Pokochaj siebie

Piękny ten, kto prawdziwy. Spełniony ten, kto zna swoje wady. Szczęśliwy i pewny siebie ten, kto je akceptuje. 

Możecie się z tym zgadzać lub nie, ale na temat ludzkich niedoskonałości mam jedno i niezmienne zdanie. Nikt nie jest idealny - żadna gwiazda, ani nawet najlepiej dbające o siebie sportsmenki. Owszem wyglądają piorunująco na zretuszowanych okładkach gazet, lub na sesji fotograficznej, ale od nas, zwykłych ludzi nikt nie wymaga byśmy wyglądali jak Rihanna, która swoją drogą ma zbyt grube uda ;) Sekret gwiazd jest jeden. Przyjmują do świadomości swoje wady i nie wstydzą się ich, a wręcz ukazują światu jako coś naturalnego, coś co może stać się piękne, jeżeli tylko my sami to zaakceptujemy.

Zacznij od samoakceptacji. Stań przed lustrem i powiedz sobie, że masz ładne oczy i pięknie się uśmiechasz. Porób głupie miny i zdaj sobie sprawę, że Twoja mimika jest wyjątkowa, bo tylko Ty potrafisz ułożyć usta w tak swoisty dzióbek. Spójrz na swoją talię i doceń to, że jesteś tak szczupła, że nie musisz się odchudzać, albo bardziej przy kości i też nie musisz się odchudzać, bo to Twoje ciało i nikt nie wmówi Ci, że jesteś gruba! Spójrz na nogi, tyłek i piersi i zaakceptuj je takimi, jakimi są, na niektóre nie podobające nam się rzeczy nie ma rady. 

Jeżeli jest coś, co możesz i chcesz w sobie zmienić, to działaj! Nie ma sensu siedzieć i użalać się nad swoimi niedoskonałościami. Z tego jedynie biorą się kompleksy i poczucie, że wszyscy są ładniejsi od Ciebie. Nie zwlekaj z dnia na dzień, zacznij już teraz. Zamiast tłustego pączka kup sobie jogurt, nie musisz chodzić na siłownię, ale powiedz "TAK" wuefowi. Kiedy jest ładna pogoda, chyba lepiej pooddychać świeżym powietrzem podczas spaceru niż dusić się w autobusach. Wystarczy odrobina chęci i silnej woli.

Czasami jednak na nasz wygląd nie mamy wpływu. Nie stać nas na operacje plastyczne, a nawet gdyby, to nie polecam... Kosmetyki nie działają na nas upiększająco, bo trądzik i tak przebija spod pięciu warstw pudru? Uważasz, że masz za małe piersi? Za grube uda? Zbyt duży nos? Wystające żebra? No i co z tego? Tak jest i nikt tego nie zmieni. Nawet Ty! Przyjmij do świadomości, że nie jesteś idealny. Jesteś naturalny, a przez to piękny :) Nic w przyrodzie nie jest proste, jak od linijki. Nic nie jest bez skazy. Zaakceptuj to, a inni również zaakceptują i nie będą wytykać Ci wad. Bądź dumny z tego, jaki jesteś. Nie ukrywaj swoich wad i chwal się zaletami.

Jeżeli będziesz świadomy swoich wad i zalet, to nikt nie wmówi Ci, że jesteś gorszy. Nikt nie będzie w stanie Cię obrazić, ani nikt nie zachwieje Twojej pewności siebie. 

Jeżeli będziesz świadomy swoich wad i zalet, inni też będą tego świadomi. Pozwól im również zaakceptować Twoje słabości. Niech pokochają Cię takim, jakim jesteś naprawdę. 

Małe radości :)
Ten miesiąc był genialny! Pełen emocji, przez co bardzo wyrazisty. Codziennie coś się działo, nie było dnia, który bym przespała. Dzięki brzydkiej pogodzie, niskiej temperaturze i deszczowi teraz doceniam przepiękne słońce i przyjemne ciepełko! Nareszcie wszystko wokół robi się zielone. Kwiaty rozkwitają, rośnie trawka - wiosno uwielbia cię!

  • Fenomenem w tym miesiącu zdecydowanie była babka wielkanocna, która w święta zniknęła w zastraszającym tempie. Uwielbiam to ciasto! Warto na nie czekać cały rok ;)

  • Serial "O mnie się nie martw", co prawda leci chyba od września 2014, ale ja zaczęłam oglądać go dopiero teraz. Zdecydowanie jestem zwolenniczką polskich seriali familijnych, a ten jest dla mnie wprost idealny. Zawsze poprawi mi humor! Idealny po ciężkim dniu dla każdej miłośniczki seriali :)

  • Chwała tym nauczycielom, którzy popierają naukę poprzez praktykę. W kwietniu moja klasa miała okazję kilka razy wziąć udział w lekcjach w kinie. Nie dość, że nauka, niezapomniane doświadczenie mogące przydać się na  maturze to jeszcze kupa śmiechu i zabawy! 
  • Lody i sałatka owocowa? Kompozycja idealna! Polecam na ciepłe i chłodne dni :)
  • Nie ma to jak zachwycać się najmniejszymi rzeczami! Chyba potrafię już doceniać otaczające mnie piękno :)


Czytaj więcej >

Uciekaj!

  Kiedyś stąd wyjadę. Zostawię to wszystko i ruszę w świat. Nie wezmę ze sobą nic, co by mi ciążyło w bagażu. Zamieszkam gdzieś, gdzie nikt mnie nie zna i tam zacznę wszystko od nowa. Po swojemu. Poznam nowych ludzi, ale nie będę się angażować w żadne znajomości. Będę żyć chwilą, z dnia na dzień. Będę żyć na zasiłku i jeździć autobusami na gapę. Będę przeklinać życie, ledwie wiążąc koniec z końcem.  A może ustatkuję się, znajdę dobrą pracę i wpadnę w przyjemną rutynę. Na pewno założę rodzinę, by mieć dla kogo żyć. Jednak póki co, chcę chodzić własnymi drogami. Nie będę na posyłki, ani niczyje zachcianki. Jeżeli powiesz "tak", ja powiem "nie". I nie dlatego, że tak uważam... Chcę po prostu decydować o sobie sama. Już wiem, że tutaj nie zostanę.
  A może zostanę? Przecież kocham to miejsce. Tą wydeptaną od maleńkości ziemię. Tą trawę co rano pokrytą rosą. Te krwistoczerwone truskawki na działce i poziomki dojrzewające tuż obok. To ujadanie psa po nocach i tutejszych ludzi, z którymi żyję od kiedy pamiętam. Te drogi i ścieżki... Te wschody i zachody słońca, które przebijają promieniami przez te właśnie drzewa. Tutaj wszystko jest wyjątkowe, ale czy to wszystko pozwoli mi być sobą? Pragnę wolności. Czy kiedyś znajdę to jedno, jedyne miejsce? TO miejsce?

Przyszedł w końcu czas na obiecany muzyczny tag! Pytań nie było wiele, a nad odpowiedziami długo się nie zastanawiałam. Jednak żeby odpowiedzieć na nie na 100% musiałam kilka razy przesłuchać moją play listę, bo wbrew pozorom wskazanie ulubionej piosenki nie jest wcale takie proste.

Skoro już jesteśmy przy ulubionej piosence, to przyznam się, że nie potrafiłam wybrać... To dla mnie nic nowego, dlatego na pytanie "Jaka jest twoja ulubiona piosenka?" odpowiem, że takie naj naj mam dwie. A są to "Little Things" w wykonaniu One Direction i "Always" Bon Jovi. I już pewnie się domyślacie, że do mojego serca trafiają lekkie rockowe ballady, a te dwie szczególnie wpadają mi w ucho wciąż na nowo, dlatego nigdy się nie nudzą.



Były już ulubione piosenki, więc teraz czas na te nielubiane. Swego czasu piosenkę "What Does The Fox Say" znał każdy nastolatek. Co drugi nucił ją pod nosem. Prawda była taka, że jedni ją uwielbiali, inni nienawidzili. Przyznam, że z początku wydawała mi się fajna, oryginalna, ale po pewnym czasie irytująca... Teraz na pewno nie do posłuchania.


Piosenka która rozwesela? Z racji tego, że uwielbiam nasz polski zespół Video, nie zabraknie tu ich nuty "Co za dzień". Nie słucham jej często, ale z pewnością należy ona do tych pozytywnych i pełnych energii. Poza tym ostatnio nuciliśmy sobie ze znajomymi starą jak świat nutę "A wszystko to, bo ciebie kocham" Ich Troje. Przyznam, że śmiechu było co niemiara!



Przyznam, że kiedy sobie to śpiewaliśmy, to szaleństwo w szkole dorównywało temu na scenie ;)

Piosenka która zasmuca? Może utwór "Mój świat bez ciebie" zespołu Lady Pank smutny nie jest, ale właśnie to puszczam sobie, kiedy mam gorszy dzień, a humorek nie dopisuje. Pewnie dlatego kojarzy mi się ze smutkiem, a mimo wszystko bardzo mi się podoba.


Padło również pytanie "Jakie piosenka przypomina Ci o kimś/o czymś?" Odpowiadając, takich piosenek jest kilka. Pierwszą z nich jest "Brother Oh Brother" wykonawcy o dziwnym imieniu i nazwisku ;) W każdym razie jego charakterystyczne "ołołoł" nuciłam sobie z przyjaciółką przez całą podstawówkę i to właśnie z nią kojarzy mi się ta piosenka.  Kolejną nutą, którą zapamiętam chyba do końca życia jest K.A.S.A. "Piekniejsza". A wszystko przez pewną pamiętną dyskotekę, na której dużo się działo i dużo się tańczyło! Bardzo miłe wspomnienia :) Jest jeszcze jedna taka mało znana piosenka, która przypomina mi wakacje 2012 bodajże (nie mam pamięci do dat). Na początku nie kojarzyła mi się zbyt dobrze, kiedy jej słuchałam nierzadko miałam w oczach łzy. Teraz mgliście przypomina mi wydarzenia z tamtego okresu - Keane "Somewhere Only We Know".




Zadaliście również pytanie, do jakiej piosenki znam cały tekst? Och jest taka jedna! I przyznam, że bardzo często sobie ją śpiewam i nucę, a kiedy leci w radio podkręcam głośność. Należy ona do moich ulubionych i chociaż nie jest tą naj naj, to wprawia mnie ona w pozytywny nastrój :) Ponadto jej tekst już nie raz rozwinął moją wyobraźnię! Za każdym razem, kiedy jej słucham przed oczami mam inne wyobrażenie zawartej w tekście sytuacji. Do tego jest tajemnicza i niedopowiedziana. Każdy może ją filtrować przez własne uczucia i doświadczenia. Pewnie dlatego tak mi się podoba - Rotary "Lubiła Tańczyć".


Piosenka która mnie usypia? Z założenia nie zasnę przy żadnej, ale przyznam, że jest taka jedna, przy której mi się to udało. Sama byłam zdziwiona, kiedy w nocy przebudziłam się ze słuchawkami w uszach, a w nich w kółko cichutko pobrzmiewała melodia Happysadu "Taką wodą być". Swoją drogą, do tej piosenki również znam cały tekst. 


Oprócz "Lubiła tańczyć" piosenką, którą często nucę jest genialna nuta znana z filmu "Uwierz w Ducha" Tytułu i wykonawcy nie kojarzę, ale przyznam, że od kiedy ją usłyszałam (a było to kilkanaście lat temu!) wciąż siedzi w mojej głowie.

  
Czytaj więcej >

Pozostaniemy wiecznością

Płacz! Śmiało.
Przecież to nie wstyd, a oznaka, że Ci zależy.

Bywa tak, że los nie zawsze nam sprzyja. Czasami pewne wydarzenia psują nam humor, doprowadzają wręcz do rozpaczy i mentalnej udręki. Mamy wtedy ochotę zamknąć się sami w pokoju. Zwykle samo to przykre doświadczenie automatycznie odizolowuje nas do świata. Jesteśmy zamknięci w szarym, dusznym pomieszczeniu, bez mebli i okien. Jesteśmy zamknięci w sobie. W pokoju tym nie ma nic, oprócz drzwi. Mamy wtedy dwa wyjścia. Pierwsze drzwi prowadzą do kolejnego pokoju. Tym razem jest to pomieszczenie czarne, w którym już prawie nic nie widać. Nie widać drzwi powrotnych. Ciężko jest więc wrócić do pierwotnego stanu. Zwykle zostaje się tam przez jakiś czas dopóki do czarnego pokoju nie wejdzie ktoś z pochodnią w ręku, by nas stamtąd wyciągnąć. Lepiej nie wiedzieć co się dzieje, kiedy nikt po nas nie przyjdzie. Byliście kiedyś w czarnym pokoju? Drugie drzwi nie prowadzą do żadnego pomieszczenia. Otwierając je mamy przed sobą nicość. W tym punkcie należy popisać się kreatywnością. Do nas należy decyzja, co teraz zrobimy, jak ją wykreujemy daną chwilę. Jednak zwykle kiedy jesteśmy zdenerwowani nasz świat staje się czarnobiały. Chcemy krzyczeć, wszystkiego się czepiamy, jesteśmy źli na wszystkich i na wszystko, chociaż czasami nie mamy powodu. A w skrajnych wypadkach włącza nam się "syndrom  W" (wyjebania).

Co dają nam takie przeciwności losu? Na ogół nic. Na prostej drodze ciągle się z nimi zmierzasz, a za zakrętem czeka ich jeszcze więcej. Jeżeli długo będzie zbyt łatwo, to spodziewaj się człowieku, że w najmniej oczekiwanym momencie ktoś rzuci Ci kłodę pod nogi. Przecież to normalne. Takie jest życie, a Ty sam wybierasz, czy pójdziesz do czarnego pokoju, zamkniesz się w sobie i rozpaczając będziesz czekał na kogoś kto Cię stamtąd wyciągnie, czy wybierzesz drugie drzwi, olejesz sprawę i jakby nigdy nic będziesz żył dalej.
Które rozwiązanie jest lepsze? Nie ma na to prawidłowej odpowiedzi. Najlepiej nie dać się złapać przygnębieniu, które przenosi nas do szarego pokoju, najlepiej nie wybierać skrajności "depresja/kompletna olewka". Najlepiej zatrzymać się, pomyśleć dlaczego to się stało i jak mogę to zmienić, a następnie wprowadzić to w życie. Ważne jest to żeby zachowywać zimną krew, co by się nie działo.


Na tej zasadzie działa stres. Atakuje powoli i bezboleśnie, lub znienacka i połyka w całości. Ogólnie skutki odczujesz dopiero po pewnym czasie.

Wyobraźmy sobie najzwyklejszą sytuację, która może kiedyś spotkać każdego z nas. Jesteśmy ważną szychą w państwie, osobą publiczną, kimś ważnym, personą która musi wypowiadać się publicznie. Już jutro ma się odbyć ważna konferencja prasowa z waszym udziałem. I teraz zaczynają się schody. Tydzień wcześniej dostajesz boleści brzucha, trzęsą Ci się ręce. Nie masz siły się odpowiednio przygotować, bo kiedy myślisz, o występie przed tak dużą publicznością zbiera Cię na wymioty. Godzinę przed występem mdlejesz i pocisz się jak świnia, a kiedy już wyjdziesz przed ludzi głos więźnie Ci w gardle, nogi masz jak z waty, nie jesteś w stanie nic utrzymać. Mylisz słowa i ledwo klecisz jakieś zdanie.

Albo... Uważasz, że jesteś tak wspaniały, ludzie Cię kochają i na pewno z uwagą będą słuchać Twojego całkowicie spontanicznego wystąpienia, na sam jeszcze nie wiesz jaki temat. Coś wymyślisz na poczekaniu, bo po co się przejmować durnym wystąpieniem. A kiedy przyjdzie co, do czego, to zdajesz sobie sprawę, że wyszło całkiem inaczej niż planowałeś. Twoje spontaniczne wystąpienie było zbytnie niedopracowane, a ludzie zagięli Cię pytaniami. Niektórzy wzięli Cię za kretyna, inni stwierdzili, że nie bierzesz na poważnie swojej roli. I chyba mają trochę racji.


Stresu nie da się pozbyć. On będzie towarzyszył nam zawsze, jednak nie możemy oddać mu się we władanie. Nad stresem trzeba panować i minimalizować jego działanie i skutki. Optymalna dawka stresu jest potrzebna żeby nie popaść w "tomiwisizm" ;)

 Co to jest stres? 
Najpierw zapytaj samego siebie, jakie życiowe sytuacje są dla Ciebie stresujące. Mogą to być jakieś gwałtowne, nieprzewidywalne zdarzenia, odpowiedź przy tablicy, lub ogólne wypowiadanie się, pisemne sprawdziany, presja w towarzystwie, nieobeznanie w sytuacji, nowe otoczenie...

Efekty życia w ciągłym stresie
Zależnie od człowieka stres przejawia się na różne sposoby emocjonalne jak i fizjologiczne. W stresującej sytuacji możemy zaobserwować wzrost ciśnienia, przyśpieszone bicie serca, napięcie mięśni, przyśpieszony i płytki oddech, pocenie się, suchość w ustach. Jednak nam łatwiej odczuć  lęk, niepokój i strach. W niektórych przypadkach występuje także drażliwość i agresja, więc jeżeli czujemy się niekomfortowo, to to już jest podstawą stresu.

 Jak sobie radzić ze stresem życia codziennego?
Wiadomo, czasem nie mamy wpływu na otaczające nas wydarzenia, a mimo to jesteśmy rzucani na głęboką wodę. Po pierwsze nie ma co panikować. Zachowaj zimną krew i pomyśl, jak rozsądnie wyjść z tej sytuacji. Jeżeli nie potrafisz zapanować nas swoimi nerwami zredukuj chociaż liczbę ofiar ;) Pamiętaj o odpoczynku! Małe poleniuchowanie też jest w życiu ważne, nie da się ciągle pracować na zwiększonych obrotach, bo praca ta i tak będzie nieefektywna. Nie rób niczego na siłę. Jeżeli czujesz, że nie dasz rady, to nie pchaj się tam gdzie niekoniecznie masz czym się popisać. Przygotuj się wcześniej, skoro wiesz, że jutro masz ważny sprawdzian. Nic nie zaszkodzi jeżeli posiedzisz dłużej nad zadaniami, a jutro może to zaowocować. Tak samo z ustnymi wypowiedziami. Zadbaj o sen.  Zdecydowanie lepiej pouczyć się w dzień niż siedzieć nad książkami w nocy, a rano nic nie pamiętać ;) Kiedy jesteśmy zmęczeni i niewyspani, niektóre sytuacje mogą nam się wydawac stresujące, dlatego też ważne jest zadbanie o odpowiednią regularną ilość snu. Myśl pozytywnie i uśmiechaj się do ludzi wokół siebie! Twoje samopoczucie na pewno im się udzieli, a nastawienie do innych może sprawić, że i inni będą przyjaźniej nastawieni do Ciebie :) Dieta i ubiór też mają znaczenie. Odpowiednie posiłki sprawują bardzo ważną funkcję, a i elegancje ubranie mogą sprawić, że poczujesz się pewniej.


Dawno już czytałam książkę pt. "Charlie". Wszyscy ją wtedy promowali i zachwalali, bo opowiadała o problemach nastolatków. Kupiłam ją więc, tym bardziej, że nie była droga. Przeczytałam i zastanawiałam się nad tym jak można było tak spaprać życie bohatera? Temat był niczym nie oszlifowany brylant, wystarczyło się nim tylko dobrze zająć. Wtedy jeszcze nie zwracałam uwagi na rzeczy drugoplanowe. Wtedy jeszcze nie dorosłam do tematu. 


Historii Charliego nie poznajemy od razu. Na początku widzimy zwyczajnego nastolatka z problemami, który rozpoczyna naukę w nowej szkole. Właśnie wtedy zaczyna pisać pamiętnik, za pomocą którego kreuje swój świat. Jego rodzina nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale tylko z pozoru dzieje się w niej dobrze. Na pierwszy rzut Charlie wydaje się być normalny, przeciętny. Po pewnym czasie dochodzi do nas, że ma nierówno pod sufitem, a dopiero na końcu dowiadujemy się o jego problemach.



Chłopak idzie do liceum. Nie zna nikogo i trochę się boi, to normalne. Normalne jest również jego zachowanie. Charlie jest aż do bólu szczery. Nie kryje swoich uczuć. Kiedy jest smutny - płacze, kiedy jest wesoły - śmieje się, jednak jak do tej pory wesołych chwil w jego życiu nie było za dużo. Nosi on w sobie coś, co dręczy go od kiedy pamięta. Jeszcze jako dziecko był szczęśliwy, miał przy sobie osobę, którą kochał najbardziej na świecie - ciocię. Jednak po jej tragicznym wypadku, za który obwiniał sam siebie, wszystko się zmieniło. Rodzina zaczęła wmawiać mu depresję, bo zamknął się w sobie, ale tak naprawdę nosił w podświadomości straszliwą prawdę. Ukochana ciocia molestowała go jako dziecko.


W liceum wcale nie jest tak strasznie. Już na samym początku Charlie zyskuje przyjaciół śmierć i życie. Generalnie są oni uważani za dziwaków. Nie należą do szkolnej elity, gardzą wyższością, wszystkich traktują równo, lubią się zabawić, są szczerzy przez co dogadują się z Charliem, są sobą, przez co gardzeni i wyśmiewani. Tworzą jednak swoją paczkę i trzymają się razem.


Mimo, że każdy z nich jest inny, ma inne hobby, zainteresowania i pasje, robi coś innego, wszyscy się tolerują. Działają razem, tworzą i nie wstydzą się być sobą. Szaleją, korzystają z życia, ale dbają o siebie nawzajem. Jednak każdy z nich ma swoje małe tajemnice. Wszystko to wydaje się przytłaczać Charliego, który w pewnym momencie czuje się zagubiony i niekochany... 


Charlie swoją miłość do cioci przerzuca na Sam. Dziewczyna ma chłopaka, ale mimo to on traktuje ją jakby należała do niego. Nadrabia wszystkie zaległości rywala. Jest przy niej zawsze, kiedy ona tego potrzebuje, daje jej więcej niż w rzeczywistości posiada. Odnajduje w niej prawdziwe piękno, ale mimo wszystko dziewczyna traktuje go tylko jako przyjaciela. Do czasu...


Do czasu, kiedy muszą się rozstać. Wszyscy przyjaciele Charliego kończą szkołę, wyjeżdżają na studia, a on pozostaje sam. Życie Charliego znowu legnie w gruzach i właśnie wtedy ukochana przyjaciółka w końcu rozumie co do niego czuje. 


To co najbardziej podobało mi się w tym filmie to różne oblicza bohaterów, różne typy osobowości. To nie był film o Charliem i jego problemach, ani o molestowaniu, ani o seksie, ani o narkotykach. To nie był film o nastolatkach z problemami, ale o normalnych ludziach z lat 90, a mimo wszystko takich jak my. Ludzie się nie zmieniają, to świat zmienia ludzi. Ale świat przeminie, a my i tak pozostaniemy wiecznością. 



Czytaj więcej >

Prawda Pokora Miłość


Okres oczekiwania na święta Wielkiej Nocy tzw. Wielki Post to idealny czas na uporządkowanie sobie wielu spraw. Robimy porządki, myjemy okna, odkurzamy stare zakurzone wiosenne gadżety. Niektórzy z nas święta traktują bardzo przedmiotowo. Trudno się dziwić, bo "Wielkanoc bez jajek i zajączka w koszyku to nie święta". Symbolika i tradycja oczywiście jest bardzo ważna, jednak w tej całej komercyjności świąt zatraca się wiele istotnych szczegółów. Po pierwsze Wielki Post. Większość z nas krzywi się na te dwa słowa. Nic dziwnego, bo dam sobie rękę uciąć, że kojarzą się one Wam z ograniczeniami, być może dietą, nie rób tego nie rób tamtego. Nikt nie lubi kiedy czegoś się mu zabrania, nawet dla jego dobra. Ale w oczekiwaniu na zmartwychwstanie Jezusa niekoniecznie chodzi o sztywne ramy korzystania z komputera, mniejszą ilość jedzenia, czy zaprzestanie słuchania muzyki na 40 dni i 40 nocy.
Owszem, powinien być to dla nas wierzących czas melancholii i zadumy, ale nikt nam nie zabroni się uśmiechać i rozmawiać. Według moich poglądów nie powinniśmy robić wielkich imprez, ale kto powiedział, że nie można posłuchać muzyki w gronie znajomych? Otóż moi drodzy, w Wielkim Poście nie chodzi o to, by się ograniczać, ale powinien być to czas pracy nad sobą. Kiedy nie mamy czasu dla siebie i bliskich, podczas tych 40 dni powinniśmy go znaleźć, trochę przystopować i zachwycić się światem.
Polecam obejrzeć każdej kobiecie :)
Prawda.
Tak bardzo jej dzisiaj brakuje. Nie możesz wierzyć żadnemu człowiekowi, bo zapewne kłamie w żywe oczy. Coś ukrywa, coś przekręci na własną korzyść. Ale spróbuj się nad tym nie zastanawiać. Uwierz sobie i na tym poprzestań. Jeżeli Ty będziesz prawdziwy, ludzie wokół Ciebie też będą szczerzy. Dąż do prawdy i głoś prawdę, a znajdziesz naśladowców.
Pokora.
Mało znane słowo, często wyśmiewane, ale nie skore do zemsty. Weź na siebie swoje życie. Upadnij i podnieś się. Leć w dół i w górę. Niech Cię wyśmiewają, niech źle Ci życzą, ale jeśli to nie są ważne dla Ciebie osoby, nie zawracaj sobie tym głowy. Idź do przodu, ale nie za tłumem. Idź przed siebie. A jeśli nigdy się nie potkniesz, nie osiągniesz celu.
Miłość.
"Będziesz miłował Pana Boga swego,
z całego serca swego,
z całej duszy swojej,
i ze wszystkich sił swoich,
a bliźniego swego jak siebie samego."
Jak trudno kochać tych najmniejszych, tych którzy są najbliżej, wie o tym każdy z nas. Jest to nie dala wyzwanie. Ale podejmijmy je. Tak mimo wszystko. Tak po prostu.


Pod koniec miesiąca standardowo mało podsumowanie. Myślę, że marzec to póki co najaktywniejszy miesiąc w tym roku. Codzienne słońce dało mi dużo energii. Niestety na krótko, bo od jakiegoś czasu chodzę wypłowiała. Już w krótce się to zmieni! Zamierzam obudzić się z zimowego letargu i wziąć się za siebie. Trzymajcie kciuki :)
Tymczasem się jeszcze poobijam.


 Zdecydowanym ulubieńcem miesiąca jest piękna pogoda! Słońce po prostu mnie rozpieszcza. Ciepełko, piękne widoki wschodu i zachodu słońca. Czego chcieć więcej?

Spacery. Właściwie niedawno odkryłam ich magię. Zazwyczaj moje wędrówki miały jakiś cel, ale to te bezcelowe właśnie są dużo przyjemniejsze. Przy okazji można pomyśleć, odpocząć i zaczerpnąć świeżego powietrza. Polecam :)

Herbata. Mimo, że zima nas już opuściła, to ja nie opuściłam rozgrzewającego napoju na chłodne wieczory. Babcia mnie kocha i zafundowała mi pudełeczko aż z sześcioma przepysznymi smakami!

Muzyczny tag się pisze, ale gdybyście mieli jakieś konkretne pytania zadawajcie je śmiało w komentarzach, lub na asku. Na pewno odpowiem :)

Czytaj więcej >

Muzyka na przestrzeni mojego życia

Zaczęło się od radia. Mama codziennie rano włączała radio, aby obudzić mnie do szkoły. Nigdy nie musiała nawoływać, wystarczyło że nacisnęła przycisk "włącz", z głośników popłynęła melodia, a moje oczy otwierały się samoistnie. Nigdy nie mogłam spać przy muzyce, po prostu nie umiem. Radio grało i gra u mnie średnio 12 na 24 godziny. Jest włączone zawsze, kiedy ktoś jest w domu. Muzyka więc towarzyszyła mi od maleńkości, aż po dziś dzień, ale z moimi gustami bywało różnie.
 
Nie przypominam sobie czego słuchałam przed Hanną Montaną, ale wiem co nastąpiło po niej. 3/4 klasa podstawówki. Dostałam wtedy nowy telefon, który mógł już odtwarzać mp3. Istny szpan wśród dzieciaków. Wtedy po raz pierwszy stworzyłam sobie własną playlistę, na której królowała Ke$ha i jej hit "Tik Tok". Istnego świra miałam na punkcie "Girlfriend" Avril Lavigne, oraz Katty Perry i jej feministycznego podejścia w piosence "Hot N Cold". Z kolei miłosne zapałania biły od zespołu Video (który zresztą uwielbiam po dziś dzień) i Ani Wyszkoni wykonujących "Soft", oraz Mroza śpiewającego "Miliony Monet".
 
 
 
 
Jakże ja byłam zauroczona tymi kobietami! Wszystkie imponowały mi pewnością siebie i krytycyzmem wobec płci przeciwnej, co w tamtym okresie mojego życia i u mnie odbiło piętno. Okropnie podobał mi się głos Ke$hy i jej sposób bycia. Była kontrowersyjna, nieprzeciętna. Z jej luzactwa biła pozytywna energia. W wieku 12 lat też chciałam taka być. Avril imponowała mi rockowym podejściem. Katy natomiast była wyśmienita w swoim klasycznym wydaniu. Oczywiście tak naprawdę w życiu nie czytałam, ani nie słyszałam na temat tych osobowości. Widziałam to, co było pokazane w teledyskach i z tym je utożsamiałam.
 
 
 
"Soft" trafiło poprzez uszy do serca już za pierwszym razem. Piękna w swej prostocie muzyka urzekła mnie od razu. "Hej hej, jeszcze raz. Hej hej, zaczaruj czas" Piosenka kojarzy mi się z wiosną, bo właśnie pewnego słonecznego kwietniowego dnia ją usłyszałam. Z Mrozem, było trochę inaczej. Fazę na tą nutę przejęłam od koleżanek, które pod nosem nuciły tę charakterystyczną melodię. Zresztą Mrozu był wtedy jednym z niewielu nam znanym PRZYSTOJNYM mężczyzną śpiewającym o miłości! To musiał być hit!
 
 
Kolejnym etapem była szósta klasa podstawówki, kiedy to świat zaczynał poznawać Lady Gagę i inne gwiazdki jej podobne. "Bad Romance" zawojował muzycznym rynkiem i przez długi długi czas w radio nie leciało nic innego. Co druga piosenka na dyskotekach to właśnie przebój Lady Gagi. Wtedy też wszystkim dobrze znaną piosenką była rapowana "Number One". Przyznam, że do tej pory mile wspominam tą piosenkę.
 

 
 
 
Wakacje 2010 bodajże należały do najbardziej obfitych w muzykę. Mundial w RPA wyniósł na wyżyny Shakirę i mimo, że nie każdy oglądał piłkarskie dokonania, to "Waka waka" nie schodziła z radiowych list przebojów. W tedy także Rihanna trafiała w moje muzyczne gusta, a szczególnie jej duet z Eminemem. Pamiętam nawet, jak raz na lekcji zadzwonił mi telefon, a srogi nauczyciel puścił mi to płazem tylko dlatego, że Rihanna zaczynała  swoje "Just gonna stand there and watch me burn
But that's alright because I like the way it hurts".
 
 
 
W gimnazjum to się słuchało... Wtedy wstydziłam się przyznać, że urocze ballady Justina Biebera mieściły się na mojej karcie SD, jednak pamiętam, że "Pray" i "One less lonley girl" miałam nawet jako dzwonek w telefonie. Uwielbiałam praktycznie wszystkie jego ówczesne piosenki. Rozczarowałam się kiedy przeszedł bardziej na elektro pop, przestało mnie to tak kręcić, albo po prostu z niego wyrosłam.  W tym samym czasie zauroczona byłam Codym Simpsonem i jego jakże kiczowatym dziewczęcym głosem. Przez ten czas ukształtowało się we mnie zamiłowanie do ballad romantycznych.
 
 
 
 
Pod koniec gimnazjum objawił mi się zespół One Direction. Pociągało mnie wtedy w stronę milusińskich piosenek o miłości, śpiewanych przez przystojnych chłopaków. Ja i koleżanki miałyśmy bzika na ich punkcie, chociaż niektóre w tym czasie słuchały już ciężkich rapsów. W każdym razie nigdy nie umiałam określić, który z nich jest najprzystojniejszy. Gdyby był jeden z klatą Zyana, twarzą Luisa, włosami Nialla, charakterem Charrego i głosem Liama byłoby cudownie!  Do tej pory uwielbiam jedną (no dobra więcej niż jedną, ale tą szczególnie) piosenkę w gitarowym brzmieniu.
 
 
 
Idąc do szkoły średniej nastąpił u mnie przełom. Zaczęłam bowiem słuchać bardziej poważnej muzyki. Ciągnęło mnie w stronę rocka niekoniecznie tego dzisiejszego. Za sprawą koleżanki przekonałam się do My Chemical Romance. Po drodze do Pink Floyd i Queen był jeszcze Green Day i Kings of Leon oraz wiele innych rockowych zespołów, a raczej pojedynczych ulubionych piosenek.
 
 
 
 
 
Aktualnie moje rockowe zamiłowania zmierzają ku polskim piosenkom, szczególnie balladom. Wniosek z tego taki, że na przestrzeni tych wszystkich lat ukształtował i kształtuje się nadal lekko kulejący gust muzyczny. O ile go gustem nazwać można, bo tak naprawdę zawsze słuchałam tego, co wpadło mi w ucho. Nigdy nie potrafiłam określić konkretnego gatunku muzyki, ani ulubionego wykonawcy. Zwykle radiowe hity mieszały mi się ze starymi znanymi piosenkami. Często sama wyszukiwałam i słuchałam mało znane kawałki. W każdym razie słucham tego, czego lubię i co w jakimś sensie dobrze działa na moją psychikę ;)
 
 
 
* Oczywiście moje play listy nie ograniczały sie do powyżej wymienionych wykonawców. Na przestrzeni mojego życia ważną rolę odegrała także Adele, T-love, Perfect, Budka Suflera. Był także czas kiedy słuchałam Seleny Gomez i Jonas Brothers. Na ten moment w moim odtwarzaczu można znaleźc Celine Dion, Happysad, Wilki, a nawet Bitelsów. Reszta piosenek jest mniej znanych wykonawców, lub są to pojedyncze utwory Dżemu, Bruno Marsa, ktorego zresztą uwielbiam od początków. Zespoł Enej także gości, podobnie jak Lady Pank i wiele wiele innych!

W krótce pojawi się muzyczny tag! 
A Wy czego słuchacie? :)
Czytaj więcej >

Miej serce i patrzaj w serce

Jakże wspaniali są ludzie, którzy nas otaczają. Każdy jest inny, czymś się wyróżnia, ma inne pasje i zainteresowania. Innej muzyki słucha, inaczej się ubiera i zachowuje. Jeden tańczy, drugi gra na basie, a trzeci tylko w gry komputerowe. Ten ciągle je banany, ten uzależniony jest od kawy, a temu noga podryguje kiedy się denerwuje. Ta ma problemy z chłopakiem, tamta korepetycje i odwieczne problemy ze zdrowiem. Ona uwielbia niemiecki, a tamta biegle mówi po hiszpańsku. Można by tak opisywać ich bez końca. Są genialni w tym co robią, tym co lubią i że nie wstydzą się być sobą. Są fantastyczni, bo swoim życiem dzielą się z innymi.
Nie wszyscy są optymistami, niektórzy preferują czarny humor. Czasami mnie denerwują, czasami się kłócimy, ale częściej przekomarzamy się dla zabawy. Oni dają mi coś od siebie, ale i ja nie pozostaję dłużna. Tak powstaje relacja, która zależnie od nas może przetrwać wszystko.
Jakiś czas temu spostrzegłam, że osoby, które mnie otaczają, są tymi które ja sama sobie wybrałam. Nie ma w tym żadnego przypadku. Zbudowałam relacje z osobami, które przeszły ostrą selekcję. Już nie każdemu potrafię zaufać, teraz staram się rozpoznawać, co komu mogę powiedzieć, bo tylko nieliczni przyjaciele mają prawo wiedzieć więcej.
Zaczęłam doceniać jednych i drugich. Nie ważne jaki kto jest, ja też nie jestem idealna i nawet nie staram się być. Również od nich tego nie wymagam. Nie chcę by mówili mi o swoich tajemnicach, nie interesują mnie ich demony przeszłości, ale lubię razem z nimi łapać chwilę, marnować czas. Wspaniałe jest to, że widzimy się codziennie, a tematy do rozmów się nie kończą. Wręcz przeciwnie, jest ich coraz więcej! Wspaniałe jest to, że mogę im powiedzieć wszystko, cokolwiek zechcę, a oni zrozumieją, uśmiechną się i nie bedą pytać o więcej. Wspaniałe jest to, że wiemy o sobie już bardzo dużo, a wciąż się poznajemy. Wspaniałe jest to, że możemy na sobie polegać, bo o cokolwiek bym ich nie poprosiła nigdy mnie nie zawiedli. Wspaniałe jest to, że codziennie dają mi dużą dawkę energii i siły, a także powody do uśniechu. Dają mi również swój szacunek i zaufanie i już nie raz i nie dwa się o tym przekonałam, kiedy stanęli za mną murem.
 Bo czasami ten kto stoi najbliżej mnie podstawi mi nogę, a Wy potraficie podać mi rękę bym mogła wstać.

Panuje w śród ludzi ogólnie przyjęta teza, że ludzi docenia się dopiero wtedy, kiedy odchodzą. Nie powiem, coś w tym jest, ale od każdej reguły są wyjątki. No bo nikt nam nie zabroni doceniać obecności tych obok, często robimy to nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Jednak wdzięczność za to, że są nie nalezy do zadań najprostszych. Zwykle uważamy, że taka jest kolej rzeczy, że to jest ich miejsce i oni muszą tu być. Prawda jest jednak taka, że nie możemy za nich decydować, mówić im gdzie i jak mają żyć. Możemy za to sprawiać, że nie będą chcieli nas opuścić, że ich życiowym celem będzie towarzyszenie nam na co dzień.

Tak ogólnie można opisać międzyludzkie relacje. Film "Pokój Marvina" opowiada właśnie historię pewnej rodziny. Dwie siostry to dwie skrajności. Jedna spokojna, opiekuńcza, zatroskana o najbliższych. Druga porywcza, wybuchowa, poznająca granice własnych możliwości. Dwa żywioły - ogień i woda - Bessie i Lee. Bessie nigdy nie założyła rodziny gdyż od zawsze opiekowała się obłożnie chorym ojcem. Pewnego dnia dowiaduje się, że ma białaczkę. Jedynym dla niej ratunkiem jest przeszczep szpiku kości, dlatego też zwraca się do dawno niewidzianej Lee. Siostry nie widziały się ponad 20 lat. W tym czasie wiele się wydarzyło. Lee jest matką dwóch chłopców, z czego jeden Hank zaczyna chodzić własnymi drogami. Wydawać by się mogło, że nikt nie panuje nad sytuacją w rodzinie, ale w tym momencie Bessie wkracza do akcji. Pokazuje Hankowi inny świat, uświadamia mu, że niczego nie musi udawać, że szczerość wobec siebie da mu szczęście. Lee natomiast uczy się od Siostry pokory i miłości do tego, czego pokochać nigdy nie chciała.

Film nie kończy się ani happy andem, ani też nie zasmuca. Nie dowiadujemy się także co stanie się z ojcem Marvinem i chorą na białaczkę Bessie, ale z ostatniej sceny wnioskować można, że rodzina zostanie w komplecie. To właśnie sedno tej historii, jakże pięknej i wzruszającej. Morał z niego taki, że miłość i troska o najbliższych powinna być na porządku dziennym, a jakże trudno nam na co dzień ją okazywać... Nie zabrakło wątku komicznego, ośmiać się idzie co niemiara! Emocje odnaleźć można w każdej scenie. Zdecydowanie jest to film inny niż wszystkie. Skłania do popatrzenia na swoją rodzinę z perspektywy czasu i zastanowienie się czy wszystko jest w porządku? Czy coś trzeba zmienić?
Czytaj więcej >
Create your space © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka