Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thoughts. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thoughts. Pokaż wszystkie posty

Istota relacji

Dzisiaj przychodzę do Was z szybkim postem, ale jakże ważnym do przemyślenia. Teks powstał w ramach zadania domowego z religii i nie jest on nadzwyczaj obszerny, ani przyozdobiony środkami poetyckimi, ale myślę, że udało mi się w nim zawrzeć wiele prawdy. Nie jest to jakaś zwarta wypowiedź, lecz luźne przemyślenia na temat relacji międzyludzkiej, miłości, samotności, marzeń i cierpienia. Zapraszam do przeczytania.

Kto nigdy nie żył, nigdy nie umiera,
Nic nie traci ten, co nie miał nic.
Ten, kto nie kochał, nie wie co tęsknota,
Nie wie co gorycz, kto bez marzeń śni.

   Powyższe słowa piosenki przywołują na myśl pewne stwierdzenie: nie ma szczęścia bez cierpienia, nie ma miłości bez tęsknoty, nie ma życia bez śmierci. Takie to oczywiste, lecz tak często o tym zapominamy. Pozornie przeciwstawne wyrażenia, które tak naprawdę się uzupełniają. Jedno bez drugiego nie istnieje. Taka jest kolej rzeczy. Z drugiej jednak strony ksiądz Jan Twardowski zauważa, że "W życiu musi być dobrze i niedobrze. Bo jak jest tylko dobrze, to jest niedobrze". Wniosek z tego taki, że gdyby człowiek doświadczał w życiu jedynie pozytywnych emocji, po pewnym czasie przyzwyczaiłby się do przyjemności tego świata i przestałby doceniać wszelkie dobro, jakie go otacza. Wszystkie negatywne czynniki, jak śmierć, utrata czegoś lub kogoś ważnego, tęsknota itd. są jakby dla zachowania życiowej równowagi. 
    "Kto nigdy nie żył, nigdy nie umiera". Słów tych nie należy rozumieć dosłownie, bowiem każdy z nas żyje i jest świadomy swojego jestestwa, oraz tego, że kiedyś czeka go śmierć. W tym cytacie chodzi jednak bardziej o życie pełnią, doświadczanie przygód, emocji... O wchodzenie w relacje i branie na klatę tego, co przyniesie los Jest to ryzykowne, ponieważ na takim życiu można się sparzyć, gdzieś potknąć. W takim przypadku dużo łatwiejsza jest zwyczajna wegetacja. Wycofanie się z życia i izolacja. Ma się wtedy pewność, że nikt nas nie zrani, nie zostaniemy wystawieni na skrajne emocje, które zależą od kogoś innego. Jednak kto nie wchodzi z kimś w relacje, żyje samotnie i samotnie odchodzi. Nigdy nie tęskni, ale też nie doświadcza bliskości. Niczego nie utraci, bo nigdy niczego tak naprawdę nie posiadał.
Czytaj więcej >

Lubiła tańczyć, ciągle goniła wiatr

   Cześć i czołem! Witam Was w ostatni weekend moich ferii. Jakie to smutne, że po dwóch tygodniach wolnego Podkarpacie znów będzie zmuszone, do nadstawienia karku nieprzychylnym nauczycielom. Nie! To chyba zły sen...
   Tak się pogrążyłam w tym smutku, że przez ostatnie kilka dni, zamiast stawić czoła kupie książek i podręczników, kompletnie oddałam się szponom lenistwa. Miałam przepisać zeszyty i nadrobić zaległości. Nie wyszło. Miałam napisać wypracowanie. Nie wyszło. Miałam uczyć się teorii na prawko i rozwiązywać testy. Nie wyszło, a przynajmniej nie w takim stopniu, jakbym chciała. Tak mi dobrze w tym moim ciepłym i przytulnym gniazdku beztroski i zapomnienia. Całe dnie spędzałabym pod pierzynką z książką i kubeczkiem gorącej herbatki. I tylko słońce czasem zachęcało mnie do zrobienia czegoś jeszcze.
   Kto widział Monikę, co się z nią stało? Gdzie się podziała dziewczyna, która zaledwie miesiąc temu nie schodziła z parkietu na studniówce swojego chłopaka? Gdzie moja energia, która wtedy męczyła biedaka i jego nogi, a mnie ciągle zmuszała do podrygiwania w rytm muzyki? 
   Studniówka. Sto dni do matury. Nie mojej. Jego. Całe szczęście mam jeszcze rok, więc ja się tylko dobrze bawiłam. Pewnie myśleliście, że jestem taką nudziarą i nie chodzę na imprezy. Bo nie chodzę, ale co innego biba w klubie, a uroczysty bal, obwieszczający bliskie zakończenie szkoły, rozpoczęty tradycyjnym Polonezem, którego swoją drogą, zepsułam. Nawet nie żałuję. Naprawdę chciałam dobrze wypaść i jakoś się zaprezentować w tej mojej skromnej sukieńszczyźnie i najniższych z możliwych obcasach, bo w wyższych chodzić nie umiem. Sytuacja jednak mnie nieco przybiła, kiedy kilka minut przed wejściem na parkiet, dowiedziałam się, że układ został perfidnie zmieniony. Co mi pozostało? Przyglądać się innym, robić to, co oni i udawać, że doskonale wiem, jak idą kroki. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Co prawda, szło to jakoś do momentu dziwnych obrotów. Nie ma co udawać. Pogubiłam się trochę. Trochę bardzo, więc na szybkości pomyślałam, że lepiej stanąć w miejscu, niż pokracznie robić niewiadomoco. I stałam sobie. Jak kołek.
   Reszta wieczoru, nocy i rana minęła mi niezwykle przyjemnie. Jak można się było spodziewać, towarzystwo było na poziomie i bardzo kulturalne. Kulturalne jedzenie, kulturalne picie, kulturalna zabawa, kulturalna muzyka. Nawet spanie na kanapie i niewinne przepychanki były kulturalne. 
  Jedzenie. Istny raj dla mego podniebienia! Tak po drugim gorącym daniu, co prawda zaczęłam wymiękać, lecz miejsce na deser w postaci lodów i szarlotki zawsze się znajdzie.
   Picie. Kawy, herbaty, soczków, a nawet wody ognistej nie brakowało, chociaż podobno to ostatnie było nielegalne. Hmm, to by wyjaśniało przemycanie jej pod stołem... Ale bądźmy szczerzy, któż nie pije na takich imprezach? Tylko Ci co nie chcą, a że ja odmawiałam sobie przed osiemnastką, teraz nadrabiam braki. 
   Muzyka. Kapela dawała czadu! I chociaż z początku robili sobie częste przerwy na małe co nieco, około 22, już do samego końca wymiatali. Grali znane i lubiane (przeze mnie) piosenki, przez co z bólem serca schodziłam z parkietu. I jak na półmetku buty nie sprawiały mi problemów, tak na studniówce zrezygnowałam z nich na długo przed północą. Do tej pory nie mogę domyć stóp. 

   Żyjąc na tym świecie zaledwie 18 lat, zdążyłam wyrobić sobie w sobie pewne ideały. Egzystując z dnia na dzień w otoczeniu pełnym dobra i zła, piękna i brzydoty, szczerości i zakłamania pojęłam, że aby żyć dobrze, nie można trzymać się sztywno ustalonych zasad. Nie mówię tu o normach moralnych, lecz o przyjętych przez nas nawykach lub odpychających stereotypach. Życie polega na elastyczności poglądów i niestatyczności chwili. Zależnie od tego, gdzie mieszkamy, kim i czym się otaczamy, kształtuje się nasze zdanie na pewne tematy. Wchodzimy w strefę osobistego komfortu i przyzwyczajenia, z której niezmiernie ciężko nam wyjść, a jeżeli już zostaniemy wykopani z niej siłą, czujemy się niepewnie, tracimy równowagę i kontrolę nad sobą, swoimi wyćwiczonymi odruchami i zamaskowaną  mimiką. Tak naprawdę dopiero wtedy wychodzi na jaw nasza prawdziwa twarz. Nie oznacza to jednak, że przyzwyczajając się do rutyny, stajemy się fałszywi. Broń Boże! Nawyk codzienności wyrabia w nas właśnie te życiowe zasady, których moim zdaniem nie powinniśmy się trzymać. Dlaczego? Bo najpiękniejsza w człowieku jest naturalność i szczerość zamiarów, a nie jego wyćwiczone techniki obycia w danym towarzystwie. Prosty przykład, zastanówcie się przez chwilę, z kim wolelibyście prowadzić rozmowę. Ze sztywnym i niewzruszonym typem, który traktuje Cię zbyt oficjalnie i urzędowo oraz mówi to, co sobie wcześniej zaplanował, czy może z sympatyczną i uśmiechniętą personą, mniej przewidywalną, a bardziej spontaniczną?
  Tej spontaniczności mi w życiu brakuje. Przyłapuję siebie na tym, że chcę być rozumiana i odczytywana, jak otwarta księga, więc żeby było łatwiej, ustalam sobie gdzieś w głowie 'moje własne 10 przykazań', według których toczy się moja codzienność. I tu nie chodzi o to, że wstaję rano, ubieram się, jem obfite śniadanie, myję ząbki i biegnę na autobus zapinając płaszcz. Nie. Gdzieś w podświadomości mam zakodowane "uśmiechaj się do ludzi", "bądź miła" i - o zgrozo - robię to nawet kiedy nie chcę!  
   Nie nazwałabym siebie pozerem. Nie zależy mi na opinii ludzi, a tym bardziej nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem, by wywrzeć na kimś wrażenie. Ubzdurałam sobie owe reguły tylko i wyłącznie dla siebie i zapewne trzymam się ich, bo mi tak dobrze. Jest jednak kilka rzeczy, które notorycznie powtarzam, Kilka myśli, które często przebiegają mi po głowie, a zarazem odbiegają od norm, nie zaliczają się do mojej strefy komfortu. Czasem sama siebie za nie karcę, ale one są i ukazują tą gorszą, ale jakże prawdziwą stronę mnie. 


Nie lubię się myć

Przyznam się otwarcie i bez bicia, że kiedy przychodzi wieczór i pora spłukać z siebie resztki dnia, kąpiel jest ostatnią czynnością, na jaką mam ochotę. Zwykły prysznic zajmuje mi około 20 minut. 20 minut, które mogłabym spędzić inaczej, jakoś kreatywnie wykorzystać. 20 minut wyjęte z życia. 

Wchodzę na pasy w najmniej odpowiednim momencie

I chociaż szanuję zasady i przepisy drogowe, to często gęsto nogi same rwą się na przejście dla pieszych, gdy nad głową świeci mi czerwona lampka. Kilka razy mogłam zginąć, kilka razy zostałam wytrąbiona, a zazwyczaj przed wtargnięciem na jezdnię, silnym pociągnięciem, powstrzymują mnie towarzysze podróży. Staram się. Naprawdę się staram nie zagrażać swojemu zdrowiu i życiu, ale zazwyczaj krawędź chodnika jest dla mnie zbyt cienką granicą.

Nie słucham, co do mnie mówią

Nie tylko na lekcji zdarza mi się wyłączać swój umysł lub przerzucać się na inny kanał. Jeśli rozmowa z kimś zwyczajnie mnie nudzi, nie potrafię tego ukryć i zwyczajnie odbiegam myślami w przeciwnym kierunku. Zdarza mi się nie słuchać i nie zawsze jest to wynikiem nudy. Żyję we własnym świecie i niezmiernie łatwo mnie rozproszyć. Potrafię zawzięcie opowiadać historię i przerwać ją, przypominając sobie, że nie kupiłam mleka - na przykład - po czym, po tej drobnej wzmiance, nie pamiętam już o czym mówiłam i temat zawisa w powietrzu.

Piszę smsy w towarzystwie

Wiem, że to niekulturalnie, że nie powinnam. Tym bardziej, że używanie telefonu ściśle łączy się z punktem powyżej. Pisanie smsów i prowadzenie rozmowy na żywo nijak mi nie idzie. Próbowałam i
a) albo byłam zbyt pochłonięta klikaniem w telefon, przez co z mojej strony zapadała cisza
b) odpowiadałam komuś półgębkiem 
c) zanim odpisałam, czytałam jedną wiadomość setki razy

Wszystko przeżywam dwa razy

Analizuję, myślę, dopatruję się sprzeczności, podtekstów, rzeczy nieistniejących - przypadłość każdej kobiety, przez którą ubolewam, przez którą wiele tracę, ale z którą walczę! Stabilność mnie nudzi. Moja psychika woli gmerać i czytać między wierszami, by dokopać się do niedomówień. Właśnie to jest powodem wielu bezsensownych kłótni. Często powracam myślami do zdarzeń przykrych lub ekscytujących. Nie zapominam towarzyszących mi wtedy uczuć i emocji. Tak, jestem pamiętliwa. Krzywdzę przez to sama siebie, ale dzięki temu, mam też wiele pięknych, żywych wspomnień. 

Łapię za słówka

Uwielbiam to! Nie jest łatwo ze mną rozmawiać, kiedy mam zbyt dobry humor. Nabijam się z rozmówcy i ciągle wywlekam na światło dzienne nieistniejące fakty, co pewnie niezmiernie irytuje.

Zdrapuję lakier z paznokci

Nie przejdę obojętnie obok czegoś, co odstaje i odpryskuje. Lubię mieć pomalowane paznokcie, ale chwila kiedy lakier zacznie odłazić, jest nieunikniona. Zazwyczaj nie mam przy sobie zmywacza do paznokci, a nawet kiedy mam, to nie mogę się powstrzymać, by nie skrobać paznokcia paznokciem. W skrajnych wypadkach, niehigienicznie pomagam sobie zębami. Efekt jest obrzydliwy.
Czytaj więcej >

Wymagajcie od siebie, chodźby inni od was nie wymagali

Pamiętacie sentymentalną myśl Reginy Brett, którą autorka kierowała do nas na miesiąc styczeń? Możecie znaleźć ją tutaj. Tym razem pragnę się z Wami podzielić jej refleksją na drugi miesiąc 2016 roku. A że walentynki nastały właśnie dziś, myślę że Regina trafiła w samo sedno tematu. Jak zwykle zresztą.

Jeśli chcesz znaleźć miłość swojego życia, spójrz w lustro

    "Walentynki. Co za presja! Wszyscy wyjeżdżają (...), albo dostają od ukochanych romantyczne kartki z życzeniami, kwiaty, perfumy, czekoladki albo ciastka w kształcie serca. Wszyscy oprócz ciebie. A przynajmniej takie masz wrażenie. Wydaje Ci się, że każdy znalazł już miłość swojego życia. I przykro ci, że tobie jeszcze się to nie udało. Prawie w każdym tygodniu do mojej skrzynki trafiają emaile od kobiet z całej Polski z historiami ich złamanych serc. (...) Agnieszki, Kasie i Dominiki zwierzają mi się, że nie potrafią znaleźć kogoś, kto obdarzy je miłością. Mają ochotę się poddać i zostać z partnerem, który prawie je kocha. Który zdradza, który jest żonaty, złośliwy, albo agresywny. Wszystkim odpowiadam to samo: Nie poddawajcie się. Zasługujecie na to, co najlepsze. Jeśli ten człowiek nie jest dla was najlepszy, to znaczy, że w ogóle nie jest dla was. Bądźcie cierpliwe. Dajcie się odnaleźć tej właściwej miłości.
    To samo dotyczy mężczyzn, którzy szukają miłości swojego życia. Nie gódźcie się na osobę, która prawe was kocha. Zasługujecie na to, żeby kochać was w pełni. Kiedyś sama godziłam się na zbyt mało. Spotykałam się z mężczyznami, którzy mnie krytykowali. Z mężczyznami, którym ja się podobałam, ale to, że samotnie wychowuję córkę - już nie. Z mężczyznami, którzy mnie lubili, ale nie mogli się pogodzić z tym jak ważne jest dla mnie pisanie.

Chcieli, żebym zrezygnowała z części siebie

    Zamiast zadowolić się kimś, kto ze mną wytrzymuje, znalazłam kogoś, kto mnie docenia. Wam też może się to zdarzyć. Jaki jest najlepszy sposób, żeby znaleźć miłość swojego życia? Wystarczy spojrzeć w lustro. Prawdziwa miłość zaczyna się od pokochania samego siebie. Prawdziwa miłość to coś, co sami sobie dajemy. Kiedy pokochasz siebie, przyciągniesz kochającego partnera.

Zasługujesz na to, co najlepsze, ale zanim uwierzą w to inni, sam musisz to zrobić

    Możesz popełniać błędy, każdy z nas je popełnia, ale to nie znaczy, że jesteś pomyłką. Po prostu tęsknisz a miłością. Wszyscy za nią tęsknimy. Kiedy zaczniesz kochać siebie, chcesz odciąć się od ludzi, którzy odbierają ci radość życia. Zostawić za sobą całe cierpienie i smutek z przeszłości. Wiesz już, że jesteś wart więcej.
    Istnieje ktoś stworzony właśnie dla ciebie. Nie musisz szukać bratniej duszy w internecie ani w barach. Po prostu pokochaj swoje pokaleczone, złamane serce i uwierz w jego siłę. Otwieraj je szeroko przez cały dzień, żeby wpuścić do środka więcej miłości. Wypełnij swoje życie radością., pięknem, przyjaciółmi i śmiechem, s przyciągniesz kogoś, kto zapragnie żyć tak razem z tobą.
    Zasługujesz na wszystko, co najlepsze. Możesz sam to sobie dać, zaczynając każdy poranek od prostego ćwiczenia. Codziennie oświadczaj swojemu odbiciu w lustrze: "Jestem gotowy na więcej miłości. Tu i teraz!".
    A potem uśmiechnij się, otwórz serce i poczuj, jak się nią wypełnia."
~ Regina Brett, "Twój Dziennik", myśl na luty.


      Wielki Post. Czas przemyśleń i refleksji nie tylko dla katolików. Późna zima, wczesna wiosna to ogólnie pora, na przestrzeni której wszystko budzi się do życia. Niektórzy z nas budzą się razem z nią. Inni popadają w przygnębienie, bo mają wrażenie, że u nich wciąż panuje zima. Pamiętam ten stan. Towarzyszył mi co roku, niezmiennie o tej samej porze. Słonko zaczynało topić śniegi, na drzewach kiełkowały pierwsze pączki, ptaki zlatywały z ciepłych krajów, ćwierkając wesoło, a ja chowałam się w swoim łóżku pod grubą pierzyną. Rozwijałam rolety, zasłaniając okna i całymi dniami użalałam się nad sobą. Odcinałam się od rzeczywistości. Nie chciałam słońca w swoim życiu. Przygnębiał mnie widok radosnych uśmiechów moich przyjaciół, ale samotność była jeszcze gorsza. Dwutygodniowe ferie, były dla mnie nie tyle odpoczynkiem, co przekleństwem. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Nie potrafiłam się zmusić do wstania z łóżka. Broniłam się rękami i nogami przed wszystkim i wszystkimi. Wmawiałam sobie, że odpoczywam, ale tak naprawdę męczyłam się okropnie z własnymi myślami.
      Od tamtego czasu wiele się zmieniło.
    Odkryłam, że mam przy sobie ludzi, którzy nie zasługują na takie zachowanie z mojej strony. Pomału, małymi kroczkami nauczyłam się z tym walczyć. Pierwszym etapem było dopuszczenie do siebie wszystkich emocji. Nie tylko złych, nie tylko dobrych. Potrafiłam się cieszyć, a zaraz potem płakać bez powodu, ale i na odwrót. Później zrozumiałam, że jestem tylko człowiekiem i mogę popełniać błędy. Chociaż do tej pory ciężko mi czasem przyznać się do moich słabości. Nauczyłam się, że nad emocjami i naturalnymi odruchami nie da się panować i nie trzeba za nie przepraszać. Ale ważne co się z nimi zrobi, jak dalej się nimi pokieruje. Kolejnym moim celem była umiejętność cieszenia się z życia tu i teraz. To było najtrudniejsze. Nie wypominanie złych rzeczy sobie, ani innym. Nie zamartwianie się przyszłością. Do tej pory czasem ulegam zatroskaniu, ale już nie w takim stopniu, jak kiedyś. Kolejny etap pracy nad sobą dotyczył miłości. Nie tej takiej kolorowej, obsypanej kwiatami, ale miłości do samej siebie. Nigdy nie miałam kompleksów, jednak czasem brakowało mi pewności siebie. Gdzieś na dnie podświadomości miałam zakodowane, że jestem nic nieznaczącym człowiekiem. Że nie stworzono mnie do rzeczy wielkich. Teraz już wiem, że nie muszę zmieniać całego świata, ale wystarczy, że ten skrawek przestrzeni wokół mnie stanie się piękny. Odkryłam radość z niesienia pomocy i dawania siebie innym. Odkryłam, że nie żyję dla siebie, ale dla ludzi. Odkryłam to, lecz bywają dni, kiedy strasznie ciężko stawiać kogoś innego ponad siebie, szczególnie jeśli chodzi o najbliższych. Bo miłość do nich jest najtrudniejsza.
     Niech to będzie  moje postanowienie na ten wyjątkowy okres Wielkiego Postu. Chcę nauczyć się nieść pomoc, dobroć i uśmiech.


Pamiętacie pana Michała Jóźwiaka z bloga 'Filozofia Dialogu'? Na pewno wielu z Was go kojarzy, gdyż jego blog był i nadal jest rozpoznawalny przez swoją wyjątkowo głęboką odsłonę. Chociaż Michał opuścił blogsferę na rzecz innej działalności, nadal od czasu do czasu zagląda do nas pozostawiając jakąś mądrą, filozoficzną myśl. Tym razem poprosił mnie osobiście, abym przekazała wam pewną wiadomość. Oto ona:
   
         Cześć! :)
    Od jakiegoś czasu pracuję w Misyjnych Drogach - to czasopismo misyjne. Raz w roku prowadzimy akcję "Misjonarz na Post" i w tym roku zachęcamy blogerów do tego, żeby włączyli się w jej promowanie. Byłoby wspaniale, gdybyś zechciała o tym napisać, albo chociaż poinformować osoby, które mogłyby być zainteresowane tym wydarzeniem. Polecam nasze fanpejdże: Misyjne Drogi i Misjonarz na Post.
  Rozpoczyna się kolejna edycja projektu „Misjonarz na Post”. Ta ogólnopolska akcja najważniejszych czasopism misyjnych to zachęta do duchowego wsparcia misjonarzy z naszego kraju. Jest ich dokładnie 2085. Podejmowany przez nich trud wymaga pomocy nie tylko materialnej, ale także tej, która jest bezcenna – modlitwy. 
   Jej zasadniczym celem jest stworzenie duchowego zaplecza dla wszystkich misjonarek i misjonarzy. W ubiegłym roku w akcję włączyło się prawie 5000 osób, które przez post, modlitwę, ofiarowane cierpienia oraz dobre postanowienia wspomogły duchowo polskich głosicieli Dobrej Nowiny na krańcach świata. Sukcesy z lat ubiegłych zachęciły inicjatorów przedsięwzięcia do przeprowadzenia kolejnej edycji. Honorowy patronat nad akcją objęli ks. abp Stanisław Gądecki, Metropolita Poznański, Przewodniczący KEP oraz bp Jerzy Mazur SVD, Przewodniczący Komisji Misyjnej EP.
    Każdy, kto chce dołączyć do modlitewnej akcji wypełnia formularz znajdujący się na stronie internetowej www.misjonarznapost.pl . Należy podać imię i nazwisko oraz adres e-mail, a następnie wybrać kraj pobytu misjonarza, który ma zostać otoczony modlitwą podczas zbliżającego się Wielkiego Postu. Nie jest konieczne określanie jego danych – system może losowo przydzielić kapłana, siostrę zakonną lub osobę świecką. Projekt skierowany jest do wszystkich, bez względu na wiek. Udział w nim nie wymaga żadnych nakładów finansowych, a jedynie zobowiązania do codziennej dowolnej modlitwy w intencji wybranego misjonarza.
  W tym roku chcielibyśmy zaprosić do promowania akcji także blogerów. Zachęcamy do lajkowania, udostępniania i informowania o akcji. Zależy nam na tym, by misjonarze otrzymali niezbędną, duchową pomoc.
     Trzecia edycja tego projektu rozpocznie się na początku przyszłego tygodnia.

Wchodzicie w to? :) 
Czytaj więcej >

Kochaj i rób, co chcesz


Film "Papierowe Miasta" oglądałam jeszcze na wakacjach. Bilety do kina, były prezentem od chłopaka, zatem mogłam wybrać jakikolwiek seans. Padło na ten. Wcześniej nie słyszałam, ani o książce, ani o jej ekranizacji. Ogólnie tytuł był mi obcy, ale że kinowy repertuar nie prezentował się ciekawie, wbrew gustom ukochanego poszliśmy na romansidło. Oczywiście zaraz po wyjściu z kina postanowiłam przeczytać książkę, a że nastała sposobność iż wersję papierową wraz z dwiema innymi pozycjami Johna Greena dostałam od przyjaciół w urodzinowym prezencie, była ona pierwszym tytułem tego autora, po jaką sięgnęłam. Czas na recenzję! 

"Osobiście widzę to tak: każdemu przydarza się jakiś cud. Umówmy się, że prawdopodobnie nigdy nie trafi we mnie piorun, nie zdobędę Nagrody Nobla, nie zostanę dyktatorem niewielkiego państwa na jednej z wysp Pacyfiku, nie zapadnę na nieuleczalny nowotwór ucha ani nie ulegnę spontanicznemu samozapłonowi. Jeśli jednak wziąć pod uwagę wszelkie nieprawdopodobne historie, zapewne okaże się, że przynajmniej jedna z nich przytrafia się każdemu. Mogłem zobaczyć deszcz żab. Mogłem postawić nogę na Marsie. Mogłem zostać pożarty przez wieloryba. Mogłem ożenić się z królową Anglii albo przetrwać kilka miesięcy na morzu. Jednak mój cud był inny, Moim cudem było to, że spośród wszystkich domów na wszystkich osiedlach mieszkaniowych w całym stanie Floryda zamieszkałem w domu w sąsiedztwie Margo Roth Spiegelman." 

  Margo to wielka buntowniczka. Szalona marzycielka z genami spiskowca. Niezłomna i niepokorna z milionem pomysłów na minutę. Dziewczyna wolna i niezależna, która niczego się nie boi. Taką opinię wyrobiła sobie u przyjaciół, taką widzieli ją rodzice. Często się sprzeciwiała, chodziła własnymi drogami, nikomu o niczym nie mówiła. Obserwowała, planowała i realizowała swoje marzenia. Chciała odkryć tajemnice rządzące światem. Była mistrzem w tym, co robiła. Była jedyna w swoim rodzaju. Była silna i nieuchwytna. Taka była, dopóki nie zniknęła... 
  Quentin - cichy, spokojny nastolatek z dobrej rodziny, zawsze trzymający się swojej paczki. Odwiecznie zakochany w Margo, marzący o jej przelotnym uśmiechu, czy krótkiej rozmowie. Pewnego dnia jego pragnienia się spełniają. Margo postanawia wtajemniczyć go w swój szatański plan zemsty nad fałszywymi przyjaciółmi, a przy okazji wykrzesać ze sztywniaka odrobinę szaleństwa. Quentin, z początku przeciwny z pewnością nigdy nie zapomni nocy spędzonej w towarzystwie dziewczyny z sąsiedztwa. Margo rozpala w nim iskierkę wariactwa, która pomału przeradza się w płomień. Ustatkowany chłopak, którego życie potajemnie kręci się wokół niej, zaczyna pragnąć więcej przygód! Chce by Margo przewróciła jego życie do góry nogami, lecz nie spodziewa się, że wkrótce dziewczyna całkowicie zniknie mu z oczu, pozostawiając jedynie niejasne wytyczne. 
  Nikt nie wie, gdzie się podziała, ani czy żyje. Quentin jednak ma nadzieje, a w jego głowie pomału kwitnie plan ratunkowy. Do zagadki, do zagadki, od wskazówki, do wskazówki, chłopakowi udaje się wpaść na właściwy trop, ale czy Margo zostawiła te instrukcje specjalnie dla niego? Czy w ogóle chce zostać odnaleziona? 

  Filmowe zakończenie znacznie odbiega od książkowego. Prawdę powiedziawszy, po obejrzeniu filmu, nie spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń. Reżyser filmu skupił się na nieco innych wartościach, niż te, które Green podkreślał w książce. Stawiał przede wszystkim na relacje przyjaciół i ich ogromny wpływ na nasze życie. W książce mi tego zabrakło. Przede wszystkim inaczej została ukształtowana postać Margo, która w papierowej wersji całkowicie obaliła swój buntowniczy charakter, przyznając się do wrażliwości i mentalnej delikatności. Książkowe zakończenie, jak dla mnie zostało pozbawione smaku i dynamiki, którą świetnie ukazano w filmie!

"Musisz się zgubić by potem móc się odnaleźć."

W dzisiejszym poście znowu poruszę temat miłości. Jako że ostatnim razem w dosyć sarkastyczny sposób przedstawiłam metody na udany związek, tym razem przybliżę Wam własną definicję tegoż uczucia. Niektórzy byli zaskoczeni, zirytowani, a wręcz oburzeni moim podejściem do cielesności i kiedy wspominałam o seksie, padły od Was słowa pogardy i niezrozumienia. Hola hola! Ale czy zakumaliście, że to czerwone jest złe, a zielone dobre? Mam wrażenie, że niektórym umknęła ta mała sugestia... Niemniej jednak ile ludzi, tyle opinii, a ja na swoim blogu mam zamiar wygłaszać własną. 

Czym jest dla mnie miłość?

Na pewno stanowi podstawę mojego życia. Uczucie to towarzyszyło mi od pierwszych dni i mam nadzieję, że będzie ze mną aż po ostatnie. Na początku była to rodzicielskie umiłowanie. Ciepło rodzinnego ogniska, głos mamy, uśmiech taty, dotyk i miłe słowo ich obojga. Oni mnie ukształtowali i przygotowali, bym w pewnym momencie mogła wylecieć z gniazda. Kolejnym rodzajem miłości, jaki miałam okazję doświadczyć były przyjacielskie sympatie. Z niektórymi bywało różnie, ale większość z nich zachowała się do dzisiaj. 

"W prawdziwej przyjaźni nie chodzi o to, żeby być nierozłącznym, tylko o to, żeby rozłąka nic nie zmieniła."


Ostatnim i równie ważnym, jak nie najważniejszym uczuciem jest dla mnie miłość do chłopaka. Przyznam, że jest to dla mnie fenomen wszech czasów. Coś nowego i niezrozumiałego. Coś, co mnie uskrzydla i motywuje, a przede wszystkim daje mi szczęście. Takiej miłości nie miałam okazji doświadczyć jeszcze nigdy i mimo, że nie jest on moim pierwszym chłopakiem, przy nim czuję się tak po raz pierwszy. Znamy się od ładnych paru lat, a już ponad dwa trwamy przy sobie wiernie. Można powiedzieć, że dorastaliśmy razem. Wtedy byli z nas gówniarze, ale jak to mówią, stara miłość nie rdzewieje. Najpierw zauroczenie, które w moim przypadku ciągnęło się kilkanaście miesięcy. Swojego rodzaju fascynacja. Wszystko, co z nim związane, było dobre, ba najlepsze! Marzyłam o nim dniami i nocami. Marzyłam o chłopaku, który mnie pokocha taką, jaką jestem. Chciałam żeby zawsze był blisko, zawsze pod ręką. Chciałam, go zaznajomić z moim życiem i pozwolić na to, aby stał się całym moim światem. Chciałam razem z nim cieszyć się małymi rzeczami, śmiać się i płakać. Chciałam, by był moim przyjacielem. Cóż za niespodziankę przygotował mi los, stawiając przy moim boku taką właśnie osobę! 

Intymność i bezgraniczne zaufanie

Nasze zakochanie pomału kiełkowało rodząc w nas uczucie. Każdy zna to uzależnienie, wieczną tęsknotę, niemożność napatrzenia się i nagadania... Chyba wszyscy zakochani chcą spędzać ze swoją drugą połówką jak najwięcej czasu. Wtedy właśnie wszelkie sprawy, problemy, tajemnice i sekrety dzielą się na dwoje. Początkowa niepewność ustępuje miejsca bezgranicznemu zaufaniu. Na tym w gruncie rzeczy powinna opierać się każda międzyludzka relacja. Nie mówię tutaj o całkowitym odkrywaniu kart, bo jednak warto zachować asa w rękawie i od czasu do czasu czymś partnera zaskoczyć. Kiedy ludzie nie mają przed sobą żadnych tajemnic, nic ich już nie dzieli. Tutaj w grę wchodzi intymność, czyli poufność mentalna i bliskość cielesna w jednym. 

Uwaga uwaga, przechodzimy do sedna sprawy!

Cielesność

Mam 18 lat, nie uważam się za osobę dorosłą, może lekko dojrzałą. Nie śpieszy mi się do małżeństwa, zostania mamą, czy kurą domową. Oczywiście, że za kilka lat wizja ta wydaje mi się być obiecująca. Chcę stworzyć rodzinę i rozpalić ciepłe domowe ognisko. Możecie się przyznawać lub nie, ale jestem pewna, że Wy także o tym marzycie. Nie ma na świecie człowieka, który nie pragnąłby szczerej, bezinteresownej miłości. Zwykle ta damsko-męska relacja pociąga za sobą coś jeszcze. W pewnym momencie człowiek zaczyna patrzyć na siebie i swoje ciało w sposób erotyczny. Widzi zmiany i dostrzega reakcje, jakie zachodzą w obecności ukochanej/ukochanego. Chce się obnażyć i zostać w pełni zaakceptowany przez drugą osobę wraz ze swoimi wszystkimi defektami. Pierwszym etapem bliskości jest dotyk, poprzez pocałunek aż do całkowitej zmysłowości.


Popieracie seks przedmałżeński? Dorośli mają na ten temat zwykle całkowicie odmienne zdanie niż młodzież. Bierze się to pewnie z troski i przekonania, że dzisiejszy świat wariuje. Prawdę powiedziawszy, świat jest wciąż taki sam, a młodzież wydaje mi się być bardziej odpowiedzialna niż kiedyś (bronię swojego pokolenia, a co!). Złodzieje byli i będą, alkoholicy również nie wyginą podobnie jak nastoletnie matki. Podstawowym argumentem przeciw współżyciu przed ślubem jest Kościół. Kościół, którego fundamentem jest miłość i wiara w Boga, który dał nam ciało i duszę. Jako że jestem już na tym etapie, kiedy zaczynam samodzielnie myśleć, szukać drogi i właściwego rozwiązania wewnętrznych rozterek, doszłam do wniosku, że Bóg nie zabrania nam kochać w sposób dwojaki. Przestrzega przed cudzołożeniem, czyli po naszemu 'puszczaniem się'. Ludzie jako chrześcijańska wspólnota stwierdzili, że łatwiej będzie żyć wśród zakazów, niż przyzwoleń i wrzucili wszystkie te pojęcia do jednego worka. Stąd wziął się na przykład celibat dotyczący księży. Niemniej jednak wracając do sedna sprawy, czy nie uważacie, iż po to dano nam ciało i duszę, aby kochać jedno i drugie? Tak, jak człowiek nie istnieje bez jednego z tych elementów, tak i miłość nie może opierać się tylko na jednym z nich.

Wiele osób starszych uważa, że takie podejście jest głupie, że młodzi ludzie za szybko się zakochują i zbyt wcześnie chcą stać się dorośli, że ciągnie ich do namiętności. Prawda jest taka, że nad uczuciem nie da się panować. Fakt zakochania się sam w sobie powinien świadczyć o psychicznej dojrzałości. Według dorosłych, młodzi ludzie powinni najpierw dobrze się poznać, a dopiero później planować wspólne życie, ale jak mamy się poznać, nie obcując ze sobą?  Wielu doświadczonych przez życie uważa, że wyrażanie miłości poprzez cielesność może nas zranić, zepsuć nam życie, ale moim skromnym zdaniem nie dowiemy się, póki nie spróbujemy.  Ślub jest ważnym elementem w życia człowieka. Wiąże on kobietę i mężczyznę na dobre i złe. Wiem jednak, że zarówno przed, jak i po nim uczucie nie osłabnie. Bo wystarczy kochać, a wtedy chce się dla drugiej osoby jak najlepiej. Wystarczy kochać i wtedy nie oczekujesz nic, a dajesz od siebie jak najwięcej. Wystarczy kochać, a wiesz, że nie zawiedziesz miłości swojego życia, a ona nie zawiedzie ciebie.

Czytaj więcej >

Listy do M

Po czym poznać, że nadchodzi zima? Stos książek przy łóżku, na stoliku brudne kubki po herbacie, na noc gruba pierzyna i koc, a ponadto suche ręce i piekące popękane kłykcie. Organizm wyczuwa późnojesienny klimat, a za oknem słońce. Coroczne objawy nadchodzących mrozów już są, ale podobno klimat wciąż się ociepla. Śniegu, gdzie jesteś? Czy zawitasz do nas na święta? Byle nie na wielkanocne! 

Boże narodzenie tuż tuż! Nareszcie uliczne ozdoby i światełka znajdują swoje wytłumaczenie. W radio coraz częściej można natknąć się na "All I Want (...) is You", bo "Last Christmas" jest już przereklamowane. Ciężarówki CocaColi jeżdżą po miastach i rozdają gadżety, w galeriach handlowych i sklepach coraz większy tłok w poszukiwaniu gwiazdkowych prezentów. A właśnie, choinka! W tym roku plastikowa, bo po żywej trzeba sprzątać... Taka oto magia corocznych świąt. Czujesz ją?  
Ja co roku miałam z tym problem. Niby świąteczny nastrój trwał już od listopada, ale wigilia i Boże narodzenie same w sobie były pozbawione uroku. Rok w rok to samo. Ta sama choinka, te same ozdoby, te same piosenki, te same dania na wigilii. Jednym słowem nuda! Tak to jest, kiedy człowiek się przyzwyczai. Nie dziwi i nie zachwyca już widok (chociażby nawet) najpiękniejszych światełek, a najwyższa choinka w mieście nie powala już wielkością, bo święta stały się zbyt komercyjne. Adwent, czyli radosny czas oczekiwania na przyjście Jezusa, stał się bardziej "radosny", niż "czas oczekiwania", tylko że ta radość już nie cieszy. Bądźmy szczerzy, ileż można zachwycać się plastikowymi dekoracjami, sztucznymi choinkami, świecidełkami? Można, ale sensu świąt trzeba szukać gdzie indziej!

W tym roku nie miałam szczególnych adwentowych postanowień. Nie odmawiałam sobie słodyczy ani nie ograniczałam czasu spędzonego przed komputerem. Biegłam jak zwykle w swoim tempie, a świat pędził obok mnie, ale chyba innym torem. Nim się obejrzałam, bożonarodzeniowy klimat wdarł się w ludzką codzienność, ale ja nie miałam czasu tego zauważyć. Tak jakoś samo się złożyło, że przeoczyłam całą tą komercję... Ominął mnie bożonarodzeniowy jarmark w moim mieście, a nawet przyjazd ciężarówki CocaColi! Wydarzenia całkiem fajne, ale nie widzę sensu stać w godzinnej kolejce do czerwonego tira, żeby dostać kolę w puszce ze świątecznym ornamentem, aby poczuć klimat świat. To raczej nie to.

A więc czym są dla mnie święta? Chyba czasem spędzonym z rodziną, brakiem pośpiechu, lekcją gotowania, nauką fałszu śpiewu? Może uczniem się cierpliwości i pokory? Czasem na wszystko? Pomocą bliskim? Wysyłaniem kartek świątecznych? Dekorowaniem drzewka w towarzystwie najważniejszych dla mnie osób, może montowaniem światełek, wspominaniem "jak to było rok temu..."?  Pieczeniem pierniczków, robieniem ozdób? Wyczekiwaniem na pierwszą gwiazdkę, dzieleniem się opłatkiem, szczerymi życzeniami? Śpiewaniem kolęd? Wspólną modlitwą?  Pasterką? Przebaczeniem?  Radością w sercu i uśmiechem na twarzy? Miłością? Szczęściem?
To chyba to.



Listy do M po raz kolejny zachwyciły mnie swoim świątecznym klimatem i romantycznym humorem, tym razem w drugiej odsłonie. Co jak co, ale tego nie mogłam przegapić! Polski film do kin (nie trzeba czytać ♥) wszedł już w listopadzie, lecz obejrzałam go dopiero po powrocie z Niemiec. Czym zaskoczył mnie tym razem?
Po czterech latach ci sami bohaterowie borykają się z kolejnymi kłopotami. Wiele wątków i wiele historii znów zatacza koło i przeplata się między sobą. Doris i Mikołaj za pomącą Kostka, w końcu się zaręczają. Wojciech i Małgorzata prawdopodobnie spędzają razem ostatnie święta. Szczepan i Karina znowu się spotykają, przypadkowo, bo przypadkowo, ale jednak. Ich córka Majka nareszcie znalazła miłość swojego życia. Melchior postanawia w końcu spoważnieć i zainteresować się synem. W tej części pojawią się również nowi bohaterowie Redo i Monika - czyli zakochana para, lecz w ich życie z kopytami wejdzie Magda przy boku swojej owieczki.



Szukasz świątecznych inspiracji, aby poczuć ten wyjątkowy klimat? Nic prostszego! Wystarczy uwierzyć w magię świąt. Niech nie będą to tylko prezenty pod choinką, ale przede wszystkim chwile spędzone w gronie rodziny! Ja zamierzam w stu procentach wykorzystać wolny czas i przede wszystkim:
♥ zrobić generalne porządki
♥ upiec pierniczki
♥ zrobić ozdoby na choinkę
♥ ubrać drzewko
♥ przyozdobić okna lampkami
♥ przygotować świąteczną paczkę dla potrzebujących
♥ nauczyć się na pamięć tekstów wszystkich świątecznych piosenek
♥ obejrzeć wszystkie części Piratów z Karaibów i Gwiezdnych Wojen
♥ przeczytać ogromną ilość książek
♥ wysłać kartki z życzeniami
♥ nie uczyć się
♥ zagrać z bratem w Scrabble
♥ pomóc mamie w wypiekach


Twój talent jest darem od Boga. To, co z nim zrobisz, jest twoim darem dla Boga. Jesteś powołany do konkretnej misji, przeznaczonej tylko i wyłącznie dla ciebie. Nikt inny nie jest w stanie wykonać jej tak doskonale jak ty. Nie trać czasu i zacznij realizować ten wspaniały plan. Bóg nie obdarzy Cię kolejnymi talentami, jeśli nie wykorzystasz tych, które już masz. Nie marnuj czasu.

claudia-ss.blogspot.com

Czytaj więcej >

Odległość to najlepsza próba miłości, a obustronna tęsknota oznacza wygraną

  

"Nie obchodzi mnie, że ludzie twierdzą, że jestem zbyt delikatna i wrażliwa. Jestem, ale empatia nie jest złą cechą. Nie obchodzi mnie, że chcą abym robiła coś innego. Nie martwię się, że po ukończeniu szkoły będę uczyła się kolejne pięć lat za co będę musiała zapłacić 30 tysięcy, które nie wiem skąd wezmę. Wiem natomiast, że będę miała te pieniądze. Wiem, że jeśli będę słuchała serca i oleję podświadomość, która wszystkiemu potrafi dopisać drugie dno, będę szczęśliwa. Chciałam wyjechać, bo miałam dość tego, co mówili mi ludzie: nie będziesz miała pracy to bardzo ciężki kierunek. Słowa innych mają na nas bardzo ogromny wpływ. Możemy wmawiać sobie, że nie, ale nad podświadomością nie da się zapanować, a ona żywi się wszystkimi bodźcami zewnętrznymi.
Druga sprawa - ludzie. Mam najcudowniejsze przyjaciółki, mimo wszystko kochaną rodzinę i nie jestem w stanie ich zostawić. Pękłoby mi serce. Szczęście zawsze mamy przed nosem. Znajdujemy się w idealnym miejscu i czasie, a otaczający mnie ludzie są moim szczęściem. Trzeba być skończonym głupcem, żeby odpychać je aż za ocean. Pieniądze? Nie znaczą nic dopóki masz ich wystarczająco na jedzenie i wszystkie inne potrzebne rzeczy. Każdy ma w pewnym momencie wątpliwości. Życie nie jest łatwe, często pojawiają się trudności, ale my jesteśmy zbyt młodzi i beztroscy żeby podejmować takie decyzje."  
Ania 




Do wyjazdu i praktyk w Niemczech będę jeszcze niejednokrotnie powracać. Była to przygoda mojego życia. Poznałam trochę świata, inną kulturę, miałam okazję obyć się za granicą. Myślę, że stałam się trochę bardziej samodzielna, a ponadto bardzo zżyłam się z towarzyszącymi mi tam ludźmi. Nie zmienia to faktu, że trzy tygodnie to kopa czasu. Minął on bardzo szybko, lecz pod koniec tęsknota za domem ogarnęła nas wszystkich. Im bliżej powrotu, tym bardziej nie mogliśmy się doczekać, aż znów zobaczymy rodzinę, przyjaciół i ukochane osoby! Z każdą minutą narasta ekscytacja i podniecenie! Prawda jest taka, że nie da się tego zostawić na stałe. Żeby porzucić tych, co się kocha trzeba być głupcem, a tą miłość w znacznym stopniu zauważa się dopiero wtedy, kiedy nie ma ich obok. Czuć pustkę. Brakuje czyjegoś głosu, dotyku, uśmiechu. Brakuje rodzinnego ciepła, domowego obiadu, uścisku. To wspaniałe mieć miejsce na ziemi, do którego zawsze się wraca. Nie ma lepszego uczucia, niżeli zdawać sobie sprawę, że ktoś czeka na Ciebie czeka i tęskni.

Z dworca odebrał mnie tata i brat. Cierpliwie czekali aż pozbieram wszystkie swoje rzeczy, pomogli mi się zapakować do samochodu, przez całą drogę słuchali moich opowieści gdzie to nie byłam i co nie robiła... Nie zgadniecie jak bardzo wzruszyła się moja mama, kiedy przekroczyłam próg domu. Już w korytarzu czuć było zapach ciasteczek, jak zwykle zastałam ją w kuchni. Miała łzy w oczach, a kiedy mnie przytuliła, czułam jak spływały one pomiędzy naszymi policzkami. Automatycznie też się popłakałam... To najcudowniejszy prezent jaki mogła mi tego dnia sprawić.

Po południu przyjechał mój chłopak. Wyglądał jak po trzytygodniowym detoksie. Jakby przez ten czas odcięli mi dopływ tlenu. Uśmiechnął się na mój widok, tak jak to robi zawsze. Tak jak uwielbiam. Przytulił mnie mocno i powiedział, że już nigdy nigdzie nie puści. To dobrze, bo ja się już nigdzie nie wybieram.

Powrót do szkoły nie był łatwy...

Czytaj więcej >

Kochaj tak, jakby jutra miało nie być

Jaka wspaniała jest wolna sobota, wie tylko ten, kto przeżył 40 godzin ponadprogramowego angielskiego. Zakładam, że szósty dzień nauki nie uśmiecha się nikomu, a co dopiero, jeżeli miałoby to być 5 godzin w jednej klasie, z jedną nauczycielką, mówiącą tylko i wyłącznie w języku angielskim. Po tym wszystkim jeszcze bardziej zaczynam doceniać piękno naszej polszczyzny. Podsumowując, zajęcia przygotowawcze do zagranicznych praktyk dobiegły końca. Nie czuję się ani mądrzejsza, ani głupsza. Trzymam się tego, co powiedziała moja przyszła towarzyszka podróży i współlokatorka - nie dam sobie wmówić, że sobie nie poradzę. Nic nie jest jeszcze dopięte na ostatni guzik. Przed nami masa papierów do podpisania, kilka szkoleń, kilka spotkań w sprawach organizacyjnych. I za tydzień wyjeżdżam. Ale zanim... Muszę poukładać sobie kilka spraw. Mam zaległości w nauce i mimo że staram się, jak mogę, ciężko nadrobić kilka nieobecności na lekcjach, tym bardziej że na bieżąco jestem katowana wiecznymi wymaganiami nauczycieli. Zalegam z listami, komentarzami i wszystkim wszystkim... Ogromnie Was przepraszam! Ostatni tydzień poświęcę nie tyle na pakowanie walizek, ile na nadrabianie zaległości. Może mi się uda :)


Każdy w życiu ma jakieś marzenia. To wspaniałe, bo człowiek bez marzeń jest jak człowiek bez nadziei, a życie bez nadziei to życie bez celu. Marzenia dają nam wiarę i wyznaczają cel. A to wszystko zaczyna się w nas. Dodatkowo gdzieś głęboko w sercach kiełkuje maleńkie ziarenko ideałów, które obiera w naszym życiu istotną rolę. Podświadomie kierujemy się według powołanej przez nas hierarchii wartości. Instynktownie i ja obrałam sobie ową hierarchię, na  której czele stoi miłość, wiara i rodzina. Mam marzenia, mam nadzieję i bliskie mi osoby, które w razie potrzeby staną za mną murem. Mam wszystkie czynniki, które są mi niezbędne do spełnienia moich ambicji. Nie wiem jeszcze, kim chcę w życiu zostać, ale mając taki arsenał możliwości i wsparcia, mogę osiągnąć wszystko. Wiem za to, jaka chcę być → dobra. Chcę kochać i być kochana, chcę nieść pomoc i propagować dobro. Wiem, że nie zmienię całego świata, ale mogę wpłynąć chociaż na środowisko, które mnie otacza. Życie dało mi szansę istnienia, więc chcę tę sposobność wykorzystać najlepiej jak potrafię i w zgodzie i szczęściu współegzystować z innymi.

Jestem osobą wierzącą. Mam nadzieję, która daje mi siłę, codziennie ładując moje baterie wciąż na nowo. Ufność Bogu daje mi życiową energię i przeświadczenie o własnej pewności siebie. Wiem, że moje miejsce jest tu, gdzie aktualnie się znajduję. Nie mam pewności, że wszystko ułoży się po mojej myśli, że spełnią się wszystkie moje zachcianki. Wiem jednak, że cokolwiek by się nie stało, będzie dobrze, bo jeżeli Bóg mi coś zabrał, to tylko po to, aby dać mi więcej.  Wierzę, że to, co robię, jest prawe. Nie chcę zaszkodzić nikomu i niczemu, dlatego jestem myśli, że Bóg wspiera mnie w moich decyzjach i zamiarach. Nie na wszystko mam wpływ, ale chcę decydować o tym, co zależy ode mnie.
Wierzę w moc modlitwy i uważam, że jest ona najsilniejszą możliwością naszego działania, bo gdyby na chrześcijaństwo patrzyć tylko poprzez pryzmat nakazów i zakazów, byłoby ono nie do zniesienia. Mam tę pewność, że niektóre wydarzenia były z góry zaplanowane. Wierzę w przeznaczenie, wierzę, że postawiono na mojej drodze ludzi, których dane było mi spotkać i wierzę, że potowarzyszą mi oni w życiowej wędrówce. Bez nich świat byłby pusty. Dzięki ich obecności szara codzienność nabiera smaku. Dzięki nim mam wspomnienia i z nimi planuję spędzić resztę życia. Oni stanowią zwieńczenie mojego szczęścia. Dla ludzi, których kocham, jestem w stanie poświęcić wiele. "Wierzę, że im bardziej się kocha, tym więcej się czyni, gdyż miłości, która nie jest niczym więcej niż uczuciem, nie mógłbym nawet nazwać miłością" - mówił Jan Paweł II. Tak więc miłość wymaga poświęceń. Sęk w tym, by nie być egoistą i spojrzeć najpierw na potrzeby drugiej osoby. To nie jest łatwe, ale chcę się tego nauczyć! Uważam, że jeżeli kogoś się kocha, to chce się z tą właśnie osobą spędzać czas. Prawdziwa miłość istnieje tu i teraz, ale myśli też o przyszłości. Perspektywa jutra nie zawsze jest łatwa. Drogi ludzi schodzą się i rozchodzą. Często jest to zrządzenie losu, ale niekiedy zależy od świadomych decyzji. Ja wierzę, że będę podejmować mądre decyzje, zgodne z moimi uczuciami. Nie łatwo jest kochać najbliższych... Ludzie, z którymi mieszka się pod jednym dachem nierzadko wprowadzają w zdenerwowanie, wywołują grymas na twarzy, a czasem nawet łzy. Prawda jest taka, że to właśnie ich słowa bolą najbardziej, ponieważ są dla nas najważniejsi. Sztuką jest to dostrzec. Miłość do nich nie jest łatwa, ale z pewnością bezcenna i bezinteresowna. Nawet jeżeli wydaje nam się, że działa tylko w jedną stronę, to mamy rację - tylko nam się wydaje. Miłość - nie ważne jaka - wymaga poświeceń. Wymaga rezygnacji z własnych pragnień, wymaga kłótni, cierpienia, łez, krzyków, obaw, nieprzespanych nocy, bezgranicznego zaufania, gorącej wiary. W zamian za to otrzymamy nieocenione odwzajemnione uczucie.

Tak oto moje wartości zatoczyły krąg. Miłość to Bóg, Bóg to ludzie, a ludzie to miłość.    


Czytaj więcej >

Bo jak śmierć potężna jest miłość

Pokój skąpany w półmroku pachniał ogniem rozgrzanych ciał i świeżo wyciśniętego soku z soczystych jabłek. W tle leciała spokojna muzyka. W ich sercach panowała cisza, przerywana jedynie pojedynczymi pocałunkami. Leżeli wtuleni w siebie, zamyśleni... On snuł w myślach wyidealizowane plany na przyszłość, ona dziękowała za cudowne chwile spędzone w jego ramionach. Pochylił się nad nią i zaczął namiętnie całować. Znowu. Czym sobie na to zasłużyła? Dotykiem czułym i delikatnym gościł na jej półnagim ciele. Nie pominął najmniejszego skrawka jej ciała. Od stóp aż do cebulki włosów została poczęstowana słodkim pocałunkiem. Zimne stopy rozgrzał swym gorącym oddechem, raz po raz, pnąc się coraz wyżej. Błądził ustami po poobijanych nogach i wystających biodrach. Nie pominął brzucha, ani zbyt małego biustu. Uchwycił jej dłonie i wplótł swe palce między jej. Unieśli ręce i całowali się namiętnie. Znowu. Co on we mnie widzi? - pomyślała. Odwróć się kochanie - szepnął jej do ucha. Pomału posłusznie ukazała mu swe nagie plecy. Przejechał po nich dłońmi, jakby głaszcząc największy skarb. Gdy zbliżył usta do jej skóry, przeszedł ją dreszcz. Spięła łopatki oddychając głośno. Nadal trzymał jej dłonie nad głową, a ona wiła się pod nim niczym wąż. Całował delikatnie. Pokój skąpany w półmroku pachniał ogniem rozgrzanych ciał i świeżo wyciśniętego soku z soczystych jabłek. W tle leciała spokojna muzyka. W ich sercach panowała cisza, przerywana jedynie pojedynczymi pocałunkami. Leżeli wtuleni w siebie, zamyśleni... 
  - Mogę przekląć? - zapytała.
  - Możesz.
  - Kurwa.
  - Było zajebiście.
  - W chuj.
  - Ja pierdolę.


Bo jak śmierć potężna jest miłość. Nie boję się śmierci. To tylko przejście mojej świadomości do bardziej mentalnego stanu wiecznej szczęśliwości. Nie boję się umierania nagłego, choć bolesnego. Starości i oczekiwania  też się nie boję. Lecz kiedy myślę o tym od drugiej strony... Odchodzę, zostawiam wszystkich, których do tej pory tak bardzo kochałam - robi mi się smutno. Czy po drugiej stronie będę o nich pamiętać? Czy kiedy odejdę, oni będą pamiętać o mnie?

Nie boję się miłości. Kochać i być kochanym to najpiękniejsze co można w życiu doświadczyć. Są różne rodzaje miłości, niektórych z nich już doświadczyłam. Jestem oswojona z tym uczuciem, ale nadal boję się niekiedy zaufać bezgranicznie, niekiedy otworzyć się na oścież. Boję się samotności. Czasami brakuje mi odwagi, by powiedzieć co czuję. Głos serca grzęźnie mi w gardle. Bywa i tak, że ranię. Słowa kaleczą bardziej niż czyny. Co będzie jeżeli za którymś razem z kolei nie zostanie mi wybaczone? Tego też się boję... 

Bo jak śmierć potężna jest miłość, a może i nawet potężniejsza. Śmierć obezwładnia ciało, zabiera ducha. Miłość upiększa ciało i uskrzydla ducha. Czuję się piękna, kochana, warta tego świata. Moje miejsce jest tu, gdzie aktualnie się znajduję. Znam swoją wartość, żyję dla ludzi.  Kocham i jestem kochana. To mój najwspanialszy dar od losu, tak łatwo się do niego przyzwyczaić. A ja nie chcę się
przyzwyczajać.



  • "Przestań szukać szczęścia w innych. Jeśli nie jesteś zadowolona/ny z osoby, którą jesteś w środku to nigdy nie będziesz zadowolona/ny będąc z kimkolwiek. Musisz ustabilizować własne życie zanim zaczniesz je z kimś dzielić." 
  • "Przestań rywalizować ze wszystkimi. Nie przejmuj się tym, że inni są w czymś lepsi od Ciebie. Skoncentruj się na pokonywaniu własnych rekordów każdego dnia. Sukces to walka jedynie z samym sobą."
  • "Nie trzymaj urazy. Nie żyj z nienawiścią w sercu. Bardziej będziesz krzywdzić samego siebie niż ludzi, których nie lubisz. Przebaczanie to nie zwrot, „To, co mi zrobiłeś jest okej.” To umiejętność wypowiedzenia przed samym sobą słów, „Nie pozwolę na to, aby to co mi zrobiłeś, zrujnowało moje szczęście na zawsze.” Przebaczenie jest odpowiedzią. Odpuść, znajdź spokój, a to Cię wyzwoli. I pamiętaj, że przebaczenie nie jest na pokaz dla innych ludzi, ma pomóc Tobie."
  • "Przestań marnować czas na tłumaczenie się przed innymi osobami. Twoi przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogów to i tak nie interesuje. Po prostu rób to, co uważasz za słuszne i zgodne z Twoimi przekonaniami."
  • "Przestań udawać, że wszystko jest w porządku, jeśli nie jest. Naprawdę czasem dobrze jest rozpaść się na kawałki. To normalne. Każdy z nas tak ma. Nie zawsze trzeba udawać, że jest się silnym. Nie musimy udowadniać cały czas, że wszystko jest w porządku. Nie należy się martwić o to, co myślą inni. Jeśli masz ochotę płakać, po prostu to zrób. Im szybciej wyrzucisz to z siebie, tym lepiej dla Twojego zdrowia."
  • "Przestań być niewdzięcznym. Nie ma znaczenia, jak bardzo zły dzień miałeś. Zawsze dziękuj za swoje życie, bo gdzieś na świecie ktoś oddałby życie, aby być na Twoim miejscu. Zawsze myśl o tym, co tracisz, próbując myśleć o tym, co mają inni."
Powyższe zdania zostały wyrwane z facebookowego funpagea "Słowem w Sedno". Swoją drogą bardzo polecam Wam tą stronę! Można tam znaleźć wiele ciekawych i naprawdę życiowych cytatów, które niejednego podniosą na duchu - na jesień jak znalazł ;) To tylko kilka - moim zdaniem - najciekawszych, motywujących zdań, którymi chciałam się z Wami podzielić. 
Czytaj więcej >

Błogosławiony mąż, który polega na Panu, którego ufnością jest Bóg! Jest on jak drzewo zasadzone u strumieni wód, które wydaje owoc gdy jest jego czas i którego liście nie więdną, a cokolwiek zacznie, powiedzie się

  Dawno, dawno temu, za górami i lasami żyła sobie w ogromnym, ponurym  zamku maleńka dziewczynka. Nie miała ona imienia, oraz osobowości - jak się jej wówczas wydawało. Wedle powiedzenia "kto ma wielu przyjaciół, ten nie ma żadnego" dziewczynka żyła samotnie. Mimo że na zewnątrz otaczało ją mnóstwo ludzi ona nie mogła znaleźć osoby, która chciałaby odwiedzić ją w domu i której mogłaby powierzyć pewien sekret. Sekret ten dotyczył jej świata, który od maleńkości budowała w sercu swojego pogrążonego w ciemnościach zamku. Do jej świata żaden insekt, ani nawet człowiek nie miał dostępu. To był cały jej skarb. Wszystko co miała, przechowywała głęboko wewnątrz, pod schodami prowadzącymi od wewnętrznej strony ogrodu ku zapyziałemu wnętrzu pokoju numer 156 zaraz za kuchnią na lewo. Jedyną odsłoniętą okiennicą w pałacu była ta od strony wschodu słońca. To było okno na świat dziewczynki, ale i jedyny dostęp świata do niej. Maleńka była lekko podbuntowaną osobą. Imponowało to jej znajomym ale ona sama nie żyła ze sobą w zgodzie. Coś jej się w sobie nie podobało. Czegoś jej brakowało do pełni szczęścia.
  Jako najmłodszy potomek rodu Maleńka nie zastanawiała się nad sensem jestestwa. Była szczęśliwym dzieckiem, które żyło z dnia na dzień. Biegała po łąkach, skakała po drzewach, zbierała patyki, budowała piaskową fortecę i łapała mrówki do słoika, a każda z tych najmniejszych czynności miała swój ukryty sens. Płynął czas, a ona rosła wzdłuż i wszerz. Poszła do szkoły i tam poznała pierwszych ludzi... przyjaciół.
   W młodzieńczym wieku Maleńka żyła pełnią rozrywkowego życia. Razem z przyjaciółmi spędzała całe dnie. Nie wyobrażała sobie utraty kontaktu z nimi. Niby dlaczego miałaby go tracić? Ludzie, którzy ją otaczali byli wspaniali! Rosła z nimi i dorastała wraz z nimi. Z rana chodzili na spacery, popołudniami grali w klasy, wieczory natomiast poświęcali na rowerowe wycieczki. Podczas zabaw za każdym razem zagłębiali się dalej i na dłużej wgłąb nieznajomego świata. Tylko na noc Maleńka musiała wracać do domu. Kiedy inni wyciągali ją na potańcówki, odmawiała. Nazajutrz zawsze wysłuchiwała wspaniałych opowieści o tym, jak świetnie się bawili pod wpływem trunków, jakie szalone rzeczy robili i kogo nowego poznali. Zazdrościła im, ale nigdy nie skusiła się na nocną propagandę. Ktoś musiał pilnować zamku i ukrytego w nim skarbu!
  Z czasem przyjaciele dziewczyny zaczęli mieć jej za złe ciągłe wymówki. Nie rozumieli co może być ważniejsze od nich. Bulwersowali się o ciągły brak czasu, co było kompletną głupotą wyssaną z palca, gdyż Maleńka całe dnie poświęcała tylko im. Lecz oni wszyscy dorastali. Zaczęli mieć coraz więcej obowiązków, rozłączyła ich szkoła, godziny spędzane razem pomału zastępowało poświęcenie pasji i hobby. Także młodzieńcze miłości i zauroczenia były ważniejsze od przyjaźni. Nie było już czasu na gry i spacery. Maleńka była zrozpaczona. Została sama. Sama i niespełniona. Przesiadując dzień za dniem w pustych murach zamczyska jeszcze bardziej doskwierało jej poczucie pustki. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jej przyjaciele tak naprawdę nic o niej nie wiedzieli. Nie obchodziła ich bardziej niż zeszłoroczny śnieg. To ona zawsze była przy nich, oni przy niej nigdy. I tu zaczęła się zastanawiać... Dlaczego ona nie ma nikogo, kto zatroszczyłby się o nią w takiej chwili? Gdzie jest chłopak, który pomimo mroku pałacu zajrzy do środka i z troską zapyta właśnie o nią? Czy istnieje w ogóle ktoś, komu wydałaby się ładna i interesująca? Jest jeden chłopiec - pomyślała - Bardzo przystojny i uroczy, ale on się mną nie zainteresuje. Zrezygnowana nie wiązała z nim żadnych nadziei. W istocie tuż za rogiem, niedaleko mieszkał złotowłosy Grajek, który znany i lubiany był ze swej skromności i uprzejmości oraz szerokiego uśmiechu. Jak też samo imię wskazuje, grał, nie na nerwach, lecz na gitarze. Maleńka była zauroczona Grajkiem od pierwszego wejrzenia, lecz nie chciała się do tego przyznać. Rumieniec oblewał ją za każdym jego spojrzeniem, a serce biło szybko i mocno na samą myśl o spotkaniu. Kimże jednak była ona w jego niebieskich oczach? Szarą, niewiele znaczącą dziewczyną, która w życiu jeszcze nic nie osiągnęła, a nawet nie obrała celu. W dodatku mieszkała w tym obskurnym zamku. On z pewnością nie będzie miał ochoty jej odwiedzić. Nie nastawiała się zatem, chociaż ukryć się nie da, iż często szukała okazji do spotkania i rozmowy. Niemniej jednak były to przelotne pogawędki o życiu, piciu i wężu padalcu. Każda taka nic nie wnosząca wymiana zdań, sprawiała, że w jej sercu kiełkowała nadzieja. Nadzieja szybko obumierała.
  Mijały dni, tygodnie, miesiące. W życiu maleńkiej nic się nie działo. Była tak samo samotna, jak kiedyś. Znudzona sobą, bez pomysłów na przyszłość. Spacerowała sama, w klasy grała sama i na rowerze też jeździła sama. Sama spędzała noce pilnując skarbu. Wiele rozmyślała o złotowłosym Grajku, który tak mile się do niej uśmiechnął, lecz poza tym nie wykazywał żadnego zainteresowania.  Cóż jej pozostało?
  Dnia pewnego, podczas jednego z licznych dalekich spacerów Maleńka natknęła się na pewnego wysokiego mężczyznę. Pogrążona w rozmyślaniach wręcz wpadła na niego z wielkim impetem! I tak oto bum! Los rzucił Maleńką w ramiona nieznajomego mężczyzny. Przedstawił jej się jako Ekonomista i jak na imię przystało, ciągle gadał tylko o tym. Nie podobał jej się ani z wyglądu ani z charakteru. Był bowiem zbyt wysoki, z twarzy dobrze mu nie patrzyło i wciąż spoglądał z góry na dziewczynę podejrzanym wzrokiem. Dziwnym trafem Ekonomista coraz częściej napataczał się Maleńkiej w podróży. Przyłączał się do długich spacerów i rowerowych wycieczek. Jesteś taka ładna - mawiał - Nigdy nie spotkałem kobiety ładniejszej od ciebie - nie przeszkadzało to dziewczynie, wręcz pochlebiało, mimo iż kłamstwo dało się wyczuć z kilometra. W końcu ktoś raczył ją zauważyć i obdarzyć zainteresowaniem. Spacerowali więc razem i rozmawiali, zwykle o ekonomii. Razu pewnego Ekonomista rzekł:
  - Tyle się już znamy, a ją nic o Tobie nie wiem. Chciałbym poznać cię bliżej, moja droga przyjaciółko.
  - Zapytaj zatem - odparła.
Po długim namyśle jakie zadać jej pytanie powiedział stanowczo:
  - Chciałbym zobaczyć jak mieszkasz. Dom wiele mówi o człowieku!
Maleńka przestraszyła się.. Była pewna, że jej nowemu przyjacielowi nie spodoba się ponure zamczysko i jak tylko je zobaczy, zwieje gdzie pieprz rośnie. Zaryzykowała jednak. Co jej szkodzi? Stawiając wszystko na jedną kartę nazajutrz przyprowadziła wysokiego znajomego w swe ciemne ciche progi. Już na dziedzińcu Ekonomista był dziwnie zaintrygowany i zachwycony jej mieszkaniem. Zaskoczona dziewczyna z lekkimi obawami wpuściła go do środka. Czekała na tą chwilę bardzo długo, wszak był on jej pierwszym gościem! Podniecony oglądał wnętrze bardzo dokładnie. Badał, penetrował. Nieoczekiwanie coraz bardziej zbliżał się do sekretnego serca zamku, jakby go coś ciągnęło w tamtą stronę.
  - A co jest za tymi drzwiami? - zapytał z zamiarem naciśnięcia klamki.
Maleńka szybkim ruchem stanęła między nim, a przejściem do sekretnej komnaty. Milczała, nie chcąc ujawnić swojej tajemnicy. Krępująca cisza narastała z każdą sekundą. Ekonomista patrzył na nią z góry, oczekując odpowiedzi.
  - Zadałem Ci pytanie! - powiedział stanowczo.
Maleńka nadal milczała. Była pewna, że stoi przed nią człowiek nieodpowiedni. To nie jemu ma otworzyć drzwi do swojego świata.
  - Nie ufasz mi - stwierdził trafnie - W takim razie po co robisz mi nadzieję? Po co rozkochujesz w sobie, ciągasz na spacery i te durne przejażdżki? Po co przyprowadzasz mnie do domu?
Maleńka była zszokowana. Nie przypuszczała, że Ekonomista odbierze to w ten sposób. To miała być tylko przyjaźń. Sprawy zaszły stanowczo za daleko! Co ona takiego zrobiła?
  Nagle w dziewczynie od nową zaczął kiełkować młodociany bunt. Chcąc zawzięcie bronić swojego skarbu, kazała się wynosić egoistycznemu Ekonomiście, który był za wysoki i za przemądrzały, by wejść do jej nieskazitelnego świata. Od tej pory widzieli się kilka razy. On kilka razy prosił o drugą szansę, ona kilka razy mu ją ofiarowała, ale wciąż kończyło się tak samo. On dociekał, pytał i badał co może kryć się za drzwiami, ona uparcie odmawiała wpuszczenia go tam. Usiłowanie przedarcia się na drugą stronę spełzły na niczym. Robiło się to zbyt męczące dla obu stron.
   - Dlaczego nie chcesz mi pokazać co tam jest?
 - Ponieważ czekam na tego jedynego. - odpowiedź była jednoznaczna. Kategorycznie zakończyła znajomość tych dwojga ludzi.
  Maleńka wolała być sama niż z nieodpowiednim człowiekiem. Co prawda dzięki Ekonomiście zyskała na pewności siebie i poczuciu własnej wartości, lecz nie żałowała go. Cieszyła się że sama i bez przeszkód może nadal nadzorować swój skarb. O paradoksie - myślała - Kiedyś chciałam mieć przy sobie mężczyznę, który skradałby się do mnie nocami, a teraz cieszę się, że jednak go nie mam!
Szczęśliwa biegała po okolicznych łąkach i cieszyła się wolnością! Nie uczęszczała już na tak długie spacery jak kiedyś, by przypadkiem znów nie spotkać nieodpowiedniego człowieka. Samotność nie doskwierała jej już tak bardzo. Zaczęła doceniać czas wolny, który mogła poświęcać tylko sobie i wykorzystywała to. Międzyczasie bardzo poprawiły jej się relacje z miejscowym Grajkiem. Spotykali się znacznie częściej niż kiedyś i rozmawiali na dużo poważniejsze tematy. Spacerowali razem i jeździli na wycieczki, a gry w klasy zamienili na doroślejsze zajęcia. Czuli się dobrze i swobodnie w swoim towarzystwie, lecz zachowywali formalne granice koleżeństwa. Żadne z nich nie naruszało prywatności drugiego. I tak było im dobrze.
   Pewnego dnia Grajek i Maleńka mieli się spotkać jak co dzień w pobliskim parku. Dziewczyna przygotowawszy się wcześniej, wyruszyła w stronę miejskich ogrodów, by przybyć punktualnie na miejsce. Nie spóźniała się nigdy, tak było i tym razem. Usiadła na ławce pomiędzy rozkwitającymi zielenią drzewami i czekała. Grajek miał we krwi wieczne spóźnialstwo, lecz nie przeszkadzało jej to. Była w stanie wybaczyć mu te kilka minut zniewagi. Wystarczyło, że przypominała sobie jego rozpromienioną twarz, kiedy tylko ją zobaczył, a od razu ulatywało z niej poirytowanie. Tego dnia jednak mijały minuty, ludzie przechodzili lekceważąco, a Grajka nie było. Coraz bardziej znudzona, czekała i zastanawiała się, co zatrzymało go tym razem? Znowu będzie się tłumaczył - pomyślała i uśmiechnęła się w duchu. On jednak nie przyszedł. Zrezygnowana postanowiła wrócić do domu i tam spędzić resztę dnia. Szła powoli, nigdzie się nie śpiesząc. Drzewa w parku zaczęły się przerzedzać, aż w końcu dziewczyna minęła bramy i weszła w przestrzeń zabudowaną. Był ranek, na ulicach pomału zaczynał robić się zgiełk, lecz Maleńka nie była w stanie przegapić tej złotej czupryny.  Grajek kilka razy mignął jej gdzieś w tle. Zdezorientowana podwinęła spódnicę i ruszyła za nim szybkim krokiem. Nawoływała i machała, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę, lecz on zaszył się gdzieś za rogiem i nie zobaczyła go już. Znów zmierzawszy do domu, wyszła na główny dziedziniec. On tam był, jednak nie sam. Jego towarzyszką tym razem była dziewczyna o imieniu Bella. Maleńka nie znała jej zbyt dobrze, ale już na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że Bella jest nadzwyczajnie piękna. Rozmawiali zawzięcie siedząc blisko siebie na obrzeżu fontanny. Grajek nie spuszczał jej z oczu, a ona zarzucała ciemnymi falującymi włosami, jakoby chciała robić na nim wrażenie. I robiła. Maleńka zza rynkowej kolumny przyglądała im się przez chwilę, lecz niedługo wytrzymała, gdyż w jej sercu zaczął kiełkować ból, gniew, zazdrość. Wszystko w jednym. Jeszcze nigdy nie doświadczyła tylu złych emocji na raz. Grajek nie obiecywał jej niczego, a ona niczego nie oczekiwała, lecz w tym momencie była rozdarta...
  Zbliżała się sierpniowa noc spadających gwiazd. Jedna gwiazda oznaczała jedno życzenie. Maleńka siedziała na szerokim parapecie jedynego odsłoniętego okna w zamku i patrzyła, jak jasne bezchmurne niebo zachodzi granatem. Zawsze była zafascynowana gwiazdami. One nigdy nie zawodziły w porównaniu do ludzi. Spadła pierwsza gwiazdka. Nie zrobiła ona większego wrażenia na dziewczynie. Kolejne także. Maleńka siedziała i patrzyła bez żadnego entuzjazmu. Od kilku dni była po prostu wypłowiała z uczuć. Mijała noc, gwiazdy spadały, a ona miała tylko jedno życzenie i trochę nadziei... Poszła spać.
  Obudził ją wielki hałas, jakoby piorun uderzył w zamek. To jednak było niemożliwe, gdyż ani deszcz nie padał, ani chmur niebo nie zwiastowało. Maleńka przestraszona lekko wyszła z swej ciemnej sypialni na ciemny korytarz. Jej oczy przyzwyczajone do mroku widziały wszystko w miarę wyraźnie. Wtem dziewczyna spostrzegła leżącą na posadzce ruszającą się postać. Był to chłopiec. Wstał, otrzepał się i podchodził właśnie bliżej, kiedy ona zastanawiała się, jak mógł się tu dostać.
  - Witaj, Maleńka - przywitał się Grajek - Pewnie się zastanawiasz jak tu wszedłem. Już mówię. Otóż tego okna nigdy nie zamykasz, więc pomyślałem, że skradnę się i po prostu wskoczę.
Zaniemówiła. Kompletnie nie wiedziała co powiedzieć. Co prawda prosiła gwiazdkę, by zesłała jej przez tą okiennicę prawdziwą miłość, lecz nie przypuszczała, że wydarzy się to dosłownie!
  - Pomyślałem też, że w tę noc nie możesz być sama. - kontynuował - Nikt nie śpi, ktoś mógłby się wkraść i cię napaść.
  - Chybabyś mnie uratował, mój szlachetny rycerzu - zakpiła, choć wszystkie złe emocje już dawno z niej wyparowały. Uśmiechnął się do niej tylko i mocno przytulił, a kiedy to robił ledwo nie upuściła płonącej świecy.
  Spędzili razem tę noc i od tej pory każdą kolejną. Maleńka dokładnie oprowadziła Grajka po swym skromnym zamczysku, lecz on zainteresowany był tylko nią. Stanąwszy przed sekretnymi drzwiami, powstrzymała się ostatkiem silnej woli, by ich jeszcze nie otwierać. Rozumiał ją. Mimo, że bardzo chciał razem z nią dzielić ten sekret, nie nalegał.
  - Poczekajmy jeszcze rok.
  - Jeszcze rok - potwierdził.


Kochani, powyżej mam zaszczyt ugościć Was moim pierwszym w pełni skończonym (bo krótkim) opowiadaniem. Wszelkie wcześniejsze projekty nie doczekały się końca, a niektóre nawet realizacji. Tym razem, na specjalną okazję, postanowiłam stworzyć coś jednoczęściowego. Pomysł zakiełkował we mnie dzięki Mojej Miłości, a sam scenariusz został napisany przez życie. Ja od siebie tylko ubrałam to w słowa i obtoczyłam tajemniczą mgiełką przenośni :)



Cytat zawarty w tytule uświadomił mi, że tylko ciężką, sumienną pracą można coś osiągnąć. Nie będzie to może piorunujący sukces, ale z  pewnością coś co nas do takowego przybliży. Podczas kiedy świat potrzebuje przebojowości, mi nie zależy na wyjątkowości. Chcę być spokojną, opanowaną osobą, która zarazem jest pełna energii. Tą żywiołowością i miłością do życia chcę się dzielić z ludźmi, by doceniali to co mają. To wszystko. Żaden wygórowany cel, ale ciężki to realizacji. To trudne, ale nie nierealne! Mam pewien sposób. Traktuję życie jako serię krótkich sprintów, a nie jeden nieustanny wyścig. Dzięki temu mam czas żeby zregenerować siły :)
Ponadto swoją przyszłość zawierzyłam wyjątkowej osobie. Dzięki temu wiem, że nigdy się nie zawiodę!

Tym razem do biblijnego wyzwania nominuję Bukowinę, która pomimo swoich religijnych nieprzekonań bardzo chciała podzielić się z nami swoimi poglądami i cytatem :)
7 postów - 7 cytatów, dasz radę? :)

Wakacje jeszcze mi się nie skończyły! Mimo, że od poniedziałku chodzę do szkoły na ponadprogramowe zajęcia z angielskiego i wracam do domu wypłowiała z energii to szybko regeneruję siły. Mam wrażenie, że jestem tępa i głupia, a na tych zajęciach czuję się jak kretynka, ale to nic. Najważniejsze są chęci i wiara w siebie, ja nie mam zamiaru się poddawać, mimo iż mam wrażenie, że wiedzy mi ubywa. 
Czytaj więcej >

Dzika Droga

Co się stało z moją miłością? Gdzie się podziała fascynacja? Gdzie ten rozpromieniony uśmiech? Czyżbym wyzbyła się wszelkich uczuć? Dlaczego nie potrafię cieszyć się tak, jak kiedyś? Po co mi dołujące myśli? Gdzie uleciał mój optymizm? Dlaczego jestem smutna i rozdrażniona? Dlaczego nie potrafię niczym zająć myśli? Co się ze mną stało? Dlaczego przestałam się starać? Dlaczego nie jest już tak, jak na początku? Czy już mi nie zależy? - Przywykłam. To, co najwspanialsze stało się dla mnie codziennością. Nie cieszy już słoneczny poranek. Nie motywują mnie żadne wyzwania. Nic mi się nie chce. Minęło zafascynowanie pięknem tego świata. Nie zachwycam się już drobnymi rzeczami. Nie robi na mnie wrażenia burzowa błyskawica. Poranna rosa pieszcząca moje stopy irytuje bardziej niż zazwyczaj. Rozdrażniona przeklinam los i zamykam się w sobie. Nudzę się. Nie mam zajęcia, a czas i tak nieubłagalnie pędzi do przodu. Mija godzina za godziną, dzień za dniem. A ja bytuję w nicości.Życie, moje kochane Życie, dlaczego mnie zostawiłeś? Ja tutaj siedzę i czekam aż wrócisz. Tęsknię. Przyjdź do mnie. Podaj mi dłoń i pomóż wstać. Wskaż mi cel. Przytul jak kiedyś ciepłym ramieniem. Obejmij mą twarz promieniami słońca. Szepnij do ucha słodkim głosem wiatru. Spraw bym się uśmiechnęła. Daj mi radość! Pokaż swe przepiękne oblicze. Rozpal we mnie głębokie uczucie. Pomieszaj zmysły. Pokochaj na nowo. 

>>źródło<<
Samotność jest straszna. Czasami zostaje nam narzucona przez los, czasami świadomie się na nią decydujemy. Nie ma jednak nic gorszego jak niemożność porozmawiania, wyżalenia się, wyrzucenia światu tego co nam leży na sercu. Dławienie w sobie uczuć, płacz w poduszkę, czy chociażby krzyk w pustą przestrzeń nie pomoże. Próbowałam. Dużo lepsze efekty w poprawie humoru można osiągnąć zwyczajną rozmową. Mam przy sobie człowieka, którego nazywam swoim Antydepresantem. Osoba ta jest jak tabletki na uspokojenie/miód na me serce (jak kto woli). Wystarczy jeden sms - ona już wie, że coś jest nie tak. Przyjdzie, przytuli, pocieszy. Wyciągnie na spacer, a kiedy trzeba przywróci mnie do pionu. Jest zawsze, kiedy jej potrzebuje. Jeszcze nigdy mnie nie wystawiła. Mam pewność, że mogę na nią liczyć, a wszystkie sekrety zostaną między nami. Czasami mam wrażenie, że zna mnie lepiej niż ja sama. Jest realistką, ale dzięki temu i ja trzeźwo patrzę na świat.


takie zakończenie roku szkolnego / osiemnastka kolegi / nadal nie kupiłam sukienki na półmetek / tak bym wyglądała z grzyweczką / pierwsze selfie na wyjeździe / integracja z Krakowem / nie wiedziałam, że jestem taka fotogeniczna - szacun dla fotografa / Polańczyk - chcę tam wrócić / gotowa na disco / ognisko z gangsterami / z zaskoczenia / selfie lustrzanką zawsze spoko / już w domu / takie ferrari pod supermarketem / sadness

"Tak jakbyś wysiadając z pociągu/auta/polskiego busa na chwilę teleportował się do innego życia. Życia z czystą kartą.
I tak możesz spędzić wspaniały leniwy tydzień w pomiętych shortach i niezastąpionej bokserce, pomimo że na co dzień bardzo dbasz o wygląd i jesteś elegancka. Możesz pół dnia gapić się na morze/góry/przystojnego Hiszpana z pokoju obok i nikt nie będzie ci mówił, że się obijasz. Nie jesteś tym człowiekiem który ciągle ma coś do roboty, bo pracuje, uczy się czy poświęca wiele godzin swojej pasji (jakby nie patrzeć to też rodzaj pracy). Nie musisz odbierać telefonów od upierdliwych ludzi, możesz zapomnieć o tych wszystkich toksykach, którzy zatruwają Ci życie. Codzienne problemy Cię nie dotyczą, bo na chwilę obecną nie jesteś sobą. Jesteś edycją wakacyjną, która wszystko może mieć w łokciach."

Wyjechałabym gdzieś żeby wszystko mieć w łokciach ;)



Cheryl to młoda kobieta ciężko doświadczona przez życie. Już w nastoletnim wieku wszystko wymyka jej się spod kontroli. Małe problemy stają się murem nie do pokonania, co kończy się tragicznie w skutkach. Dziewczyna jest poniewierana przez los, ale wydawać by się mogło, że jej buntownicza natura sama sobie na to pozwala. Cheryl pomału dorasta. Zmienia się jej osobowość i charakter, ale przeszłość wciąż ciągnie za sobą. W dorosłym życiu spadają na nią dodatkowe ciężary. Po śmierci matki i rozpadzie małżeństwa postanawia wyruszyć w pieszą wędrówkę obejmującą tysiąc mil. Wydawać by się to mogło idiotycznym pomysłem, ona jednak widzi w tym cel. Wierzy, że ma szansę naprawić swoje życie i wrócić do normalności. Chce sobie udowodnić, że potrafi być jeszcze człowiekiem. Czy żałuje? Czy sobie wybaczy? Czy gdyby mogła cofnąć czas, zrobiłaby wszystko tak samo? Czy byłaby teraz kimś innym?


Czytaj więcej >
Create your space © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka