęła mi przed oczami, ale podobnie, jak w ubiegłych latach, wystarczyłaby mi tylko jedna gwiazda, bo życzenie wciąż to samo :)
  - Czekaj, ja się ułożę, a ty rób mi zdjęcie!
  - Ale jakie zdjęcie?
  - To nie robisz zdjęć? :o 
` balansując na pograniczu jawy i snu

13. Wycieczka z przyjaciółmi do Polańczyka! Cóż, kiedy pogoda dopisuje, grzech nie skorzystać! Woda, plaża, kocyk, dobre jedzenie i przede wszystkim dobrane towarzystwo! 

12. Wakacyjny wyjazd do Iwonicza! Nie powiem żeby należał do najlepszych, jednak jak zwykle nie narzekaliśmy na nudę! Opiekunowie stosowali niestandardowe metody wychowawcze, a uczestnicy turnusu tryskali niezwykle pozytywnym humorem! Każdy dzień był przepełniony aktywnością od rana, aż do zmroku, ale nawet w nocy, kiedy wychowawcy śpią, podopieczni grasują...


11. "Szalone Nożyczki", czyli kolejny spektakl! Wizyty w teatrze są w mojej codzienności rzadkością, poprzez nabierają dużego znaczenia i każde takie wydarzenie niezmiernie mnie cieszy!
źródło

10. Zdanie egzaminów zawodowych i drugi rok z rzędu świadectwo z paskiem to dla mnie wielki sukces! Oby mi tak dobrze szło do końca szkoły i jeszcze dłużej!


9. Finałowy występ mojego chłopaka na konkursie młodych talentów organizowanym przez Siemachę również i dla mnie był bardzo ważnym wydarzeniem! Pamiętam ekscytację, która towarzyszyła mi, kiedy mój gitarzysta wchodził na scenę! Później tylko narastająca duma i podziw :)


8. Znowu Kraków i  Kraków po raz kolejny, ale to miasto można odwiedzać bez końca!
8. Koncert Jednego Serca Jednego Ducha, którego w tym roku nie mogłam przepuścić! Kto mnie zna, ten wie, że jestem osobom głęboko wierzącą, wiec takie wydarzenia są dla mnie genialnym urozmaiceniem i umocnieniem w moich przekonaniach.


 7. Nocka w rzeszowskiej Siemasze! Bardzo miło wspominam czas, kiedy jeszcze należałam do tej organizacji. Naprawdę dużo się działo, a nocka spędzona tam to świetne doświadczenie, które wymagało organizacji, współpracy i nie lada kreatywności.


 6.  Wspominałam, że uwielbiam teatr? :) A więc, uwielbiam teatr, a ze wyżej wspominany mój wspaniały mężczyzna bawi się w aktora i bardzo, ale to bardzo mu to wychodzi, więc zabrał mnie raz na swój spektakl! "Piękna i Bestia" czyli moja ulubiona baśń, tym razem w musicalowej odsłonie naprawdę podbiła moje serce. Bardzo miło wspominam występ mojego spóźnialskiego zegarka, jak i całe przedstawienie!
źródło
 5. Wspaniałe Walentynki, które już po raz drugi obchodzę ze wspaniałym mężczyzną! :)


4. Ferie spędzone w Odporyszowie! Ten czas z pewnością przechodzi do niezapomnianych! Świetna i zgrana ekipa, wesoła zabawa, brak nudy! Szkoda, że tydzień tam spędzony minął w zawrotnym tempie i nim się obejrzeliśmy znów trzeba było wracać do szkoły... 


3. Sezon osiemnastek, który rozpoczęła świetna impreza u przyjaciółki! Później podobnych mniej i bardziej hucznych zabaw/ognisk/potańcówek było w ciul i jeszcze trochę! 
2. Założyłam Słoik Szczęścia. Co prawda nie wytrwałam do końca roku w codziennym wypisywaniu pozytywnych chwil, ale tych zapisanych wspomnień troszkę w środku wylądowało :)


1. Najcudowniejsze w moim życiu rozpoczęcie roku!
"Pamiętaj, że zawsze jest ktoś dla kogo jesteś największym skarbem! :* I ten ktoś zrobi dla Ciebie wszystko :*"
Czytaj więcej >

Listy do M

Po czym poznać, że nadchodzi zima? Stos książek przy łóżku, na stoliku brudne kubki po herbacie, na noc gruba pierzyna i koc, a ponadto suche ręce i piekące popękane kłykcie. Organizm wyczuwa późnojesienny klimat, a za oknem słońce. Coroczne objawy nadchodzących mrozów już są, ale podobno klimat wciąż się ociepla. Śniegu, gdzie jesteś? Czy zawitasz do nas na święta? Byle nie na wielkanocne! 

Boże narodzenie tuż tuż! Nareszcie uliczne ozdoby i światełka znajdują swoje wytłumaczenie. W radio coraz częściej można natknąć się na "All I Want (...) is You", bo "Last Christmas" jest już przereklamowane. Ciężarówki CocaColi jeżdżą po miastach i rozdają gadżety, w galeriach handlowych i sklepach coraz większy tłok w poszukiwaniu gwiazdkowych prezentów. A właśnie, choinka! W tym roku plastikowa, bo po żywej trzeba sprzątać... Taka oto magia corocznych świąt. Czujesz ją?  
Ja co roku miałam z tym problem. Niby świąteczny nastrój trwał już od listopada, ale wigilia i Boże narodzenie same w sobie były pozbawione uroku. Rok w rok to samo. Ta sama choinka, te same ozdoby, te same piosenki, te same dania na wigilii. Jednym słowem nuda! Tak to jest, kiedy człowiek się przyzwyczai. Nie dziwi i nie zachwyca już widok (chociażby nawet) najpiękniejszych światełek, a najwyższa choinka w mieście nie powala już wielkością, bo święta stały się zbyt komercyjne. Adwent, czyli radosny czas oczekiwania na przyjście Jezusa, stał się bardziej "radosny", niż "czas oczekiwania", tylko że ta radość już nie cieszy. Bądźmy szczerzy, ileż można zachwycać się plastikowymi dekoracjami, sztucznymi choinkami, świecidełkami? Można, ale sensu świąt trzeba szukać gdzie indziej!

W tym roku nie miałam szczególnych adwentowych postanowień. Nie odmawiałam sobie słodyczy ani nie ograniczałam czasu spędzonego przed komputerem. Biegłam jak zwykle w swoim tempie, a świat pędził obok mnie, ale chyba innym torem. Nim się obejrzałam, bożonarodzeniowy klimat wdarł się w ludzką codzienność, ale ja nie miałam czasu tego zauważyć. Tak jakoś samo się złożyło, że przeoczyłam całą tą komercję... Ominął mnie bożonarodzeniowy jarmark w moim mieście, a nawet przyjazd ciężarówki CocaColi! Wydarzenia całkiem fajne, ale nie widzę sensu stać w godzinnej kolejce do czerwonego tira, żeby dostać kolę w puszce ze świątecznym ornamentem, aby poczuć klimat świat. To raczej nie to.

A więc czym są dla mnie święta? Chyba czasem spędzonym z rodziną, brakiem pośpiechu, lekcją gotowania, nauką fałszu śpiewu? Może uczniem się cierpliwości i pokory? Czasem na wszystko? Pomocą bliskim? Wysyłaniem kartek świątecznych? Dekorowaniem drzewka w towarzystwie najważniejszych dla mnie osób, może montowaniem światełek, wspominaniem "jak to było rok temu..."?  Pieczeniem pierniczków, robieniem ozdób? Wyczekiwaniem na pierwszą gwiazdkę, dzieleniem się opłatkiem, szczerymi życzeniami? Śpiewaniem kolęd? Wspólną modlitwą?  Pasterką? Przebaczeniem?  Radością w sercu i uśmiechem na twarzy? Miłością? Szczęściem?
To chyba to.



Listy do M po raz kolejny zachwyciły mnie swoim świątecznym klimatem i romantycznym humorem, tym razem w drugiej odsłonie. Co jak co, ale tego nie mogłam przegapić! Polski film do kin (nie trzeba czytać ♥) wszedł już w listopadzie, lecz obejrzałam go dopiero po powrocie z Niemiec. Czym zaskoczył mnie tym razem?
Po czterech latach ci sami bohaterowie borykają się z kolejnymi kłopotami. Wiele wątków i wiele historii znów zatacza koło i przeplata się między sobą. Doris i Mikołaj za pomącą Kostka, w końcu się zaręczają. Wojciech i Małgorzata prawdopodobnie spędzają razem ostatnie święta. Szczepan i Karina znowu się spotykają, przypadkowo, bo przypadkowo, ale jednak. Ich córka Majka nareszcie znalazła miłość swojego życia. Melchior postanawia w końcu spoważnieć i zainteresować się synem. W tej części pojawią się również nowi bohaterowie Redo i Monika - czyli zakochana para, lecz w ich życie z kopytami wejdzie Magda przy boku swojej owieczki.



Szukasz świątecznych inspiracji, aby poczuć ten wyjątkowy klimat? Nic prostszego! Wystarczy uwierzyć w magię świąt. Niech nie będą to tylko prezenty pod choinką, ale przede wszystkim chwile spędzone w gronie rodziny! Ja zamierzam w stu procentach wykorzystać wolny czas i przede wszystkim:
♥ zrobić generalne porządki
♥ upiec pierniczki
♥ zrobić ozdoby na choinkę
♥ ubrać drzewko
♥ przyozdobić okna lampkami
♥ przygotować świąteczną paczkę dla potrzebujących
♥ nauczyć się na pamięć tekstów wszystkich świątecznych piosenek
♥ obejrzeć wszystkie części Piratów z Karaibów i Gwiezdnych Wojen
♥ przeczytać ogromną ilość książek
♥ wysłać kartki z życzeniami
♥ nie uczyć się
♥ zagrać z bratem w Scrabble
♥ pomóc mamie w wypiekach


Twój talent jest darem od Boga. To, co z nim zrobisz, jest twoim darem dla Boga. Jesteś powołany do konkretnej misji, przeznaczonej tylko i wyłącznie dla ciebie. Nikt inny nie jest w stanie wykonać jej tak doskonale jak ty. Nie trać czasu i zacznij realizować ten wspaniały plan. Bóg nie obdarzy Cię kolejnymi talentami, jeśli nie wykorzystasz tych, które już masz. Nie marnuj czasu.

claudia-ss.blogspot.com

Czytaj więcej >

Odległość to najlepsza próba miłości, a obustronna tęsknota oznacza wygraną

  

"Nie obchodzi mnie, że ludzie twierdzą, że jestem zbyt delikatna i wrażliwa. Jestem, ale empatia nie jest złą cechą. Nie obchodzi mnie, że chcą abym robiła coś innego. Nie martwię się, że po ukończeniu szkoły będę uczyła się kolejne pięć lat za co będę musiała zapłacić 30 tysięcy, które nie wiem skąd wezmę. Wiem natomiast, że będę miała te pieniądze. Wiem, że jeśli będę słuchała serca i oleję podświadomość, która wszystkiemu potrafi dopisać drugie dno, będę szczęśliwa. Chciałam wyjechać, bo miałam dość tego, co mówili mi ludzie: nie będziesz miała pracy to bardzo ciężki kierunek. Słowa innych mają na nas bardzo ogromny wpływ. Możemy wmawiać sobie, że nie, ale nad podświadomością nie da się zapanować, a ona żywi się wszystkimi bodźcami zewnętrznymi.
Druga sprawa - ludzie. Mam najcudowniejsze przyjaciółki, mimo wszystko kochaną rodzinę i nie jestem w stanie ich zostawić. Pękłoby mi serce. Szczęście zawsze mamy przed nosem. Znajdujemy się w idealnym miejscu i czasie, a otaczający mnie ludzie są moim szczęściem. Trzeba być skończonym głupcem, żeby odpychać je aż za ocean. Pieniądze? Nie znaczą nic dopóki masz ich wystarczająco na jedzenie i wszystkie inne potrzebne rzeczy. Każdy ma w pewnym momencie wątpliwości. Życie nie jest łatwe, często pojawiają się trudności, ale my jesteśmy zbyt młodzi i beztroscy żeby podejmować takie decyzje."  
Ania 




Do wyjazdu i praktyk w Niemczech będę jeszcze niejednokrotnie powracać. Była to przygoda mojego życia. Poznałam trochę świata, inną kulturę, miałam okazję obyć się za granicą. Myślę, że stałam się trochę bardziej samodzielna, a ponadto bardzo zżyłam się z towarzyszącymi mi tam ludźmi. Nie zmienia to faktu, że trzy tygodnie to kopa czasu. Minął on bardzo szybko, lecz pod koniec tęsknota za domem ogarnęła nas wszystkich. Im bliżej powrotu, tym bardziej nie mogliśmy się doczekać, aż znów zobaczymy rodzinę, przyjaciół i ukochane osoby! Z każdą minutą narasta ekscytacja i podniecenie! Prawda jest taka, że nie da się tego zostawić na stałe. Żeby porzucić tych, co się kocha trzeba być głupcem, a tą miłość w znacznym stopniu zauważa się dopiero wtedy, kiedy nie ma ich obok. Czuć pustkę. Brakuje czyjegoś głosu, dotyku, uśmiechu. Brakuje rodzinnego ciepła, domowego obiadu, uścisku. To wspaniałe mieć miejsce na ziemi, do którego zawsze się wraca. Nie ma lepszego uczucia, niżeli zdawać sobie sprawę, że ktoś czeka na Ciebie czeka i tęskni.

Z dworca odebrał mnie tata i brat. Cierpliwie czekali aż pozbieram wszystkie swoje rzeczy, pomogli mi się zapakować do samochodu, przez całą drogę słuchali moich opowieści gdzie to nie byłam i co nie robiła... Nie zgadniecie jak bardzo wzruszyła się moja mama, kiedy przekroczyłam próg domu. Już w korytarzu czuć było zapach ciasteczek, jak zwykle zastałam ją w kuchni. Miała łzy w oczach, a kiedy mnie przytuliła, czułam jak spływały one pomiędzy naszymi policzkami. Automatycznie też się popłakałam... To najcudowniejszy prezent jaki mogła mi tego dnia sprawić.

Po południu przyjechał mój chłopak. Wyglądał jak po trzytygodniowym detoksie. Jakby przez ten czas odcięli mi dopływ tlenu. Uśmiechnął się na mój widok, tak jak to robi zawsze. Tak jak uwielbiam. Przytulił mnie mocno i powiedział, że już nigdy nigdzie nie puści. To dobrze, bo ja się już nigdzie nie wybieram.

Powrót do szkoły nie był łatwy...

Czytaj więcej >

Praktyki w Bielefeld

Trzy tygodnie. Ponad 1000 km od domu. Dziewiętnastogodzinna podróż autobusem dała nam wszystkim w kość. Na początku tryskaliśmy energią. Gra w karty, śmieszne żarciki, opowieści, śpiewanie piosenek - gdyby nie my, w autobusie panowałaby cisza, jak makiem zasiał, a tak to pasażerowie mieli kilka godzin rozrywki! Czas leciał szybko, dopóki nie nastała noc. No i się zaczęło... Jakby się tu wygodnie ułożyć i co zrobić z nogami? Czy wypada zasnąć na ramieniu koleżanki/kolegi? Wypadało. Sen wziął górę i w efekcie spaliśmy jedno na drugim, oprócz tego, co siedział przy oknie. To póki co mój najdłuższy wyjazd. Trochę samodzielności nie zaszkodzi. Przyznam nawet, że podobało mi się takie życie i dopóki miałam pieniądze, mogłabym tak funkcjonować. Na początku było trudno. Nasze obawy dotyczyły głównie nowego nieznajomego miejsca oraz przyszłej pracy. Czy trafimy do firmy? Jaki będzie nasz szef? Czy się z nim dogadamy? Niepotrzebnie się martwiliśmy. Poszukiwanie naszego miejsca pracy zajęło kilka godzin, lecz okazała być się to niezła zabawa w podchody! Mieliśmy tylko niedokładną mapę miasta i rozkład jazdy tramwajów, lecz intuicja doprowadziła nas do celu. Międzyczasie poznaliśmy z grubsza kulturę i zachowania rodowitych Niemców. Osobiście jestem zachwycona ich otwartością, wyluzowaniem i poczuciem humoru, lecz wiadomo, trafi się czasem jakaś czarna owca. Już pierwszego dnia miałam z takim typem do czynienia. Całkiem młody pan przechodzący chodnikiem tuż obok mnie, jasno dał mi do zrozumienia, ze mnie nie lubi. Przypuszczam, że byłam przypadkowym punktem rozładowania emocji, no i dobra. Niech sobie poprzeklina.


Drugi dzień rozpoczął się dla nas dosyć wcześnie. Budzik o godzinie 7.30 miał być ostateczną pobudką i tak już do końca naszych dniu w Bielefeldzie. W małym pięcioosobowym gronie przyjęło się, że chłopcy z rana robią śniadania, a dziewczyny (z racji tego, że wcześniej kończyłyśmy pracę) przygotowujemy obiady. Pierwsze posiłki dnia były w miarę zróżnicowane, czego nie można powiedzieć o obiadach. Przez dwa pierwsze tygodnie żywiliśmy się kurczakiem, ryżem i warzywami; ryżem, kurczakiem i warzywami; warzywami, kurczakiem i ryżem. Zazwyczaj składniki te przybierały postać risotto. Żeby zaoszczędzić wody, płynu do naczyń i czasu, jadaliśmy z jednego wielkiego półmiska. Opcja ta została wykluczona, dopiero kiedy odkryliśmy mrożone pizze z Lidla i zmieniliśmy jadłospis. Mrożonka za 1 euro to luksus, więc zagościła na naszym stole do końca wyjazdu. Ale żeby nie było tak nudno i standardowo muszę wspomnieć o jednym nieodłącznym elemencie tamtejszej kuchni (czyt. pomieszczenia). Specyficzna woń - czuć ją było tylko i wyłącznie, kiedy otwierało się drzwi prowadzące do kuchni oraz po wyjściu z niej, kiedy to ubrania i włosy były przesiąknięte zapachem ryby z oczami smażonej na czarnym oleju. Kiedy człowiek wyszedł spod prysznica lepiej, żeby nagle nie zgłodniał, bo będzie się musiał myć jeszcze raz. A wszystko za sprawą czarnoskórych lokatorów naszego schroniska, których przysmakiem były owe ryby z oczami.



Praca w firmie Neue Westfalische była strzałem w dziesiątkę! Przez dwa miesiące wałkowaliśmy język angielski, aby móc porozumiewać się z szefem, po czym okazało się, że nasz szef z angielskiego najlepszy nie jest. Stosowaliśmy zatem język niemiecko-angielsko-migowy i przyznam, że większych problemów z komunikacją nie było. Każdy z nas dostał swoje stanowisko z komputerem i minimum dwoma monitorami oraz tutoriale do wykonania. Osobiście zrobiłam trzy, co i tak pomogło mi nauczyć się programu Illustrator, ale później przerzuciłam się na edycje kodów HTML. Tak mniej więcej razem z koleżanką zmieniłyśmy wygląd szkolnego bloga. I tak codziennie przez piec dni w tygodniu, po 5 godzin siedzenia przy biurku, ale w towarzystwie szefa rozdającego czekoladki i głośno śpiewających sobie współpracowników praca to sama przyjemność.








Wydawać by się mogło, że wpadliśmy w rutynę. Śniadanie, praca, obiad, spać. Na szczęście weekendy mieliśmy wolne! Sobota i niedziela były dniami długiego spania. Nigdy jeszcze nie spałam tak długo, chyba że po jakiejś imprezie. Tutaj imprezowaliśmy we własnym gronie. Długie wieczorki szczerości bardzo nas przed sobą otworzyły. Oglądanie filmów do późna zawsze kończyły się niekontrolowanym zasypianiem. Niekontrolowane spanie dopadało nas również w tramwajach i autobusach. Dopiero teraz odkryłam, jakim jestem śpiochem. Soboty poświęcaliśmy na zakupy. Jak w tygodniu kupowaliśmy wyłącznie jedzenie, tak w weekendy szwendaliśmy się od sklepu do sklepu nieważne jakiego. Pod koniec mieliśmy już swoje ulubione miejsca, gdzie asortyment nas zachwycał! No dobra... Tylko mnie i koleżankę, bo chłopcy chodzili za nami posłusznie i nosili nasze bagaże bez słowa sprzeciwu.



Bielefeld jest ogólnie brzydkim miastem. Poza zabytkowym ratuszem, kilkoma fajnymi sklepami, wypasionym basenem i rewelacyjną komunikacją miejską nie ma tu nic ciekawego. W niedziele wszystko jest pozamykane, więc z góry byliśmy skazani na siedzenie w schronisku. O dziwo nuda nas nie dopadła. Nawet bezczynne leżenie w łóżkach uważaliśmy za ciekawe i produktywne zajęcie. W pewną niedziele pod wieczór wybraliśmy się do pana kierownika domku studenckiego na mini party. Muzyka, czipsy, bilard i czego nastolatkom więcej do szczęścia potrzeba? Innym razem odwiedziliśmy miasto Paderborn. Tam się dopiero zrobiło zakupy! Miałam tak obładowany plecak, że biedny nie wytrzymał i zmuszona byłam kupić nową dużą torbę! Główna ulica tego miasta to istny raj dla zakupoholików. Polecam na gorąco! Nie obyło się bez zwiedzania, ale kto by narzekał, wiedząc, że za chwilę pojedziemy na swoisty obiad. Faktycznie był to najlepszy posiłek, jaki miałam okazję skonsumować przez te trzy tygodnie. Frytki, kurczak w sosie słodko-kwaśnym, sałatki full wypas, sushi, a na deser owoce, lody i kawopodobne cappuccino! A to wszystko za jedyne 10 euro! Płacisz i jesz do syta, na cokolwiek masz ochotę.


Nie powiem, żeby nas tam rozpieszczali. Nie byliśmy też traktowani jako tania siła robocza, ale po prostu goście z Polski. Praktykanci, których trzeba przywitać, pokazać trochę świata, a później niech sobie robią, co chcą. To było fajne, bo mieliśmy możliwość zwiedzenia kilku muzeów, poznania nowego miasta, a nawet gościliśmy w ratuszu na spotkaniu z panią wiceprezydent! Ostatnim punktem wyjazdu były odwiedziny w naszej szkole partnerskiej i uczestnictwo w lekcjach naszych niemieckich rówieśników oraz podsumowanie praktyk. I tu się przydał nasz angielski!





Czytaj więcej >
Create your space © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka