Kasting na mężczyznę idealnego

Kiedy byłam małym brzdącem podczas wakacji codziennie rano oglądałam bajki na jedynce. Co by się nie działo musiałam rozpocząć dzień z moimi ulubionymi bohaterami. Z tamtego okresu szczególnie jeden z nich zapadł mi w pamięć. Mały sprytny, ale przede wszystkim szalenie odważny Egipcjanin, który by zaimponować córce faraona stawiał czoła samemu bogowi zła. Papirus - tytułowy bohater, który nie wyglądem, a charakterem uwiódł moje serce.
Zastanawiacie się pewnie do czego zmierzam? Dlaczego o tym piszę? Już wszystko tłumaczę. Pewnego deszczowego dnia idąc przez piękne, ale już znienawidzone przeze mnie miasto Rzeszów napotkałam pewną kobietę. Zaczepiła mnie, pytając o drogę na nieznaną mi ulicę. Była kompletnie zagubiona i nie wiedziała gdzie jest, mimo że stała pod Galerią Rzeszów, skąd widać każdą stronę świata, oraz większość charakterystycznych punktów orientacyjnych. Powiedziałam, że nie umiem jej pomóc, bo ulic w tym mieście to ja nie znam... Uśmiechnęła się do mnie szyderczo, ale szczerze i wymamrotała coś pod nosem. Ja poszłam w swoją stronę, a ona nadal przez dobrych kilka minut kręciła się pod rzeszowskim centrum i zastanawiała się jaki kierunek obrać.
Właśnie wtedy znienacka napłynęła do mojej głowy myśl: kobieta kompletnie zagubiona, stoi w centrum miasta, wśród pędzących ludzi... To byłby idealna bohaterka nowego opowiadania! Co prawda tematu ani żadnego kontekstu jeszcze nie wymyśliłam, ale myśl by pisać o kimś "zacofanym" uczepiła się mnie jak rzep psiego ogona.
Po powrocie do domu miałam już główny zarys mojego zacofanego bohatera. Z grubsza przemyślałam też historię jego zacofania. Podświadomie nadałam mu męską płeć (zawsze chciałam postawić się z tej drugiej strony, a poza tym uważam, że opowiadań/książek gdzie głównymi bohaterkami są kobiety jest zdecydowanie za dużo). Temu nieukształtowanemu jeszcze mężczyźnie nadałam imię Wolfram. Podobno to jakiś metal, ale ja nazwę tą i historię z nią związaną poznałam od całkowicie innej (miłosnej) strony.
Już kiedyś pisałam opowiadania... Zawsze było to spontaniczne i niezaplanowane. Skutkiem takiego pisania był chaos. Pogubiłam się w wydarzeniach, postaciach i relacjach między nimi. Tym razem chcę by było inaczej. Dlatego właśnie zamierzam szczegółowo określić charakter i wygląd głównego bohatera, ale i także pochodzenie, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Wolfram będzie człowiekiem inspirowanym na postaciach już istniejących. Myślę, że kiedy zespole w całość kilka ciekawych osobowości, wyjdzie z tego całkowicie nowy i interesujący również dla Was bohater. Przyjmijcie go proszę z otwartymi ramionami :)

Lista dawców cech idealnych dla Wolframa nie będzie długa. No to zaczynamy!

Troy Bolton! 

Znany, uwielbiany, podziwiany, wychwalany i wynoszony na szczyty przez nastolatki na całym świecie. Za co go tak kochały? Za głos, taniec, kocie ruchy, a przede wszystkim romantyczną duszę i tą czuprynę włosów? Tak :)
GRA: w kosza
APARYCJA: Dobrze zbudowany i wysportowany,  nawet przepocony wygląda świetnie, a garniturki leżą na nim idealnie.
STOSUNEK DO KOBIET: kocha i szanuje swoją jedyną, pierwszą i ostatnią. Mimo nieporozumień nigdy nie potrafił się na nią gniewać. Niestety zbyt potulny nawet osób go denerwujących.

Christopher Wilde

To już mniej znany, ale równie przystojny facet. Fakt faktem, z charakteru do ideału mu daleko, ale dla tych oczu się wszystko wybaczy ;)

GRA: na gitarze + śpiewa!
APARYCJA: luzak i szpaner, założy nawet śmierdzący rybami kapelusz byleby fajnie wyglądać (czyli zachowanie większości nastolatków, a także pozostałych osobników chodzących po tej Ziemi ;) Fakt faktem, wygląda rewelacyjnie! Do tego te oczy... Dla nich można wszystko wybaczyć!
STOSUNEK DO KOBIET: jak dziewczyna to tylko sławna i bogata żeby można było się z nią pokazać! Gwiazda muzyki pop nie może się przecież zadawać z przeciętną dziewuchą... tylko, że w tym przypadku to nie on pokazuje się z nią, ale ona z nim.

 Robbie

Tego człowieka znają już nieliczni. Sama już nie pamiętam nazwiska tego bohatera (o ile zostało w ogóle wspomniane). Lecz nie można się skupiać na takich drobnostkach, kiedy słyszy się jego aksamitny głos i podziwia oczy, od których niełatwo odciągnąć spojrzenie.
GRA: na basie w boybandzie Sztywne Dylany
APARYCJA: Czy Wy widzicie te oczy? Bosz! Podobnie jak w przypadku Christophera serce mi mięknie, a kolana mam jak z waty...
STOSUNEK DO KOBIET: Nie ma to jak być szczerym do bólu i napisać piosenkę o swojej dziewczynie pt. "Wredna ździra w mundurku". Co prawda, ten sam Robbie sprawia później, że dziewczyna w końcu zaczyna wierzyć w siebie i jest przy nim sobą - szczęśliwą wariatką.

Kovu

Mój ulubiony bohater z filmu animowanego to Kovu. Jako dziecko za każdym razem, kiedy oglądałam tą bajkę, podziwiałam jak jego zła natura przeradza się w iście królewski charakter. Wszyscy od maleńkości wmawiali mu, że zostanie królem, ale on wolał biegać po pustyni i straszyć biedne zwierzęta. Wpajali mu, że zniszczy ten ład i porządek, a on bronił go własną piersią. To się nazywa postawa godna prawdziwego lwa!
Gra: rodzeństwu na nerwach
Aparycja: Monia lubi dostrzegać drobne różnice i detale, a ten lew zwyczajnie nie wygląda... Ma ciemniejszą "karnację", zadziorny uśmieszek i intrygujące mnie w dzieciństwie znamię.
Stosunek do kobiet: Co jak, co, ale ten futrzasty dżentelmen wie jak zdobyć lwicę. I nie zarzuca żadnymi sprośnymi tekstami, ani nie wybija się na pierwszy plan. Nie chce nawet zwracać na siebie niczyjej uwagi. Jest po prostu sobą.

Mustang z Dzikiej Doliny

To jest dopiero postać godna naśladowania! Hardy koń nie da się tak łatwo złamać, szanuje rodzinę, jako przywódca stada poświęca własne zdrowie i życie w obronie reszty. Broni ich zawzięcie, a nawet kiedy nieplanowanie opuszcza nie daje nikomu za wygraną. Mustang ma w życiu tylko jeden cel. Być wolnym.
Gra: niestety nie gra, ale tańczy, skacze i lata!
Aparycja: Smukła, wysportowana sylwetka... Długa lśniąca grzywa... żadna klacz nie pogardzi ;)
Stosunek do kobiet: Mimo gonitwie za wolnością o dziwo zakochuje się. Jednak wybranka jego serca w niczym go nie ogranicza, a daje jeszcze większe poczucie przynależności do świata i stada, miłość, szczęście oraz stabilność. Od tej pory Mustang już wiedział, gdzie jest jego miejsce na ziemi.

 Marcin Kaszuba

 Tym razem przedstawiam Wam serialowego kobieciarza, który podświadomie flirtuje z każdym napotkanym osobnikiem płci pięknej. Marcin Kaszuba to dziany prawnik, który skromny nie jest, a swoim urokiem wygrał nie jedną rozprawę sądową.
Gra: na pianinie
Aparycja: Wspominałam już, że lubię panów w garniturkach? A więc lubię panów w garniturkach. Do tego ten flirtujący wyraz twarzy, który posyła każdej kobiecie i przystojniak jak znalazł.
Stosunek do kobiet: tego człowieka jest iście irytujący. Na początku oświadczył się swojej byłej, która go rzuciła, po czym rozmyślił się, bo zdał sobie sprawę, że kocha inną. Ale do tej pory nie powiedział nikomu o swoim uczuciu, a kobieta jego życia co chwilę przemyka mu koło nosa, kiedy on podrywa koleżanki. Z całego serca kibicuję mu żeby w końcu odważył się wyznać miłość tej jedynej, ale z drugiej strony współczuję dziewczynie nowego faceta.
Bohaterów, których mogłabym tak opisywać mam na liście trochę i jeszcze więcej, ale na jej czele znajduje się nie fikcyjna postać, ale człowiek z krwi i kości, którego osobiście znam. A raczej ciągle poznaję. Teoretycznie nawet nie wiem jak ma na imię, ale to nie przeszkadza mi w spędzaniu z nim czasu. Po pierwszym zamienieniu kilku słów stwierdziłam, że będzie on idealną inspiracją, bym mogła tchnąć życie w Wolframa.
Nieogarnięty, ale twardo stąpający po ziemi.
Towarzyski, ale nie zabiegający o uwagę.
Miły, ale szczery w swoich działaniach.
Pewny siebie i swoich przekonań.
Dzielący się sobą.
Nie dbający o detale.
Odważny.
Z pasją, której się oddaje i pokazuje ją innym.
Wprost mówiący o sobie.
Czyli taki, jak Wolfram.
Czytaj więcej >

Miłość to dziwka

To smutne kiedy przykrość sprawiają Ci osoby, które kochasz. Jeszcze bardziej serce boli, kiedy to my zadajemy im cios. Wiemy, że kiedyś i tak zostanie nam to wybaczone, więc po co przebierać w środkach? Bijmy po całości! Miłość nie jest prosta. Jest piękna, ale wymaga od nas wielu poświęceń. Nie raz nie prześpisz pół nocy w obawie o drugą osobę, a w dzień nie skupisz się na niczym innym poza nią. Czasami uczucie zagłuszy krzyk, wyzwiska, przekleństwa. Bywa i tak, że poleją się łzy. Milczenie jest najgorsze. Czasami zazdrość zjada to uczucie, ale czasami je podbudowuje. Zdarza się i rutyna. Jesteś przyzwyczajony do tej osoby i nie doceniasz jej obecności. Jest to czymś normalnym, dopóki jej nie zabraknie. Dopiero wtedy zdajesz sobie sprawę jak ważną rolę odgrywała w Twoim życiu. A może czasami wcale nie chcesz widzieć tej osoby. Wiesz, że dzień bez jej widoku byłby piękniejszy, ale prędzej czy później zatęsknisz. Smutek towarzyszy też często tęsknocie. Czasami unikasz wzroku, wymigujesz się od rozmowy, bo wiesz, że możesz powiedzieć coś, czego nie powinieneś.   Czasami nie wiesz na czym stoisz, ale pewnie wolisz nie wiedzieć. Niepewność jest irytująca, ale to wszystko nazywa się miłość.


"Czasem nie mam już siły. Brakuje mi odwagi, czasu i przychylności losu. Od pewnego czasu kłamię, nie śpię po nocach, żyję na kawie i kanapkach z serem. Jestem roztargniona, mam trudności z przyswajaniem informacji. Wszystkiego zapominam i kłócę się ze wszystkimi w około. W szkole idzie mi gorzej niż średnio, pewnie będę musiała zapomnieć o świadectwie z paskiem... Jestem zła, zła i zła, bo daje z siebie wszystko, i mi to nie wychodzi. Ludzie zaczynają mieć mnie dość, ale nie dziwię się im. Ostatnio nie można ze mną wytrzymać, nawet ja mam z tym trudności. Stałam się nerwowa, igniruję ludzi albo na nich krzyczę.  Dla nikogo nie mam czasu, chociaż tak naprawdę mam poczucie, że całymi dniami nic nie robię. Wpadłam w dzwny letarg, z którego nie umiem się wydostać. Moje dni polegają na chodzeniu do szkoły i wracaniu do domu. Trochę radości potrafię jedynie wykrzesać ze spotkań ze znajomymi, ale to i tak szybko ulatuje. I wraca ten smutek, złość i przygnębienie. Wszystkim robię na złość, rzadko bywam w domu żeby wyleczyć się z chorych kłótni, ale kiedy wracam późno, czasem bywa jeszcze gorzej. Nawet zdrowie mi ostatnio nie dopisuje. Uczulenie? Boląca nerka? Przeziębienie? Gorączka? Ale przecież ja nie mogę chorować. Nie mam czasu! Kiedyś jeszcze mogłam zachowywać pozory normalności, ale teraz wszystko mi się pomieszało. Mam przed ludźmi dziwne tajemnice, nie wspominajac już, że unikam ich jak ognia. Dlaczego? Nie wiem. Kumuluje w sobie tylko te negatywne odczucia a później wyżywam się na własnym ciele. Boli? Ma boleć. Innych też boli."
"Pierwszy raz z życiu milczę, kiedy moje wnętrzności palą, a w środku coś krzyczy. Nie robię nic, chociaż jeszcze niedawno rzuciłabym książką. Leżę i płaczę, może mi przejdzie, kiedyś na pewno przejdzie."
Napisałam to kiedyś w nerwach i wielkiej rozterce. Jak widać nie czułam się wtedy za dobrze. Jednak to, co napisałam, to nie wszystko prawda. Kiedy jestem smutna, przychodzi wena i mnie pociesza. Przyznam, że całkiem dobrze jej to wychodzi. Kiedy smutki wyleję na papier jest mi dużo lżej. Nic mnie tak nie uspokaja jak cisza i lekki szmer długopisu na papierze. Mam wtedy czas poukładać sobie wszystko w głowie, ale jak już wspominałam, to nie wszystko prawda... Bowiem wena ma to do siebie, że koloruje rzeczywistość, więc to co piszę jest jakby bardziej wyostrzone, uwydatnione, wydaje mi się, że ciekawsze. Na pewno jest w tym więcej dramaturgii, ale jak to mówią "dobra historia zasługuje na ubarwienie". Czasami właśnie tak mam. Powiem coś, czego nie powinnam, poprzekręcam usłyszaną historię, nie zawsze mówię to, co myślę lub napiszę tekst, który tylko częściowo jest zgodny z prawdą. I co z tego?
Ludzie od zawsze się okłamywali. Tak było jest i będzie. Nawet w najszczęśliwszej rodzinie, czy w niezachwianej miłości nie da się być w stu procentach szczerym. Są kłamstwa małe typu "ładnie wyglądasz w tej bluzce". I mówisz tak swojej przyjaciółce mimo, że wcale tak nie jest, ale ona lubi tą bluzkę, a Ty nie chcesz odbiera jej tej radości. Są też kłamstwa duże. Tylko od nas zależy, co zaliczymy do tej kategorii.


"Sometimes You make choices in life and sometimes choices make You"

Mia, cicha i skromna dziewczyna, kompletnie nie rzucająca się w oczy, córka rockmena i punkowej kobiety oraz kochająca siostra. Adam, szalony chłopak, członek znanej na całe miasto kapeli, stojący na granicy sławy. Pewnego dnia to właśnie on dostrzega niepozorną dziewczynę, która odpłynęła w sali muzycznej grając na wiolonczeli. Zadurzył się w niej bez pamięci i oddałby dla niej prawie wszystko...
 Mia i Adam są ze sobą szczęśliwi mimo, że rzadko się spotykają. Pomału jednak ich ścieżki się rozchodzą. Złączyła ich muzyka, która teraz zaczyna ich dzielić. Adam wspina się na kolejne szczeble kariery, ciągle wyjeżdża i koncertuje. Mia natomiast w tajemnicy przed chłopakiem złożyła papiery na Juliard - uczelnię na drugim końcu kraju. To będzie powodem ich kłótni i kompletnego oddalenia.
 W efekcie musi dojść do tragicznego wypadku, w którym Mia traci całą rodzinę, a i sama jest w stanie krytycznym. Właśnie wtedy dziewczyna zdaje sobie sprawę, że do pełni szczęścia potrzebuje jedynie Adama. Chłopak teraz już wie, jak ważna była dla niego dziewczyna. Nie doceniał jej obecności wcześniej. Teraz, kiedy może ją stracić na zawsze chce poświęcić dla niej swoje życie.

Czytając książkę byłam sceptycznie do niej nastawiona. Poza niektórymi rozdziałami - perełkami, w których naprawdę dało się poczuć dramaturgię, ale i uczucia nieprzytomnej dziewczyny - większość chłodno relacjonowała wydarzenia z przeszłości. Opisy były pozbawione wyrazu i nie porywały czytelnika. Zero uczuć, chłodne fakty.

Film natomiast pozytywnie mnie zaskoczył. Nie wszystkie sceny z książki zostały w nim zawarte i to chyba jedyny minus. W ekranizacji książki bardzo wyraźnie dało się już odczuć uczucia płynące od bohaterów i ich stan smocjonalny. 


Czytaj więcej >

Szczęście

Życie. Na początku mały pierwiastek wielkości ziarna grochu. W łonie matki powiększa się i nabiera kształtu. Przez dziewięć miesięcy rośnie pod sercem kobiety i opieką mężczyzny. Nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy, ale jest przez nich kochany z mocą równą miliardom uścisków i pocałunków oraz wielu zbliżeń rodziców. W końcu powstał dzięki aktowi miłości. Mały człowiek rośnie i nabiera ludzkich zdolności. Słyszy głos matki, taki delikatny i subtelny. Czuje dotyk ojca, który z czułością głaska brzuszek kobiety.  W końcu musi wyjść na światło dzienne i pcha się na powierzchnię, gdzie wszyscy go oczekują. Sprawia ból kobiecie, ale ma prawo. Ma prawo żyć.
Mały człowiek rośnie pod opieką kochających rodziców. Karmią go, myją, usypiają. Są przy nim zawsze, nawet kiedy tego nie potrzebuje. Czuwają by maleństwu nie stała się krzywda. Mamusia spędza z dzieckiem całe dnie, a tatuś zarabia na drogie pampersy. Wieczorem, kiedy wraca do domu, czule wita się z żoną i przejmuje obowiązki nad małym człowiekiem. Często zdarzają się nieprzespane noce.  Rodzice mają już dość nieustępliwego płaczu, ale ostatkiem sił zwlekają się z łóżka, by przewinąć, nakarmić i przytulić owoc ich wspólnej miłości.
Pomału zaczyna sam się przemieszczać. Raczkuje, a pewnego dnia o własnych siłach wstaje na nogi i biegnie z wyciągniętymi rączkami, wołając „mama mama”. Najszczęśliwsza mama pod słońcem bierze malucha na ręce. Jest z niego taka dumna! Tatuś czasem rozpieszcza małego człowieka, kupując mu kolejną zabawkę i słodycze, a później się dziwi, że maluch nie zje obiadku mimo, że macha mu łyżką przed nosem udając samolocik.
Przychodzi w końcu moment, kiedy małego człowieka trzeba wypuścić z gniazda. Pierwszy dzień w szkole to stres nie tylko dla ucznia. Jakże przejęci są rodzice! I właśnie wtedy zaczyna się wczesne wstawanie z łóżka, przygotowywanie do stresującego dnia w szkole i odprowadzanie. Ileż to razy mama przed wyjściem dziecka z domu powtórzy „Skarbie, będzie dobrze” i cmoknie w czółko, a tata klepnie w ramię i powie „Bądź twardy!”. Mały człowiek idzie do szkoły dumny, że ma takich rodziców. Dzięki nim ma odwagę stawić czoła przeciwnościom losu. W szkole poznaje kolegów i przeżywa swoje  pierwsze wzloty i upadki. Nie raz wróci do domu ze zwieszoną głową i pokaże mamie jedynkę w zeszycie. Konsekwentna mama wtedy spędza popołudnie z dzieckiem i jego książkami, by na drugi dzień mógł się pochwalić tacie piątką z minusem.  
Kilka lat później młody człowiek zaczyna się buntować. Myśli, że jest już dorosły i nie potrzebuje opieki. Wymyka się z domu, nie wraca o umówionej godzinie, przysparzając rodzicom wiele zmartwień. Chce im udowodnić, że zna już życie i zrobi ze swoim co mu się podoba. Ale kiedy wpada w kłopoty może tak naprawdę liczyć tylko na rodzinę. Zawdzięcza im wszystko, ale jako młody człowiek wstydzi się do tego przyznać. Chce być wolny, ale nie wie jeszcze, co to znaczy prawdziwa wolność.  Złości się kiedy tata odetnie mu Internet, a mama zabroni iść na imprezę.
W pewnym momencie młody człowiek przechodzi metamorfozę. Zaczyna doceniać pomoc rodziców. Wie, że komputer, czy imprezy to nie wszystko. Uświadamia sobie co go tak naprawdę w życiu kręci i zaczyna iść w kierunku swoich marzeń. Stoi na rozstaju dróg i musi podejmować ważne decyzje. Często wspomaga się opinią rodziców. Oni wspierają go ile mogą. Inwestują w jego przyszłość. Są zawsze kiedy ma na głowie dużo nauki, by pomóc rozwiązać mu trudne zadnie. Pomagają mu wkraczać w dorosłe życie. Powiedzą ciepłe słowo, kiedy  przeżywa miłosne rozterki i będą dumni kiedy syn/córka przyprowadzi do domu swoją pierwszą miłość.
To wszystko nazywa się szczęście.
Kwiecień w obiektywie :)
Moje szczęście jest nieograniczone. Wszelkie pozytywne momenty składają się na jeden wielki uśmiech! Mam dom, mam rodzinę, mam przyjaciół i mam miłość. Jestem taka bogata!
Każdy dzień jest dla mnie wyzwaniem i szansą, by po raz kolejny dać świadectwo swej wspaniałości. Każdy poranek, niezależnie od tego czy słoneczny, czy pochmurny, jest powodem dla którego zmuszam się do wstania z łóżka i wyjścia z domu. Każda lekcja jest powodem, dla którego wpajam wiedze. Każde spotkanie ze znajomymi jest idealną okazją do rozmowy i uśmiechu. Każda chwila w domu jest dobrym powodem do spędzenia czasu z rodziną, pomocy mamie i tacie, ale i odpoczynku. Każdy słoneczny dzień zachęca mnie do aktywnego spędzania czasu na świeżym powietrzu, a pochmurny daje czas, którego zwykle brakuje na czytanie książek, czy oglądanie filmów. Mam marzenia, które motywują mnie do działania i nie pozwalają siedzieć w miejscu. To się nazywa szczęście.
Miałam cudowne dzieciństwo, pełne zbaw i radości.  Nie obyło się bez upadków, ale to pozwalało mi na wzloty. Mam cudowne życie przy boku ludzi których kocham i którzy kochają mnie. To się nazywa szczęście.

Jakiś czas temu zostałam nominowana do blogowego tagu przez Pol@. Chyba przyszedł czas na odpowiedzenie na pytania! :)


 Jesteś księżniczką uwięzioną w wysokiej wieży, której pilnuje smok. Czekasz na księcia na białym koniu? Postanawiasz wykorzystać sytuację i zrobić sobie długie wakacje od szkoły? A może robisz coś, żeby się wydostać? Jeśli tak, to jaki masz plan ucieczki?
Zdecydowanie czekam na księcia! Ze smokiem pewnie bym się zaprzyjaźniła, ale nie wyszłabym z tej wieży bez asysty przystojniaka, który miałby odwagę stanąć oko w oko ze smokiem - moim przyjacielem - i zaszczyt wyprowadzić mnie z niewoli. 
Jaka jest Twoja ulubiona reklama? Uzasadnij, oczywiście:)
Już dawno nie oglądałam telewizji, więc nie jestem na bieżąco, ale jest taka jedna "majo majo" :D
Bierzesz udział w konkursie ,,Master Chef" i ostatnim zadaniem, które dzieli Cię od wygranej, jest ugotowanie najdziwniejszej potrawy, jaka przyjdzie Ci do głowy. Co ugotujesz?
Hahahah, to się nigdy nie wydarzy! :D Ja i gotowanie? W moim przypadku nadzwyczajna potrawa to jajecznica ;)
Jesteś starożytnym Grekiem i chcesz poznać swoją przyszłość. Idziesz więc do wyroczni delfickiej i pytasz o swoje dalsze losy. Odpowiedź pytii jak zwykle jest pokrętna- mówi coś o żółwiach, puchatych kapciach, fioletowych krowach, wrednym Zeusie, winogronach, złotym delfinie i cyklopach. Wychodzisz z mętlikiem w głowie, ale starasz się wyłowić z tego jakiś sens. Jak myślisz, co miała na myśli wyrocznia? Trzeba traktować jej słowa dosłownie, czy może to wielka metafora? Co czeka Cię w przyszłości?
Zapewne chodziło to, że w tym roku na gwiazdkę dostanę puchate kapcie z głową żółwia i czekoladę milka! Przypuszczam, że wredny Zeus to święty Mikołaj. Winogrona? Chyba będę się zdrowo odżywiać. Złoty delfin spełni moje wszystkie marzenia, a o cyklopach udam, że nie usłyszałam ;) 
 Jakie magiczne zwierzątko najbardziej chciał(a)byś mieć? Dlaczego akurat to?
Magicznego jednorożca! Bo tak mi się uwidziało :)
Czego w tej chwili najbardziej wyczekujesz?
Ładnej pogody. Brakuje mi słoneczka, dlaczego go tu nie ma?
Wolisz masło orzechowe, czy nutellę? Dlaczego?
Nutella <3 Mogłabym jeść tonami gdyby nie moje uczulenie :3
Masz możliwość wejścia do jednej z książek i spędzenia w niej dnia. Jaką książkę wybierasz? Dlaczego?
"Szeptem"! O jeny jak bym chciała zobaczyć głównego bohatera Patha na własne oczy! W mojej wyobraźni był on szalenie przystojny.
Jaka jest Twoja najukochańsza zabawka z dzieciństwa? 
Od kiedy pamiętam w dzieciństwie zawsze towarzyszyła mi różowa pantera. Tym pluszakiem bawiłam się już w łóżeczku.
Wolała byś spędzić wakacje w domku z piernika u wiedźmy, w Hadesie, czy na farmie krokodyli? Uzasadnij proszę:)
Jeny... U wiedźmy raczej nie, chociaż te pierniki kuszą. Hades? Średnio mi się widzi... Krokodyle? A znajdzie się tam bezpieczne miejsce, w którym mogłabym przeżyć dwa miesiące?


Czytaj więcej >

Pokochaj siebie

Piękny ten, kto prawdziwy. Spełniony ten, kto zna swoje wady. Szczęśliwy i pewny siebie ten, kto je akceptuje. 

Możecie się z tym zgadzać lub nie, ale na temat ludzkich niedoskonałości mam jedno i niezmienne zdanie. Nikt nie jest idealny - żadna gwiazda, ani nawet najlepiej dbające o siebie sportsmenki. Owszem wyglądają piorunująco na zretuszowanych okładkach gazet, lub na sesji fotograficznej, ale od nas, zwykłych ludzi nikt nie wymaga byśmy wyglądali jak Rihanna, która swoją drogą ma zbyt grube uda ;) Sekret gwiazd jest jeden. Przyjmują do świadomości swoje wady i nie wstydzą się ich, a wręcz ukazują światu jako coś naturalnego, coś co może stać się piękne, jeżeli tylko my sami to zaakceptujemy.

Zacznij od samoakceptacji. Stań przed lustrem i powiedz sobie, że masz ładne oczy i pięknie się uśmiechasz. Porób głupie miny i zdaj sobie sprawę, że Twoja mimika jest wyjątkowa, bo tylko Ty potrafisz ułożyć usta w tak swoisty dzióbek. Spójrz na swoją talię i doceń to, że jesteś tak szczupła, że nie musisz się odchudzać, albo bardziej przy kości i też nie musisz się odchudzać, bo to Twoje ciało i nikt nie wmówi Ci, że jesteś gruba! Spójrz na nogi, tyłek i piersi i zaakceptuj je takimi, jakimi są, na niektóre nie podobające nam się rzeczy nie ma rady. 

Jeżeli jest coś, co możesz i chcesz w sobie zmienić, to działaj! Nie ma sensu siedzieć i użalać się nad swoimi niedoskonałościami. Z tego jedynie biorą się kompleksy i poczucie, że wszyscy są ładniejsi od Ciebie. Nie zwlekaj z dnia na dzień, zacznij już teraz. Zamiast tłustego pączka kup sobie jogurt, nie musisz chodzić na siłownię, ale powiedz "TAK" wuefowi. Kiedy jest ładna pogoda, chyba lepiej pooddychać świeżym powietrzem podczas spaceru niż dusić się w autobusach. Wystarczy odrobina chęci i silnej woli.

Czasami jednak na nasz wygląd nie mamy wpływu. Nie stać nas na operacje plastyczne, a nawet gdyby, to nie polecam... Kosmetyki nie działają na nas upiększająco, bo trądzik i tak przebija spod pięciu warstw pudru? Uważasz, że masz za małe piersi? Za grube uda? Zbyt duży nos? Wystające żebra? No i co z tego? Tak jest i nikt tego nie zmieni. Nawet Ty! Przyjmij do świadomości, że nie jesteś idealny. Jesteś naturalny, a przez to piękny :) Nic w przyrodzie nie jest proste, jak od linijki. Nic nie jest bez skazy. Zaakceptuj to, a inni również zaakceptują i nie będą wytykać Ci wad. Bądź dumny z tego, jaki jesteś. Nie ukrywaj swoich wad i chwal się zaletami.

Jeżeli będziesz świadomy swoich wad i zalet, to nikt nie wmówi Ci, że jesteś gorszy. Nikt nie będzie w stanie Cię obrazić, ani nikt nie zachwieje Twojej pewności siebie. 

Jeżeli będziesz świadomy swoich wad i zalet, inni też będą tego świadomi. Pozwól im również zaakceptować Twoje słabości. Niech pokochają Cię takim, jakim jesteś naprawdę. 

Małe radości :)
Ten miesiąc był genialny! Pełen emocji, przez co bardzo wyrazisty. Codziennie coś się działo, nie było dnia, który bym przespała. Dzięki brzydkiej pogodzie, niskiej temperaturze i deszczowi teraz doceniam przepiękne słońce i przyjemne ciepełko! Nareszcie wszystko wokół robi się zielone. Kwiaty rozkwitają, rośnie trawka - wiosno uwielbia cię!

  • Fenomenem w tym miesiącu zdecydowanie była babka wielkanocna, która w święta zniknęła w zastraszającym tempie. Uwielbiam to ciasto! Warto na nie czekać cały rok ;)

  • Serial "O mnie się nie martw", co prawda leci chyba od września 2014, ale ja zaczęłam oglądać go dopiero teraz. Zdecydowanie jestem zwolenniczką polskich seriali familijnych, a ten jest dla mnie wprost idealny. Zawsze poprawi mi humor! Idealny po ciężkim dniu dla każdej miłośniczki seriali :)

  • Chwała tym nauczycielom, którzy popierają naukę poprzez praktykę. W kwietniu moja klasa miała okazję kilka razy wziąć udział w lekcjach w kinie. Nie dość, że nauka, niezapomniane doświadczenie mogące przydać się na  maturze to jeszcze kupa śmiechu i zabawy! 
  • Lody i sałatka owocowa? Kompozycja idealna! Polecam na ciepłe i chłodne dni :)
  • Nie ma to jak zachwycać się najmniejszymi rzeczami! Chyba potrafię już doceniać otaczające mnie piękno :)


Czytaj więcej >

Uciekaj!

  Kiedyś stąd wyjadę. Zostawię to wszystko i ruszę w świat. Nie wezmę ze sobą nic, co by mi ciążyło w bagażu. Zamieszkam gdzieś, gdzie nikt mnie nie zna i tam zacznę wszystko od nowa. Po swojemu. Poznam nowych ludzi, ale nie będę się angażować w żadne znajomości. Będę żyć chwilą, z dnia na dzień. Będę żyć na zasiłku i jeździć autobusami na gapę. Będę przeklinać życie, ledwie wiążąc koniec z końcem.  A może ustatkuję się, znajdę dobrą pracę i wpadnę w przyjemną rutynę. Na pewno założę rodzinę, by mieć dla kogo żyć. Jednak póki co, chcę chodzić własnymi drogami. Nie będę na posyłki, ani niczyje zachcianki. Jeżeli powiesz "tak", ja powiem "nie". I nie dlatego, że tak uważam... Chcę po prostu decydować o sobie sama. Już wiem, że tutaj nie zostanę.
  A może zostanę? Przecież kocham to miejsce. Tą wydeptaną od maleńkości ziemię. Tą trawę co rano pokrytą rosą. Te krwistoczerwone truskawki na działce i poziomki dojrzewające tuż obok. To ujadanie psa po nocach i tutejszych ludzi, z którymi żyję od kiedy pamiętam. Te drogi i ścieżki... Te wschody i zachody słońca, które przebijają promieniami przez te właśnie drzewa. Tutaj wszystko jest wyjątkowe, ale czy to wszystko pozwoli mi być sobą? Pragnę wolności. Czy kiedyś znajdę to jedno, jedyne miejsce? TO miejsce?

Przyszedł w końcu czas na obiecany muzyczny tag! Pytań nie było wiele, a nad odpowiedziami długo się nie zastanawiałam. Jednak żeby odpowiedzieć na nie na 100% musiałam kilka razy przesłuchać moją play listę, bo wbrew pozorom wskazanie ulubionej piosenki nie jest wcale takie proste.

Skoro już jesteśmy przy ulubionej piosence, to przyznam się, że nie potrafiłam wybrać... To dla mnie nic nowego, dlatego na pytanie "Jaka jest twoja ulubiona piosenka?" odpowiem, że takie naj naj mam dwie. A są to "Little Things" w wykonaniu One Direction i "Always" Bon Jovi. I już pewnie się domyślacie, że do mojego serca trafiają lekkie rockowe ballady, a te dwie szczególnie wpadają mi w ucho wciąż na nowo, dlatego nigdy się nie nudzą.



Były już ulubione piosenki, więc teraz czas na te nielubiane. Swego czasu piosenkę "What Does The Fox Say" znał każdy nastolatek. Co drugi nucił ją pod nosem. Prawda była taka, że jedni ją uwielbiali, inni nienawidzili. Przyznam, że z początku wydawała mi się fajna, oryginalna, ale po pewnym czasie irytująca... Teraz na pewno nie do posłuchania.


Piosenka która rozwesela? Z racji tego, że uwielbiam nasz polski zespół Video, nie zabraknie tu ich nuty "Co za dzień". Nie słucham jej często, ale z pewnością należy ona do tych pozytywnych i pełnych energii. Poza tym ostatnio nuciliśmy sobie ze znajomymi starą jak świat nutę "A wszystko to, bo ciebie kocham" Ich Troje. Przyznam, że śmiechu było co niemiara!



Przyznam, że kiedy sobie to śpiewaliśmy, to szaleństwo w szkole dorównywało temu na scenie ;)

Piosenka która zasmuca? Może utwór "Mój świat bez ciebie" zespołu Lady Pank smutny nie jest, ale właśnie to puszczam sobie, kiedy mam gorszy dzień, a humorek nie dopisuje. Pewnie dlatego kojarzy mi się ze smutkiem, a mimo wszystko bardzo mi się podoba.


Padło również pytanie "Jakie piosenka przypomina Ci o kimś/o czymś?" Odpowiadając, takich piosenek jest kilka. Pierwszą z nich jest "Brother Oh Brother" wykonawcy o dziwnym imieniu i nazwisku ;) W każdym razie jego charakterystyczne "ołołoł" nuciłam sobie z przyjaciółką przez całą podstawówkę i to właśnie z nią kojarzy mi się ta piosenka.  Kolejną nutą, którą zapamiętam chyba do końca życia jest K.A.S.A. "Piekniejsza". A wszystko przez pewną pamiętną dyskotekę, na której dużo się działo i dużo się tańczyło! Bardzo miłe wspomnienia :) Jest jeszcze jedna taka mało znana piosenka, która przypomina mi wakacje 2012 bodajże (nie mam pamięci do dat). Na początku nie kojarzyła mi się zbyt dobrze, kiedy jej słuchałam nierzadko miałam w oczach łzy. Teraz mgliście przypomina mi wydarzenia z tamtego okresu - Keane "Somewhere Only We Know".




Zadaliście również pytanie, do jakiej piosenki znam cały tekst? Och jest taka jedna! I przyznam, że bardzo często sobie ją śpiewam i nucę, a kiedy leci w radio podkręcam głośność. Należy ona do moich ulubionych i chociaż nie jest tą naj naj, to wprawia mnie ona w pozytywny nastrój :) Ponadto jej tekst już nie raz rozwinął moją wyobraźnię! Za każdym razem, kiedy jej słucham przed oczami mam inne wyobrażenie zawartej w tekście sytuacji. Do tego jest tajemnicza i niedopowiedziana. Każdy może ją filtrować przez własne uczucia i doświadczenia. Pewnie dlatego tak mi się podoba - Rotary "Lubiła Tańczyć".


Piosenka która mnie usypia? Z założenia nie zasnę przy żadnej, ale przyznam, że jest taka jedna, przy której mi się to udało. Sama byłam zdziwiona, kiedy w nocy przebudziłam się ze słuchawkami w uszach, a w nich w kółko cichutko pobrzmiewała melodia Happysadu "Taką wodą być". Swoją drogą, do tej piosenki również znam cały tekst. 


Oprócz "Lubiła tańczyć" piosenką, którą często nucę jest genialna nuta znana z filmu "Uwierz w Ducha" Tytułu i wykonawcy nie kojarzę, ale przyznam, że od kiedy ją usłyszałam (a było to kilkanaście lat temu!) wciąż siedzi w mojej głowie.

  
Czytaj więcej >

Pozostaniemy wiecznością

Płacz! Śmiało.
Przecież to nie wstyd, a oznaka, że Ci zależy.

Bywa tak, że los nie zawsze nam sprzyja. Czasami pewne wydarzenia psują nam humor, doprowadzają wręcz do rozpaczy i mentalnej udręki. Mamy wtedy ochotę zamknąć się sami w pokoju. Zwykle samo to przykre doświadczenie automatycznie odizolowuje nas do świata. Jesteśmy zamknięci w szarym, dusznym pomieszczeniu, bez mebli i okien. Jesteśmy zamknięci w sobie. W pokoju tym nie ma nic, oprócz drzwi. Mamy wtedy dwa wyjścia. Pierwsze drzwi prowadzą do kolejnego pokoju. Tym razem jest to pomieszczenie czarne, w którym już prawie nic nie widać. Nie widać drzwi powrotnych. Ciężko jest więc wrócić do pierwotnego stanu. Zwykle zostaje się tam przez jakiś czas dopóki do czarnego pokoju nie wejdzie ktoś z pochodnią w ręku, by nas stamtąd wyciągnąć. Lepiej nie wiedzieć co się dzieje, kiedy nikt po nas nie przyjdzie. Byliście kiedyś w czarnym pokoju? Drugie drzwi nie prowadzą do żadnego pomieszczenia. Otwierając je mamy przed sobą nicość. W tym punkcie należy popisać się kreatywnością. Do nas należy decyzja, co teraz zrobimy, jak ją wykreujemy daną chwilę. Jednak zwykle kiedy jesteśmy zdenerwowani nasz świat staje się czarnobiały. Chcemy krzyczeć, wszystkiego się czepiamy, jesteśmy źli na wszystkich i na wszystko, chociaż czasami nie mamy powodu. A w skrajnych wypadkach włącza nam się "syndrom  W" (wyjebania).

Co dają nam takie przeciwności losu? Na ogół nic. Na prostej drodze ciągle się z nimi zmierzasz, a za zakrętem czeka ich jeszcze więcej. Jeżeli długo będzie zbyt łatwo, to spodziewaj się człowieku, że w najmniej oczekiwanym momencie ktoś rzuci Ci kłodę pod nogi. Przecież to normalne. Takie jest życie, a Ty sam wybierasz, czy pójdziesz do czarnego pokoju, zamkniesz się w sobie i rozpaczając będziesz czekał na kogoś kto Cię stamtąd wyciągnie, czy wybierzesz drugie drzwi, olejesz sprawę i jakby nigdy nic będziesz żył dalej.
Które rozwiązanie jest lepsze? Nie ma na to prawidłowej odpowiedzi. Najlepiej nie dać się złapać przygnębieniu, które przenosi nas do szarego pokoju, najlepiej nie wybierać skrajności "depresja/kompletna olewka". Najlepiej zatrzymać się, pomyśleć dlaczego to się stało i jak mogę to zmienić, a następnie wprowadzić to w życie. Ważne jest to żeby zachowywać zimną krew, co by się nie działo.


Na tej zasadzie działa stres. Atakuje powoli i bezboleśnie, lub znienacka i połyka w całości. Ogólnie skutki odczujesz dopiero po pewnym czasie.

Wyobraźmy sobie najzwyklejszą sytuację, która może kiedyś spotkać każdego z nas. Jesteśmy ważną szychą w państwie, osobą publiczną, kimś ważnym, personą która musi wypowiadać się publicznie. Już jutro ma się odbyć ważna konferencja prasowa z waszym udziałem. I teraz zaczynają się schody. Tydzień wcześniej dostajesz boleści brzucha, trzęsą Ci się ręce. Nie masz siły się odpowiednio przygotować, bo kiedy myślisz, o występie przed tak dużą publicznością zbiera Cię na wymioty. Godzinę przed występem mdlejesz i pocisz się jak świnia, a kiedy już wyjdziesz przed ludzi głos więźnie Ci w gardle, nogi masz jak z waty, nie jesteś w stanie nic utrzymać. Mylisz słowa i ledwo klecisz jakieś zdanie.

Albo... Uważasz, że jesteś tak wspaniały, ludzie Cię kochają i na pewno z uwagą będą słuchać Twojego całkowicie spontanicznego wystąpienia, na sam jeszcze nie wiesz jaki temat. Coś wymyślisz na poczekaniu, bo po co się przejmować durnym wystąpieniem. A kiedy przyjdzie co, do czego, to zdajesz sobie sprawę, że wyszło całkiem inaczej niż planowałeś. Twoje spontaniczne wystąpienie było zbytnie niedopracowane, a ludzie zagięli Cię pytaniami. Niektórzy wzięli Cię za kretyna, inni stwierdzili, że nie bierzesz na poważnie swojej roli. I chyba mają trochę racji.


Stresu nie da się pozbyć. On będzie towarzyszył nam zawsze, jednak nie możemy oddać mu się we władanie. Nad stresem trzeba panować i minimalizować jego działanie i skutki. Optymalna dawka stresu jest potrzebna żeby nie popaść w "tomiwisizm" ;)

 Co to jest stres? 
Najpierw zapytaj samego siebie, jakie życiowe sytuacje są dla Ciebie stresujące. Mogą to być jakieś gwałtowne, nieprzewidywalne zdarzenia, odpowiedź przy tablicy, lub ogólne wypowiadanie się, pisemne sprawdziany, presja w towarzystwie, nieobeznanie w sytuacji, nowe otoczenie...

Efekty życia w ciągłym stresie
Zależnie od człowieka stres przejawia się na różne sposoby emocjonalne jak i fizjologiczne. W stresującej sytuacji możemy zaobserwować wzrost ciśnienia, przyśpieszone bicie serca, napięcie mięśni, przyśpieszony i płytki oddech, pocenie się, suchość w ustach. Jednak nam łatwiej odczuć  lęk, niepokój i strach. W niektórych przypadkach występuje także drażliwość i agresja, więc jeżeli czujemy się niekomfortowo, to to już jest podstawą stresu.

 Jak sobie radzić ze stresem życia codziennego?
Wiadomo, czasem nie mamy wpływu na otaczające nas wydarzenia, a mimo to jesteśmy rzucani na głęboką wodę. Po pierwsze nie ma co panikować. Zachowaj zimną krew i pomyśl, jak rozsądnie wyjść z tej sytuacji. Jeżeli nie potrafisz zapanować nas swoimi nerwami zredukuj chociaż liczbę ofiar ;) Pamiętaj o odpoczynku! Małe poleniuchowanie też jest w życiu ważne, nie da się ciągle pracować na zwiększonych obrotach, bo praca ta i tak będzie nieefektywna. Nie rób niczego na siłę. Jeżeli czujesz, że nie dasz rady, to nie pchaj się tam gdzie niekoniecznie masz czym się popisać. Przygotuj się wcześniej, skoro wiesz, że jutro masz ważny sprawdzian. Nic nie zaszkodzi jeżeli posiedzisz dłużej nad zadaniami, a jutro może to zaowocować. Tak samo z ustnymi wypowiedziami. Zadbaj o sen.  Zdecydowanie lepiej pouczyć się w dzień niż siedzieć nad książkami w nocy, a rano nic nie pamiętać ;) Kiedy jesteśmy zmęczeni i niewyspani, niektóre sytuacje mogą nam się wydawac stresujące, dlatego też ważne jest zadbanie o odpowiednią regularną ilość snu. Myśl pozytywnie i uśmiechaj się do ludzi wokół siebie! Twoje samopoczucie na pewno im się udzieli, a nastawienie do innych może sprawić, że i inni będą przyjaźniej nastawieni do Ciebie :) Dieta i ubiór też mają znaczenie. Odpowiednie posiłki sprawują bardzo ważną funkcję, a i elegancje ubranie mogą sprawić, że poczujesz się pewniej.


Dawno już czytałam książkę pt. "Charlie". Wszyscy ją wtedy promowali i zachwalali, bo opowiadała o problemach nastolatków. Kupiłam ją więc, tym bardziej, że nie była droga. Przeczytałam i zastanawiałam się nad tym jak można było tak spaprać życie bohatera? Temat był niczym nie oszlifowany brylant, wystarczyło się nim tylko dobrze zająć. Wtedy jeszcze nie zwracałam uwagi na rzeczy drugoplanowe. Wtedy jeszcze nie dorosłam do tematu. 


Historii Charliego nie poznajemy od razu. Na początku widzimy zwyczajnego nastolatka z problemami, który rozpoczyna naukę w nowej szkole. Właśnie wtedy zaczyna pisać pamiętnik, za pomocą którego kreuje swój świat. Jego rodzina nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale tylko z pozoru dzieje się w niej dobrze. Na pierwszy rzut Charlie wydaje się być normalny, przeciętny. Po pewnym czasie dochodzi do nas, że ma nierówno pod sufitem, a dopiero na końcu dowiadujemy się o jego problemach.



Chłopak idzie do liceum. Nie zna nikogo i trochę się boi, to normalne. Normalne jest również jego zachowanie. Charlie jest aż do bólu szczery. Nie kryje swoich uczuć. Kiedy jest smutny - płacze, kiedy jest wesoły - śmieje się, jednak jak do tej pory wesołych chwil w jego życiu nie było za dużo. Nosi on w sobie coś, co dręczy go od kiedy pamięta. Jeszcze jako dziecko był szczęśliwy, miał przy sobie osobę, którą kochał najbardziej na świecie - ciocię. Jednak po jej tragicznym wypadku, za który obwiniał sam siebie, wszystko się zmieniło. Rodzina zaczęła wmawiać mu depresję, bo zamknął się w sobie, ale tak naprawdę nosił w podświadomości straszliwą prawdę. Ukochana ciocia molestowała go jako dziecko.


W liceum wcale nie jest tak strasznie. Już na samym początku Charlie zyskuje przyjaciół śmierć i życie. Generalnie są oni uważani za dziwaków. Nie należą do szkolnej elity, gardzą wyższością, wszystkich traktują równo, lubią się zabawić, są szczerzy przez co dogadują się z Charliem, są sobą, przez co gardzeni i wyśmiewani. Tworzą jednak swoją paczkę i trzymają się razem.


Mimo, że każdy z nich jest inny, ma inne hobby, zainteresowania i pasje, robi coś innego, wszyscy się tolerują. Działają razem, tworzą i nie wstydzą się być sobą. Szaleją, korzystają z życia, ale dbają o siebie nawzajem. Jednak każdy z nich ma swoje małe tajemnice. Wszystko to wydaje się przytłaczać Charliego, który w pewnym momencie czuje się zagubiony i niekochany... 


Charlie swoją miłość do cioci przerzuca na Sam. Dziewczyna ma chłopaka, ale mimo to on traktuje ją jakby należała do niego. Nadrabia wszystkie zaległości rywala. Jest przy niej zawsze, kiedy ona tego potrzebuje, daje jej więcej niż w rzeczywistości posiada. Odnajduje w niej prawdziwe piękno, ale mimo wszystko dziewczyna traktuje go tylko jako przyjaciela. Do czasu...


Do czasu, kiedy muszą się rozstać. Wszyscy przyjaciele Charliego kończą szkołę, wyjeżdżają na studia, a on pozostaje sam. Życie Charliego znowu legnie w gruzach i właśnie wtedy ukochana przyjaciółka w końcu rozumie co do niego czuje. 


To co najbardziej podobało mi się w tym filmie to różne oblicza bohaterów, różne typy osobowości. To nie był film o Charliem i jego problemach, ani o molestowaniu, ani o seksie, ani o narkotykach. To nie był film o nastolatkach z problemami, ale o normalnych ludziach z lat 90, a mimo wszystko takich jak my. Ludzie się nie zmieniają, to świat zmienia ludzi. Ale świat przeminie, a my i tak pozostaniemy wiecznością. 



Czytaj więcej >
Create your space © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka