Gonić, biec, latać ponad... Tak mało mnie we mnie jest

Palny na wakacje zmieniają mi się z dnia na dzień. Jeszcze jakiś czas temu w nie miałam robić nic. Stwierdziłam, że najlepiej wykorzystam czas spontanicznie - jak to ja. Jednak tak w kwietniu zgłosiłam się ze znajomymi do projektu dla uczniów Podkarpacie Stawia na Zawodowców, który gwarantowałby mi dobrze płatną miesięczną pracę w moim zawodzie. Ponadto miałabym dodatkowe kursy, szkolenia i certyfikaty potwierdzające moje umiejętności. Niestety z powodu braku wystarczającej ilości chętnych projekt w tym roku odwołano. Szkoda. Tak więc na wakacje zostałam bez planów, kiedy nagle jak grom z jasnego nieba spadły na mnie dwa turnusy wakacyjne. Pierwszy wyjazd zaraz po zakończeniu roku szkolnego na kilka dni do Bieszczad. Ma być to coś a la survival. Namioty, ogniska, kajaki, wspinaczka górska, nocne wędrówki i mnóstwo niespodziewanych przygód. Aż sama się dziwię, że ciągnie mnie do takich rzeczy. Drugi wyjazd jest zapowiedziany na kilka dni po powrocie z pierwszego. Tym razem kierunek: Iwonicz Zdrój - ładne miasteczko, w którym przez 10 dni fajnie można spędzić czas. Nie mam pojęcia co tam będziemy robić, aczkolwiek ta opcja jest mi bliższa. Obydwa wyjazdy nie wchodzą w grę... prawie miesiąc nie byłoby mnie w domu, a tego nie chcę, gdyż również myślałam o tym aby trochę zarobić przez ten wolny czas.
Photoshop nie robi idealnych panoram, ale za tą dostałam piąteczkę, więc pochwalę się tym ładnym widokiem :)
 Nie mogę powiedzieć, że nikt nie ma dla mnie czasu, bo ma. Wiele osób mi go wielokrotnie poświęca, oczekując tego samego w zamian. Normalne, prawda? Nie mogę powiedzieć, że nikt nie poświęca mi swojej uwagi, bo tak nie jest. Są osoby, dla których znaczę więcej niż wszystko inne na tym świecie. Nie powinnam narzekać, ale czuję, że coś jest nie tak. Relacje z najbliższymi ograniczają się ostatnio do spraw czysto biznesowych. Nie ma tu już miejsca na marnowanie czasu. Czas to pieniądz. Ja też mam dużo na głowie, ale kiedy patrzę na innych, to wydawać by się mogło, że nie mam nic. Oni biegną wciąż za wygórowanymi ambicjami, podbijają świat, a ja względem nich, samotnie stoję w miejscu. Prawa fizyki są bezlitosne. Nie mogę ich dogonić. Nie chcę ich doganiać. Błaganie o trochę czasu i uwagi nie jest w moim stylu. To ja mam poświęcać go innym. Ktoś czasem w przelocie rzuci "hej, co słychać?", ale nie interesuje go moja odpowiedź. To co mówię, leci z wiatrem i często nie trafia do adresata.


Jestem wdzięczna za każdy moment, ale czy tylko ja widzę, że jest ich coraz mniej? To smutne, jednak samej nie uda mi się tego zmienić. W pojedynkę nic nie zdziałam. Nie potrafię zatrzymać nikogo nawet na moment, a jedyne co mi pozostaje to bieg przed siebie. I nadal pozostanie bez zmian, dopóki ktoś się nie potknie i nie będzie potrzebował pomocy. A co jeżeli tym razem to będę ja? Całe szczęście, że są ci mniej zabiegani, którzy potrafią podnieść człowieka na duchu swoją obecnością i zwyczajną pogaduchą.


Zdałam! Nie wiem jak mocno trzymaliście za mnie kciuki, ale udało się! 31 punktów na 40 to całkowicie dobry wynik, z którego jestem w pełni zadowolona. Tyle nerwów, tyle emocji i tyle radości po ogłoszeniu wyników! Gdybyście widzieli moją klasę i ich szaloną radość! Wszędzie uściski, przytulasy aż miło! :)
Czytaj więcej >

Książkowe love

Tak się jakoś dziwnie składa, że ostatnio jestem strasznie zabiegana. Dużo się dzieje, ale nie przeszkadza mi to. Lubię być w ciągłym ruchu, a czas wolny mi nie służy. Nawet kiedy mam kilka dni wolnego, to od rana do wieczora zawsze znajdzie się jakieś zajęcie. Niekoniecznie związane ze szkołą, ale to chyba nie znaczy, że czas ten jest zmarnowany. Trzeba umieć aktywnie wypoczywać ;)

Z blogowaniem jestem kompletnie do tyłu... Nie jest łatwo prowadzić dwa blogi na raz, a ten szkolny ostatnio stał się priorytetem (czego się nie robi dla piątki z polskiego). W dodatku, żeby dosadnie pokazać nauczycielce, że zasługuję na dobrą ocenę, mam do poprawienia jakieś testy czytania ze zrozumieniem, dlatego każdą wolną chwilę w domu ślęczę nad zadaniami maturalnymi. Pociesza mnie myśl, że już niedługo wakacje.

Ale zanim wakacje, to jeszcze egzaminy, a co! Praktyczny zawodowy już za mną. Był tak banalny, że polecone zadanie wykonałam z palcem w nosie. Zajęło mi to nie więcej niż godzinę. Aż sprawdziłam wszystko po 5 razy, żeby nie przegapić żadnego szczegółu (a szczegóły są ważne w grafice, oj uwierzcie). Wszystko ładnie mi się ułożyło na monitorze.. zdjęcia przerobione, kolory odpowiednie, czcionka ideollo, wyjustowanie, pogrubienie to tu to tam i wymiary co do milimetra. Powinno być 100%.

Takie ładne u mnie widoki / jakaś tam uliczka w Krakowie / Monia zrobiła wianek ze stokrotek :) / jedyne zdjęcie, na którym mój brat wygląda normalnie / a tu drugie jedyne, na którym mój brat wygląda normalnie - tak bardzo odświętnie / selfie w lustrze na basenie w Krakowie musi być / Siemachowcy na obradach okrągłego stołu - Kraków / Kraków po raz enty / w końcu Siemacha Rzeszów i selfie z Lui

Przede mną jeszcze teoria. Z tym już może być gorzej, bo poligrafia to temat rzeka i nie da się, po prostu się nie da wszystkiego zapamiętać! W każdym razie trzymajcie za mnie kciuki 22 czerwca o godzinie (bodajże) 9.00! Jak we wrześniu się okaże, że nie zdałam, to czyja to będzie wina? No oczywiście, że Wasza i Waszych kciuków. To jeszcze nic. Egzamin z angielskiego został przesunięty na "po zakończeniu roku szkolnego", czyli nie wiadomo jeszcze kiedy, ale uczyć wciąż się trzeba, nawet w wakacje. Co prawda moje szanse na dostanie się na praktyki zagraniczne nieubłagalnie topnieją, bo co chwile zgłaszają się nowe osoby. Do tego wiadomość, że to właśnie egzamin z angielskiego zadecyduje o tym kto jedzie, a kto nie dobił mnie już kompletnie. Nie uratuje mnie ani wysoka średnia, ani wzorowe zachowanie, ani nawet najlepsza opinia wychowawcy. No cóż... będzie co ma być. Zaryzykuję, będę się starać, a jeżeli się nie uda - trudno. Widocznie tak ma być :)

 Słyszeliście kiedykolwiek o koncercie Jednego Serca Jednego Ducha? W Rzeszowie odbywa się on co roku w Boże Ciało. Cóż Wam mogę o nim napisać... Jak sama nazwa wskazuje jest to koncert religijny. Nie ma tam ostrych brzmień, rozbryzganych gitar, ani rapowanego narzekania na życie. Żadna sława nie skoczy na was ze sceny, a fanki nie będą się bić o spoconą koszulkę perkusisty. Pogo? Owszem było, ale nikt na tym nie ucierpiał. W zamian za to wszystko dostaniecie mega dawkę pozytywnego nastawienia, nadzieję, a nawet błogosławieństwo biskupa. Widzicie ile w tym roku było tam ludzi? Następnym razem sprawdźcie do czego ich tak ciągnie :)

 Trochę zmodyfikowałam listę rzeczy do kupienia. Tak nagle pojawiło się kilka wydatków, na które nie miałam wpływu, ale mama ostatnio zaszalała na zakupach i zafundowała mi długo wyczekiwane buty! Zakupione espadryle wyglądają nieco inaczej, ale zauroczyły mnie tak bardzo, że do końca zakupów nosiłam pudełko w rękach. Slip ony nie były w planach. Miałam wybrać jedne z nich, ale czasem niezdecydowanie popłaca ;)


Dla jeszcze nie znużonych tą jakże długą notką przygotowałam opowieść o mojej życiowej miłości. Tak ładnie prosiliście o odpowiedź na TAG, więc teraz się męczcie buahahaha. Wybranie tych wyjątkowych pozycji nie było łatwe. Wielu tu nie uwzględniłam, gdyż zwyczajnie zabrakłoby miejsca i Wam siły do czytania...  Ale nie martwcie się. Już w krótce kolejny książkowy Tag.
1. ZAUWAŻENIE
Książka, którą kupiłaś ze względu na okładkę. 

Dobra, przyznam się, że jest to jedna z niewielu książek, które zakupiłam, a w sumie było ich chyba ze trzy. Jeżeli Was to dziwi, to na swoje usprawiedliwienie mam kilka argumentów. Po pierwsze książki są drogie i nie widzę sensu wydawania na nie pieniędzy jeżeli w pobliżu znajduje się biblioteka. Po drugie nie mam w zwyczaju czytania jednej książki dwa razy, gdyż jeżeli spodobała mi się za pierwszym podejściem, to wolę zostać pod jej wrażeniem już na stałe. A nóż za kolejnym razem się rozczaruje... (if You know what I mean) i co wtedy? Po trzecie moje regały i tak się uginają od nadmiaru nieprzeczytanych tomisk, a 3x tyle leży pochowane w pudłach i czeka aż za kilka lat je odkryję.
Aczkolwiek wracając do tematu, Charlie, którego już znacie z moich "recenzji" nabyłam właśnie za pośrednictwem okładki. Bliski mojemu sercu jest pamiętnikowy styl pisania, więc zwróciłam uwagę na rzucającą się w oczy apostrofę. Gdyby nie to, pewnie przeszłabym obok tej książki obojętnie.


2. PIERWSZE WRAŻENIE
Książka, którą kupiłaś ze względu na opis

Zanim przejdziemy dalej, chciałabym uprzedzić, że nie kupiłam tej książki (a co za tym idzie nie) ze względu na opis, ale mimo wszystko przeczytałam ją po zachętach i recenzjach koleżanki. Trochę mi o niej opowiedziała zanim wzięłam ją do ręki. Lubię romanse i nie trzeba mnie było długo namawiać. Wystarczyło, że koleżanka zdradziła małe co nieco. Powiedziała to co mogła, a najlepsze fragmenty zataiła przede mną, bym mogła w pełni odczuć historię Andrew i Camryn. Nie kłamała, mówiąc że ta historia jest inna niż wszystkie. 

>klik<<
3. SŁODKIE ROZMÓWKI
Książka z niesamowitym stylem pisania

Jakiś czas temu przyjaciółka kazała mi przeczytać zacną książkę pt. "Na Psa Urok". Byłam do niej sceptycznie nastawiona i powątpiewałam, że spodoba mi się coś, z druidem w roli głównej. Owszem, lubię fantasy, ale nie kręcą mnie staroceltyckie zatargi mitologicznych bogów. Myślałam, że będę się męczyć nad tą książką... bo wiadomo, archaizmy, wyszukane i nieznane mi słownictwo... Nie lubię nie wiedzieć o co chodzi, albo podczas czytania filtrować wikipedię w poszukiwaniu znaczenia, czy sensu zdania. Cóż, po przeczytaniu pierwszego rozdziału byłam kompletnie zaskoczona! Wciągająca i zaskakująca (ale to naprawdę zaskakująca!!!) fabuła oraz lawina humorystycznych wypowiedzi pociągnęły mnie za sobą, aż po ostatnie strony, zawierające podziękowania.  Nie jest to znana pozycja, co bardzo mnie dziwi, bo po przeczytaniu jestem nią zachwycona. Styl, jakim została napisana ta książka jest wyjątkowy. Jeszcze nigdy w mojej karierze mola książkowego nie spotkałam powieści, która potrafiłaby rozbawić mnie co stronę, a w tym przypadku tak było. Musiałam co jakiś czas przerywać czytanie, bo mimo niepohamowanej ciekawości co będzie dalej, nie byłam wstanie powstrzymać się od uśmiechu. Świetne zwroty akcji, nieszablonowe postaci, zdarzenia które nie dzieją się naprawdę, a to wszystko wplątane w naszą szarą rzeczywistość. Polecam na gorąco :) 

4. PIERWSZA RANDKA
Pierwszy tom serii, który sprawił, że od razu chciałaś sięgnąć po kolejny

"Szeptem" - zdecydowanie! Wypatrzyłam tą książkę w bibliotece. Zaintrygowała mnie skromna okładka, tajemniczy tytuł, a i rekomendacja była niczego sobie. Jak już wspominałam, lubię fantasy, więc anioły, wasale i tego typu rzeczy są dla mnie miłą odskocznią od codzienności. Tym razem miło nie było... Książka przerażała mnie fabułą, ale właśnie to + romantyczne wątki sprawiły, że ją pokochałam, przeczytałam jednym tchem i czym prędzej poleciałam do biblioteki wypożyczyć kolejne części, a ostatnią z nich zaraz po wydaniu w Polce dostałam od mamy :)


 Szeptem
Crescendo
Cisza
Recenzji Finale jeszcze nie napisałam ;)

5. NOCNE ROZMOWY TELEFONICZNE
Książka, przy której przetrwałaś noc
Nie ma takiej rzeczy, która potrafiłaby powstrzymać mnie od zmrużenia oka. Taki już ze mnie śpioch. Nikogo już chyba nie dziwi, że urywam smsową korespondencję w połowie, zasypiając z telefonem w ręku. Także najpóźniejsza godzina, o której odkładam czytadło to 22. Jedynym wyjątkiem była seria GONE, przy której wytrwałam do 22.30. Może to nie noc, ale nie to jest tutaj najważniejsze. Warto poświęcić uwagę tym właśnie drukom. Chyba nie będziecie zaskoczeni jeżeli napiszę, że spodobała mi się porywająca (dosłownie) historia nastolatków, którzy po przekroczeniu piętnastego roku życia znikają. Wszystko dzieje się nagle. Młodzi zostają odizolowani od świata, brak dorosłych cieszy ich dopóki dopóty nie kończy się żywność, woda i środki do życia. Do tego epicentrum odizolowanego terytorium staje się elektrownia. Jedyna rzecz, o którą warto walczyć. 
6. ZAWSZE W MYŚLACH
Książka, o której nie możesz przestać myśleć
Wbrew pozorom nie jest to lektura o idealnym życiu seksownej kobiety, robiącej karierę w Hollywood, lecz o zwyczajnej nastolatce, która została w to wrobiona przez wielką korporację. Nie zdradzę wam, jak to się stało, że brzydula stała się pożądaniem wywieszonym na bilbordach, gdyż jest to zbyt drastyczne. Meg Cabot jednak nie oszczędza w środkach i w pełnym wydaniu prezentuje swój geniusz. Ta książka pokazuje jak media sterują światem, jak to się dzieje, że w rękach wielkich korporacji leży los milionów ludzi i jak niewiele dla nich znaczy ludzie życie.

7. KONTAKT FIZYCZNY
Książka, którą pokochałaś za towarzyszące przy niej uczucia

W szóstej klasie podstawówki zaraz przed wakacjami pani zaczęła czytać klasie książkę, która wywołała we mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony byłam nią zaintrygowana, a z drugiej odpychała mnie. To było moje pierwsze spotkanie z fantasy i prawdopodobnie dlatego właśnie napawało mnie to niechęcią (w wieku 12 lat gustowałam raczej w nastoletnich miłościach itd.). W każdym razie ciekawość fabuły wzięła górę. Jak można się domyślić, znowu pobiegłam do biblioteki i wypytałam o wskazany tytuł. Jak się okazało, była to pierwsza część bardzo długiej serii, która z tego co wiem wciąż jest wydawana. Niestety w bibliotece seria mi się ucięła mniej więcej na X części. Przyznam, że są to książki bardziej przeznaczone dla młodszej czytelni (duże litery, obrazki, szczegółowe objaśnienia), ale mimo wszystko z chęcią kontynuowałabym je i razem z małymi bohaterami nareszcie odkryła mroczną, a zarazem piękną i legendarną historię tajemniczych Wrót Czasu.


8. SPOTKANIE Z RODZICAMI oraz 9. MYŚLENIE O PRZYSZŁOŚCI
Książka, którą możesz polecić rodzinie i znajomym / książka, którą będziesz wiele razy czytać w przyszłości
Te dwa punkty ściśle się dla mnie łączą. Książkami, które polecam nie tylko rodzinie i znajomym, ale każdemu od tych najmniejszych po starzejące się społeczeństwo oraz które czytam i czytać będę nadal, są najpiękniejsze i jedyne w swoim rodzaju poradniki Reginy Bret. One nie tyle, co wskazują drogę, ale niosą ze sobą piękno, nadzieję, optymizm i przede wszystkim uczą jak brać życie na klatę i wciąż być szczęśliwym. Jeszcze nigdy nie miałam w rękach takich wspaniałości. Małe rzeczy, a niosą tyle radości :)

10. DZIELMY SIĘ MIŁOŚCIĄ!
Czyli kogo otagujesz?

Gąska
Lennyk
Anna B.
i wszystkich, którzy dużo czytają i chcą podzielić się z nami swoją miłością :)
Czytaj więcej >

Co cię nie zabije, to cię wzmocni

Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Zakręciło mi się w głowie. Ogromny ból przeszył mnie od środka. Przez głowę przemknęła mi myśl, że to pewnie tylko chwilowe. Niestety po chwili było jeszcze gorzej. Nagłe mdłości zmusiły mnie do upadku przed toaletą. Dusiłam się i nie mogłam oddychać. Międzyczasie łamiącym się głosem musiałam zawołać mamę. Przybiegła do mnie bez zbędnych pytań. Otworzyła na oścież wszystkie okna. Podała mi wodę i jakieś tabletki. Krztusiłam się powietrzem. W oczach miałam łzy. Każde słowo sprawiało mi ból. Nie słyszałam pytań brata, ani tego, co mówiła mama. Czas się zatrzymał.

Wylądowałam na swoim łóżku. Znowu ten sam impulsywny ból. Tym razem zwiększył swoją częstotliwość. Zwijałam się i prężyłam, kiedy mama próbowała przytrzymać mnie rękami. Piekły mnie wnętrzności. Chyba płakałam. Oddychałam szybko i płytko. Strasznie głośno sapałam. Zaschło mi w ustach. Resztkami sił błagałam mamę, by mnie ratowała. Musiała zadzwonić po pomoc. Jasne światło, miliony dłoni dotykających moje ciało. Twarz, policzki, brzuch. Słyszałam poszczególne słowa mamy, taty, brata, babci, cioci? Pogotowie? Szpital? Karetka? Rzucało mną po całym łóżku. Pomyślałam sobie, że jeżeli tak ma wyglądać piekło, to ja nie chcę umierać. Unieruchomili mnie. Babcia wydawała mamie i cioci jakieś niezrozumiałe dla mnie polecenia. Tata ubierał się, gotów w każdej chwili jechać ze mną na pogotowie. Brat głaskał mnie po głowie i uspokajał. Tysiące głosów, a je nie mogłam wydusić z siebie słowa. Poczułam przyjemne ciepło w miejscu bólu. Kazali mi się skulić i trzymać kompres. Tabletki chyba zaczęły działać. Zasnęłam.

Nie trwało to więcej niż godzinę. W tym czasie mama zdążyła zerwać na równe nogi pół rodziny. Gdyby nie oni, pewnie przez całą noc zwijałabym się z bólu na łazienkowej posadzce. Mama czuwała do rana. Słyszałam jej kroki jak co chwilę przychodziła i patrzyła czy oddycham. Rano  mówiła babci, że kiedy spałam, byłam blada i zimna. Ale oni nade mną czuwali. Moje prywatne anioły.

Pamiętam i mile wspominam czasy, kiedy moje życie było proste i nieskomplikowane. Nie miałam wygórowanych celów, ani ambicji, ale nie potrzebowałam tego. Miałam przy sobie osoby, które ceniły mnie za to kim i jaka jestem, a nie za to, co w życiu osiągnęłam. Razem z dziewczynami trzymałyśmy się w czwórkę. Ja, dwie Sylwie i Basia. Nie byłyśmy kręgiem zamkniętym. Tak naprawdę w ogóle nie byliśmy kręgiem. Nasze relacje były nierówne. Przyjaźniłam się z  dwiema Sylwiami, ale pomiędzy nimi było tylko koleżeństwo. Basia za jedną Sylwią przepadała, a drugą tylko tolerowała. Oprócz siebie nawzajem, miały jeszcze innych przyjaciół. Ja również. Bernadeta zajmowała wtedy ważny stopień na mojej friendsliście. Co prawda z czwórką dziewczyn spotykałam się codziennie w szkole, ale to jej poświęcałam każde popołudnie. I to było wspaniałe. Poświęcałyśmy wyższe cele - naukę i obowiązki - za spędzenie razem kilku chwil.

Bernadeta w porównaniu do reszty dziewczyn była moim autorytetem. Nie chciałam być taka, jak ona, ale zawsze mi imponowała swoją pewnością siebie, a czasem wręcz chamstwem (tak, takie rzeczy mnie jarały w gimnazjum). Ona zawsze wiedziała, jak zachować się odpowiednio do sytuacji. Jak zwrócić na siebie uwagę i sprawić, żeby wszyscy Cię lubili. Nie odpychało mnie wtedy jej podejście do innych ludzi. Kłamała jak z nut, dążyła po trupach do celu, a jej znajomi nie wiedzieli, że robi ich w balona. Czasem sama zastanawiałam się, czy ze mną postępuje tak samo? Wierzyłam, że nie, bo zawsze zapewniała mnie, że jestem jej najlepszą przyjaciółką. A przynajmniej byłam dopóki, dopóty stawiałam się na każde jej wezwanie. Ona z reguły mówiła mi wszystko. Zwierzała mi się i nie raz wypłakiwała na ramieniu. Ja byłam tą "na złe chwile". Nie przeszkadzało mi to do czasu... Zawsze uważałam, że prawdziwa przyjaźń wymaga poświeceń. Niestety z jej strony wielu tych poświęceń nie było. Nie potrafiłam z nią szczerze porozmawiać, mimo że na moich oczach oszukiwała ludzi. Wiedziałam o niej więcej niż inni, ale jako przyjaciółka uważałam, że nie powinnam wykorzystywać tego przeciwko niej. Tym bardziej bałam się jej powierzyć moje prywatne tajemnice.

Tymczasem z Sylwiami i Basią dogadywałam się świetnie. Nie kłóciłyśmy się praktycznie wcale. W szkole zawsze sobie pomagałyśmy, w szkole zawsze byłyśmy razem w drużynie, w szkole spędzałyśmy każdą przerwę razem, w szkole byłyśmy nierozłączne. Rozmawiałyśmy przeważnie tylko w szkole. Z jedną Sylwią siedziałam w ławce. Tylko z nią komentowałam ubiory nauczycielek i parodiowałam ich zachowanie. Tylko z nią pisałam ściągi na butach. Tylko z nią strzelałam z gumki recepturki. Tylko z nią malowałam paznokcie na lekcjach. Razem wymyślałyśmy własne przywitanie i buczałyśmy na sprawdzianach z fizyki. Tylko ona trzymała mnie za rękę, kiedy denerwowałam się przy odpowiedzi. Tylko ona wyznaczała mi granice na ławce, żebym się za bardzo nie rozpychała. Ona znała mnie bardziej od tej szalonej strony.


Z dugą Sylwią zawsze mogłam szczerze pogadać. Nie jeden wf przesiedziałyśmy na parapecie, czy ławce rozmawiając na miłosno-filozoficzne tematy. Próbowałyśmy rozgryźć psychikę chłopaków, po czym stwierdziłyśmy, że tu nie ma czego rozgryzać. Ona zawsze wiedziała wszystko. Od jednego spojrzenia potrafiła stwierdzić, że jestem nie w humorze. Potrafiła wyciągnąć ze mnie najdrobniejsze szczegóły, ale każdą informację zatrzymywała dla siebie. Pilnie słuchała, kiedy opowiadałam jej moje miłosne rozterki i zawsze była na bieżąco. Wręcz przeżywała je razem ze mną! Z całego serca wspierała i kibicowała mi także na sprawdzianach.  Czasem po prostu się uczyłyśmy. Próbowała wbić mi matmę do głowy, albo poprawiała błędny na wypracowaniu. Zawsze kiedy dostałam dobrą ocenę, mocno mnie ściskała i przybijała piątkę. Szkoda, że już nie chodzimy razem do klasy.


Basia na początku była przylepą. Przyznam, że denerwowało mnie jej towarzystwo. Uczepiła się Sylwii (nr 1) i zwyczajnie nie dawała jej żyć. Może byłam lekko zazdrosna? Dziewczyny spotykały się poza szkołą, a mnie przy tym nie było. No w każdym razie polubiłam ją po jakimś czasie. Basia była okropnie zwariowana. Wręcz szalona! To przekonało mnie, że możemy się dogadać. Pasowała do mnie i Sylwii (nr 1). Dobrze gotowała i często dzieliła się z nami kulinarnymi przepisami. Miała zakręcone pomysły, które wszystkie chciałyśmy wprowadzić w życie. Basia nie była na początku zbyt lubiana w szkole, ale wiernie z Sylwią broniłyśmy jej przed zajadłymi gębami dziewczyn z innych klas, a ona też nie dała złego słowa na nas powiedzieć. Niestety Basia poznała Bernadetę, a jak to mówią "kto z kim przystaje, takim się staje".  
Nasze drogi się rozeszły. Z Bernadetą i jej fałszerstwami rozstałam się na stałe. Przyznam, że całkiem dobrze mi z tym. Kiedyś zastanawiałam się, czy ja też byłam taka, jak ona. Po części chyba tak. Zarażała mnie płytkością, a ja stopniowo to zauważałam. Nie musiałam stawiać jej czoła. Sama zrezygnowała z naszej przyjaźni. Sylwie i Basia wybrały własne drogi. Nie widujemy się praktycznie wcale, mimo że mieszkamy w miarę blisko. Niemiłosierny czas pozwala nam na przelotne spotkania, ale to zdecydowanie za mało, by podtrzymać relację. Całe szczęście u dwóch Sylwii nic się nie zmieniło. Z tego co mówią, u mnie też nie "dzięki Bogu".
Czytaj więcej >

Kasting na mężczyznę idealnego

Kiedy byłam małym brzdącem podczas wakacji codziennie rano oglądałam bajki na jedynce. Co by się nie działo musiałam rozpocząć dzień z moimi ulubionymi bohaterami. Z tamtego okresu szczególnie jeden z nich zapadł mi w pamięć. Mały sprytny, ale przede wszystkim szalenie odważny Egipcjanin, który by zaimponować córce faraona stawiał czoła samemu bogowi zła. Papirus - tytułowy bohater, który nie wyglądem, a charakterem uwiódł moje serce.
Zastanawiacie się pewnie do czego zmierzam? Dlaczego o tym piszę? Już wszystko tłumaczę. Pewnego deszczowego dnia idąc przez piękne, ale już znienawidzone przeze mnie miasto Rzeszów napotkałam pewną kobietę. Zaczepiła mnie, pytając o drogę na nieznaną mi ulicę. Była kompletnie zagubiona i nie wiedziała gdzie jest, mimo że stała pod Galerią Rzeszów, skąd widać każdą stronę świata, oraz większość charakterystycznych punktów orientacyjnych. Powiedziałam, że nie umiem jej pomóc, bo ulic w tym mieście to ja nie znam... Uśmiechnęła się do mnie szyderczo, ale szczerze i wymamrotała coś pod nosem. Ja poszłam w swoją stronę, a ona nadal przez dobrych kilka minut kręciła się pod rzeszowskim centrum i zastanawiała się jaki kierunek obrać.
Właśnie wtedy znienacka napłynęła do mojej głowy myśl: kobieta kompletnie zagubiona, stoi w centrum miasta, wśród pędzących ludzi... To byłby idealna bohaterka nowego opowiadania! Co prawda tematu ani żadnego kontekstu jeszcze nie wymyśliłam, ale myśl by pisać o kimś "zacofanym" uczepiła się mnie jak rzep psiego ogona.
Po powrocie do domu miałam już główny zarys mojego zacofanego bohatera. Z grubsza przemyślałam też historię jego zacofania. Podświadomie nadałam mu męską płeć (zawsze chciałam postawić się z tej drugiej strony, a poza tym uważam, że opowiadań/książek gdzie głównymi bohaterkami są kobiety jest zdecydowanie za dużo). Temu nieukształtowanemu jeszcze mężczyźnie nadałam imię Wolfram. Podobno to jakiś metal, ale ja nazwę tą i historię z nią związaną poznałam od całkowicie innej (miłosnej) strony.
Już kiedyś pisałam opowiadania... Zawsze było to spontaniczne i niezaplanowane. Skutkiem takiego pisania był chaos. Pogubiłam się w wydarzeniach, postaciach i relacjach między nimi. Tym razem chcę by było inaczej. Dlatego właśnie zamierzam szczegółowo określić charakter i wygląd głównego bohatera, ale i także pochodzenie, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Wolfram będzie człowiekiem inspirowanym na postaciach już istniejących. Myślę, że kiedy zespole w całość kilka ciekawych osobowości, wyjdzie z tego całkowicie nowy i interesujący również dla Was bohater. Przyjmijcie go proszę z otwartymi ramionami :)

Lista dawców cech idealnych dla Wolframa nie będzie długa. No to zaczynamy!

Troy Bolton! 

Znany, uwielbiany, podziwiany, wychwalany i wynoszony na szczyty przez nastolatki na całym świecie. Za co go tak kochały? Za głos, taniec, kocie ruchy, a przede wszystkim romantyczną duszę i tą czuprynę włosów? Tak :)
GRA: w kosza
APARYCJA: Dobrze zbudowany i wysportowany,  nawet przepocony wygląda świetnie, a garniturki leżą na nim idealnie.
STOSUNEK DO KOBIET: kocha i szanuje swoją jedyną, pierwszą i ostatnią. Mimo nieporozumień nigdy nie potrafił się na nią gniewać. Niestety zbyt potulny nawet osób go denerwujących.

Christopher Wilde

To już mniej znany, ale równie przystojny facet. Fakt faktem, z charakteru do ideału mu daleko, ale dla tych oczu się wszystko wybaczy ;)

GRA: na gitarze + śpiewa!
APARYCJA: luzak i szpaner, założy nawet śmierdzący rybami kapelusz byleby fajnie wyglądać (czyli zachowanie większości nastolatków, a także pozostałych osobników chodzących po tej Ziemi ;) Fakt faktem, wygląda rewelacyjnie! Do tego te oczy... Dla nich można wszystko wybaczyć!
STOSUNEK DO KOBIET: jak dziewczyna to tylko sławna i bogata żeby można było się z nią pokazać! Gwiazda muzyki pop nie może się przecież zadawać z przeciętną dziewuchą... tylko, że w tym przypadku to nie on pokazuje się z nią, ale ona z nim.

 Robbie

Tego człowieka znają już nieliczni. Sama już nie pamiętam nazwiska tego bohatera (o ile zostało w ogóle wspomniane). Lecz nie można się skupiać na takich drobnostkach, kiedy słyszy się jego aksamitny głos i podziwia oczy, od których niełatwo odciągnąć spojrzenie.
GRA: na basie w boybandzie Sztywne Dylany
APARYCJA: Czy Wy widzicie te oczy? Bosz! Podobnie jak w przypadku Christophera serce mi mięknie, a kolana mam jak z waty...
STOSUNEK DO KOBIET: Nie ma to jak być szczerym do bólu i napisać piosenkę o swojej dziewczynie pt. "Wredna ździra w mundurku". Co prawda, ten sam Robbie sprawia później, że dziewczyna w końcu zaczyna wierzyć w siebie i jest przy nim sobą - szczęśliwą wariatką.

Kovu

Mój ulubiony bohater z filmu animowanego to Kovu. Jako dziecko za każdym razem, kiedy oglądałam tą bajkę, podziwiałam jak jego zła natura przeradza się w iście królewski charakter. Wszyscy od maleńkości wmawiali mu, że zostanie królem, ale on wolał biegać po pustyni i straszyć biedne zwierzęta. Wpajali mu, że zniszczy ten ład i porządek, a on bronił go własną piersią. To się nazywa postawa godna prawdziwego lwa!
Gra: rodzeństwu na nerwach
Aparycja: Monia lubi dostrzegać drobne różnice i detale, a ten lew zwyczajnie nie wygląda... Ma ciemniejszą "karnację", zadziorny uśmieszek i intrygujące mnie w dzieciństwie znamię.
Stosunek do kobiet: Co jak, co, ale ten futrzasty dżentelmen wie jak zdobyć lwicę. I nie zarzuca żadnymi sprośnymi tekstami, ani nie wybija się na pierwszy plan. Nie chce nawet zwracać na siebie niczyjej uwagi. Jest po prostu sobą.

Mustang z Dzikiej Doliny

To jest dopiero postać godna naśladowania! Hardy koń nie da się tak łatwo złamać, szanuje rodzinę, jako przywódca stada poświęca własne zdrowie i życie w obronie reszty. Broni ich zawzięcie, a nawet kiedy nieplanowanie opuszcza nie daje nikomu za wygraną. Mustang ma w życiu tylko jeden cel. Być wolnym.
Gra: niestety nie gra, ale tańczy, skacze i lata!
Aparycja: Smukła, wysportowana sylwetka... Długa lśniąca grzywa... żadna klacz nie pogardzi ;)
Stosunek do kobiet: Mimo gonitwie za wolnością o dziwo zakochuje się. Jednak wybranka jego serca w niczym go nie ogranicza, a daje jeszcze większe poczucie przynależności do świata i stada, miłość, szczęście oraz stabilność. Od tej pory Mustang już wiedział, gdzie jest jego miejsce na ziemi.

 Marcin Kaszuba

 Tym razem przedstawiam Wam serialowego kobieciarza, który podświadomie flirtuje z każdym napotkanym osobnikiem płci pięknej. Marcin Kaszuba to dziany prawnik, który skromny nie jest, a swoim urokiem wygrał nie jedną rozprawę sądową.
Gra: na pianinie
Aparycja: Wspominałam już, że lubię panów w garniturkach? A więc lubię panów w garniturkach. Do tego ten flirtujący wyraz twarzy, który posyła każdej kobiecie i przystojniak jak znalazł.
Stosunek do kobiet: tego człowieka jest iście irytujący. Na początku oświadczył się swojej byłej, która go rzuciła, po czym rozmyślił się, bo zdał sobie sprawę, że kocha inną. Ale do tej pory nie powiedział nikomu o swoim uczuciu, a kobieta jego życia co chwilę przemyka mu koło nosa, kiedy on podrywa koleżanki. Z całego serca kibicuję mu żeby w końcu odważył się wyznać miłość tej jedynej, ale z drugiej strony współczuję dziewczynie nowego faceta.
Bohaterów, których mogłabym tak opisywać mam na liście trochę i jeszcze więcej, ale na jej czele znajduje się nie fikcyjna postać, ale człowiek z krwi i kości, którego osobiście znam. A raczej ciągle poznaję. Teoretycznie nawet nie wiem jak ma na imię, ale to nie przeszkadza mi w spędzaniu z nim czasu. Po pierwszym zamienieniu kilku słów stwierdziłam, że będzie on idealną inspiracją, bym mogła tchnąć życie w Wolframa.
Nieogarnięty, ale twardo stąpający po ziemi.
Towarzyski, ale nie zabiegający o uwagę.
Miły, ale szczery w swoich działaniach.
Pewny siebie i swoich przekonań.
Dzielący się sobą.
Nie dbający o detale.
Odważny.
Z pasją, której się oddaje i pokazuje ją innym.
Wprost mówiący o sobie.
Czyli taki, jak Wolfram.
Czytaj więcej >

Miłość to dziwka

To smutne kiedy przykrość sprawiają Ci osoby, które kochasz. Jeszcze bardziej serce boli, kiedy to my zadajemy im cios. Wiemy, że kiedyś i tak zostanie nam to wybaczone, więc po co przebierać w środkach? Bijmy po całości! Miłość nie jest prosta. Jest piękna, ale wymaga od nas wielu poświęceń. Nie raz nie prześpisz pół nocy w obawie o drugą osobę, a w dzień nie skupisz się na niczym innym poza nią. Czasami uczucie zagłuszy krzyk, wyzwiska, przekleństwa. Bywa i tak, że poleją się łzy. Milczenie jest najgorsze. Czasami zazdrość zjada to uczucie, ale czasami je podbudowuje. Zdarza się i rutyna. Jesteś przyzwyczajony do tej osoby i nie doceniasz jej obecności. Jest to czymś normalnym, dopóki jej nie zabraknie. Dopiero wtedy zdajesz sobie sprawę jak ważną rolę odgrywała w Twoim życiu. A może czasami wcale nie chcesz widzieć tej osoby. Wiesz, że dzień bez jej widoku byłby piękniejszy, ale prędzej czy później zatęsknisz. Smutek towarzyszy też często tęsknocie. Czasami unikasz wzroku, wymigujesz się od rozmowy, bo wiesz, że możesz powiedzieć coś, czego nie powinieneś.   Czasami nie wiesz na czym stoisz, ale pewnie wolisz nie wiedzieć. Niepewność jest irytująca, ale to wszystko nazywa się miłość.


"Czasem nie mam już siły. Brakuje mi odwagi, czasu i przychylności losu. Od pewnego czasu kłamię, nie śpię po nocach, żyję na kawie i kanapkach z serem. Jestem roztargniona, mam trudności z przyswajaniem informacji. Wszystkiego zapominam i kłócę się ze wszystkimi w około. W szkole idzie mi gorzej niż średnio, pewnie będę musiała zapomnieć o świadectwie z paskiem... Jestem zła, zła i zła, bo daje z siebie wszystko, i mi to nie wychodzi. Ludzie zaczynają mieć mnie dość, ale nie dziwię się im. Ostatnio nie można ze mną wytrzymać, nawet ja mam z tym trudności. Stałam się nerwowa, igniruję ludzi albo na nich krzyczę.  Dla nikogo nie mam czasu, chociaż tak naprawdę mam poczucie, że całymi dniami nic nie robię. Wpadłam w dzwny letarg, z którego nie umiem się wydostać. Moje dni polegają na chodzeniu do szkoły i wracaniu do domu. Trochę radości potrafię jedynie wykrzesać ze spotkań ze znajomymi, ale to i tak szybko ulatuje. I wraca ten smutek, złość i przygnębienie. Wszystkim robię na złość, rzadko bywam w domu żeby wyleczyć się z chorych kłótni, ale kiedy wracam późno, czasem bywa jeszcze gorzej. Nawet zdrowie mi ostatnio nie dopisuje. Uczulenie? Boląca nerka? Przeziębienie? Gorączka? Ale przecież ja nie mogę chorować. Nie mam czasu! Kiedyś jeszcze mogłam zachowywać pozory normalności, ale teraz wszystko mi się pomieszało. Mam przed ludźmi dziwne tajemnice, nie wspominajac już, że unikam ich jak ognia. Dlaczego? Nie wiem. Kumuluje w sobie tylko te negatywne odczucia a później wyżywam się na własnym ciele. Boli? Ma boleć. Innych też boli."
"Pierwszy raz z życiu milczę, kiedy moje wnętrzności palą, a w środku coś krzyczy. Nie robię nic, chociaż jeszcze niedawno rzuciłabym książką. Leżę i płaczę, może mi przejdzie, kiedyś na pewno przejdzie."
Napisałam to kiedyś w nerwach i wielkiej rozterce. Jak widać nie czułam się wtedy za dobrze. Jednak to, co napisałam, to nie wszystko prawda. Kiedy jestem smutna, przychodzi wena i mnie pociesza. Przyznam, że całkiem dobrze jej to wychodzi. Kiedy smutki wyleję na papier jest mi dużo lżej. Nic mnie tak nie uspokaja jak cisza i lekki szmer długopisu na papierze. Mam wtedy czas poukładać sobie wszystko w głowie, ale jak już wspominałam, to nie wszystko prawda... Bowiem wena ma to do siebie, że koloruje rzeczywistość, więc to co piszę jest jakby bardziej wyostrzone, uwydatnione, wydaje mi się, że ciekawsze. Na pewno jest w tym więcej dramaturgii, ale jak to mówią "dobra historia zasługuje na ubarwienie". Czasami właśnie tak mam. Powiem coś, czego nie powinnam, poprzekręcam usłyszaną historię, nie zawsze mówię to, co myślę lub napiszę tekst, który tylko częściowo jest zgodny z prawdą. I co z tego?
Ludzie od zawsze się okłamywali. Tak było jest i będzie. Nawet w najszczęśliwszej rodzinie, czy w niezachwianej miłości nie da się być w stu procentach szczerym. Są kłamstwa małe typu "ładnie wyglądasz w tej bluzce". I mówisz tak swojej przyjaciółce mimo, że wcale tak nie jest, ale ona lubi tą bluzkę, a Ty nie chcesz odbiera jej tej radości. Są też kłamstwa duże. Tylko od nas zależy, co zaliczymy do tej kategorii.


"Sometimes You make choices in life and sometimes choices make You"

Mia, cicha i skromna dziewczyna, kompletnie nie rzucająca się w oczy, córka rockmena i punkowej kobiety oraz kochająca siostra. Adam, szalony chłopak, członek znanej na całe miasto kapeli, stojący na granicy sławy. Pewnego dnia to właśnie on dostrzega niepozorną dziewczynę, która odpłynęła w sali muzycznej grając na wiolonczeli. Zadurzył się w niej bez pamięci i oddałby dla niej prawie wszystko...
 Mia i Adam są ze sobą szczęśliwi mimo, że rzadko się spotykają. Pomału jednak ich ścieżki się rozchodzą. Złączyła ich muzyka, która teraz zaczyna ich dzielić. Adam wspina się na kolejne szczeble kariery, ciągle wyjeżdża i koncertuje. Mia natomiast w tajemnicy przed chłopakiem złożyła papiery na Juliard - uczelnię na drugim końcu kraju. To będzie powodem ich kłótni i kompletnego oddalenia.
 W efekcie musi dojść do tragicznego wypadku, w którym Mia traci całą rodzinę, a i sama jest w stanie krytycznym. Właśnie wtedy dziewczyna zdaje sobie sprawę, że do pełni szczęścia potrzebuje jedynie Adama. Chłopak teraz już wie, jak ważna była dla niego dziewczyna. Nie doceniał jej obecności wcześniej. Teraz, kiedy może ją stracić na zawsze chce poświęcić dla niej swoje życie.

Czytając książkę byłam sceptycznie do niej nastawiona. Poza niektórymi rozdziałami - perełkami, w których naprawdę dało się poczuć dramaturgię, ale i uczucia nieprzytomnej dziewczyny - większość chłodno relacjonowała wydarzenia z przeszłości. Opisy były pozbawione wyrazu i nie porywały czytelnika. Zero uczuć, chłodne fakty.

Film natomiast pozytywnie mnie zaskoczył. Nie wszystkie sceny z książki zostały w nim zawarte i to chyba jedyny minus. W ekranizacji książki bardzo wyraźnie dało się już odczuć uczucia płynące od bohaterów i ich stan smocjonalny. 


Czytaj więcej >

Szczęście

Życie. Na początku mały pierwiastek wielkości ziarna grochu. W łonie matki powiększa się i nabiera kształtu. Przez dziewięć miesięcy rośnie pod sercem kobiety i opieką mężczyzny. Nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy, ale jest przez nich kochany z mocą równą miliardom uścisków i pocałunków oraz wielu zbliżeń rodziców. W końcu powstał dzięki aktowi miłości. Mały człowiek rośnie i nabiera ludzkich zdolności. Słyszy głos matki, taki delikatny i subtelny. Czuje dotyk ojca, który z czułością głaska brzuszek kobiety.  W końcu musi wyjść na światło dzienne i pcha się na powierzchnię, gdzie wszyscy go oczekują. Sprawia ból kobiecie, ale ma prawo. Ma prawo żyć.
Mały człowiek rośnie pod opieką kochających rodziców. Karmią go, myją, usypiają. Są przy nim zawsze, nawet kiedy tego nie potrzebuje. Czuwają by maleństwu nie stała się krzywda. Mamusia spędza z dzieckiem całe dnie, a tatuś zarabia na drogie pampersy. Wieczorem, kiedy wraca do domu, czule wita się z żoną i przejmuje obowiązki nad małym człowiekiem. Często zdarzają się nieprzespane noce.  Rodzice mają już dość nieustępliwego płaczu, ale ostatkiem sił zwlekają się z łóżka, by przewinąć, nakarmić i przytulić owoc ich wspólnej miłości.
Pomału zaczyna sam się przemieszczać. Raczkuje, a pewnego dnia o własnych siłach wstaje na nogi i biegnie z wyciągniętymi rączkami, wołając „mama mama”. Najszczęśliwsza mama pod słońcem bierze malucha na ręce. Jest z niego taka dumna! Tatuś czasem rozpieszcza małego człowieka, kupując mu kolejną zabawkę i słodycze, a później się dziwi, że maluch nie zje obiadku mimo, że macha mu łyżką przed nosem udając samolocik.
Przychodzi w końcu moment, kiedy małego człowieka trzeba wypuścić z gniazda. Pierwszy dzień w szkole to stres nie tylko dla ucznia. Jakże przejęci są rodzice! I właśnie wtedy zaczyna się wczesne wstawanie z łóżka, przygotowywanie do stresującego dnia w szkole i odprowadzanie. Ileż to razy mama przed wyjściem dziecka z domu powtórzy „Skarbie, będzie dobrze” i cmoknie w czółko, a tata klepnie w ramię i powie „Bądź twardy!”. Mały człowiek idzie do szkoły dumny, że ma takich rodziców. Dzięki nim ma odwagę stawić czoła przeciwnościom losu. W szkole poznaje kolegów i przeżywa swoje  pierwsze wzloty i upadki. Nie raz wróci do domu ze zwieszoną głową i pokaże mamie jedynkę w zeszycie. Konsekwentna mama wtedy spędza popołudnie z dzieckiem i jego książkami, by na drugi dzień mógł się pochwalić tacie piątką z minusem.  
Kilka lat później młody człowiek zaczyna się buntować. Myśli, że jest już dorosły i nie potrzebuje opieki. Wymyka się z domu, nie wraca o umówionej godzinie, przysparzając rodzicom wiele zmartwień. Chce im udowodnić, że zna już życie i zrobi ze swoim co mu się podoba. Ale kiedy wpada w kłopoty może tak naprawdę liczyć tylko na rodzinę. Zawdzięcza im wszystko, ale jako młody człowiek wstydzi się do tego przyznać. Chce być wolny, ale nie wie jeszcze, co to znaczy prawdziwa wolność.  Złości się kiedy tata odetnie mu Internet, a mama zabroni iść na imprezę.
W pewnym momencie młody człowiek przechodzi metamorfozę. Zaczyna doceniać pomoc rodziców. Wie, że komputer, czy imprezy to nie wszystko. Uświadamia sobie co go tak naprawdę w życiu kręci i zaczyna iść w kierunku swoich marzeń. Stoi na rozstaju dróg i musi podejmować ważne decyzje. Często wspomaga się opinią rodziców. Oni wspierają go ile mogą. Inwestują w jego przyszłość. Są zawsze kiedy ma na głowie dużo nauki, by pomóc rozwiązać mu trudne zadnie. Pomagają mu wkraczać w dorosłe życie. Powiedzą ciepłe słowo, kiedy  przeżywa miłosne rozterki i będą dumni kiedy syn/córka przyprowadzi do domu swoją pierwszą miłość.
To wszystko nazywa się szczęście.
Kwiecień w obiektywie :)
Moje szczęście jest nieograniczone. Wszelkie pozytywne momenty składają się na jeden wielki uśmiech! Mam dom, mam rodzinę, mam przyjaciół i mam miłość. Jestem taka bogata!
Każdy dzień jest dla mnie wyzwaniem i szansą, by po raz kolejny dać świadectwo swej wspaniałości. Każdy poranek, niezależnie od tego czy słoneczny, czy pochmurny, jest powodem dla którego zmuszam się do wstania z łóżka i wyjścia z domu. Każda lekcja jest powodem, dla którego wpajam wiedze. Każde spotkanie ze znajomymi jest idealną okazją do rozmowy i uśmiechu. Każda chwila w domu jest dobrym powodem do spędzenia czasu z rodziną, pomocy mamie i tacie, ale i odpoczynku. Każdy słoneczny dzień zachęca mnie do aktywnego spędzania czasu na świeżym powietrzu, a pochmurny daje czas, którego zwykle brakuje na czytanie książek, czy oglądanie filmów. Mam marzenia, które motywują mnie do działania i nie pozwalają siedzieć w miejscu. To się nazywa szczęście.
Miałam cudowne dzieciństwo, pełne zbaw i radości.  Nie obyło się bez upadków, ale to pozwalało mi na wzloty. Mam cudowne życie przy boku ludzi których kocham i którzy kochają mnie. To się nazywa szczęście.

Jakiś czas temu zostałam nominowana do blogowego tagu przez Pol@. Chyba przyszedł czas na odpowiedzenie na pytania! :)


 Jesteś księżniczką uwięzioną w wysokiej wieży, której pilnuje smok. Czekasz na księcia na białym koniu? Postanawiasz wykorzystać sytuację i zrobić sobie długie wakacje od szkoły? A może robisz coś, żeby się wydostać? Jeśli tak, to jaki masz plan ucieczki?
Zdecydowanie czekam na księcia! Ze smokiem pewnie bym się zaprzyjaźniła, ale nie wyszłabym z tej wieży bez asysty przystojniaka, który miałby odwagę stanąć oko w oko ze smokiem - moim przyjacielem - i zaszczyt wyprowadzić mnie z niewoli. 
Jaka jest Twoja ulubiona reklama? Uzasadnij, oczywiście:)
Już dawno nie oglądałam telewizji, więc nie jestem na bieżąco, ale jest taka jedna "majo majo" :D
Bierzesz udział w konkursie ,,Master Chef" i ostatnim zadaniem, które dzieli Cię od wygranej, jest ugotowanie najdziwniejszej potrawy, jaka przyjdzie Ci do głowy. Co ugotujesz?
Hahahah, to się nigdy nie wydarzy! :D Ja i gotowanie? W moim przypadku nadzwyczajna potrawa to jajecznica ;)
Jesteś starożytnym Grekiem i chcesz poznać swoją przyszłość. Idziesz więc do wyroczni delfickiej i pytasz o swoje dalsze losy. Odpowiedź pytii jak zwykle jest pokrętna- mówi coś o żółwiach, puchatych kapciach, fioletowych krowach, wrednym Zeusie, winogronach, złotym delfinie i cyklopach. Wychodzisz z mętlikiem w głowie, ale starasz się wyłowić z tego jakiś sens. Jak myślisz, co miała na myśli wyrocznia? Trzeba traktować jej słowa dosłownie, czy może to wielka metafora? Co czeka Cię w przyszłości?
Zapewne chodziło to, że w tym roku na gwiazdkę dostanę puchate kapcie z głową żółwia i czekoladę milka! Przypuszczam, że wredny Zeus to święty Mikołaj. Winogrona? Chyba będę się zdrowo odżywiać. Złoty delfin spełni moje wszystkie marzenia, a o cyklopach udam, że nie usłyszałam ;) 
 Jakie magiczne zwierzątko najbardziej chciał(a)byś mieć? Dlaczego akurat to?
Magicznego jednorożca! Bo tak mi się uwidziało :)
Czego w tej chwili najbardziej wyczekujesz?
Ładnej pogody. Brakuje mi słoneczka, dlaczego go tu nie ma?
Wolisz masło orzechowe, czy nutellę? Dlaczego?
Nutella <3 Mogłabym jeść tonami gdyby nie moje uczulenie :3
Masz możliwość wejścia do jednej z książek i spędzenia w niej dnia. Jaką książkę wybierasz? Dlaczego?
"Szeptem"! O jeny jak bym chciała zobaczyć głównego bohatera Patha na własne oczy! W mojej wyobraźni był on szalenie przystojny.
Jaka jest Twoja najukochańsza zabawka z dzieciństwa? 
Od kiedy pamiętam w dzieciństwie zawsze towarzyszyła mi różowa pantera. Tym pluszakiem bawiłam się już w łóżeczku.
Wolała byś spędzić wakacje w domku z piernika u wiedźmy, w Hadesie, czy na farmie krokodyli? Uzasadnij proszę:)
Jeny... U wiedźmy raczej nie, chociaż te pierniki kuszą. Hades? Średnio mi się widzi... Krokodyle? A znajdzie się tam bezpieczne miejsce, w którym mogłabym przeżyć dwa miesiące?


Czytaj więcej >
Create your space © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka