Wymagajcie od siebie, chodźby inni od was nie wymagali

Pamiętacie sentymentalną myśl Reginy Brett, którą autorka kierowała do nas na miesiąc styczeń? Możecie znaleźć ją tutaj. Tym razem pragnę się z Wami podzielić jej refleksją na drugi miesiąc 2016 roku. A że walentynki nastały właśnie dziś, myślę że Regina trafiła w samo sedno tematu. Jak zwykle zresztą.

Jeśli chcesz znaleźć miłość swojego życia, spójrz w lustro

    "Walentynki. Co za presja! Wszyscy wyjeżdżają (...), albo dostają od ukochanych romantyczne kartki z życzeniami, kwiaty, perfumy, czekoladki albo ciastka w kształcie serca. Wszyscy oprócz ciebie. A przynajmniej takie masz wrażenie. Wydaje Ci się, że każdy znalazł już miłość swojego życia. I przykro ci, że tobie jeszcze się to nie udało. Prawie w każdym tygodniu do mojej skrzynki trafiają emaile od kobiet z całej Polski z historiami ich złamanych serc. (...) Agnieszki, Kasie i Dominiki zwierzają mi się, że nie potrafią znaleźć kogoś, kto obdarzy je miłością. Mają ochotę się poddać i zostać z partnerem, który prawie je kocha. Który zdradza, który jest żonaty, złośliwy, albo agresywny. Wszystkim odpowiadam to samo: Nie poddawajcie się. Zasługujecie na to, co najlepsze. Jeśli ten człowiek nie jest dla was najlepszy, to znaczy, że w ogóle nie jest dla was. Bądźcie cierpliwe. Dajcie się odnaleźć tej właściwej miłości.
    To samo dotyczy mężczyzn, którzy szukają miłości swojego życia. Nie gódźcie się na osobę, która prawe was kocha. Zasługujecie na to, żeby kochać was w pełni. Kiedyś sama godziłam się na zbyt mało. Spotykałam się z mężczyznami, którzy mnie krytykowali. Z mężczyznami, którym ja się podobałam, ale to, że samotnie wychowuję córkę - już nie. Z mężczyznami, którzy mnie lubili, ale nie mogli się pogodzić z tym jak ważne jest dla mnie pisanie.

Chcieli, żebym zrezygnowała z części siebie

    Zamiast zadowolić się kimś, kto ze mną wytrzymuje, znalazłam kogoś, kto mnie docenia. Wam też może się to zdarzyć. Jaki jest najlepszy sposób, żeby znaleźć miłość swojego życia? Wystarczy spojrzeć w lustro. Prawdziwa miłość zaczyna się od pokochania samego siebie. Prawdziwa miłość to coś, co sami sobie dajemy. Kiedy pokochasz siebie, przyciągniesz kochającego partnera.

Zasługujesz na to, co najlepsze, ale zanim uwierzą w to inni, sam musisz to zrobić

    Możesz popełniać błędy, każdy z nas je popełnia, ale to nie znaczy, że jesteś pomyłką. Po prostu tęsknisz a miłością. Wszyscy za nią tęsknimy. Kiedy zaczniesz kochać siebie, chcesz odciąć się od ludzi, którzy odbierają ci radość życia. Zostawić za sobą całe cierpienie i smutek z przeszłości. Wiesz już, że jesteś wart więcej.
    Istnieje ktoś stworzony właśnie dla ciebie. Nie musisz szukać bratniej duszy w internecie ani w barach. Po prostu pokochaj swoje pokaleczone, złamane serce i uwierz w jego siłę. Otwieraj je szeroko przez cały dzień, żeby wpuścić do środka więcej miłości. Wypełnij swoje życie radością., pięknem, przyjaciółmi i śmiechem, s przyciągniesz kogoś, kto zapragnie żyć tak razem z tobą.
    Zasługujesz na wszystko, co najlepsze. Możesz sam to sobie dać, zaczynając każdy poranek od prostego ćwiczenia. Codziennie oświadczaj swojemu odbiciu w lustrze: "Jestem gotowy na więcej miłości. Tu i teraz!".
    A potem uśmiechnij się, otwórz serce i poczuj, jak się nią wypełnia."
~ Regina Brett, "Twój Dziennik", myśl na luty.


      Wielki Post. Czas przemyśleń i refleksji nie tylko dla katolików. Późna zima, wczesna wiosna to ogólnie pora, na przestrzeni której wszystko budzi się do życia. Niektórzy z nas budzą się razem z nią. Inni popadają w przygnębienie, bo mają wrażenie, że u nich wciąż panuje zima. Pamiętam ten stan. Towarzyszył mi co roku, niezmiennie o tej samej porze. Słonko zaczynało topić śniegi, na drzewach kiełkowały pierwsze pączki, ptaki zlatywały z ciepłych krajów, ćwierkając wesoło, a ja chowałam się w swoim łóżku pod grubą pierzyną. Rozwijałam rolety, zasłaniając okna i całymi dniami użalałam się nad sobą. Odcinałam się od rzeczywistości. Nie chciałam słońca w swoim życiu. Przygnębiał mnie widok radosnych uśmiechów moich przyjaciół, ale samotność była jeszcze gorsza. Dwutygodniowe ferie, były dla mnie nie tyle odpoczynkiem, co przekleństwem. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Nie potrafiłam się zmusić do wstania z łóżka. Broniłam się rękami i nogami przed wszystkim i wszystkimi. Wmawiałam sobie, że odpoczywam, ale tak naprawdę męczyłam się okropnie z własnymi myślami.
      Od tamtego czasu wiele się zmieniło.
    Odkryłam, że mam przy sobie ludzi, którzy nie zasługują na takie zachowanie z mojej strony. Pomału, małymi kroczkami nauczyłam się z tym walczyć. Pierwszym etapem było dopuszczenie do siebie wszystkich emocji. Nie tylko złych, nie tylko dobrych. Potrafiłam się cieszyć, a zaraz potem płakać bez powodu, ale i na odwrót. Później zrozumiałam, że jestem tylko człowiekiem i mogę popełniać błędy. Chociaż do tej pory ciężko mi czasem przyznać się do moich słabości. Nauczyłam się, że nad emocjami i naturalnymi odruchami nie da się panować i nie trzeba za nie przepraszać. Ale ważne co się z nimi zrobi, jak dalej się nimi pokieruje. Kolejnym moim celem była umiejętność cieszenia się z życia tu i teraz. To było najtrudniejsze. Nie wypominanie złych rzeczy sobie, ani innym. Nie zamartwianie się przyszłością. Do tej pory czasem ulegam zatroskaniu, ale już nie w takim stopniu, jak kiedyś. Kolejny etap pracy nad sobą dotyczył miłości. Nie tej takiej kolorowej, obsypanej kwiatami, ale miłości do samej siebie. Nigdy nie miałam kompleksów, jednak czasem brakowało mi pewności siebie. Gdzieś na dnie podświadomości miałam zakodowane, że jestem nic nieznaczącym człowiekiem. Że nie stworzono mnie do rzeczy wielkich. Teraz już wiem, że nie muszę zmieniać całego świata, ale wystarczy, że ten skrawek przestrzeni wokół mnie stanie się piękny. Odkryłam radość z niesienia pomocy i dawania siebie innym. Odkryłam, że nie żyję dla siebie, ale dla ludzi. Odkryłam to, lecz bywają dni, kiedy strasznie ciężko stawiać kogoś innego ponad siebie, szczególnie jeśli chodzi o najbliższych. Bo miłość do nich jest najtrudniejsza.
     Niech to będzie  moje postanowienie na ten wyjątkowy okres Wielkiego Postu. Chcę nauczyć się nieść pomoc, dobroć i uśmiech.


Pamiętacie pana Michała Jóźwiaka z bloga 'Filozofia Dialogu'? Na pewno wielu z Was go kojarzy, gdyż jego blog był i nadal jest rozpoznawalny przez swoją wyjątkowo głęboką odsłonę. Chociaż Michał opuścił blogsferę na rzecz innej działalności, nadal od czasu do czasu zagląda do nas pozostawiając jakąś mądrą, filozoficzną myśl. Tym razem poprosił mnie osobiście, abym przekazała wam pewną wiadomość. Oto ona:
   
         Cześć! :)
    Od jakiegoś czasu pracuję w Misyjnych Drogach - to czasopismo misyjne. Raz w roku prowadzimy akcję "Misjonarz na Post" i w tym roku zachęcamy blogerów do tego, żeby włączyli się w jej promowanie. Byłoby wspaniale, gdybyś zechciała o tym napisać, albo chociaż poinformować osoby, które mogłyby być zainteresowane tym wydarzeniem. Polecam nasze fanpejdże: Misyjne Drogi i Misjonarz na Post.
  Rozpoczyna się kolejna edycja projektu „Misjonarz na Post”. Ta ogólnopolska akcja najważniejszych czasopism misyjnych to zachęta do duchowego wsparcia misjonarzy z naszego kraju. Jest ich dokładnie 2085. Podejmowany przez nich trud wymaga pomocy nie tylko materialnej, ale także tej, która jest bezcenna – modlitwy. 
   Jej zasadniczym celem jest stworzenie duchowego zaplecza dla wszystkich misjonarek i misjonarzy. W ubiegłym roku w akcję włączyło się prawie 5000 osób, które przez post, modlitwę, ofiarowane cierpienia oraz dobre postanowienia wspomogły duchowo polskich głosicieli Dobrej Nowiny na krańcach świata. Sukcesy z lat ubiegłych zachęciły inicjatorów przedsięwzięcia do przeprowadzenia kolejnej edycji. Honorowy patronat nad akcją objęli ks. abp Stanisław Gądecki, Metropolita Poznański, Przewodniczący KEP oraz bp Jerzy Mazur SVD, Przewodniczący Komisji Misyjnej EP.
    Każdy, kto chce dołączyć do modlitewnej akcji wypełnia formularz znajdujący się na stronie internetowej www.misjonarznapost.pl . Należy podać imię i nazwisko oraz adres e-mail, a następnie wybrać kraj pobytu misjonarza, który ma zostać otoczony modlitwą podczas zbliżającego się Wielkiego Postu. Nie jest konieczne określanie jego danych – system może losowo przydzielić kapłana, siostrę zakonną lub osobę świecką. Projekt skierowany jest do wszystkich, bez względu na wiek. Udział w nim nie wymaga żadnych nakładów finansowych, a jedynie zobowiązania do codziennej dowolnej modlitwy w intencji wybranego misjonarza.
  W tym roku chcielibyśmy zaprosić do promowania akcji także blogerów. Zachęcamy do lajkowania, udostępniania i informowania o akcji. Zależy nam na tym, by misjonarze otrzymali niezbędną, duchową pomoc.
     Trzecia edycja tego projektu rozpocznie się na początku przyszłego tygodnia.

Wchodzicie w to? :) 
Czytaj więcej >

Cyberek

Coraz częściej poruszam kontrowersyjne tematy, a tytuły moich postów przyprawiają Was pewnie o mdłości, bo ileż można pisać o miłości? A no ja mogę bez końca, ale coby nudno nie był, dzisiaj porozwodzę się nad tym tematem od głupawszej strony.

Miewacie czasem konflikty wewnętrzne? Nie mówię tutaj o problemach na skalę światową ani "być, albo nie być", lecz o zwykłych sprzecznościach występujących na co dzień w naszych głowach. Ja takowe mam, przykład? Nie lubię, nie chce mi się i nie mam czasu się uczyć, a jednak to robię gdzieś tam po kontach. Bo? Bo chcę, bo mam nadzieję, że może mi się to kiedyś w życiu przyda, bo przede wszystkim, mogę! A co! Zagadnienia i jego sensu nie zrozumiał mój klasowy koleżka, któremu swego czasu próbowałam wbić do głowy, że palenie szkodzi. Nie tyle jemu, bo jego zdrowie i żywot średnio mnie interesuje, co pozostałym oddychającym niepalącym, którzy muszą wdychać smrody, czyli mi. A żeby zrozumieć ów sens palenia od podstaw, zapytałam więc - Dlaczego palisz? Dlaczego się uczysz? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Bo chcę - popatrzył na mnie zbity z tropu. Wygrałam i tym momencie powinnam zakończyć rozmowę, lecz że koleżka przegrywać nie umie, zaczął snuć swoje frajerskie wywody na uj wie jaki temat, na odchodnym dmuchając swym odorem w mą twarz. I tak zakończyła się nasza błyskotliwa rozmowa.

Po fakcie zrobiło mi się szkoda owego koleżki. Mając z nim do czynienia już trzeci rok, zdążyłam nieco poznać jego strukturę i stwierdziłam, że biedniejszego na umyśle człowieka już dawno nie spotkałam. Skąd się biorą tacy ludzie? Dlaczego robią z siebie cwaniaków na pokaz i wystawiają się na pośmiewisko? Dlaczego pragną się wyróżniać, chociażby plamą po zupie pomidorowej? Żeby żółtymi zębami i pijackim wzrokiem zabłysnąć przed zdesperowaną dziewczyną? Żeby nawciskać im kitów, że są najpiękniejsze na świecie, a później włożyć rękę pod spódnicę? Powiedzieć im to, co chcą usłyszeć, aby pokornie rozłożyły nogi?


Przykład numer dwa.
Jakiś czas temu na potrzeby moich dochodzeń i badań, ściągnęłam gg. Tak, właśnie to popularne znane, kochane i zapomniane na rzecz facebooka! Niestety na niewiele się przydało. Jako malusia aplikacja, działała sobie tam gdzieś w tle, wyświetlając mój status aktywnym. Dawno z niej nie korzystałam, więc nie spodziewałam się szalonej rewolucji i wszystkich update'ów tegoż komunikatora. Teraz wystarczy jeden przycisk, a krejzolski program wyszukuje osoby z waszego rejonu, abyście sobie mogli popisać co nieco, a nóż widelec lepiej się "poznać". Takim oto sposobem wyhaczyło mnie kilku gości. Czegoż można było się spodziewać? Większość z nich na wstępie pytała o numer telefonu, albo gorące zdjęcia biustu i nie tylko. Jeden, a może dwóch było bardziej skorych poznać moją osobowość, nie atuty cielesne. Kiedy któremuś z nich podziękowałam za składaną propozycję, lecz nie chciałam skorzystać, argumentując to zdrowym rozsądkiem, przestrzeganiem zasad moralnych i tym, że nie szukam erotycznych przygód w internecie, bo mam już chłopaka, w zamian dostawałam wiadomości typu:  "Suka", "No chodź się zabaw!", "I tak go zdradzisz". Wnioski nasuwają się same.

Głupota - jak trzeba być zdesperowanym, żeby robić zdjęcia swoich newralgicznych miejsc i wysyłać je nieznajomym? Gdzie intymność i jakieś granice prywatności? Jak można się obnażać przed kamerą, by ktoś po drugiej stronie monitora mógł nacieszyć oko?

Złudna przyjemność - bo seks tylko dla seksu to średnia uciecha. Dajesz komuś kawałek siebie, otwierasz się na oścież, a na koniec zdajesz sobie sprawę, że nawet nie znasz imienia tej osoby.  

Wierność - brak moralności to nie tylko zabijanie, czy kradzież. To także zdrada. Pokłócisz się z dziewczyną, chłopakiem, mężem czy żoną, pójdziesz zalać smutki w butelce wódki, a później przez przypadek wylądujesz z obcym łóżku?  I to może jej/jego wina?

Przyszłość - postaw się w roli tych osób i powiedz, jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość? Poślubisz dziewczynę, która na imprezach robiła laski facetom po kontach? Chcesz mieć za męża kolesia, który chwali się, ile dziewczyn w życiu obleciał? A na starość będziecie opowiadać dzieciom i wnukom swoje erotyczne przygody?

Teraz nieco przyjemniejszy temat. Co prawda zimowe wieczory są coraz krótsze, a co za tym idzie, szkoda marnować czas przed telewizorem, niemniej jednak całkiem niedawno obejrzałam film, który u siebie polecała Bobik, a który ja teraz polecę Wam. Bo podobnie jak są ludzie i parapety, tak są filmy i filmy, a ten film naprawdę warty jest obejrzenia.

Pewnego dnia Thomas budzi się w klatce. Nic nie pamięta, nie rozpoznaje otaczających go ludzi, nie wie też, gdzie się znajduje. Jak się okazuje, jest jednym z kolejnych chłopców, którzy trafili na zamkniętą arenę otoczoną ogromnym murem. Koledzy zapoznają Thomasa z zasadami panującymi  na tym terytorium, lecz chłopak nie może poradzić sobie z brakiem pamięci. Dręczy go też niewiedza, prawda jest bowiem taka, że młodzi luzie zostali uwięzieni w labiryncie, który jest ich jedyną nadzieją. Przez zapał i ciekawość Thomasa reszta zostaje narażona na niebezpieczeństwo, które kryje się w gąszczu korytarzy. Chłopak wierzy, że zdoła przeprowadzić ludzi na drugą stronę, a jednocześnie zachować ich przy życiu. 

Druga część filmu nie zachwyciła mnie już tak bardzo. Początek zapowiadał się całkiem ciekawie, mianowicie wszyscy przetrwali, którym udało, się uciec z labiryntu trafili do ośrodka, w którym ich opiekunowie przeprowadzają tajne badania. Co jakiś czas grupa chłopaków wychodzi z ośrodka i nigdy już nie wraca. Thomas i reszta jego kolegów żyją pod srogim nadzorem, lecz ciekawi są, co stało się z pozostałymi. Chłopców czeka nowe wyzwanie. Po ucieczce z ośrodka stają twarzą w twarz z rzeczywistością. Ich oczom ukazuje się ludzka zagłada i zniszczona ziemia, której muszą stawić czoła. 
Czytaj więcej >

Kochaj i rób, co chcesz


Film "Papierowe Miasta" oglądałam jeszcze na wakacjach. Bilety do kina, były prezentem od chłopaka, zatem mogłam wybrać jakikolwiek seans. Padło na ten. Wcześniej nie słyszałam, ani o książce, ani o jej ekranizacji. Ogólnie tytuł był mi obcy, ale że kinowy repertuar nie prezentował się ciekawie, wbrew gustom ukochanego poszliśmy na romansidło. Oczywiście zaraz po wyjściu z kina postanowiłam przeczytać książkę, a że nastała sposobność iż wersję papierową wraz z dwiema innymi pozycjami Johna Greena dostałam od przyjaciół w urodzinowym prezencie, była ona pierwszym tytułem tego autora, po jaką sięgnęłam. Czas na recenzję! 

"Osobiście widzę to tak: każdemu przydarza się jakiś cud. Umówmy się, że prawdopodobnie nigdy nie trafi we mnie piorun, nie zdobędę Nagrody Nobla, nie zostanę dyktatorem niewielkiego państwa na jednej z wysp Pacyfiku, nie zapadnę na nieuleczalny nowotwór ucha ani nie ulegnę spontanicznemu samozapłonowi. Jeśli jednak wziąć pod uwagę wszelkie nieprawdopodobne historie, zapewne okaże się, że przynajmniej jedna z nich przytrafia się każdemu. Mogłem zobaczyć deszcz żab. Mogłem postawić nogę na Marsie. Mogłem zostać pożarty przez wieloryba. Mogłem ożenić się z królową Anglii albo przetrwać kilka miesięcy na morzu. Jednak mój cud był inny, Moim cudem było to, że spośród wszystkich domów na wszystkich osiedlach mieszkaniowych w całym stanie Floryda zamieszkałem w domu w sąsiedztwie Margo Roth Spiegelman." 

  Margo to wielka buntowniczka. Szalona marzycielka z genami spiskowca. Niezłomna i niepokorna z milionem pomysłów na minutę. Dziewczyna wolna i niezależna, która niczego się nie boi. Taką opinię wyrobiła sobie u przyjaciół, taką widzieli ją rodzice. Często się sprzeciwiała, chodziła własnymi drogami, nikomu o niczym nie mówiła. Obserwowała, planowała i realizowała swoje marzenia. Chciała odkryć tajemnice rządzące światem. Była mistrzem w tym, co robiła. Była jedyna w swoim rodzaju. Była silna i nieuchwytna. Taka była, dopóki nie zniknęła... 
  Quentin - cichy, spokojny nastolatek z dobrej rodziny, zawsze trzymający się swojej paczki. Odwiecznie zakochany w Margo, marzący o jej przelotnym uśmiechu, czy krótkiej rozmowie. Pewnego dnia jego pragnienia się spełniają. Margo postanawia wtajemniczyć go w swój szatański plan zemsty nad fałszywymi przyjaciółmi, a przy okazji wykrzesać ze sztywniaka odrobinę szaleństwa. Quentin, z początku przeciwny z pewnością nigdy nie zapomni nocy spędzonej w towarzystwie dziewczyny z sąsiedztwa. Margo rozpala w nim iskierkę wariactwa, która pomału przeradza się w płomień. Ustatkowany chłopak, którego życie potajemnie kręci się wokół niej, zaczyna pragnąć więcej przygód! Chce by Margo przewróciła jego życie do góry nogami, lecz nie spodziewa się, że wkrótce dziewczyna całkowicie zniknie mu z oczu, pozostawiając jedynie niejasne wytyczne. 
  Nikt nie wie, gdzie się podziała, ani czy żyje. Quentin jednak ma nadzieje, a w jego głowie pomału kwitnie plan ratunkowy. Do zagadki, do zagadki, od wskazówki, do wskazówki, chłopakowi udaje się wpaść na właściwy trop, ale czy Margo zostawiła te instrukcje specjalnie dla niego? Czy w ogóle chce zostać odnaleziona? 

  Filmowe zakończenie znacznie odbiega od książkowego. Prawdę powiedziawszy, po obejrzeniu filmu, nie spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń. Reżyser filmu skupił się na nieco innych wartościach, niż te, które Green podkreślał w książce. Stawiał przede wszystkim na relacje przyjaciół i ich ogromny wpływ na nasze życie. W książce mi tego zabrakło. Przede wszystkim inaczej została ukształtowana postać Margo, która w papierowej wersji całkowicie obaliła swój buntowniczy charakter, przyznając się do wrażliwości i mentalnej delikatności. Książkowe zakończenie, jak dla mnie zostało pozbawione smaku i dynamiki, którą świetnie ukazano w filmie!

"Musisz się zgubić by potem móc się odnaleźć."

W dzisiejszym poście znowu poruszę temat miłości. Jako że ostatnim razem w dosyć sarkastyczny sposób przedstawiłam metody na udany związek, tym razem przybliżę Wam własną definicję tegoż uczucia. Niektórzy byli zaskoczeni, zirytowani, a wręcz oburzeni moim podejściem do cielesności i kiedy wspominałam o seksie, padły od Was słowa pogardy i niezrozumienia. Hola hola! Ale czy zakumaliście, że to czerwone jest złe, a zielone dobre? Mam wrażenie, że niektórym umknęła ta mała sugestia... Niemniej jednak ile ludzi, tyle opinii, a ja na swoim blogu mam zamiar wygłaszać własną. 

Czym jest dla mnie miłość?

Na pewno stanowi podstawę mojego życia. Uczucie to towarzyszyło mi od pierwszych dni i mam nadzieję, że będzie ze mną aż po ostatnie. Na początku była to rodzicielskie umiłowanie. Ciepło rodzinnego ogniska, głos mamy, uśmiech taty, dotyk i miłe słowo ich obojga. Oni mnie ukształtowali i przygotowali, bym w pewnym momencie mogła wylecieć z gniazda. Kolejnym rodzajem miłości, jaki miałam okazję doświadczyć były przyjacielskie sympatie. Z niektórymi bywało różnie, ale większość z nich zachowała się do dzisiaj. 

"W prawdziwej przyjaźni nie chodzi o to, żeby być nierozłącznym, tylko o to, żeby rozłąka nic nie zmieniła."


Ostatnim i równie ważnym, jak nie najważniejszym uczuciem jest dla mnie miłość do chłopaka. Przyznam, że jest to dla mnie fenomen wszech czasów. Coś nowego i niezrozumiałego. Coś, co mnie uskrzydla i motywuje, a przede wszystkim daje mi szczęście. Takiej miłości nie miałam okazji doświadczyć jeszcze nigdy i mimo, że nie jest on moim pierwszym chłopakiem, przy nim czuję się tak po raz pierwszy. Znamy się od ładnych paru lat, a już ponad dwa trwamy przy sobie wiernie. Można powiedzieć, że dorastaliśmy razem. Wtedy byli z nas gówniarze, ale jak to mówią, stara miłość nie rdzewieje. Najpierw zauroczenie, które w moim przypadku ciągnęło się kilkanaście miesięcy. Swojego rodzaju fascynacja. Wszystko, co z nim związane, było dobre, ba najlepsze! Marzyłam o nim dniami i nocami. Marzyłam o chłopaku, który mnie pokocha taką, jaką jestem. Chciałam żeby zawsze był blisko, zawsze pod ręką. Chciałam, go zaznajomić z moim życiem i pozwolić na to, aby stał się całym moim światem. Chciałam razem z nim cieszyć się małymi rzeczami, śmiać się i płakać. Chciałam, by był moim przyjacielem. Cóż za niespodziankę przygotował mi los, stawiając przy moim boku taką właśnie osobę! 

Intymność i bezgraniczne zaufanie

Nasze zakochanie pomału kiełkowało rodząc w nas uczucie. Każdy zna to uzależnienie, wieczną tęsknotę, niemożność napatrzenia się i nagadania... Chyba wszyscy zakochani chcą spędzać ze swoją drugą połówką jak najwięcej czasu. Wtedy właśnie wszelkie sprawy, problemy, tajemnice i sekrety dzielą się na dwoje. Początkowa niepewność ustępuje miejsca bezgranicznemu zaufaniu. Na tym w gruncie rzeczy powinna opierać się każda międzyludzka relacja. Nie mówię tutaj o całkowitym odkrywaniu kart, bo jednak warto zachować asa w rękawie i od czasu do czasu czymś partnera zaskoczyć. Kiedy ludzie nie mają przed sobą żadnych tajemnic, nic ich już nie dzieli. Tutaj w grę wchodzi intymność, czyli poufność mentalna i bliskość cielesna w jednym. 

Uwaga uwaga, przechodzimy do sedna sprawy!

Cielesność

Mam 18 lat, nie uważam się za osobę dorosłą, może lekko dojrzałą. Nie śpieszy mi się do małżeństwa, zostania mamą, czy kurą domową. Oczywiście, że za kilka lat wizja ta wydaje mi się być obiecująca. Chcę stworzyć rodzinę i rozpalić ciepłe domowe ognisko. Możecie się przyznawać lub nie, ale jestem pewna, że Wy także o tym marzycie. Nie ma na świecie człowieka, który nie pragnąłby szczerej, bezinteresownej miłości. Zwykle ta damsko-męska relacja pociąga za sobą coś jeszcze. W pewnym momencie człowiek zaczyna patrzyć na siebie i swoje ciało w sposób erotyczny. Widzi zmiany i dostrzega reakcje, jakie zachodzą w obecności ukochanej/ukochanego. Chce się obnażyć i zostać w pełni zaakceptowany przez drugą osobę wraz ze swoimi wszystkimi defektami. Pierwszym etapem bliskości jest dotyk, poprzez pocałunek aż do całkowitej zmysłowości.


Popieracie seks przedmałżeński? Dorośli mają na ten temat zwykle całkowicie odmienne zdanie niż młodzież. Bierze się to pewnie z troski i przekonania, że dzisiejszy świat wariuje. Prawdę powiedziawszy, świat jest wciąż taki sam, a młodzież wydaje mi się być bardziej odpowiedzialna niż kiedyś (bronię swojego pokolenia, a co!). Złodzieje byli i będą, alkoholicy również nie wyginą podobnie jak nastoletnie matki. Podstawowym argumentem przeciw współżyciu przed ślubem jest Kościół. Kościół, którego fundamentem jest miłość i wiara w Boga, który dał nam ciało i duszę. Jako że jestem już na tym etapie, kiedy zaczynam samodzielnie myśleć, szukać drogi i właściwego rozwiązania wewnętrznych rozterek, doszłam do wniosku, że Bóg nie zabrania nam kochać w sposób dwojaki. Przestrzega przed cudzołożeniem, czyli po naszemu 'puszczaniem się'. Ludzie jako chrześcijańska wspólnota stwierdzili, że łatwiej będzie żyć wśród zakazów, niż przyzwoleń i wrzucili wszystkie te pojęcia do jednego worka. Stąd wziął się na przykład celibat dotyczący księży. Niemniej jednak wracając do sedna sprawy, czy nie uważacie, iż po to dano nam ciało i duszę, aby kochać jedno i drugie? Tak, jak człowiek nie istnieje bez jednego z tych elementów, tak i miłość nie może opierać się tylko na jednym z nich.

Wiele osób starszych uważa, że takie podejście jest głupie, że młodzi ludzie za szybko się zakochują i zbyt wcześnie chcą stać się dorośli, że ciągnie ich do namiętności. Prawda jest taka, że nad uczuciem nie da się panować. Fakt zakochania się sam w sobie powinien świadczyć o psychicznej dojrzałości. Według dorosłych, młodzi ludzie powinni najpierw dobrze się poznać, a dopiero później planować wspólne życie, ale jak mamy się poznać, nie obcując ze sobą?  Wielu doświadczonych przez życie uważa, że wyrażanie miłości poprzez cielesność może nas zranić, zepsuć nam życie, ale moim skromnym zdaniem nie dowiemy się, póki nie spróbujemy.  Ślub jest ważnym elementem w życia człowieka. Wiąże on kobietę i mężczyznę na dobre i złe. Wiem jednak, że zarówno przed, jak i po nim uczucie nie osłabnie. Bo wystarczy kochać, a wtedy chce się dla drugiej osoby jak najlepiej. Wystarczy kochać i wtedy nie oczekujesz nic, a dajesz od siebie jak najwięcej. Wystarczy kochać, a wiesz, że nie zawiedziesz miłości swojego życia, a ona nie zawiedzie ciebie.

Czytaj więcej >

Jak uwieść, rozkochać i zatrzymać przy sobie faceta?

Miłość. Temat ponadczasowy i wiecznie na fali. Miłość towarzyszyła człowiekowi od początków jego jestestwa aż po czasy dzisiejsze. Jest sensem istnienia i, czy tego chcemy czy nie, trzyma cały ten pokręcony świat w kupie. Miłość zaliczana jest zawsze do odczuć pozytywnych. Chyba logiczne więc dlaczego samotni, nieszczęśliwie zakochani, niespełnieni w miłości zwykle są nieszczęśliwi właśnie. Problem ten szczególnie dotyczy pań, które zazwyczaj są bardzo wylewne i lubią wypłakiwać się na ramionach swoich przyjaciółek, bądź wyżywać na rodzinie, za swoje miłosne niepowodzenia. Nie wiem, czy te sposoby odreagowywania pomagają, lecz moim skromnym zdaniem, nie w ten sposób ludzie powinni szukać miłości, o ile w ogóle.

Jak powszechnie wiadomo, miłość zjawia się niespodziewanie. Nie znacie dnia, ani godziny, kiedy dopadnie i Was. Ja też nie znałam i ze swojego doświadczenia wiem, że kiedy wymarzony facet łaskawie pojawi się na horyzoncie, wcale nie jest tak hop siup siup bumcykcyk. Wtedy właśnie zaczynają się schody. Jest kilka sposobów na to jak uwieść, rozkochać i zatrzymać przy sobie faceta, niekoniecznie sprawdzone, ale wszystkie zaobserwowałam osobiście. Sposoby te dzielą się na poszczególne etapy, lecz to, który etap/sposób  wybierze (zwykle podświadomie) dana kobieta, zależy od jej osobowości, temperamentu i walorów cielesnych. Może przejdę w końcu do rzeczy...

Bądź seksi - myślisz, że na co wyrwiesz faceta jak nie na kusą spódniczkę i wylewny dekolt? Jeśli chcesz zwrócić na siebie jego uwagę, zabłyśnij. Nie każda kobieta ubiera się odważnie, ale szare myszki nie są warte uwagi. Skąpe ubranie sprawi, że w jego oczach staniesz się całkiem naga. Rozbierze Cię wzrokiem i rozpali namiętnymi pocałunkami. Będziesz jego, a on będzie Twój. Zapewne tylko na jedną noc.

Bądź sobą - skromną, mądrą, uśmiechniętą osóbką, od której bije wewnętrzne światło. To nic, że nie masz ciała modelki i IQ Shakiry. Masz za to swoje zasady, ich się w życiu trzymasz i chcesz, by Twój przyszły partner również ich przestrzegał. Masz marzenia, aspiracje i chcesz się tym wszystkim dzielić właśnie z nim. Chcesz razem z nim planować przyszłość, bo wiesz, że zostaniesz z nim na dłużej, być może na zawsze. Chcesz, by był częścią Twojego świata. Nie, chcesz by był całym Twoim światem, dlatego obdarzasz go swoim ciepłem, nadzieją, zaufaniem, czyli wszystkim co masz i uwierz, że to wystarczy.


Użyj kobiecości - kobieta silna i zaradna, to kobieta pewna siebie. Kobieta pewna siebie to kobieta niezależna. Kobieta niezależna zazwyczaj nie potrzebuje mężczyzny, chyba że on będzie ją chwalił i wielbił z całego serca i ze wszystkich sił swoich! Aż puszczą mu nerwy...

Użyj głowy - fakt faktem, ciężko zakochanej dziewczynie myśleć racjonalnie. Widzisz go i opada Ci szczenna, że musisz ją zbierać z podłogi. Przechodzi obok Ciebie, dostajesz palpitacji serca. Powie "hej", nie jesteś w stanie odpowiedzieć, ale oczywiście jakby co, to on Cię w ogóle nie obchodzi. Typowe, chociaż nielogiczne. Niemniej jednak, zdrowy rozsądek, podobnie jak energia, nie znika, może jedynie zmieniać postać. On ciągle jest i siedzi w Twojej głowie!

Potrzebujesz seksu -  kobieta też człowiek i też musi  zaspokajać swoje pragnienia. Znasz siebie i swoje ciało na tyle dobrze, że wiesz na co możesz sobie pozwolić. Wiesz także, że i on wie. Cielesność to ważny element związku, ale nie jest jego podstawą. Jeżeli jednak stawiasz na seks, to pamiętaj, że nieprawdą jest, iż dzieci przynosi bocian, bądź wyskakują z kapusty.

Potrzebujesz miłości - troski, zainteresowania i bliskości. On jest Twoim najbliższym przyjacielem i doskonale Cię zna, mentalnie i cieleśnie. Wie co lubisz, a czego nie. Wie jaka jesteś i jak zachowujesz się w różnych sytuacjach. Wie również jak reaguje Twoje ciało i jak Ty sama reagujesz na jego obecność. Kocha Cię i jest do Ciebie przywiązany, a Ty wiesz, że chcesz z nim spędzić życie, bo nikogo innego nie wyobrażasz sobie w roli ojca swoich dzieci.


Co będzie dalej/ czy ja mu się w ogóle podobam? - flirty flirtami, ale obydwojga czeka was przyszłość. Nieunikniona. Dobra zabawa skończy się po czterdziestce i już teraz przeczuwasz, że możesz zostać starą panną. Jesteś ładna, niczego Ci nie brakuje, ale dopadają Cię obawy. Znudzę mu się, nie nadaję się na żonę, a co jeśli to nie ten? Przestraszona własnych myśli, sama siebie skazujesz na los samotnika.

Bądź pewna siebie i odważnie mów co myślisz - jeśli Cię kocha, to zrozumie wszystko, albo chociaż będzie się starał! Nie ma po co ukrywać swoich obaw, lęków, jakichkolwiek wątpliwości, a tym bardziej uraz. Z tego rodzą się tylko nieporozumienia. Kobieca psychika potrafi wszystkiemu dopisać drugie dno, dlatego wszystko najlepiej wyjaśniać na bieżąco.

Udawaj niedostępną - unikaj szczerych rozmów i odwracaj kota ogonem, bo po co być w związku szczerym? Przecież i tak masz rację, a skoro Cię kocha, na pewno będzie zabiegał o Twoje względy, przyzna Ci racje i w końcu będziesz mogła postawić na swoim! Chyba lepiej być samemu...

Rozmawiaj - od tego wszystko się zaczyna i na tym się kończy. Żeby poznać daną osobę, dowiedzieć się czegoś o niej, pokochać, kłócić się i godzić potrzeba dialogu! Słowo jest inicjatorem czynu, za jego przyczyną ciągle coś się dzieje. Główną przyczyną sprzeczek są niedomówienia, a nie można wyjaśnić ich bez szczerej rozmowy i słów "Kocham Cię" płynących z głębi serca.

Podsumowując, droga czytelniczko, nie ma innego sposobu na zdobycie miłości jak obrać własną drogę i tak naprawdę, cierpliwie czekać. To, jakiego mężczyznę wybierzesz sobie jako towarzysza życia, zależy tylko od Ciebie, bo według starego polskiego przysłowia swój do swego ciągnie :) 
Czytaj więcej >

Jeden Dzień - tym razem w wersji papierowej

Może to nietypowe, ale mam w zwyczaju najpierw oglądać film, a następnie sięgać po książkę. Broń Boże nie uważam, żeby odbierało to powieści jakiekolwiek walory! Wręcz przeciwnie, owe zalety nadaje ekranizacjom. Nie znam słowa "spojler". Nie oglądałam jeszcze najnowszej części Star Warsów, ale wiem, że na końcu Han Solo zginie. Wiem to, ale i tak podczas oglądania będę zaskoczona, zaszokowana i zrozpaczona. Z książkami jest podobnie. Jeśli najpierw obejrzę film, wiem, że jego fabuła nie będzie ograniczona przez powieść. W drugą stronę to działa inaczej, ponieważ często miewałam tak, iż po przeczytaniu książki, byłam rozczarowana ekranizacją. Zwyczajnie nie spełniała wymogów literackiej odsłony. Dlatego właśnie wolę obejrzeć film i ewentualnie później przeczytać książkę. Film przypadnie mi do gustu, a książka i tak zyska uznanie w moich oczach. Podobnie było w przypadku tego tytułu. Gdzieś kiedyś w Internetach natknęłam się na pozytywną opinię filmu, jakim jest Jeden Dzień. Obejrzałam, zachwyciłam się i stwierdziłam, że muszę przeczytać książkę! Niezłym zaskoczeniem było dla mnie, że została ona napisana, przez faceta. O romans w takim wykonaniu podejrzewałabym kobietę, ale jak widać mężczyźni też mają duszę. 



Jeden dzień, to romantyczna historia, którą równie dobrze można nazwać życiową przygodą. Dexter i Emma kończą studia. Są piękni, młodzi i szaleni, a świat stoi przed nimi otworem! Mają wygórowane ambicje, a ich aspiracje sięgają nieba. On chce zostać gwiazdą telewizji, kimś sławnym i rozpoznawalnym. Ona marzy o zawodzie dziennikarki, by propagować swoje polityczne poglądy i zamiłowanie do sztuki dramatu. Z pozoru nic ich nie łączy, jednak przelotne spojrzenia i nieśmiałe uśmiechy sprowadzają ich do łóżka. Zanim wkroczą w dorosłe życie i wyjadą w najdalsze zakątki świata, ten ostatni raz chcą poczuć się studentami. Dexter - odwieczny podrywacz kocha Emmę, lecz bardziej woli ją w roli przyjaciółki. Obydwojgu pasuje taki układ, lecz to trzyma ich na dystans i skłania do złożenia sobie obietnicy, iż dzień 15 lipca będzie należał do nich. Akcja toczy się przez dziewiętnaście lat, lecz opisuje tylko i wyłącznie konkretny dzień. Czasem jest to dzień nic nie znaczący, innym razem smutny, lub wyjątkowy. Przez cały ten czas Dex i Em utrzymują kontakt. Krótki telefon, niedługi list, kilka romantycznych kolacji, a nawet wspólne wakacje. Wszystkie te wydarzenia ich zbliżają, lecz oni nie dopuszczają do siebie uczucia. On wspina się po kolejnych szczeblach kariery, by w końcu z impetem stoczyć się na samo dno. Kluby, alkohol, tani seks. Dopiero śmierć matki przywraca go na ziemię. Chłopak postanawia się zmienić i żyć dobrze, dlatego zakłada rodzinę. Ona, będąc skromną kelnerką, ledwo wiąże koniec z końcem, lecz w końcu zostaje nauczycielką i wydaje książkę. Międzyczasie w życiu Emmy pojawiają się przelotni mężczyźni, którymi zagłusza niespełnioną miłość do przyjaciela. Dziewczyna cieszy się jego szczęściem, lecz jej życie prywatne nie wygląda najlepiej. Dalsze wydarzenia sprowadzają dwojga przyjaciół do stanięcia twarzą w twarz i przyznania się do głęboko ukrywanego w sercu uczucia, które zakiełkowało 15 lipca 19 lat temu.

Moim zdaniem: Książka lekkim piórem pisana, przez co szybko się czyta. Wydarzenia są życiowe, opowiedziane z humorem, niektóre oprawione w nutkę sarkazmu. Dialogi zaskakują dynamiką, temperamentem i kreatywnością bohaterów, co dodaje smaku całej powieści. Polecam jak najbardziej fanom romansów i książek obyczajowych. 

Czytaj więcej >

Podaruj komuś życzenie

Przyznaję się bez bicia, tym razem kompletny brak weny skłonił mnie do opublikowania dawno zapomnianego tagu. Nie będę was zachęcać do czytania moich odpowiedzi, gdyż nie zaskakują one niczym, ani nie powalają kreatywnością. Są nudne jak flaki z olejem, lecz wszystko ma swój czas, a że pytania czekały właśnie na taki bezwenny moment, pora wynurzyć je z czeluści kopii roboczych. Chyba rozleniwiłam się przez te święta...

1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej? 
O każdej! Rano, południe, czy wieczór? Nie ma znaczenia ani reguły, muszę mieć po prostu czas i chęć do czytania.

2. Gdzie czytasz?
Kuchnia lub salon, mimo że pomieszczenia te są skupiskiem całej mojej rodziny, lubię tam czytać. Nie przeszkadza mi, że ktoś wyrwie mnie z kontekstu w pół zdania. Lubię robić sobie przerwy i oderwać oko od tekstu,  aby zamienić słowo, czy dwa z mamą. Mój pokój, bo jak wiadomo łóżko niezastąpione! Taras, ogród - tylko w lecie kiedy słońce doskwiera, a ja mogę beztrosko wylegiwać się na kocyku :)

3. W jakiej pozycji najchętniej czytasz?
Leżąc na brzuchu, na boku, siedząc pod kocykiem, z nogami na górze... Różnie, żeby mi było wygodnie :)


4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej
Romanse? Też, ale nie tylko. Książka ma być po prostu ciekawa! Ma mnie wzruszyć albo rozbawić, zaintrygować fabułą albo przyprawić o dreszcze, a najlepiej wszystko na raz!

5. Jaką książkę ostatnio kupiłaś/dostałaś?
Książek nakupiłam co niemiara i ebookow trochę ściągnęłam... A co gorsze, chcę je przeczytać wszystkie na raz! Jeżeli chodzi o tytuły to "Love, Rosie", "Charlie st.Cloud", "Dzika Droga" i "Marsjanin".
6. Co czytałaś ostatnio?
Ostatnią przeczytaną przeze mnie książką była powieść "Papierowe Miasta". Szykujcie się na recenzję!

7. Co czytasz obecnie?
Trochę tego jest... Wykorzystuję swój dar podzielności wątków i czytam kilka książek na raz: "Marsjanin", "W Pierścieniu Ognia", "Raz Wiedźmie Śmierć" "Jesteś Cudem" oraz kilka lektur "Wesele" i "Ludzie Bezdomni".
8. Jaką postać z tej książki lubisz najbardziej?
Omg! I w tym momencie się załamałam... Takiego pytania się nie spodziewałam :o Najczęściej jednak sięgam po "Raz Wiedźmie Śmierć", tak więc opiszę głównego bohatera tej powieści. Atticus O'Sullivan jest ostatnim druidem na świecie. Podczas kiedy cały jego gatunek wymierał na przestrzeni wieków, czego przyczyną były niezliczone wojny i zatargi ze stworzeniami innej klasy, on spokojnie żył sobie, unikając wszelkich konfliktów zbrojnych. Był i jest to jego jedyny sposób na przetrwanie. Dostosowuje się do otoczenia, potrafi z każdym się dogadać i mimo, że jest przezabawny ma wielu wrogów, którzy zazdroszczą mu magicznych mocy. Druid jak to druid nie kryje się z niczym, jest szczery aż do bólu i otwarcie mówi o swoich zamiarach. Przy tym nie brakuje mu cynizmu, jest mistrzem sarkazmu i ciętej riposty, a jego osobowość porywa czytelnika w wir jego zakręconego życia!  

9. Używasz zakładek czy zaginasz rogi?
Używam zakładek. Zaginanie rogów, to dla mnie brak poszanowania książki i jestem zdecydowanie przeciwna tej metodzie zaznaczania stron. Książki też mają uczucia!

10. E-book czy audiobook?
Raczej e-book. Jeszcze nie miałam okazji słuchać książki, ale kiedy w podstawówce lektury czytała mi mama, ciężko mi było utrzymać myśli na wodzy, a wszystko poprzez brak tekstu przed oczami :3

11. Jaka jest twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Dzieci z Bullerbyn <3 Tą lekturę akurat przeczytałam sama i jak sobie ją przypominam, to aż mi się ciepło na sercu robi :) Jest ostoją wspomnień i beztroskiego czasu dzieciństwa!  

12. Książka, która tak bardzo Ci się nie podobała, że ją odłożyłaś?
Mam w zwyczaju czytać do końca wszystkie książki, chociaż przyznam, że raz sięgnęłam po tak beznadziejną iż odłożyłam ją po dwóch rozdziałach. Niestety tytułu nie pamiętam. Mogę natomiast przytoczyć inny przykład powieści, którą, co prawda przeczytałam, ale nie podobała mi się ona od początku, aż do samego końca. Przebrnęłam jednak przez nią z nadzieją, że coś może zmieni. Nie zmieniło się, dlatego resztę serii "Martwy aż do zmroku" sobie odpuszczę. 

13.  Książka, o której nie mogłaś przestać myśleć przez długi czas?
"Szeptem" i jej kontynuacja. Czytałam tą serię wieki temu, ale jest to póki co najlepszy cykl powieści, jaki wpadł w moje łapki! Byłam tymi książkami tak zafascynowana, że niektóre rozdziały czytałam po dwa razy! Intrygująca i lekko przerażająca historia zakazanej miłości, która nie powinna mieć miejsca... O takich rzeczach powinno mówić się tylko szeptem ;)

14. Najładniejszą okładkę w Twoim zbiorze ma..?
Otóż zbiór "Szeptem" właśnie :) No spójrzcie tylko na te pozbawione koloru, ale jakże emocjonalne okładki! Niby skromne i tajemnicze, ale tyle treści w sobie przekazują. 


15. Na podstawie jakiej książki według Ciebie powinno się nakręcić film?
I znowu "Szeptem"! Chętnie zobaczyłabym ekranizację tych książek. Kiedyś nawet zrobiłam zestawienie aktorów, którzy mogliby wcielić się w role bohaterów. Jakże trudno mi było dobrać odpowiednie twarze do mojego wyobrażenia! Graniczyło to z cudem i przyznam, że nawet po dokładnej analizie i przeglądzie aktorów, nie byłam zadowolona z efektów mojej pracy. No bo Nora Grey i Patch Cipriano są zbyt idealni, by mógł ich zagrać przeciętny śmiertelnik...

16. Czy pilnie czytałaś wszystkie lektury?
Skąd! Ostatnią lekturę w całości przeczytałam w gimnazjum, a od trzech lat technikum jadę na streszczeniach. Chyba nie zasługiwałam na tą szóstkę na koniec, ale już po fakcie ;)  

17. Twoje ulubione lektury nie tylko z podstawówki, ale też ze szkoły średniej i studiów?
"Mały książę" - mimo, że książka pełna niedorzeczności, to jest zbiorem wielu wartościowych sentencji. Dzięki niej nauczyłam się dostrzegać przenośnię. 

18. Wypożyczasz książki z biblioteki? Jak często?
Nawet bardzo często. Biblioteka jest łatwym sposobem dostępu do ogromnych zbiorów! Gdybym mogła, wypożyczyłabym wszystkie książki na raz i czytała, czytała, czytała... Po części tak robię. 

19.  Jaką jedną książkę zabrałabyś na bezludną wyspę?
"Twój dziennik". Co prawda jest to bardziej kalendarz niż książka, ale są sentencje i lekcje mojej ulubionej autorki Reginy Brett oraz miejsce na własne przemyślenia, a na bezludnej wyspie miałabym mnóstwo czasu na przemyślenia! :)

20. Książka, której nie masz, a z całych sił chcesz mieć?
I kolejna super seria do przeczytania "Oddechy"... Nie wyrabiam, ale każdy poleca i namawia do przeczytania, więc przeczytam :) Ponadto "Bądź swoją siłą" Demi Lovato. Nie jestem jej zagorzałą fanką, jednak dziewczyna w swoim życiu dużo przeszła i mądrze mówi, a ja lubię takie motywujące, dające kopa w tyłek książeczki! No i "Twój dziennik", ale tą już dostałam od chłopaka! Coś czuję, że z tą ostatnią blisko się zaprzyjaźnię przez ten rok :)  
"Do dziś pamiętam wywiad radiowy, który zakończył się w nieoczekiwany sposób. Dziennikarka odwróciła się w moją stronę i łagodnym tonem zadał mi pytanie: C z e g o  m o g ę  p a n i  ż y c z y ć? Zupełnie zbiła mnie z tropu. Czego może życzyć właśnie mnie? To było ujmujące. Miałam wrażenie jakby podarowała mi prezent. W Ameryce o życzeniu zwykle myśli się w urodziny, zdmuchując świeczki na torcie. Trzeba zachować je w tajemnicy, żeby się spełniło. Podoba mi się pomysł, żeby dzielić się swoimi życzeniami z innymi. Styczeń to miesiąc, w którym świętujemy nadejście całkiem nowego roku, więc czego mogę wam życzyć? Radości. Miłości. Odwagi. Śmiechu. Wiary. Pokoju. Nadziei. Obfitości. Życzę wam, żebyście wybrali dla siebie na ten rok jedno słowo. Nie róbcie mnóstwa postanowień, których nie zdołacie dotrzymać. Kiedyś sama tworzyłam długie noworoczne listy, a w grudniu czułam się jak nieudacznik. Pod koniec roku nikt nie powinien czuć się jak nieudacznik. (...) Jak mawiał Oscar Wilde, "dobre postanowienia są czekami wypisanymi na bank, w którym nie ma się konta". Postanów nie robić tym razem żadnych postanowień noworocznych. Po prostu wybierz jedno słowo, które będziesz nosić w sercu jak wskazówkę kompasu. (...) Nowy rok to moment, kiedy można zacząć od nowa, z czystym kontem. Masz przed sobą pustą kartkę. Jak chcesz ją zapisać? Nie musisz znać od razu całego tekstu. Zacznij od jednego słowa. Niech to będzie twoje życzenie dla siebie. A potem tchnij w ten rok jeszcze więcej magii. Podaruj życzenie komuś innemu."
~ Regina Brett, "Twój Dziennik", myśl na styczeń.
Czytaj więcej >
Create your space © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka