Wattpad

Jakiś czas temu, szukając aplikacji, dzięki którym mogłabym czytać darmowe e-book'ki, odkryłam Wattpad. Troszkę się rozczarowałam, kiedy po instalacji okazało się, że apka jest przeznaczona do pisania amatorskich opowiadań i umożliwia nam czytanie jedynie tych. Jednak pokrótce, doszłam do wniosku, że i ja mogłabym zacząć tam coś tworzyć. A że podejść do pisania kilkuczęściowych historii miałam multum i że większość zapisków trafiło do szuflady, dziś postanowiłam wziąć się za jedno z nich! Prolog napisałam jeszcze w tamtym roku, coś około września. Inspiracją była nieznajoma kobieta, która zaczepiła mnie swego czasu na ulicy. Była kompletnie zagubiona i oszołomiona. Nie wiedziała gdzie jest, ani jak trafić do punktu docelowego, a mimo wszystko czarowała uśmiechem i pogodą ducha. Stokroć dziękowała za udzielenie informacji, chociaż za bardzo jej nie pomogłam, ale ona chyba taka już była. Jakby wdzięczna wszystkiemu za każdą minutę życia. Chwilowa rozmowa z nią i możliwość pomocy wprawiły mnie w niesamowity nastrój! Takich ludzi powinno być więcej! A może są, tylko nie potrafią zarażać radością życia aż tak zauważalnie. Kiedy kobieta odeszła, od razu w mojej głowie zrodził się pomysł wykreowania postaci na jej wzór. Kogoś zagubionego, nie wiedzącego nic o bożym świecie, a przez to krystalicznie czystego i prostego w zamiarach człowieka. Najlepiej żeby był mężczyzną, bo kobieca psychika jest zbyt skomplikowana. No i wymyśliłam! Plan mam dosyć ambitny, bo piszę o czymś, o czym kompletnie nie mam pojęcia. Nie wiem, czy z medycznego punktu widzenia moje opowiadanie będzie poprawne, ale daję się ponieść wodzom fantazji. Chciałabym, żeby to było opowiadanie refleksyjne z wątkiem miłosnym, ale najbardziej będę chciała skupić się na codzienności i poznawania świata najprostszego w swej istocie oczami Volframa.


      Cześć. Jestem Volfram, dla rodziny Volf. Dla rodziny, ponieważ przyjaciół jeszcze nie mam. Znaczy kiedyś miałem, ale oni już pewnie mnie nie pamiętają . Długa historia. W każdym razie obudziłem się jakiś tydzień temu, a pierwsze, co zobaczyłem, to kobietę i mężczyznę po pięćdziesiątce, uważających się za moje wujostwo. Powiedzieli mi że jako jedyny z moich najbliższych przeżyłem wypadek samochodowy, który wydarzył się 15 lat temu. Miałem wtedy 17 lat, ale zaistniałego zdarzenia nie pamiętam. Podobnie jak nie pamiętam domniemanych rodziców i brata. Prawdę powiedziawszy nie pamiętam nic, co dotyczy przeszłości. 
     Podobno miałem być roślinką. Zdiagnozowano u mnie ciężkie rany szarpane, stłuczenie prawego płuca i przebicie lewego. Miałem złamaną podstawę czaszki i kręgosłupa, a kiedy krwawienie śródczaszkowe wylewało mi się uszami, okazało się, że pień mózgu również jest uszkodzony. Istna sieczka. Jedynym wyjściem z tej sytuacji było dobić mnie już do końca, ale podobno moja świadomość bezustannie czuwała. Kiedy lekarze otworzyli moją głowę na oścież, jednogłośnie stwierdzili, że dadzą mi jeszcze szansę. A co tam. Szybko wyciągnęli mózg i włożyli do słoika z formaliną, a później czekali na dawcę ciała idealnego. Nawet nieprzytomny miałem wysokie wymagania, co do przyszłej aparycji, więc nie mógł to być pierwszy lepszy motocyklista.  Nie mam nic do motocyklistów, a nawet ich szanuję. Sam chciałbym pośmigać na motorze, ale póki co wózek inwalidzki musi mi wystarczyć. 
     Sytuacja  wyglądała bardzo poważnie. Mój mózg wylądował w nowej, całkowicie mu obcej głowie. To by tłumaczyło, dlaczego teraz wyglądam jak chłopak ze zdjęć w albumach cioci, który jak się dowiedziałem, był moim młodszym bratem. Ciocia przychodziła do mnie codziennie i pokazywała kolorowe obrazki, za każdym razem opowiadając tę samą historię. Z jej opowieści wynika, że ja, wielki, niezbyt męski kujon i pasjonata nauk ścisłych bardzo różniłem się od nieżyjącego brata, który w głowie miał nicość. No w każdym razie wyglądam teraz całkiem pociągająco nawet z bladą i kościstą gębą, zapadniętymi i pozbawionymi wyrazistości oczami oraz blond zarośniętą czupryną.  Mam też niezłe, choć lekko osłabione bicepsy. Jeśli dobrze rachuję, mój wiek aktualnie sięga 32 lat, ale prezentuję się jak świeżo upieczony student. Zawsze chciałem tak wyglądać, więc teraz powinienem skakać z radości. Nie robię tego jednak, bo póki co ledwo utrzymuję się na własnych nogach, a do żył mam podpięte kabelki. Nawet do toalety transportują mnie razem z kroplówką, co mnie nieco krępuje. Nie lubię kiedy coś nade mną stoi… 
     Lekarze mówią, że już wkrótce będę mógł poruszać się swobodniej, o ile będę sumiennie rehabilitowany. Na razie jeżdżę sobie całkiem wygodnym, choć nieporadnym krzesełkiem na kółkach. Właśnie zmierzam ku drzwiom wyjściowym szpitala. Wujek pcha jeżdżące krzesełko, a ciocia biegnie za nami z kroplówką. 
      Chyba zaczynam nowe życie.

Tutaj będziecie mogli śledzić na bieżąco losy Volframa. Myślę, że kolejne rozdziały będą pojawiać się średnio co dwa tygodnie, a całą powieść mam zamiar skończyć pisać do końca roku. Będzie mi bardzo miło jeśli od czasu do czasu zaglądniecie i dacie gwiazdkę. Enjoy!
Czytaj więcej >

Teoria wszystkiego

   Jeśli uważasz, że życie jest piękne, to w istocie takie jest. Jeśli jesteś szczęśliwy, nie daj sobie wmówić, że to jedynie złudzenie. Jeśli masz dach nad głową, nie głodujesz, otacza Cię kochająca rodzina, masz miejsce na świecie, do którego zawsze możesz powrócić, a pod ręką zaufanych przyjaciół, którzy nie pozwolą Ci iść przez życie samemu, to masz wszystko, co tak naprawdę w życiu warto mieć. 

Twoje szczęście zależy od Ciebie

Ktoś mądry kiedyś powiedział, że jesteśmy szczęśliwi na tyle, na ile sobie na to pozwalamy. Ciężko się z tym nie zgodzić. Jeśli mamy wszystko pod ręką, jeśli zaspokajamy podstawowe życiowe potrzeby, to dlaczego nie doceniamy codzienności? Co odbiera nam radość życia? Mamy plany na przyszłość, snujemy wielkie marzenia i aspiracje, a nie potrafimy docenić tego, co już mamy. Ja nie potrafię. Co roku o tej samej porze dopada mnie smutek. Świat pędzi obok mnie, a ja leżę i płaczę w poduszkę. Myślałam, że w tym roku mnie to nie spotka, że już się nauczyłam korzystać z życia i wyciskać chwilę, jak cytrynkę, ale nie. Jest jakaś siła, która wysysa że mnie wszystko. Jestem świadoma swojej wartości, ale użalam się nad sobą, że przy szczęśliwych ludziach sukcesu jestem nikim. Mam przy sobie mamę, tatę, wkurzającego brata i komplet przyjaciół, ale narzekam, że nie ma ich przy mnie, kiedy najbardziej ich potrzebuję. Nie mam problemów na skalę światową, ale nawet tym najmniejszym nie jestem w stanie stawić czoła. Wiem, że moje szczęście zależy ode mnie, ale ja, póki co, nie chcę być szczęśliwa, a wieczorami wypłakuję się w poduszkę, bo jest mi po prostu źle.

Płacz oczyszcza duszę

Faktycznie po wyrzuceniu z siebie wszystkich żalów czuję się nieco lepiej. Bolą mnie oczy i przypuszczam, że kończę płakać, bo zwyczajnie wyczerpuję dzienny limit łez, ale potrafię przynajmniej spokojnie zasnąć. Z rana mam wrażenie, że zaczynam od nowa z czystym kontem, że ten dzień będzie wyjątkowy i czasami faktycznie jest, ale częściej spędzam wieczór zapłakując swój marny żywot. Żałosne, prawda? A może nie do końca. Każdy ma czasem chwilę słabości. W moim przypadku jest to bardzo długa chwila. Potrafi trwać miesiącami, ale jestem na to przygotowana. Kiedyś ukrywałam łzy, bo się ich wstydziłam. Teraz wiem, że łzy to nie wstyd. Razem z nimi można wylać z siebie wszystkie pochmurne myśli. Wszystkie wyrzuty do siebie i do świata. Wszystko cokolwiek leży człowiekowi na sercu.

Wałcz o swoje

Czasami czujemy się samotni. To absurdalne, bo w moim przypadku nie istnieje coś takiego, jak samotność. Zawsze byłam otoczona skupiskiem ludzi. Z czasem zrozumiałam, że mieć wielu przyjaciół, to nie mieć żadnego, więc zmniejszyłam ich ilość do minimum. Tak zwana selekcja naturalna zadecydowała o wszystkim i sprawiła, że ostały przy mnie tylko te najlepsze osoby. Jeszcze do niedawna byliśmy sobie najbliżsi. Oni mieli mnie, ja miałam ich i tylko to się liczyło. Jednak czas biegnie nieubłaganie. Wszyscy pomału dojrzewamy i wkraczamy w dorosłe życie, a ono nas nieustannie od siebie oddala. Każdy ma swoje sprawy. Nikogo już nie obchodzi ktoś inny. Czy tylko ja nie chcę dorosnąć? Czy tylko ja nadal potrzebuję kogoś bliskiego? Kiedyś czekałam cierpliwie. Raz już nawet myślałam, że się doczekałam, ale jednak nie. Nadal muszę czekać na wolną chwilę, na umówioną godzinę, na wolny termin... Czasem w takich sytuacjach mam ochotę poszukać kogoś nowego, kogoś świeżego. Zaznajomić go z moim życiem. Zainteresować swoją osobą. Nie poznawać go bliżej, ale żeby był. Tak w razie w. Żebym nie musiała czekać. Nie robię tego jednak. Nie szukam, bo to podchodziłoby pod akt desperacji. Jestem egoistką i chyba nigdy nie przyzwyczaję się do tego, że jestem na drugim miejscu. Zawsze 'bo ktoś, zawsze 'bo coś'. Ale jestem też cierpliwa i może kiedyś przyjdzie czas, że ten 'ktoś' i to 'coś' będą musieli poczekać, 'bo ja'. Tylko w skrajnych wypadkach wystarczy jeden sms, żeby nie czekać długo na odpowiedź: 
"Paprykowe, czy zielona cebulka?"
"Paprykowe"
"No tak, głupie pytanie... Zaraz będę"

Myśli przyciągają zdarzenia

Wybrano nas do konkursu statystycznego. Byłyśmy złe, po pierwsze dlatego, że nie znałyśmy się na statystyce, po drugie zostałyśmy wystawione. W ostatnim dniu zabrałyśmy się do pracy 'żeby coś było'. Nawet wciągnęłyśmy się w to i pod koniec pogratulowałyśmy sobie niezłego efektu! Byłyśmy naprawdę dumne z infografiki, którą stworzyłyśmy. Obydwie miałyśmy nadzieję, że nie przejdziemy do drugiego etapu, ale będę nie skromna i przyznam, że nasza praca była naprawdę dobra. Nie było szans, żeby się nie dostać. Musiałyśmy się przygotowywać do testu teoretycznego. Żadna z nas tego nie robiła. Dwa dni wcześniej przeglądnęłam kilka stron internetowych, wypisałam sobie podstawowe dane do zapamiętania, ale później nawet do nich nie zaglądałam. Moja towarzyszka się rozchorowała. Prawdopodobnie już miałam nie iść na ten konkurs, ale z nadzieją pomyślałam sobie "I po co były te nerwy? Po co tyle pracy i godzin spędzonych nad analizą statystyczną?" Chwilę później na korytarzu podbiegła do mnie pani z radosnym okrzykiem "On pójdzie za twoją koleżankę!" i wskazywała na najmądrzejszego chłopaka w mojej szkole. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nic nie dzieje się przypadkiem.


   Podobno życie pisze najlepsze scenariusze. Już nie raz przekonałam się, że niektóre opowiedziane historie lub przypadki, które osobiście mnie spotkały, nadałyby się na ciekawą fabułę filmu. Bo tak naprawdę tematy leżą na ulicy. Trzeba tylko chcieć coś z nich stworzyć i przekazać dalej.
   Film Teoria Wszystkiego to biografia Stephena Hawkinga, czyli człowieka legendy. Poznajemy go jako studenta astrofizyki. Bardzo mądrego i wyróżniającego się indywidualną inteligencją. Jego życie to jedno skomplikowane i niekończące się działanie, a celem teoria dotycząca strefy nieznanej dla zwykłych śmiertelników. Film opowiada historię jego intelektualnego postępu, rodzącego się uczucia do Jane, ale przede wszystkim rozwoju choroby, która uniemożliwia wykonywanie podstawowych czynności.
   Co zachwyciło mnie w tym filmie? Przede wszystkim prosta i życiowa fabuła. Niestety okrutna także, dla światowej sławy geniusza. Historia pokazuje niezłomność charakteru głównego bohatera i jego dążenie do celu. Nie łatwo jest żyć ze stwardnieniem zanikowym bocznym i sparaliżowanym ciałem, ale on się nie poddawał i o dziwo nie robi tego nadal! Co ponadto? Zestawienie aktorów! Chociażby z tego powodu warto skusić się na seans. Eddie Redmayne, wcielający się w osobę Hawkinga, zrobił to bezkonkurencyjnie! Zbieżność aparycji jest naprawdę łudząco podobna. Widz ma wrażenie, iż to sam w sobie Stephen.
   Jako że osobiście nie interesuję się czarnymi dziurami i grawitacją kwantową, osoba Hawkinga nie jest dla mnie żadnym ideałem. Mogę go jedynie szanować za niezwykłą inteligencję, niezłomność i odwagę. Życie nie było mu przychylne i rzucało pod nogi nie lada przeszkody. Nie jeden z nas poddałby się na starcie, a on? Pokonał chorobę, wygrał życie i zdobył nie tyle świat, co przestrzeń kosmiczną! Niech będzie on dla mnie legendą tak, jak niegdyś Mikołaj Kopernik. 
Czytaj więcej >

Jak uwieść, rozkochać i zatrzymać przy sobie kobietę

   Panowie, tym razem coś dla Was. Z racji tego, że ostatni post z tej serii zdobył niemałe zainteresowanie, postanowiłam spojrzeć na temat z innej perspektywy. No bo, my kobiety wiemy, jak chciałybyśmy być traktowane, - najlepiej jak księżniczki, proste - co zwykle dla płci brzydszej stanowi nie lada wyzwanie. Lecę Wam z pomocą i objaśniam tajniki kobiecej mentalności. Enjoy!

Przede wszystkim znajdź dziewczynę - jak mówi stare polskie przysłowie 'tego kwiatu jest pół światu, a trzy czwarte *uja warte'. Wiesz o tym i często powtarzasz, ale i tak idziesz na łatwiznę. Bo gdzie można spotkać fajną dziunię, jak nie w klubie? Pomacha Ci tyłkiem przed nosem i już jest Twoja! Kilka drinków, taniec ocieraniec - laski to lubią, ale to zależy, czy Ty lubisz takie laski. Tak zwane jednorazówki. Zastanów się tylko na jak długo i czy w ogóle warto robić sobie nadzieję, albo nie. Zanim zaczniesz się zastanawiać, rozejrzyj się dokładnie i na szybkości policz ilu facetom zdążyła pomachać dupskiem w drodze do toalety.   

Przede wszystkim znajdź czas - kobieta to dosyć wymagające stworzenie. Potrzebuje bliskości, czułości i przede wszystkim Ciebie, więc zanim zaczniesz robić jej nadzieję, zastanów się, czy:
a) jesteś w stanie zagwarantować jej to wszystko
b) wyrosłeś już z niewinnych flirtów i na poważnie myślisz o związku 
c) wyobrażasz sobie ją w roli żony i matki Twoich dzieci? 
Jeśli na wszystkie powyższe odpowiedziałeś 'tak', nie wiem gdzieś Ty się uchował, ale zasługujesz na naprawdę super dziewczynę!


Wymagaj od niej - musi być piękna, seksowna, z dużym biustem. Obowiązkowo długie smukłe nogi i zawsze pomalowane paznokcie! Kobieta ma być piękna zawsze i wszędzie, w każdej sytuacji. Jest przecież Twoją wizytówką i w Twoim towarzystwie powinna powalać seksapilem. Niech koledzy zazdroszczą! Niech się ślinią na samą myśl o tym, jak wygląda nago w łóżku, najlepiej z makijażem, kiedy śpi...
  
Wymagaj od siebie - i tu nie chodzi o postawienie włosów na żelu przed każdą randką. Większość z nas nawet nie zwróci na to uwagi. Serio, wystarczy prysznic i czyste skarpetki. I zamiast picować się przed lusterkiem, przywlecz uśmiech na twarz! To naturalny kosmetyk. Doda Ci uroku i odwagi, a przede wszystkim poszerzy Twoje horyzonty. Słyszeliście o tym, że śmiech jest zaraźliwy, jak ziewanie? Więc jeśli przywitasz ją w ten sposób, odwdzięczy się tym samym! A cóż jest piękniejszego w dziewczynie jeśli nie szczere zadowolenie na Twój widok? Nie odpowiadajcie.

Wypróbuj ją od razu - jak można być z kimś, jeśli nie wiesz, czy w przyszłości dopasujecie się cieleśnie? Trzeba to sprawdzić. Jest na to pewien sposób. Zaproś ją do siebie, odpal romantyczny film, otwórz wino i czekoladki. Niech zaszumi jej w głowie. Szeptaj do ucha czułe słówka, niepostrzeżenie włóż rękę pod jej bluzkę, a tam... ups, wielkie nic. Czyżby to był koniec Waszej znajomości? 

Daj jej trochę czasu - dziewczyna w towarzystwie chłopaka, na którym jej zależy rzadko kiedy jest sobą. Potrafimy robić różne głupstwa, żeby zwrócić na siebie uwagę, zaimponować, przypodobać się Wam, albo z kolei nie robić nic, udawać ziemne i lodowate suki. Taka nasza przypadłość, ale ona mija po pewnym czasie. Wraz z upływem dni, zaczynamy się do Was przyzwyczajać. Poznajemy się nawzajem i to normalne. Obydwoje jesteście sztywni i nie do końca wiecie jak się zachowywać w swoim towarzystwie, ale jeśli dasz jej trochę luzu, wyjdzie na jaw jej prawdziwy charakter. I gwarantuję, że jeśli się w nim zakochasz to żaden celulit, czy nawet rozstępy nie będą Wam straszne!

Mów jej to, co chce usłyszeć - posłużę się przykładem kolegi. Pies na baby jak się patrzy. Podchodzi do koleżanek i każdej mówi co innego, ale żeby nie dostać po twarzy, zaprzestał cytowania typowych tekstów na podryw. Teraz najnormalniej w świecie wkupuje się w łaski każdej dziewczyny banalnym: "Ładnie Ci w niebieskim", "Boże, gdzie byłaś przez całe moje życie", "Ta szminka podkreśla twój uśmiech". I kurde, wiecie co... to działa! Wystarczy jeden taki tekst, a kobiece ego zaczyna się rumienić. Jest tylko jeden minus. Ten kolega nigdy nie miał dziewczyny. 

Powiedz, co czujesz - pewnie ciężko Wam będzie na pierwszej randce sypać komplementami, jak z worka, ale w gruncie rzeczy nie o to chodzi. Płeć piękna lubi kiedy jesteście dla nich zagadką, lubi te Wasze gierki, podchody, tajemnice. Tak naprawdę to nas dowartościowuje. Ale kiedy ten etap już minie i przyjdzie czas na uczuciowe szczerości, po prostu to powiedz. Kobiety też mają trudności z wyrażaniem myśli i uczuć. To typowe, że przy ukochanej osobie w głowie panuje pustka i plącze Ci się język. W takim wypadku wyłącz rozum, a włącz serce. Faceci są twardzi, ale to nie wstyd, przyznać się do miłości, podobnie jak nosić torebkę swojej dziewczyny (!)


Udawaj niedostępnego - nie odpowiadaj na smsy, odwołaj kilka randek z rzędu, nie miej dla niej czas, a międzyczasie pokazuj się z inną. Niech zatęskni. Niech zobaczy jakim dobrym towarem jesteś i niech oszaleje z zazdrości. Niech wie, że możesz mieć każdą. Powinna Ci pokazać jak jej na Tobie zależy. Nie możesz serca oddać za darmo. Twoje ego znacznie wzrośnie, kiedy zamieni się w lwicę i zacznie walczyć. Najpierw wydrapie oczy Twojej koleżance, później Tobie.

Bądź blisko -  kobieta jest jak kot. Lubi ciepło, rozpoznaje człowieka po charakterze i wie na czyich kolanach czuje się najlepiej. Dlatego bądź dla niej dobry już od samego początku. Jeśli ją kochasz i szanujesz. niech stanie się całym Twoim światem. Nic jej tak do Ciebie nie zbliży, jak pewność, że jest dla Ciebie najważniejsza. Jeśli ona będzie na pierwszym miejscu, wszystko inne będzie na swoim miejscu. Dawaj jej siebie, a ona stokroć się odwdzięczy. Bądź przy niej, a nie będzie potrzebowała nikogo innego.

Koledzy? Zapomnij! - wypad z kumplami na piwko? Mecz? Już nie. Masz dziewczynę, więc o niej nie zapominaj. Teraz nastała era miłości. Tylko jej potrzebujesz. Masz za nią chodzić krok w krok. Zakupy, kosmetyczka, ploteczki u koleżaneczki. Jesteś jej przyjacielem, powinieneś rozumieć kobiece potrzeby!

Żyj i pozwól żyć - osobiście jestem wyznawcą tej zasady. Są chwile, kiedy mam ochotę posiedzieć sama, pozachwycać się światem, czy pospacerować i porozmyślać w samotności. Czasami nie mam ochoty na niczyje towarzystwo i to jest normalne. Wypad na kawę, do kina, czy na kręgle bez obecności ukochanego też przeżyję. Ja mam swoich przyjaciół, on swoich i to jest fajne. Czasem wyskoczy sobie z nimi na kebsa, do pubu, albo skromną domówkę. Niezmiernie się cieszę kiedy mnie o tym informuje, ale jeśli nie, świat się nie wali. Kobiety pod tym względem potrzebują dużo więcej niezależności. Wtrącający się we wszystko facet nie jest dobry. My mamy swoje tajemnice, w które nie należy wtykać nosa. I musicie nam uwierzyć na słowo, że jeżeli Wam o czymś nie mówimy, nie jest to warte Waszej uwagi.


Potrzebujesz czasu na przemyślenia? - nie jesteś gotowy na związek? Lepiej od razu jej powiedz, że jest brzydka i nie chcesz z nią być. Zranisz ją, tak czy siak, więc po co owijać w bawełnę? Tu nie istnieje złoty środek. Podczas, kiedy Ty będziesz rozmyślać nad sensem miłości (i zapewne nie wymyślisz nic ciekawego), owa miłość może przejść Ci koło nosa.

Weź sprawy w swoje ręce - nic tak nie odstrasza dziewczyn, jak niezdecydowany mężczyzna. To nie znaczy, że masz narzucać swoje zdanie. Pamiętaj, że kiedyś w przyszłości będziesz głową rodziny, a kobieta będzie jej szyją. Będziesz musiał jej wysłuchać i podjąć najlepszą dla Was obojga decyzję, równocześnie biorąc za nią odpowiedzialność. Dlatego warto określić, po której stronie stoisz. Chcesz mieć dziewczynę, czy raczej boisz się, że Cię nie zechce? Człowieku, nie dowiesz się, dopóki nie zaryzykujesz.

Traktuj ją jak księżniczkę - od teraz ona będzie Twoją panią, a Ty nic nieznaczącym giermkiem na jej usługi. Masz spełniać wszystkie jej zachcianki, wyzbyć się wad, tylko jej poświęcać czas rozpieszczać, komplementować. Inaczej nigdy nie zyskasz miana 'chłopaka idealnego'.

Niech będzie Twoim przyjacielem - jest różnica między szacunkiem do kobiety, a byciem przysłowiowym 'pantoflem'. Niestety nie zrozumie tego chłopak, który owej nigdy nie miał. Jeżeli jednak wyrwiesz już jakąś loszkę, to zaprzyjaźnij się z nią. Nie ma lepszego sposobu na związek. Przyjaciele wiedzą o sobie wszystko, przyjaciele sobie ufają i zawsze mogą na siebie liczyć. Jeżeli na tym fundamencie zbudujecie dalsze relacje, nie będziecie się krępować w swoim towarzystwie. Nabierzecie dystansu do siebie! Uleci Twoje zdenerwowanie przed każdym spotkaniem i stres przed strzeleniem gafy, a jej nie będzie przeszkadzać, że jest rozczochrana, czy nieumalowana. Jeżeli ją pokochasz, będziesz chciał dla niej jak najlepiej i nawet z kupą na twarzy będzie dla Ciebie piękna.

Czytaj więcej >

TeleOskary 2016 mym skromnym okiem

   Witam. Zanim przejdę do głównego tematu, jakim będzie cale to zamieszanie wokół Telekamer i tegorocznych Oscarów chciałabym zapowiedzieć ogłoszenia parafialne.
   Po pierwsze, jak  pewnie zauważyliście, trochę się tu pozmieniało. Cały czas pracuję nad wyglądem bloga i staram się go udoskonalać. Chciałabym całkowicie zmienić charakter tej stronki, ale że ma ona dosyć długą historię, bo ponad czteroletnią muszę wyedytować lub pousuwać starsze posty. Nieszczęśliwym trafem do kosza powędrowała notatka odnośnie konkursu. Prawdopodobnie moja wina. Przyznam, że jeszcze nie wiem, co z tym fantem zrobię. Póki co konkurs zostaje odwołany.
   Po drugie chciałabym pochwalić się Wam moim małym sukcesem. Nie wiem co się dzieje, ale z dnia na dzień blog staje się coraz bardziej popularny, Statystyki wzrosły do sześciuset wyświetleń na post, kiedy jeszcze miesiąc temu, była to zaledwie setka. Dziennie bloga odwiedza przeciętnie 150 osób, przy czym moje własne wyświetlenia nie są uwzględniane. W ubiegłym miesiącu nabiliście mi dokładnie 2702 wejść. Może nie są to powalające liczby, ale kurkawodna wow, jest progres! Niezmiernie mnie to cieszy i motywuje do dalszego pisania. Jesteście wspaniali!
    Wiem, że mam tutaj kilku stałych czytelników, którzy nie tylko dzielnie i skrupulatnie śledzą posty, ale również dzielą się swoją opinią w postaci komentarzy. Zarówno moi prywatni przyjaciele nie przepuszczą żadnej nowości. Niemniej jednak świat staje na głowie i moje wywody zaczynają czytać osoby prywatne. Nie blogerzy, nie moi koledzy, a znajomi, lub też nie do końca znajomi. Pozdrowienia dla Dominiki, która zawaliła lekcję rosyjskiego, zagadując mnie o bloga i chwaląc go w niebo głosy! Pozdrowienia dla kolegów mojego chłopaka. Następny post będzie z dedykacją dla Was. Pozdrowienia dla dziewczyn z II ct, bo podobno poświęciłyście kilka lekcji, buszując tutaj w te i we wte. Przypuszczam, że z nudów, ale jednak. I chociaż w większości nawet nie znam Waszych imion, to uważam, że jesteście super, że to w ogóle czytacie!
     Kurde, prestiż mi rośnie.  

   Luty, cóż za miesiąc pełen emocji! Nominacje, gale, rozdania nagród. Gwiazdy polskiego i zagranicznego show biznesu przez cały 2015 rok wkładały mnóstwo starań, by początkiem nowego roku przejść po czerwonym dywanie, stanąć na podium ze statuetką w dłoni i w blasku fleszy móc rozbłysnąć jeszcze bardziej, przemawiając i dziękując publiczności. Jak widać ciężka praca się opłaca. I chociaż nie oglądałam ani naszego polskiego rozdania nagród Telekamery, ani tym bardziej nie miałam okazji zobaczyć poruszonego DiCaprio, otrzymującego statuetkę, zrobiłam sobie małe podsumowanie dotyczące filmów i seriali, które w ubiegłym roku najbardziej przypadły mi do gustu.

Kategoria serial 

O mnie się nie martw - jest to jedyny polski serial, który oglądam. Ogólnie nie przepadam za telenowelami, gdyż ich odcinki dłużą mi się bez końca, aż w końcu fabuła staje się nudna jak flaki z olejem. W tym przypadku jest inaczej. Z niecierpliwością czekałam na czwarty sezon - jego premiera miała miejsce 4 marca. Nie jest to typowy serial o życiu i niedoli polskiej rodziny i chociaż główna bohaterka Iga jest rozwódką, ma dwie córki z dwóch różnych małżeństw, nie może znaleźć pracy, a jej były mąż ciągle truje jej głowę, to wszystkie te aspekty są wyposażone w charakter komediowy. Iga jest kobietą z temperamentem, wszędzie jej pełno i pcha głowę w nie swoje sprawy, przez co w końcu znajduje pracę w kancelarii adwokackiej jako sprzątaczka. Robota jest dosyć niewdzięczna, ale Iga traktuje ją jak życiową misję. Pomaga tam ludziom, wysłuchuje ich i wspiera, zarazem bawiąc się w prawnika. Po czasie rozkochuje w sobie jednego z nich. 
Kto by pomyślał, że w taki banalny scenariusz można wplątać tyle humoru i komizmu!   

Kategoria Film 

Tak, wiem wiem, takiej kategorii w Telekamerach nie ma, ale (proszę ostudzić emocje) z całego serca chcę Wam polecić pewien film, a lepszej okazji może nie być.
Planeta Singli - Macie czasem tak, że oglądacie film ze względu na aktorów? Mi się to często zdarza. Kiedy byłam w kinie na "Nienawistnej ósemce" jeden ze zwiastunów szczególnie przykuł moją uwagę. Była to zapowiedź komedii romantycznej w obsadzie moich ulubionych artystów, więc myślę 'kurde no idę'. Film miał premierę bodajże w walentynki, ale ja widziałam go dwa tygodnie później. Wiele osób mi go polecało, chwaląc za dobrą grę aktorską, naprawdę śmieszne dialogi, zabawne sytuacje, ale i momenty wzruszenia - czego często gęsto w polskich komediach brakuje.

Nowa komedia reżyserów "Listy do M" o miłości, celebrytach, rodzinie i randkach w sieci. A w rolach głównych Maciej Stuhr, Agnieszka Więdłocha, Piotr Głowacki, a także moi ukochani: Tomasz Karolak, Paweł Domagała i Weronika Książkiewicz. O czym opowiada? Jak to było w Listach do M, tak i tutaj film jest wielowątkowy. Pewnego dnia Ania umawia się na randkę przez internet. Czeka w kawiarni na faceta, który w efekcie się nie pojawia. Zaciekawiony sytuacją Tomek Wilczyński - znany telewizyjny celebryta i pies na baby - przebywający w tej samej kawiarni bierze ją na widelec lekko uwodząc. Nieugięta Ania jest zażenowana sytuacją, dlatego wkrótce dochodzi między nimi do spięć. Wilczyński postanawia wykorzystać jej postać w swoim programie, by ponabijać się z biednej dziewczyny i zgarnąć za to kasę. Tak zaczyna się ich znajomość. Po niedługim czasie Ania i Tomek zawierają układ. Ona umawia się na randki z facetami, opowiada mu o nich, a on tworzy skecze, by zabawiać publiczność. Wszystko idzie gładko da czasu, kiedy Ania się zakochuje. W jej życiu pojawia się Antoni. Mądry, przystojny, ułożony facet, którego dziewczyna nie chce wystawiać na pośmiewisko. Mówi o tym Tomkowi, lecz on podejrzewa Antoniego o nieuczciwość. Chcąc udowodnić Ani oszustwo, niszczy jej randkę z nowo poznanym mężczyzną. Międzyczasie małżeństwo Oli i Bogdana przechodzi  kryzys. On, jak i ona zaczynają randkować w internecie. Kłótnie przepychanki, tajemnice. Jak się okazuje, głównym sprawcą ich separacji była córka. 
Film nie może się nie podobać! Jest zbyt pozytywny i chociaż nie brakuje smutnych momentów, w gruncie rzeczy wywołuje uśmiech na twarzach.

Kategoria Serial

Gra o Tron - nie jest to serial najnowszy, ale osobiście zaczęłam oglądać go dosyć niedawno. Na początku nie mogłam się przekonać do dosyć specyficznej formy przekazu, ale spróbowałam i zdecydowanie nie żałuję. Fabuła jest kilkuset wątkowa, ale jakby nie było, wszystkie się ze sobą łączą. Mianowicie akcja rozgrywa się w Siedmiu  Królestwach - państwie na kontynencie Westeros. Rozciąga się ono od słonecznego Dorne, aż po mieszczący się na dalekiej i zimnej północy Mur. Znajdujący się za nim kraj jest zamieszkiwany przez dzikie plemiona i nieprzyjazne stworzenia, stanowiące zagrożenie dla królestwa. O co w tym wszystkim chodzi? Najprościej mówiąc każdy walczy z każdym, by osiągnąć władzę i zasiąść na żelaznym tronie. Ewentualnie zaprowadzić pokój, ale to się rzadko zdarza. Nie wiesz czy masz przy sobie wroga, czy przyjaciela, prawdopodobnie w kolejnym odcinku Twój ulubiony bohater zginie z rąk dewianta, którego nikt nienawidzi, a który uparcie żyje. 



Kategoria Film

Służące - film co prawda z roku 2014, ale ja odkryłam go znacznie później. Chyba zdążyliście zauważyć, że charakter komediowy nadany fabule robi duże wrażenie i zdecydowanie do mnie przemawia. Owszem, uwielbiam się śmiać, i łatwo mnie rozbawić, ale cenię sobie pozytywny i subtelny humor. Jako, że film jest na faktach, powinien być nudny i przewidywalny, ale nic bardziej mylnego! Historia opowiada o losie czarnoskórych służących w latach sześćdziesiątych. Jak można się domyślić, nie należał on do najlepszych. Czarnoskóre kobiety były wykorzystywane. Prały, sprzątały, gotowały, bawiły cudze dzieci, za marne grosze. Przez długi czas nie odnalazły szacunku wśród białej rasy. Pewnego dnia początkująca dziennikarka wpadła na pomysł napisania książki o życiu przeciętnych służących, wywlekając na światło dzienne ich poniżenia. Dziewczyna tym pomysłem i jego realizacją wywołuje skandal wśród wyższych sfer, a jednocześnie daje nadzieję na lepsze jutro.  

Czytaj więcej >

Lubiła tańczyć, ciągle goniła wiatr

   Cześć i czołem! Witam Was w ostatni weekend moich ferii. Jakie to smutne, że po dwóch tygodniach wolnego Podkarpacie znów będzie zmuszone, do nadstawienia karku nieprzychylnym nauczycielom. Nie! To chyba zły sen...
   Tak się pogrążyłam w tym smutku, że przez ostatnie kilka dni, zamiast stawić czoła kupie książek i podręczników, kompletnie oddałam się szponom lenistwa. Miałam przepisać zeszyty i nadrobić zaległości. Nie wyszło. Miałam napisać wypracowanie. Nie wyszło. Miałam uczyć się teorii na prawko i rozwiązywać testy. Nie wyszło, a przynajmniej nie w takim stopniu, jakbym chciała. Tak mi dobrze w tym moim ciepłym i przytulnym gniazdku beztroski i zapomnienia. Całe dnie spędzałabym pod pierzynką z książką i kubeczkiem gorącej herbatki. I tylko słońce czasem zachęcało mnie do zrobienia czegoś jeszcze.
   Kto widział Monikę, co się z nią stało? Gdzie się podziała dziewczyna, która zaledwie miesiąc temu nie schodziła z parkietu na studniówce swojego chłopaka? Gdzie moja energia, która wtedy męczyła biedaka i jego nogi, a mnie ciągle zmuszała do podrygiwania w rytm muzyki? 
   Studniówka. Sto dni do matury. Nie mojej. Jego. Całe szczęście mam jeszcze rok, więc ja się tylko dobrze bawiłam. Pewnie myśleliście, że jestem taką nudziarą i nie chodzę na imprezy. Bo nie chodzę, ale co innego biba w klubie, a uroczysty bal, obwieszczający bliskie zakończenie szkoły, rozpoczęty tradycyjnym Polonezem, którego swoją drogą, zepsułam. Nawet nie żałuję. Naprawdę chciałam dobrze wypaść i jakoś się zaprezentować w tej mojej skromnej sukieńszczyźnie i najniższych z możliwych obcasach, bo w wyższych chodzić nie umiem. Sytuacja jednak mnie nieco przybiła, kiedy kilka minut przed wejściem na parkiet, dowiedziałam się, że układ został perfidnie zmieniony. Co mi pozostało? Przyglądać się innym, robić to, co oni i udawać, że doskonale wiem, jak idą kroki. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Co prawda, szło to jakoś do momentu dziwnych obrotów. Nie ma co udawać. Pogubiłam się trochę. Trochę bardzo, więc na szybkości pomyślałam, że lepiej stanąć w miejscu, niż pokracznie robić niewiadomoco. I stałam sobie. Jak kołek.
   Reszta wieczoru, nocy i rana minęła mi niezwykle przyjemnie. Jak można się było spodziewać, towarzystwo było na poziomie i bardzo kulturalne. Kulturalne jedzenie, kulturalne picie, kulturalna zabawa, kulturalna muzyka. Nawet spanie na kanapie i niewinne przepychanki były kulturalne. 
  Jedzenie. Istny raj dla mego podniebienia! Tak po drugim gorącym daniu, co prawda zaczęłam wymiękać, lecz miejsce na deser w postaci lodów i szarlotki zawsze się znajdzie.
   Picie. Kawy, herbaty, soczków, a nawet wody ognistej nie brakowało, chociaż podobno to ostatnie było nielegalne. Hmm, to by wyjaśniało przemycanie jej pod stołem... Ale bądźmy szczerzy, któż nie pije na takich imprezach? Tylko Ci co nie chcą, a że ja odmawiałam sobie przed osiemnastką, teraz nadrabiam braki. 
   Muzyka. Kapela dawała czadu! I chociaż z początku robili sobie częste przerwy na małe co nieco, około 22, już do samego końca wymiatali. Grali znane i lubiane (przeze mnie) piosenki, przez co z bólem serca schodziłam z parkietu. I jak na półmetku buty nie sprawiały mi problemów, tak na studniówce zrezygnowałam z nich na długo przed północą. Do tej pory nie mogę domyć stóp. 

   Żyjąc na tym świecie zaledwie 18 lat, zdążyłam wyrobić sobie w sobie pewne ideały. Egzystując z dnia na dzień w otoczeniu pełnym dobra i zła, piękna i brzydoty, szczerości i zakłamania pojęłam, że aby żyć dobrze, nie można trzymać się sztywno ustalonych zasad. Nie mówię tu o normach moralnych, lecz o przyjętych przez nas nawykach lub odpychających stereotypach. Życie polega na elastyczności poglądów i niestatyczności chwili. Zależnie od tego, gdzie mieszkamy, kim i czym się otaczamy, kształtuje się nasze zdanie na pewne tematy. Wchodzimy w strefę osobistego komfortu i przyzwyczajenia, z której niezmiernie ciężko nam wyjść, a jeżeli już zostaniemy wykopani z niej siłą, czujemy się niepewnie, tracimy równowagę i kontrolę nad sobą, swoimi wyćwiczonymi odruchami i zamaskowaną  mimiką. Tak naprawdę dopiero wtedy wychodzi na jaw nasza prawdziwa twarz. Nie oznacza to jednak, że przyzwyczajając się do rutyny, stajemy się fałszywi. Broń Boże! Nawyk codzienności wyrabia w nas właśnie te życiowe zasady, których moim zdaniem nie powinniśmy się trzymać. Dlaczego? Bo najpiękniejsza w człowieku jest naturalność i szczerość zamiarów, a nie jego wyćwiczone techniki obycia w danym towarzystwie. Prosty przykład, zastanówcie się przez chwilę, z kim wolelibyście prowadzić rozmowę. Ze sztywnym i niewzruszonym typem, który traktuje Cię zbyt oficjalnie i urzędowo oraz mówi to, co sobie wcześniej zaplanował, czy może z sympatyczną i uśmiechniętą personą, mniej przewidywalną, a bardziej spontaniczną?
  Tej spontaniczności mi w życiu brakuje. Przyłapuję siebie na tym, że chcę być rozumiana i odczytywana, jak otwarta księga, więc żeby było łatwiej, ustalam sobie gdzieś w głowie 'moje własne 10 przykazań', według których toczy się moja codzienność. I tu nie chodzi o to, że wstaję rano, ubieram się, jem obfite śniadanie, myję ząbki i biegnę na autobus zapinając płaszcz. Nie. Gdzieś w podświadomości mam zakodowane "uśmiechaj się do ludzi", "bądź miła" i - o zgrozo - robię to nawet kiedy nie chcę!  
   Nie nazwałabym siebie pozerem. Nie zależy mi na opinii ludzi, a tym bardziej nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem, by wywrzeć na kimś wrażenie. Ubzdurałam sobie owe reguły tylko i wyłącznie dla siebie i zapewne trzymam się ich, bo mi tak dobrze. Jest jednak kilka rzeczy, które notorycznie powtarzam, Kilka myśli, które często przebiegają mi po głowie, a zarazem odbiegają od norm, nie zaliczają się do mojej strefy komfortu. Czasem sama siebie za nie karcę, ale one są i ukazują tą gorszą, ale jakże prawdziwą stronę mnie. 


Nie lubię się myć

Przyznam się otwarcie i bez bicia, że kiedy przychodzi wieczór i pora spłukać z siebie resztki dnia, kąpiel jest ostatnią czynnością, na jaką mam ochotę. Zwykły prysznic zajmuje mi około 20 minut. 20 minut, które mogłabym spędzić inaczej, jakoś kreatywnie wykorzystać. 20 minut wyjęte z życia. 

Wchodzę na pasy w najmniej odpowiednim momencie

I chociaż szanuję zasady i przepisy drogowe, to często gęsto nogi same rwą się na przejście dla pieszych, gdy nad głową świeci mi czerwona lampka. Kilka razy mogłam zginąć, kilka razy zostałam wytrąbiona, a zazwyczaj przed wtargnięciem na jezdnię, silnym pociągnięciem, powstrzymują mnie towarzysze podróży. Staram się. Naprawdę się staram nie zagrażać swojemu zdrowiu i życiu, ale zazwyczaj krawędź chodnika jest dla mnie zbyt cienką granicą.

Nie słucham, co do mnie mówią

Nie tylko na lekcji zdarza mi się wyłączać swój umysł lub przerzucać się na inny kanał. Jeśli rozmowa z kimś zwyczajnie mnie nudzi, nie potrafię tego ukryć i zwyczajnie odbiegam myślami w przeciwnym kierunku. Zdarza mi się nie słuchać i nie zawsze jest to wynikiem nudy. Żyję we własnym świecie i niezmiernie łatwo mnie rozproszyć. Potrafię zawzięcie opowiadać historię i przerwać ją, przypominając sobie, że nie kupiłam mleka - na przykład - po czym, po tej drobnej wzmiance, nie pamiętam już o czym mówiłam i temat zawisa w powietrzu.

Piszę smsy w towarzystwie

Wiem, że to niekulturalnie, że nie powinnam. Tym bardziej, że używanie telefonu ściśle łączy się z punktem powyżej. Pisanie smsów i prowadzenie rozmowy na żywo nijak mi nie idzie. Próbowałam i
a) albo byłam zbyt pochłonięta klikaniem w telefon, przez co z mojej strony zapadała cisza
b) odpowiadałam komuś półgębkiem 
c) zanim odpisałam, czytałam jedną wiadomość setki razy

Wszystko przeżywam dwa razy

Analizuję, myślę, dopatruję się sprzeczności, podtekstów, rzeczy nieistniejących - przypadłość każdej kobiety, przez którą ubolewam, przez którą wiele tracę, ale z którą walczę! Stabilność mnie nudzi. Moja psychika woli gmerać i czytać między wierszami, by dokopać się do niedomówień. Właśnie to jest powodem wielu bezsensownych kłótni. Często powracam myślami do zdarzeń przykrych lub ekscytujących. Nie zapominam towarzyszących mi wtedy uczuć i emocji. Tak, jestem pamiętliwa. Krzywdzę przez to sama siebie, ale dzięki temu, mam też wiele pięknych, żywych wspomnień. 

Łapię za słówka

Uwielbiam to! Nie jest łatwo ze mną rozmawiać, kiedy mam zbyt dobry humor. Nabijam się z rozmówcy i ciągle wywlekam na światło dzienne nieistniejące fakty, co pewnie niezmiernie irytuje.

Zdrapuję lakier z paznokci

Nie przejdę obojętnie obok czegoś, co odstaje i odpryskuje. Lubię mieć pomalowane paznokcie, ale chwila kiedy lakier zacznie odłazić, jest nieunikniona. Zazwyczaj nie mam przy sobie zmywacza do paznokci, a nawet kiedy mam, to nie mogę się powstrzymać, by nie skrobać paznokcia paznokciem. W skrajnych wypadkach, niehigienicznie pomagam sobie zębami. Efekt jest obrzydliwy.
Czytaj więcej >

Kulturalia

   Rok 2016 dopiero niedawno się zaczął. Pamiętamy sylwestra i pierwsze styczniowe pochmurne dni, a dzisiaj już mija połowa lutego. Dlaczego ten czas tak szybko leci? Dni zdają się być nieuchwytne, a godziny i minuty przelatują, jak piasek przez palce. Co zrobić żeby zatrzymać chwile? Nie da się. Możemy jedynie postarać się je maksymalnie wykorzystać.
   Aktualnie mam ferie. Ot zimowe, chociaż jak na dzisiejsze czasy, to bardziej jednak wiosenne, dwa tygodnie przerwy i odpoczynku od szkoły. Chwała ministrowi edukacji za ów przejaw litości. Ostatnimi czasy rozpisywałam się na tematy filozoficzne, czego skutkiem jest brak relacji z mego życia prywatnego. Nie próżnuję, że tak powiem. Tydzień ferii minął mi bardzo pozytywnie. Czytam, piszę, relaksuję się i nawet podoba mi się takie "nudne" życie. Nareszcie mam czas, który śmiało mogę marnować, ale tego nie robię. Przez pierwszy tydzień pogoda nie dopisywała, ale nawet bezustanny deszcz mi nie przeszkadzał. Spotkania z przyjaciółmi, rodzinne wieczory, wspólne kucharzenie, spacery - myślę, że warto poświęcić czas na nadrobienie takich zaległości, szczególnie kiedy ma się go w nadmiarze.

   Jednak zanim nastały ferie, natężenie mojego zabiegania sięgało granic. Przedferyjny okres nie dawał ani chwili wytchnienia. Mimo wszystko, według mojej teorii 'jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest na swoim miejscu', nie zabrakło mi czasu na beztroskie chwile zapomnienia i oderwania się od żmudnych obowiązków. Bo czasem trzeba zaszaleć i kosztem nauki pójść do kina, na przykład :)

   Tak więc pewnego dnia w ramach rekreacji mój przekochany chłopak i fan Gwiezdnych Wojen zafundował mi bilet na najnowszą odsłonę tegoż filmu właśnie. Dosyć długo czekaliśmy z kupnem biletów, bo zanim przyszedł czas na "Przebudzenie Mocy", trzeba było odświeżyć w pamięci starsze części. Tak więc, kiedy przyszedł odpowiedni czas, zasiedliśmy przed wielkim ekranem. To było coś niesamowitego!

 
    Fabułę wcześniejszych epizodów zapewne kojarzycie, jeżeli nie z ekranu, to z opowieści starszego brata. Nie widzę więc sensu powracania do każdej z nich z osobna i przytaczania na nowo historii Anakina Skywalkera, jego dzieci oraz bohaterów drugoplanowych, które swoją, drogą miały ogromny wpływ na całokształt Star Warsów. Bo któż wyobraża je sobie bez ironicznego Hana Solo, czy porykiwania Chewbacci?
  "Przebudzenie Mocy" było czymś wyjątkowym. Kolejna część zapisana w historii i to w naszym młodzieńczym pokoleniu! Jak nasi ojcowie dzisiaj, tak i my będziemy mogli opowiadać w przyszłości naszym dzieciom o fenomenie Rey, czy o złowieszczym synu Kylo Renie - zabójcy Hana.
  Stare Gwiezdne wojny przeminęły, Wszystko się zmienia, wiadomo było i również, że najnowsza część będzie inna niż pozostałe. Nowy reżyser, nowe efekty specjalne, nowe możliwości, nowe roboty, nowi aktorzy. Byłam zachwycona powrotem Hana i Lei! Moje serce podbił BB-8, lecz zawiodła mnie nieobecność Lucka, a śmierć Solo całkowicie rozdarła moje serce. Wielką porażką była postać Kylo Rena, która moim zdaniem popsuła całokształt ciemnej strony mocy. Aktor kompletnie nie pasował do wizerunku złego i podstępnego następcy Darth Vadera. Ten mały szczegół jednak nie przyćmił potęgi Jedi, wiec film jak najbardziej polecam!



   Kojarzycie twórczość Quentina Tarantino? Podpowiem Wam, że do jego kolekcji należą filmy takie jak "Pulp Fiction", "Django", czy "Bękarty Wojny". Wszystkie te produkcje łączy kilka czynników. Po pierwsze niestandardowe środki przekazu. Ma być krwiście i flaczasto. Po drugie, kiedy widzowi wydaje się, że fabuła zmierza ku końcowi, tylko mu się wydaje, bo akcja w istocie dopiero się rozkręca, co - po trzecie - w pływa na niemiłosiernie wydłużoną w czasie historię. Widać, że reżyser świetnie się bawi tworząc scenariusze do swoich filmów, wcielając się w psychologa-detektywa. Fani Quentina nie będą zawiedzeni "Nienawistną Ósemką". W tej produkcji nie zabrakło niczego, a śmiało rzec mogę, że jak na film jednowątkowy, całkiem ciekawie nam go podano do skonsumowania.
  Lecz do rzeczy. O czym jest fabuła? Na Filmwebie można wyczytać: Dwaj łowcy głów, próbując znaleźć schronienie przed zamiecią śnieżną, trafiają do Wyoming, gdzie wplątani zostają w splot krwawych wydarzeń. - Krwawych to mało powiedziane. Tak wiec na początku zapoznajemy się z dwoma uprzejmymi panami i spętaną łańcuchami panią z podbitym okiem. Po drodze napataczają się kolejni mężczyźni. To politycy, emerytowani żołnierze... Ogólnie różne typy osobowości. W gospodzie zbiera się ich cała masa, bo aż osiem, jak wskazuje tytuł. I wtedy dopiero zaczyna się jatka. Ktoś coś zrobił, ktoś coś za dużo powiedział, ktoś skrywa tajemnicę, a jeszcze inny nie jest tym za kogo się podaje. W ruch wchodzą pistolety i dochodzi do ostatecznego rozrachunku, w którym tak naprawdę wszyscy są siebie warci.

Czytaj więcej >
Create your space © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka